5.12.15

Blondynka w Hongkongu

Witam, witam i cieszę się, że blog nadal cieszy się popularnością. Oczywiście nic się nie zmienia - slow life jest zamknięty, nic się nie zmienia, jeśli chodzi o polecenie nowego miejsca, czyli Sarah Grace, ale zapraszam również w miejsce, które jest z założenia zawarte w ramach mojej podróży (służbowej) do Chin.
LINK TU




Na dziś już wspominam, ale bloga założyłam będąc jeszcze w podróży. Jeśli ktoś wybiera się do Chin, to może w czymś mu się ten blog przyda. Jeśli nie, to zapraszam do spojrzenia na Chiny w których byłam, moimi oczami. Oczywiście slowly ;-)

26.6.15

Nowy początek

Trochę milczałam, ale to dlatego, że szykowałam nowe miejsce. Kolejna przeprowadzka zakończona. Zapraszam na nowego bloga, gdzie zaczynam wszystko od nowa:

https://sarahgracelaren.wordpress.com/

30.4.15

Wszystko płynie

Mija kolejny kwiecień. Kwiecień jest dla mnie w życiu miesiącem szczególnym, ponieważ każdego bloga zakładam w kwietniu. Nie, nie jest to zamierzone. Najwidoczniej wraz z wiosną budzi się we mnie potrzeba tworzenia czegoś nowego.

Tak jest też tym razem. Ale zanim wspomnę o tym, co nowe, to zamknę tę część. 



11.4.15

O Bogowie i bogowie


Są książki, które przerywamy na 10 stronie i odkładamy na później. Nigdy do nich nie wracając.
Są filmy, które obejrzymy, ale nie zapamiętamy nawet tytułu. Są takie, które modnie jest pochwalić, modnie jest skrytykować.
Są jednak też takie filmy, których krytykować się nie powinno i które - chciałabym - powinien znać cały świat.


"Bogowie"

4.4.15

Nie lękaj się - między religią a psychologią

Bodźcem do dzisiejszej notki jest tekst, który przeczytałam dziś rano w Rzeczpospolitej. Temat jest nieważki, gdyż dotyczy grzechu, poczucia winy i moralności tegoż zepsutego świata, ale tu nie mamy nic odkrywczego. Gorsza jest bowiem zawarta tam również teza ujęta przez autora słowami " (...) należy walczyć wszelkimi możliwymi środkami z medialnym fetyszyzowaniem samorealizacji splecionej z „prawem do szczęścia", które nie liczy się ze szczęściem innych ludzi. Dziś jesteśmy w bardzo niebezpiecznym miejscu. Kultura współczesna znalazła się w okresie przesilenia, którego objawem jest zanik norm. Cała nadzieja w tym, że po okresach błędów i wypaczeń prędzej czy później przychodzi otrzeźwienie."

Te słowa dziś, w Wielką Sobotę, dobrze nie pasują do wizji świata, którą ja popieram.


1.4.15

Blogowiosna - Myslowlife jako audioblog

















Z nadejściem wiosny i kolejną rocznicą bloga oraz mojego blogowania, chciałam wprowadzić coś nowego.

Poniżej znajdziesz link to pierwszego nagrania notki [ pisałam o tym już i opublikowałam 28.05.2015 wraz z notką, ale na szarym końcu, bo sama się jeszcze oswajałam z tym pomysłem]. 
Gdy się oswoiłam, przekornie, 01.04. postanowiłam raz na jakiś czas uzupełnić tekst głosem.  Znowu przecieram nowy szlak. Wyprzedzam czasy. Z przejęciem:-)





 



31.3.15

Racuszki i mężczyźni

Wchodzi kolega
- Marzena, na co zwracasz uwagę w pierwszej kolejności, gdy patrzysz na mężczyznę?
- Hm, oczy.
- To nie jesteś prawdziwą kobietą, bo badania wykazały, że kobiety patrzą w pierwszej kolejności na buty.*
- Na buty? A co mi mówią o facecie buty?  - dziwię się.

- Nie wiem, ale to kobiecy fetysz i to pewnie dlatego - wchodzi drugi kolega.
- Buty? Fetysz? - dziwię się jeszcze bardziej
- A nie? Ile masz par butów?
- Nie wiem, z 10? Ale na cały rok i różne okazje - odpowiadam podejrzliwie
- No i to nie jest fetysz??! Ja mam dwie: na lato i zimę  - triumfuje
- Ale to nie jest fetysz, z resztą, co to ma do bycia kobietą? - szukam odpowiedzi na pytanie z rodzaju "sens życia"
- Nie wiem, tak badania wykazały. Kobiet zapytaj - śmieje się.

Serio? :-)


Ja myślę, że to raczej kwestia speszenia, które jest mi raczej obce. Ja wchodzę w spojrzenie (kiedyś o tym pisałam, jak ważne to dla mnie jest), ale obstawiam, że te buty to poprostu spuszczony onieśmielony wzrok :-)



***

A wieczorem kręciłam się po kuchni z telefonem i wyszła z tego magia, dzięki której podzielę się rodzinnym przepisem na placuszki z jabłuszkiem <3



30.3.15

Magia pieniądza

Jakiś czas temu spotkałam się z przesympatyczną doktorantką, celem udzielenia wywiadu na temat slow life.* Kilka godzin rozmowy, w trakcie której padło też pytanie - Czy do życia slow trzeba być bogatym?

KONIECZNIE!  - wykrzyknęłam z entuzjazmem.

Czekam, aż Polacy nauczą się rozmawiać o pieniądzach. Szczególnie cudzych, żeby w końcu przeżywać jakieś pozytywne orgie radością cudzego sukcesu, zamiast się samotnie masturbować po ciemku, ze złości.



29.3.15

Weekend z "Shirley Valentine" i z J.

- Cześć. Co robisz w piątek? - J. nie szczypie się specjalnie.
- Jeszcze nie wiem - odpowiadam - A co masz?
-  Idziesz z nami do teatru na "Shirley Valentine", do Sopotu? Grają w "Teatrze przy plaży"
Tak też się stało.


Słyszałam wiele razy o genialnej kreacji tej postaci przez Krystynę Jandę. Nie miałam okazji zobaczyć na żywo i raczej nie sądzę, że będę miała. Niemniej, bardzo ciekawa byłam tego, jak zagra, nieznana mi dotąd, Magdalena Tomaszewska,  w reżyserii Dariusza Majchrzaka.


28.3.15

Gdy spada czyjś świat

-Niech Pani zostawi te bułki - dociera do mnie gdzieś z tyłu. Pakuję bułki do woreczka w Lidlu (jedyne sieciowe pieczywo, które uznaję, gdy nie zdążyłam do piekarni)
- Proszę Pani, niech Pani zostawi te bułki - głos się powtarza.
Za trzecim razem się odwracam poirytowana marszcząc brew.
Patrzę na mężczyznę, który to mówi. Nie poznaję przez dłuższą chwilę. M. stoi rozbawiony obok.
- Cześć K. - rzucam zmieszana - Nie poznałam Cię. - dodaję.
Stoję i patrzę, bo w sumie dalej go nie poznaję. Co się z nim stało, że go nie poznaję? Przechodzi mi przez głowę.

Po krótkiej wymianie uprzejmości nasze drogi się rozchodzą. Po drodze moje myśli krążyły po szczątkach wspomnień. Kiedyś K. był moim dobrym przyjacielem z czasów studiów. Naprawdę go lubiłam. Przez kilka lat wiele razy mi pomagał, wiele, wiele godzin przegadaliśmy pijąc co kto lubił. Wiele godzin po prostu spędzaliśmy razem. Tak, to rodzaj "bądźmy przyjaciółmi". Jak nie ma chemii, to nic nie pomoże. Fajnie się wkurzał na moje palenie, bo nie znosi papierosów. Oboje wzajemnie bawiliśmy się na swoich weselach. Wiele imprez i urodzin spędziliśmy we wspólnym gronie. Gronie, którego już nie ma od dawna. K. mieszka z rodziną niedaleko mnie. Dziś szukam jego twarzy w pamięci.  Czy tak miało być?
Dziwne uczucie. Naprawdę. Gdy powiedziałam o tym M. spojrzał tylko i rzucił swoje "Widzisz, jaka jesteś wredna, przyjaciół nie poznajesz" i z uśmiechem poszedł pakować zakupy.

Wariat jeden.

(...)


Rano, pierwsza kawa. Kot ociera się o moje nogi pomrukując. Dopiero co go nakarmiłam. Z reguły robi to M., ale jest w podróży służbowej.

Otwieram wiadomości w dziennikach i czytam...  I tak sobie myślę, zjadając kawałek bułki drożdżowej z dżemem (taka mnie naszła ochota, co zrobić), dlaczego nasze media "opiniotwórcze" zaczynają od wiadomości, co kraj na innym kontynencie sądzi o sytuacji u naszych sąsiadów i "straszy" mnie, że po nas tamci też przyjdą? Nie wiem. No fajnie, fajnie. W sumie, to nie mój problem.
Łyk kawy.
Dalej.
U nas politycy lubiący media głównie zajęci są jakimiś personalnymi wojenkami i wypominaniem sobie błędów. Leczą dalej kompleksy. Młoda demokracja, dojrzewanie, trądzik, szukanie akceptacji, miłości, ciepła, zrozumienia itd. Ale nie widzę w tym też nic złego. Już wolę, żeby się nie mieszali, niż siali zamęt. Ci pozostali rzadko się odzywają publicznie. 



Przewijam się przez nagłówki, dramatyczne opinie, oceny sytuacji balansujące na granicy histerii bla, bla, bla... Dobra. Dalej.


22.3.15

Wiosenny minimalizm, Gra o tron i moje sojusze


#coffeetime @work. Wiosna idzie. Wypatruję jej.

Minimalizm w szafie oznacza u mnie wszystko, ale bez nadmiaru. Nadmiar oddaję w świat. 
Plusem mojego minimalizmu w szafie jest to, nie muszę nic zmieniać na półkach i wieszakach, przy zmianach pór roku. Jedynie zmieniają się okrycia i buty. Wygoda i dowolność bez nadmiaru  i bez wyrzeczeń. Mam wszystko czego chcę i co dla mnie jest ważne - dobrej jakości. 
Skutek uboczny luksusu równowagi. 
Tak, w niektórych sprawach doszłam do swoistego mistrzostwa. 
Jak? O tym pisywałam wiele razy. Polecam odmęty archiwum, bo ten blog kończy w tym roku 4 lata i sporo postów związanych jest z tematyką równowagi, minimalizmu, dystansu  i rozwoju osobistego oraz sposobów na ogarnięcie życia ;-)  
  

20.3.15

Być córką w teorii i praktyce - Mama na telefon

- Czemu płaczesz? Co się stało? - słyszę w słuchawce zaniepokojony głos mamy.
- Nic. Wszystko w porządku - odpowiadam wycierając nos. Siedzę sobie na podłodze, bo tak.
- To czemu płaczesz? - słyszę troskę.
- Bo się za Tobą właśnie strasznie stęskniłam - odpowiadam chlipiąc - Ale wszystko jest ok. Nie martw się - dodaję uśmiechając się do słuchawki.
- Ja też za Tobą tęsknię - mówi.

Jest 3 w nocy. Chciałam ją usłyszeć.


18.3.15

Rycerze v2.0

Jeden z tych zacnych panów, znany mi osobiście barbarzyńca (po stroju obok ;-) trójmiejski i bloger występujący pod  stroną http://nolifestyle.com/ zwrócił na Twitterze uwagę na komentarze pod demotem. TU.


W czym rzecz? Czemu o tym piszę?
Bo to jest nawet zabawne, jak można się dopatrywać czegoś negatywnego w jednej z najbardziej pozytywnych akcji, jaką w ostatnich czasach zrobili spontanicznie blogerzy i nie tylko, na świecie.


Uwaga, opowiem o tym, jak sama odebrałam tę akcję, jako kobieta.

Hasło "Jeśli kobieta zakładając spódnicę zaprasza do gwałtu, to my też zapraszamy"

Genialne, prawda?

I co nam panowie mężczyźni mówią tym hasłem i strojem?

Otóż bardzo ważne rzeczy, niby tak oczywiste, a wcale nie - po pierwsze, że nie wszyscy mężczyźni są tacy sami (wbrew temu co niektóre kobiety lubią powtarzać), po drugie, oni nas tą akcją bronią, pokazują, że możemy na nich liczyć i najważniejsze, to jest ten głos tych prawdziwych mężczyzn, którzy są naszymi sprzymierzeńcami i wysyłają sygnał, że nie zgadzają się z opinią, że nasz strój może być odebrany jako prowokacja do gwałtu.
Tylko tyle.

Najbardziej solidarna akcja pro kobieca ostatniej dekady.


Dzięki panowie.




A kobiety, dziewczyny,  zakodujcie tylko, że nie brakuje mężczyzn, dla których nasze dobro jest ważne i nie skrzywdziliby nas, ba, obronili.

A że nie ma ich zawsze, gdy się coś dzieje, to już inna sprawa, ale też jak dobrze pomyślimy, to na co dzień stawiają się za nami, tylko my to często traktujemy jako oczywistość.

Może warto to czasami docenić?


16.3.15

Przepis na miłość

Impreza przy wódce. J. z krótką wizytą w Polsce. Wyciąga telefon i mówi do mnie - przetłumacz im,
Czytam na głos smsy. Od jego kochanki. Smsy pełne miłości, podziwu i dobra, ciepła, pieszczotliwej czułości.
- Ona jest twoją przyjaciółką - mówię  na koniec oddając aparat,
Kobiety obruszają się. Mężczyźni uśmiechają.
- Wiem - mówi J.
- Daje ci to, czego nie ma w sobie twoja żona  - dodaję, w sumie myśląc na głos. Znam ją. To typ kobiety dobrej, ale zimnej. Panuje nad całym rodzinnym życiem i światem. Robi to idealnie, Typowa "żona". Tylko nie ma w sobie ciepła. Czy można być dobrym i nie mieć w sobie ciepła? Tak. Wszystkie kombinacje są możliwe. Lubię ją.

- No cóż. Właśnie takie słowa facet powinien dostawać od kobiety - dodaję.
- No przestań - koleżanka parska śmiechem.
- No może niekoniecznie smsy, jasne, ale generalnie to normalne, żeby tak mówić do faceta, którego się kocha - patrzę na nią zdziwiona trochę jej reakcją
- Ale po co?
- Jak po co? Nie ma "po co". Jak kochasz, to mówisz, co czujesz. Czy nie? - zbiła mnie z tropu.
Nic nie odpowiada i rzuca krótkie spojrzenie na swojego męża.



Nigdy nie szukałam męża.


12.3.15

Nudna poprawność polityczna

- Pamiętasz? Kiedyś paliłam jak dzika, piłam bezwstydnie, imprezowałam, uprawialiśmy seks przed ślubem, robiliśmy rzeczy potępiane i niegrzeczne. A potem postanowiłam żyć zdrowo i się zdrowo odżywiać i już zupełnie zrobiło się... grzecznie i nudno - powiedziałam do M. pokazując nowe paznokcie - a dziś zostało tylko to, że przeklinam.
- Zabierz te paznokcie nastolatki. A co do reszty, to się nazywa starość  - usłyszałam.





Poprawność polityczna, o którą tak często nawołuję, jako dobrą w przestrzeni publicznej (bo tak), jest zabójcą smaku życia w przestrzeni niepublicznej. Tak czytam o Durczoku, tak myślę o tej swojej notce o braku molestowania i mobbingu i tak myślę, że względność wszystkiego wykorzystywana jest na niekorzyść smaku życia a ja to jeszcze za bardzo popieram (tak, widzę, po prostu dotykam skrajności).

Przerażająco nudne jest wszystko politycznie poprawne w każdej płaszczyźnie.


7.3.15

Teoria względności, czyli molestowanie seksualne

Nie wiem jak na świecie, ale u nas robienie "kariery" przez łóżko jest tak powszechne, jak zajadanie się kurczakiem. Ostatnia sprawa molestowania wyciągnęła ten temat na światło dzienne i strasznie jestem ciekawa tego, jak przebiegnie,do czego doprowadzi.

Molestowanie seksualne to wybitnie jeden ze śliskich tematów, bo jest dalece względny. Romans w pracy, a szczególnie z przełożonym, jest częstym zjawiskiem i znam sama takich wiele. Naprawdę sporo.  Historie są bardzo różne. Niektóre kobiety  się zakochują, niektóre kobiety robią to z czystym wyrachowaniem. Elementy profitów zawodowych jest po prostu jakimś bonusem. I tak było i będzie. Jedno jest pewne - takie relacje mają krótki żywot, więc czerpane z nich jest co się da,w obie strony. Oczywiście często idą za tym też złamane serca i inne dramaty, nie tylko "żona się dowiaduje". Czy można tego zakazać? Owszem, są firmy, w których są już regulaminy jasno zakazujące takich relacji i wymieniające jasne konsekwencje w przypadku wyjścia na jaw takiej sytuacji. Kary są z reguły dotkliwe, po utratę pracy włącznie.



6.3.15

Być bez albo

28.02.2015 był dniem wyjątkowym. To była sobota. Tego dnia odbył się 30. #Tweetup #3miasto połączony z Igersami/ Instagramersami Gdańsk (dla tych, co nie znają tematu, chodzi o użytkowników Twittera i Instagrama).
Bardzo lubię te spotkania, mimo, że rzadko biorę w nich udział. Ludzie, którzy się tam spotykają są wyjątkowi, a wśród nich jest też kilka osób, z którym znamy się od lat, a widujemy generalnie przy takich około internetowych okazjach. Naprawdę. Kocham energię tych spotkań.

Miejsce było o tyle wyjątkowe, że mi dotychczas nie znane, bo nowiutkie na mapie miasta. Spotkanie odbyło się bowiem w Teatrze Szekspirowskim.  

*
Drugą wyjątkową sprawą był fakt, że oprowadzała nas osoba, która wie o tym budynku i jego historii chyba wszystko i ja byłam zasłuchana, jak zaczarowana. Uwielbiam wiedzieć o miejscu, w którym jestem. To zmienia optykę i pozwala zrozumieć wiele więcej, niż tylko widać, bądź wiadomo, z powszechnej wiedzy.


Budynek cechuje niesamowita wręcz architektura, przestrzeń, minimalizm i geometria oraz gra światła.


Czuję, że słuszna jest opinia "Nie ma takiego drugiego teatru na świecie". 
Na pewno będę chciała bywać na tamtejszych przedstawieniach czy występach. 

3.3.15

Weź czas i negocjuj

Na początku roku trafiłam na zdanie, które mocno utkwiło mi w pamięci, aż wyszukałam w końcu autora.




Bo tak też jest i gdy się o tym wie, to człowiek nie boksuje się z życiem i całym światem, tylko negocjuje. Czy coś nam się w ogóle należy, czy na coś zasługujemy "bo tak"?


1.3.15

Być jak dr. House

Co tym razem? Szczepionki. Jestem dość dociekliwym człowiekiem i chciałam wiedzieć, co się dzieje i co najważniejsze, jak to się ma do mnie, że coraz więcej ludzi nie szczepi swoich dzieci.

W internecie ludzie świrują po całości. Standard. W sumie mnie to nie dziwi, bo brak jednoznacznych odpowiedzi, czasami wywołuje obłęd. Nauka jednak pomaga przed nim czasami ochronić. Nie tym razem, co widać, gdy czytam niektóre rozmowy i takie stanowisko lekarki(!) : "Decyzja o nieszczepieniu owszem zależy od rodziców, ale nie mają oni bladego pojęcia, że ich chore dziecko jest chodzącym mordercą noworodków, dzieci przewlekle leczonych immunosupresyjnie, urodzonych z niedoborami odporności i wielu innych".

To lekarz, taki zawód i ta kobieta powinna przemyśleć swoje motywacje i sposób prowadzenia profilaktyki i rozmów z rodzicami. No ale to nie pierwszy raz, gdy autorytet lekarza jest po prostu nadużywany, a przecież podstawowa zasada mówi "nie szkodzić". Czy nie? Brak mi słów na takich lekarzy. Naprawdę. Niektórzy naprawdę powinni milczeć wykonując swoje rzemiosło, bo postawienie dobrej diagnozy i przepisanie leku nie wymaga wdawania się w rozmowę, jeśli się nie ma do tego daru - House nie dyskutował z pacjentami*.



Dobra wiadomość jest taka, że historycznie nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Kilka osób, które uważam za mądre i posiadające wiedzę, powiedziały, że to panika i idące zmiany, które chwieją fasadami dotychczasowej klasycznej medycyny. Szczepionki to szczyt góry. No to pięknie, prawda? Kilka z tych osób powiedziało mi, że szczepionki mają się nijak do zachorowalności i występowania epidemii i prosta niby grypa (powikłania) zabija więcej osób niż obecnie każda inna choroba. Wg nich brak epidemii to nie wynik szczepień, bo epidemie przychodzą i odchodzą same, natura sobie z nimi radzi a nie lekarze-kapłani. Niezłe, prawda?

Szczerze? Ja pozostaję nadal na etapie obserwacji tego, jako zjawiska, niemniej i tak mnie to dość frapuje, stąd ten wątek na blogu.

Jedno jest pewne - coś się zmienia i na pewno nie będzie jak wcześniej, bo liczba przeciwników szczepień nieustannie rośnie.


27.2.15

Nad chmurami, być sobą

- Cholera, wiesz co? Czasami mam wrażenie, że powinnam się opamiętać. Spoważnieć. Przecież mam prawie 4 dychy na karku i w tym wieku niektóre zachowania już po prostu, nie wiem, no nie powinnam - mówię do kolegi, który mnie dość dobrze zna, ale równie dobrze mogłabym to powiedzieć do mojej przyjaciółki czy męża. Padło na niego.
- Masz jakiś odwrócony kryzys wieku średniego. Daj spokój. Gadasz teraz jak nie ty, ale jak jakaś stara baba. Opamiętaj się. I nie zmieniaj się, nawet tego nie rozważaj - dodaje - Człowiek ma tyle, na ile się czuje i daj spokój z gadaniem, co powinnaś w swoim wieku.
- Masz rację. Przed 30tką też tak miałam. Przecież o tym wiem, po prostu dziś jestem strasznie zmęczona tą tygodniową podróżą i czuję się jakbym miała 500 lat z hakiem. Ale..., no dobrze, że jesteś i mówisz mi to, co mówisz, akurat teraz. Lecę przejrzeć fotki na bloga. Dzięki - uśmiecham się rozłączając rozmowę.
Jak nie, to nie. Mądrych trzeba słuchać.




Bita śmietana. Morze, bitej śmietany nad Ziemią. 
Kocham latać samolotem. 

Lot samolotem - właściwie jest to pora, gdy jestem najbardziej uduchowiona. Żaden kościół, żaden budynek, nie da mi tyle, co samolot. 
Naprawdę zastanawia mnie, co czują w tym czasie ateiści, gdy ja doznaję głębokiej wiary w Boga

20.2.15

Jak sztuka rozkwita w teledyskach

Kto ostatnio słuchał piosenki i oglądał z ciekawością teledysk? Tak, tak. Idą zmiany.
Dzieje się dobrze, proszę Państwa. Jaskółka wiosny nie czyni, ale widać, że teledyski mają coraz częściej silną aspirację mieć wartość mocno artystyczną. Dwa ostatnie cuda, które podbijają serca:

                                                          Sia - Elastic Heart feat. Shia LaBeouf & Maddie Ziegler (Official Video)

Teledysk wywołał sporo komentarzy, ze względu na taniec dziewczynki i dorosłego mężczyzny. Mój komentarz jest krótki - to co widzimy świadczy często też o nas. Zanim ocenimy przefiltrujmy własne odchylenia. Serio, serio. Teledysk jest magiczny, a dziewczynka niesamowicie kojarzy mi się z Jovovich w "Piątym elemencie". Podobnie pięknie zagrana dzikość. 


I drugi:

                                                                    "Take Me to Church" by Hozier, Directed by David LaChapelle

Ze światowej sławy tancerzem baletowym Sergeiem Poluninem. 
Dzięki Kari za podesłanie :-* :-) 

Jak widać, nic jeszcze nie jest stracone. Jako osoba, która dorastała na MTV lat 90tych, nie przestałam wierzyć, że artystom będzie zależało na połączeniu sztuki w możliwie wielu wymiarach a teledyski, obraz + dźwięk będą się znowu łączyć z tęsknoty.

Mam nadzieję, że obecnie przed nami czas najpiękniejszych teledysków. 

17.2.15

Kodeks Kosmopolity - jak się znaleźć w świecie

Podróżuję tu i tam (nieznacznie, ale jednak), żyję tu i tam (mam za sobą w życiu kilka znacznych przeprowadzek), ale przede wszystkim poznaję  bardzo, ale to bardzo różnych ludzi. Praktycznie całe życie pracuję w międzynarodowym środowisku. Większość dnia rozmawiam albo po niemiecku, albo po angielsku, albo po polsku z ludźmi z całego świata. Uwielbiam to w mojej pracy, że sprawdzam czasami jedynie, którą mają godzinę osoby po drugiej stronie, a tematy i sprawy płyną nam po łączach, albo na spotkaniach. Nie brakuje w tym też humoru.

Pomyślałam dziś, ze podzielę się wiedzą, dzięki której dobrze mi w każdym środowisku, wśród ludzi różnych kultur, poglądów, wyznań, koloru skóry, preferencji i to z całego świata i każdej jednej kategorii, w której można nasz gatunek zaszufladkować. Jestem kosmopolitką i z tego punktu widzenia kocham ludzi. Nieważne, czy zawodowo, czy prywatnie, kosmopolityzm jest we mnie.

Szalenie cenię to, że jesteśmy różnorodni. Lubię znaleźć wspólny język z każdym. Wszyscy mamy jakieś wspólne mianowniki, a nawet jak nie mamy, to dobrze jest razem pomilczeć, ale w przyjaznej atmosferze. Ja bardzo lubię, gdy ludzie czują się ze mną dobrze, lubię, gdy czują to, że ich nie oceniam, nie krytykuję, nie szukam ich wad, bo faktycznie skupiam się na zaletach. Dopóki ktoś mi swojej wady nie daje dotkliwie odczuć, to jestem bardzo pokojowo nastawiona i nigdy nie zaczepiam agresywnie pierwsza.



Lubię budować pozytywny wizerunek nas, Polaków.  Nie walczę jakoś ze stereotypami, bo to nie ma sensu, ale pokazuję, że jesteśmy różni.
Warto o tym pamiętać też na miejscu i w kontaktach z ludźmi z kraju, bo nasze  regionalne "wojenki"  nie przestaną mnie dziwić. Globalnie patrząc, pochodzenie nie świadczy o nas samo w sobie, dopiero nasze zachowanie świadczy o nas i o tym miejscu, które reprezentujemy, bo sobą wystawiamy mu pewne świadectwo.

To kolejna sprawa, której świadomość chciałabym mocniej podbudować. Sama od wieków czuję się głównie kosmopolitką, obywatelką Europy i świata, tyle że dziś żyję z wyboru akurat w Polsce, w Gdańsku, ale lubię poczucie, że dobrze byłoby mi gdziekolwiek indziej, gdzie są ciekawi ludzie (czuję, że bezludne wyspy są fajne na chwilę). Dlatego poniższy

Kodeks Kosmopolity 


14.2.15

Z zawiązanymi oczami


Przyznam, że nie przeczytałam żadnej z części "50 twarzy Greya". Fragmenty, na które trafiłam, były wybitnie niefortunne i mnie zniechęciły. Dlaczego? Bo były mdłe. Chociaż rozumiem też, że dobre, doskonałe opisywanie seksu, albo raczej zbudowanie napięcia w odbiorcy, jest arcytrudne, dlatego nie mam zamiaru zbytnio krytykować tej serii, bo ma ona w sobie coś o wiele ważniejszego, czego nie dostrzegłam w książce, ale co pokazał film. 

Właściwie czysty przypadek sprawił, że poszłam na ten film z M. 

12.2.15

Kuszenie wiosny lukrem



Na wspomnienie pączków w Gdańsku Wrzeszczu przy Newskiej (Nie ma już ani tej cukierni, ani restauracji. Cukiernia była kultowa, wielu gdańszczan na pytanie o najlepsze pączki wspomni właśnie tę cukiernię. Wysmażano tam tylko pączki, ale były one przegenialne). Restauracja Newska również była miejscem kultowym, dla spotkań, z pyszną kuchnią rosyjską. Jej czas również nie oszczędził, jak wielu innych miejsc. Jednak cukiernia z pączkami była miejscem wybitnie wyjątkowym. Jak mało które. Zostało wspomnienie. 

Idzie wiosna, nowy początek. 
Lubię symbolikę Tłustego Czwartku.


Za WIKI: "Geneza tłustego czwartku sięga starożytności. Był to dzień, w którym świętowano odejście zimy i nadejście wiosny. Ucztowanie opierało się na jedzeniu tłustych potraw, szczególnie mięs oraz piciu wina, a zagryzkę stanowiły pączki przygotowywane z ciasta chlebowego i nadziewane słoniną. Rzymianie obchodzili w ten sposób raz w roku tzw. tłusty dzień"


PS. Sama wolę obecnie faworki, ale takich, jak robiła moja babcia to nie znajduję.
Ech, smaki i wspomnienia... ;-)

Miłego i tłuściutkiego dnia.

10.2.15

Marki własne do naszych usług

Mądre oszczędzanie nigdy nie będzie głupim pomysłem - jak to mówi moje autorskie powiedzenie.

Dzisiejsze czasy dają nam coś, co się nazywa "marka własna"
Pozwól, że opowiem Ci o tym, co i jak, bo jako marketingowiec, coś tam wiem. Niewiele, ale na notkę wystarczy ;-)



Jak można zauważyć, czasami piszę o produktach marki własnej Rossmann.  albo Douglas.
To tylko dwa przykłady produktów marek własnych dostępnych na, nie tylko polskim, rynku (polski rynek jest jeszcze mały w tym obszarze, ale to się zmienia).



7.2.15

35/40 pielęgnacja dojrzewającej twarzy, czyli jak ją kochać

Wróciłam podekscytowana z bieżni i naładowana energią podzielę się dziś moją "kosmetyczką". A co tam :-) 

Co lubi skóra twarzy kobiety koło 40tki? Moja lubi dopieszczenie, nawilżenie, masowanie, głaskanie, całowanie i witaminę E, bo całą resztę dostarczam jej jedzeniem i suplementami.

Zapraszam.



6.2.15

Tai Chi - muzyka dla duszy i szczypta slow life

Po całym dniu zaangażowania w pracę, w sprawy, w emocje, w ludzi, w rodzinę, biorę sobie czas dla siebie i to nie chwilę, ale przynajmniej 2 godziny. Dlatego nie mogłabym regularnie pisać bloga, bo po prostu doba nie jest z gumy, a ja ustawiam priorytety. Poza sportem w czasie wolnym, doszło jeszcze pisanie książki, która "oświeca" się we mnie w najdziwniejszych momentach. Wszystko trochę kosztem bloga. Chociaż widząc statystyki, uśmiecham się, że wciągają Was też archiwa. Dziękuję. Pisanie przez kilka lat dało materiał, który mam nadzieję (zawsze miałam) jest w dużej mierze uniwersalny w czasie. Tematy "medialne", jak spadające gwiazdy, pojawiają się tu rzadziej.


Cieszy mnie dzielenie się poznanymi i moimi własnymi sposobami na budowanie i utrzymywanie równowagi w życiu i w jego dziedzinach, co jest właśnie podstawą slow life. Nie jestem coachem, nie jestem psychologiem, ale ciągle czytam i się uczę materiałów  w tej tematyce, bo to moja czołówka ulubionych dziedzin oprócz filozofii. Po pierwsze, żeby poznawać nowe, po drugie, żeby nie zapominać. Utrwalanie jest mi też potrzebne, ale bez przesady  - głównie należy po prostu żyć.

30.1.15

Siła sprawcza, czyli moc w naszym działaniu




Są obszary, miejsca, punkty w życiu, na które nie mamy żadnego wpływu (och, chociażby miłość ;-). Bądź niewielki. I tak ma być. Są jednak obszary, w których możemy przenosić góry i robimy to. To właśnie obszary dla naszej siły sprawczej.

Decyzje o tym, co robimy w życiu, czego nie, na co czekamy, na co nie. Dokąd idziemy, dlaczego siedzimy. Jakie wyciągamy wnioski z doświadczeń, jak bardzo doznajemy, przeżywamy i zapamiętujemy. Co nie pozwala siedzieć zbyt długo. To co nas niesie, na co mamy wpływ, co się dzieje dzięki nam.

Siła sprawcza. Gdy widzisz coś i masz pomysł, jak zmieniać, poprawiać, ulepszać, usprawniać. Kreować nowe i wprowadzasz to w życie.

Obszary, na które nie mamy wpływu zostawmy w spokoju. Patrzmy tam, gdzie czujemy własną siłę sprawczą. Kocham to poczucie.


29.1.15

Wrażliwość e-człowieka, dobra strona mediów

Czy pamiętasz pierwszy raz, gdy zobaczyłeś w i na jakich warunkach pracują ludzie w azjatyckich fabrykach? Czy to cię poruszyło? Czy zasiało w Twojej podświadomości poczucie, że to nie jest dobre? Że nie chcesz, by rzeczy, których używasz, powstawały w taki sposób?

Ja tak, mniej więcej. To był jakiś francuski reportaż z fabryki ubrań, wówczas jeszcze w Chinach. Jakieś ok 20 lat temu. Ciasne pomieszczenie, nastoletnie dzieci pracujące po 20 godzin na dobę, śpiące na terenie fabryki. Tak wyssane z woli życia, że chciałoby się je po prostu przytulić i zabrać stamtąd. To nie były zdecydowanie warunki pracy dla ludzi. A to był przecież tylko program...

Koszty produkcji na dalekim wschodzie były i są zbyt podniecająco niskie dla zachodnich odbiorców. Czyżby? Nie ma granicy?

Z powagą oglądam materiały na ten temat. Na temat tego, jak i czy zmienia się sytuacja i czy świat się opamiętuje i w którą stronę to idzie. Nie tylko ten daleki, ale też bliski. Dlatego tak ważny jest dla mnie slow biznes, o czym jeszcze mało piszę.

Wg mnie ważne jest to, żebyśmy o tym po prostu wiedzieli. Mając świadomość, przestajemy być bezmyślnym konsumentem i to jedna z przyczyn, dlaczego ważna jest dla mnie jakość produktów, ale też i warunki pracy ludzi, dlaczego popieram akcje typu "Fair Trade", działania, które trwale mają zmieniać warunki pracy ludzi na świecie.

Oczywiście mrzonką jest założenie, że wszyscy będą pracować z pasją i w poczuciu spełnienia, ale dążenie do ideałów pcha świat do przodu, bo cała reszta go cofa (dlatego postęp człowieczeństwa jako takiego jest tak powolny ;-).
Pytaniem jest, gdzie i czym są ideały. Są kwestie uniwersalne - jak  uszanowane prawa człowieka. Na pewno punktem wyjścia jest rozumienie, gdy są łamane. Wszędzie. A jak to zmienić? Wiedząc. Rozumiejąc. Na początek to dużo. Niech zaskoczy ta zapadka. Potem będzie się działo samo.

Ostatnio świat obiegła relacja z akcji zorganizowanej przez norweski dziennik "Aftenposten".
Dziennik wysłał kilka blogerek modowych do fabryki ubrań w Kambodży. Dziewczyny wyrwane z cywilizacji i dobrobytu trafiły prosto w ramiona obcej im rzeczywistości.


Blogerzy w fabryce w Kambodży

I tu jest jedna z ważniejszych ról blogosfery - subiektywne reagowanie na świat. Nie tyle pokazywanie go, ale właśnie reagowanie, najważniejsze w tym są emocje.



28.1.15

Jacy dżentelmeni, taka akcja


Moja playlista składa się z muzyki poważnej. Taki czas. 

Ostatnio ktoś mi odpowiedział kawał. 
#suchar
Wsiada staruszka do tramwaju. Tłok jest, więc szturcha co młodszego, siedzącego mężczyznę laseczką. A ci nic.
Staruszka w końcu mówi poirytowana - już nie ma dżentelmenów 
na co jeden odpowiada - dżentelmeni są, ale miejsc nie ma. 



Ostatnio miała miejsce w internecie i nie tylko dość szczególna sytuacja z "dżentelmenami" w tle. 

25.1.15

3 kroki do bycia zen, czyli jak się pozbyć złości

Jestem choleryczką. Na większość czasu, gdy jestem wyluzowanym kwiatem na tafli jeziora, spokojną, zen, zrównoważoną i "ponad tym", jest czas, gdy wybucham i wychodzę z siebie, albo raczej czuję, że emocje mówią za mnie. 
A niech mówią. 

Tylko wiecie, problem w tym, że z niektórymi emocjami jest jak z miauczącym kotem - chodzi i miauczy i nie wiesz, czego chce, bo go nie rozumiesz. A on chodzi i miauczy, chociaż wg Ciebie wszystko ma. Widocznie nie ma, ale go nie rozumiesz. Tak jest często z okazywanymi emocjami. 

Podobnie jest z wybuchami złości. Drzesz się, płaczesz, krzyczysz, a na końcu padasz wykończona i nikt nie wie, o co tak naprawdę poszło. Ty też nie. Tzn. niby wiesz, ale nie jest tak, bo gdyby tak było, to byś to załatwiła, jak człowiek. 




Nie oszukujmy się, wybuchy złości, czy bierna agresja to momenty naszego niedorozwoju w wyrażaniu emocji. Mamy go prawie wszyscy. Taki lajf, taka karma, co zrobisz?

Nie, nie... nie rozczulamy się teraz nad sobą. Szukamy rozwiązań. Dziś dam 3 metody, do stosowania w różnych okolicznościach.  Generalnie metody te działają też na stres, a złość też nim po prostu jest. 

22.1.15

Niechęć posiadania, chęć doznawania

Mam jakąś dziwną przypadłość. Im w życiu więcej zarabiam, tym mniej rzeczy chcę mieć.

Myślę, że to kolejna cecha slow life.

Rozumieć to, co się ma. Nie pogrążać się obsesyjnie w pożądaniu przedmiotów, które wystarczy np. zobaczyć. Wybierać zawsze to, co najlepsze i nie gromadzić dla zasady. Bycie niewolnikiem posiadanych przedmiotów, w zabunkrowanych domach, otoczonych płotem z dziesiątkami kamer i czujników? Dziękuję. Są ciekawsze sposoby korzystania z pieniędzy.

Ostatnio leżałam z M. i sobie marzyłam, że gdy będziemy bogaci, to wcale nie będę chciała gromadzić rzeczy. Za to będę chciała móc korzystać z możliwości, które dają pieniądze.

Jedną z takich możliwości jest doświadczanie czegoś osobiście.

Pojechać gdzieś i przeżyć coś, co znamy tylko ze zdjęć czy filmów. Zobaczyć oryginał wielkich dzieł. Posmakować najdziwniejsze smaki. Zobaczyć wschody i zachody słońca w różnych szerokościach i długościach geograficznych, albo Księżyc na bezmiernie rozgwieżdżonym niebie. Wejść do najbardziej lazurowej wody. Przejść się po najbardziej miękkim piasku, albo najbardziej kamienistej plaży. Na safari zobaczyć zwierzęta w naturze. Popatrzeć im w oczy. Porozmawiać z ludźmi tu i ówdzie. Tak, jak lubię to robić wszędzie. Lubię ludzi. Lubię nie poznawać ich za dobrze, bo dzięki temu zachowuję o nich dobre zdanie. Wolę widzieć w ludziach ludzi, a nie najgorsze słabości, chciwość, zawiść, małostkowość, poczucie wyższości. Cenię bezinteresowny uśmiech nieznajomego. Myślę, że to działa w dużej mierze ze wzajemnością, bo poznanie mnie bliżej i moich wad, gdy mi coś nie podpasuje, to traumatyczne przeżycie. Serio, ale tak na odległość jestem cudowna, bo naprawdę lubię ludzi ;-)
Nie lubię w życiu interesowności, fałszywego wazeliniarstwa. Nie jest to najprostsza droga, ale najbardziej zgodna dla mnie ze mną. Nie zadaję się z ludźmi, z którymi "powinnam". Nie muszę. Stać mnie na wolność w doborze otoczenia. Da się iść przez życie w zgodzie z sobą i się realizować do tego nie pielęgnując interesowności i kolesiostwa (polecenie kogoś, czy wspieranie się umiejętnościami, kontaktami, to co innego, to normalny networking). Jestem bogata już w tym sensie. Chcę być pełna przeżyć i związanych z nimi emocji.

Gdybym była okrutnie bogata materialnie, to i tak bym się z tym nie obnosiła. Bo po co? Bogactwo finansowe i tak widać po człowieku. Czasami po skrajnej skromności w zachowaniu. To zadziwiającą imponujące.




20.1.15

Kiedy marketing to sztuka i chcę jej na ulicach

Marketing wygląda jak ulice. Wszędzie reklamy produktów bankowych, bądź leków (i tu już czasami jest pełen hardcore w doborze) albo suplementów, albo czasami artykuły spożywcze (Raju, czy naprawdę trzeba wrzucać na wielki plakat kawałek surowej szynki, żeby poinformować o ofercie, o istnieniu sklepu, asortymencie. Nie da się lepiej?? Ciekawiej? Inaczej? Pewnie, że się da, ale trzeba chcieć i pomyśleć.) To kwestia chęci. Widać to chociażby w blogosferze, gdzie koszt kampanii z blogerem jest o niebo niższy niż chociażby z celebrytą, a dobry bloger przeprowadzi taką kampanię estetycznie i do tego ciekawie, przy czym, co ważne! Materiał ten zostaje na długo w sieci, bo najlepsi blogerzy sami rozumieją i nie zaśmiecają własnych blogów. Owszem, rekomendują, polecają, czarują produktem, ale robią to ze smakiem. Niewielu, ale ci najlepsi tacy właśnie są. Co ważne, często są najlepsi do wprowadzania na rynek nowości, bo stworzą lepszą historię niż niejedna agencja.

Wracajmy jednak na ulice. Ulice miast. Miasteczek. Mieścinek.
Ciekawa, intrygująca, a do tego piękna reklama, w przestrzeni publicznej, bądź w tradycyjnych mediach,  to rzadkość. A nasze poczucie estetyki  dostaje  po oczach/ uszach/ takimi paskudami, że się jeść odechciewa. Żyć się nie chce. Kochać się nie chce. Nic się nie chce. Chce się tylko o tym zapomnieć.



I tak to strasznie zasmuca, bo marketing jest przecież odzwierciedleniem dzisiejszej kreatywności, rynek tak pełen jest świetnych produktów, które można opowiedzieć w najlepszy i najróżniejszy sposób. Storytelling jest narzędziem dla każdej możliwej branży i dziedziny. A dostajemy po oczach filetem z pangi w promocyjnej cenie. No dlaczego?


18.1.15

Łyk wody zamiast

Hm, pytacie mnie w mailach, co sądzę o pigułce "po".

Dla mnie sprawa jest dość prosta. Podobnie jak przy kwestii aborcji, niech każdy robi, jak uważa. Ale naprawdę, jak uważa, bo tu zdarzają się niezłe dramaty aborcji, czy tabletki "po" za namową innych i to już jest słabe. Kobieta ma decydować w zgodzie z sobą (jeśli wcześniej tak działała). Znam kobiety, które nie mają żadnego problemu z pigułką "po" i też jest to ich sprawa. Uważam, że każdy ma działać w zgodzie z sobą, bo ponosi końcem końców tego konsekwencje.

Sama jestem "przeciw", ew. "za" w zakresie określonym przepisami dla aborcji, bo te są rozsądne.
Dlaczego jestem przeciw?
Gdy byłam niewinną nastolatką ojciec chrzestny powiedział mi "Marzena, nie idź do łóżka facetem, z którym nie chcesz mieć dziecka".
Tym jednym zdaniem pięknie uprościł moje myślenie w tym względzie, bo od razu poczułam, że jest zgodne ze mną i jakoś nigdy na nie nie narzekałam. Pozwalało mi pozostawać w zgodzie z sobą, swoim poczuciem szanowania siebie, a do tego mieć piękne życie erotyczno-uczuciowe i na szczęście nigdy nie musiałam się czuć podle szukając dojść do tabletki "po". Bo tak bym się czuła. Swoją drogą cudownym afrodyzjakiem i komplementem są słowa "chciałbym mieć z tobą dziecko".

Taka niebywała sytuacja (serio ;-): Seks wiąże się z tym, że może z tego być dziecko. Niekoniecznie musi być z tego związek, czy małżeństwo, ale dziecko może być tego owocem. Biologia się kłania. Nie wyobrażam sobie i nie wyobrażałam, mieć seksu, z kimś z kim ew. dziecka nie chciałabym mieć. To już wolałam łyk wody zamiast, bo to był dla mnie też miernik stosunku do mężczyzny. Tak, z tego względu odpadały jakieś przypadkowe akcje z pięknym nieznajomym. Jakie relacje, takie reakcje. Tak, wiem że taki pogląd jest totalnie nienowoczesny. W końcu dorastałam zagranicą, więc wiem to bardzo dobrze ;-)  Oczywiście mężczyźni, z którymi się spotykałam, nie wiedzieli o tym, że mam taką zasadę. Każdy ma jakieś kryteria i nie musi ich ujawniać ;-)

Ja jestem starej daty i tak to po prostu działa. Moje własne dobro jest dla mnie tu najważniejsze, a ja nie znoszę na własne życzenie generować chorych dylematów.
To jeden z nich.
Więc róbcie co chcecie. A prawo ma być uniwersalne. W każdej dziedzinie.
 I tu jest OK.
Człowiek powinien sam decydować o swoim ciele w granicach własnych przekonań. Proszę bardzo.


14.1.15

I love sport



3. "i love" na dziś - Sport. Powinnam dostać tytuł najbardziej zagorzałej amatorki roku. Dobra, nadam go sobie sama :-)

Tak jest.


I love masaże&automasaże

Jestem wielką fanką wszelkich masaży. Wiele lat poddawałam się akupresurze i był to jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Gdy tylko mogę chodzę na masaż klasyczny całego ciała, czyli chociaż co kilka tygodni. Ostatnio poddaje się jednak szczególnie i leczniczo refleksologii i terapii czaszkowej , które okazują się bardzo pomocne. O ile większość masaży może wykonywać  tylko ktoś wyspecjalizowany, o tyle odkryłam automasaże, od których się ostatnio szalenie uzależniłam.

Od czego się zaczęło? Powiem szczerze, że miałam straszny problem z podkrążonymi oczami (tzw "workami"), sińcami i moja twarz zaczęła się robić ściągnięta, spięta i opuchnięta jednocześnie  i bardziej wredna, niż jestem w rzeczywistości ;-) 
Naprawdę zaczęłam się o siebie normalnie niepokoić.  Musiałam coś z tym zrobić. 
Wnikliwa analiza tematu, rozpoznanie przyczyn i rodzajów. Temat "worki i sińce pod oczami" zassał mnie na kilka dobrych godzin. Kilka źródeł? Proszę np. TU, albo TU. Właściwie większość się powtarza, ale do mnie najbardziej dotarł argument zastoju przepływu limfy.
Szukałam dalej aż trafiłam na (przy bliższym poznaniu) świetnej stronę Eli Rogalskiej dbajociało, która wprowadza między innymi w świat masażu twarzy, którego zalety wymieniła TU (a przecież dokładnie o to mi chodzi!). 

Od tygodnia codziennie oddaję się sobie na ok 30 minut i masuję sobie twarz wg jej instrukcji, które też tu zalinkuję w takiej kolejności, w jakiej ja je robię:

MASAŻ TWARZY WG ELI ROGALSKIEJ:


I love robots

Na początek roku to, co człowiek wykreuje wykorzystując elektronikę, czyli zapraszam do świata robotów:


Enjoy :-) 

Za to właśnie kocham mój zawodowy świat. 


13.1.15

Wolność słowa nie istnieje - Unio Europejska, opamiętaj się

Skoro wstałam o 6 rano po to, żeby napisać notkę, to znaczy, że się naprawdę wkurwiłam, a jako dama nie przeklinam bez powodu.

Zajęta swoim życiem z niechęcią patrzę na to, co się dzieje na świecie. Patrzę i coraz bardziej się wkurzam, że szarpią tym światem tak popieprzone skrajności, powodując coraz większy chaos. Wkurzam się, że brakuje autorytetów, które trafiałyby do tych patrzących tak krótkowzrocznie, że ja ze swoim astygmatyzmem lepiej widzę.

Co się dzieje? Ludzi pojebało z hasłem o wolności słowa. Głąby totalnie nie odróżniają wolności słowa, od wolności formy wyrażania poglądów i rozprzestrzenia się coraz większy konflikt na każdym już możliwym polu.
No do cholery.



11.1.15

Isabelle Laflèche "Kocham Nowy Jork"


"Kocham Nowy Jork" Isabelle Lafleche. Kolejna książka, którą kupiłam spontanicznie, obawiając się trochę, że będzie to banalny romans. Przekonała mnie do zakupu tylko fabuła oparta na życiu prawniczki. 


10.1.15

Erich Fromm "O sztuce miłości"



Erich Fromm "O sztuce miłości".

Trafiłam na tę książkę przez przypadek,  a okazuje się, że to jedna z najmądrzejszych pozycji, jakie ostatnio czytałam, a może najlepsza o tematyce miłości. Pewnie dlatego, że tak trafnie koreluje z moim podejściem do wszystkich miłości. To oczywiste, że każdy z nas definiuje miłość mniej lub bardziej na swój sposób, bo każdy z nas jest inny i nasze definicje budujemy na własnych, w końcu niepowtarzalnych w konstrukcji, doświadczeniach, przeżyciach, poglądach budowanych na różnych przecież źródłach. Na pytanie, czym jest miłość można odpowiadać na wiele sposobów.

Fromm pochyla się nad miłością w chyba najważniejszych jej aspektach. Od relacji z samym sobą, przez relacje z rodzicami, rodzeństwem, Bogiem, zwierzętami, czy w końcu damsko-męskie. Fromm słusznie też polemizuje z teorią Freuda, do której sama podchodzę sceptycznie, bo sprowadzanie człowieka głównie do seksualności jest płytkie. Fromm rozróżnia też zakochanie i miłość. Tu również doskonale się z nim rozumiem, bo często w życiu spotykałam się z niezrozumieniem, dlaczego zakochanie oznacza dla mnie coś innego niż miłość. Dlaczego mogę być zakochana co i rusz w kimś bądź w czymś, co też dość spontanicznie mi przechodzi, ale kocham w określony sposób trwale i głęboko, a też "na zawsze".  Zakochanie nie musi nic oznaczać (bo po prostu trafia w moją wrażliwość i emocje), miłość oznacza wszystko.
W "Sztuce miłości" Fromm opisuje również miłość w kontekście Boga. Mogłabym się pod nim podpisać, bo sama tak od dawna uważam i doszłam do wniosku, że poleciłabym tę pozycję ateistom, którzy zadają sobie pytania o istotę Boga. Fromm odnosi się do katolickiego "Bóg jest miłością" w dokładnie takim rozumieniu, jakie ja mam. Właściwie przywołuje różne religie, ale w bardzo zdrowy i mądry sposób. Jako że z ciekawości poznałam arkana wszystkich wielkich religii tego świata, to czuję mniej więcej, gdzie w każdej z nich się gubi idea Boga. Fromm bardzo zgrabnie to porusz i wyjaśnia.

Miłość potraktowana przez Fromma jako sztuka, jako dziedzina, jak każda inna, w której można się wyćwiczyć, wyszkolić, podana jest w tej książce w chyba najlepszy poznany przeze mnie sposób.

Bardzo, bardzo gorąco polecam.



9.1.15

WOŚP


Zbliża się finał WOŚP, więc buzz jak zwykle, jak co roku być musi.
I ok.

Zachwyty mieszają się z pomówieniami, oskarżeniami i mniejszymi oraz większymi aferkami, pod tytułem, kto komu płaci, dlaczego, ile, jak to itp., a gdzie jest NFZ, a że Owsiak to ma willę na Malediwach, bla, bla, bla, bla, bla, bzzzz [zakrywam usta: Zieeew].

Po tylu latach działalności tej fundacji i dowodach skuteczności, wszelkie ataki są jakie są, chociaż ja też nie mam nic przeciwko, że się fundacjom patrzy na ręce, bo skoro jest w tym po prostu wkład innych, to czemu nie. Nie mam nic przeciwko, żeby środki publiczne, czy dawane przez ludzi były kontrolowane. Tylko rzetelnie i przez ludzi, którzy wiedzą, co mają kontrolować i jak, a nie pieniaczy, których jak zawsze i wszędzie jest najwięcej. 

Ale odnośnie rozgłosu...

6.1.15

8 punktów, jak opanować internet

Z okazji nowego roku wiele osób postanowiło zarządzać lepiej swoim czasem. Częstym postanowieniem, z którym się spotykam, jest ograniczenie czasu spędzanego w internecie.

Tylko nie wiedzą: Jak?

Spieszę z podpowiedzą:




5.1.15

#kupagate

W necie mamy #kupagate. Afera polega na wielkiej i szeroko zakrojonej dyskusji na temat nieważki, a wywołany TYM materiałem: czy można przewijać dziecko na sali restauracji.

Oczywiście zgodnie ze skalą problemu głosy są podzielone. Jedni nawołują drugich (czyli rodzice przewijanego niemowlaka tych, którzy akurat siedzą w restauracji i im to przeszkadza) o  empatię (hehehe) a głosy rozsądku i rozpaczy nad znieczulicą obustronną unoszą się w sieci, jak mewy na mym gdańskim niebie.

Trafiam na to co jakiś czas przemykając na swym rumaku przez sieć. A jakże. 
Widzę tę szeroką nieporadność, bo rozwiązania jak nie było, tak nie ma, a problem się zdarza przecież, bo nie każda restauracja (szczególnie, bo wiadomo, jak jemy, to chcemy wdychać zapach frytury a nie kupki niemowlaka) dysponuje przewijakiem. Bywa. 

W czym rzecz? Co zrobić? Jak wyjść z takiej sytuacji? 


Proszę Państwa. Proszę rodziców. Jest pewien magiczny sposób, jak uniknąć wojny. Zawsze jest. 

4.1.15

Mój slow life w 2014

Od świąt mam chyba najdłuższą przerwę na wszystko. Wykorzystałam ten czas najlepiej, jak chciałam. Poza oczywiście spotkaniami z rodziną, przyjaciółmi, godzinami rozmów, filmami i czytaniem, więcej jeszcze poświęciłam książce, której pisanie stanowi dla mnie podróż samą w sobie. Niesamowite to jest, jak kreowanie świata, wydarzeń, może wciągać w każdą sekundę rzeczywistości. Zakładałam, że będę o tym myśleć chwilę przed tym, jak siadam do komputera (tak mam z blogiem), ale okazuje się, że ta książka żyje we mnie swoim życiem. Przelewanie jej na "papier", to formalność, czyli siadam do pisania wtedy, kiedy nic innego mnie już nie oderwie. Cholera, zawsze czułam, że tak to powinno dla mnie wyglądać. Nie wiem, co z tego wyjdzie, poza książką, którą pokochałam, ale to dziś nie ma znaczenia. Obsadę ekranizacji obmyślę potem ;-)


Okolice Sylwestra były też oczywiście podsumowaniem roku 2014 (nie tylko listy marzeń), który był dla mnie po prostu jednym słowem: Pełen.


1.1.15

Ciemna strona empatii

Empatia - dla przypomnienia, pierwsza, lepsza definicja TU


Czasami słyszę, albo czytam, że nie mam empatii. Kiedyś było mi bardzo przykro, potem przeszłam w pogodzenie z tą opinią, a na dziś wiem, że osoby, które to mówią, są empatycznymi cyborgami.




Dziś opowiem o tym, jak rozpoznać empatycznego cyborga.


29.12.14

Dokowanie w kosmosie, czyli budowanie perspektywy

Animacja sceny dokowania z filmu "Interstellar"*. Scena, która pozwala zrozumieć, jakim banałem jest parkowanie tyłem, które jest moją słabością.

To, co nas bardzo osłabia i odciąga od istoty sprawy oraz rozwiązań to wyolbrzymianie. Tak samo błędem jest bagatelizowanie. W dużej mierze sztuka życia opiera się na równowadze między oceną sytuacji emocjami a rozsądkiem. Przesada miewa konsekwencje, które niepotrzebnie trzeba prostować. 

Nauka jazdy jest tu dobrym przykładem. Ja zdałam prawko dopiero za szóstym razem i w sumie chyba po 2 latach!, bo się strasznie stresowałam. Wiedziałam jednak jedno: nie chcę zdać, dopóki nie panuję nad sobą za kierownicą. Wiesz, błędy na drodze, wykroczenia, zdarzają się najlepszym, ale wypadki są z reguły skutkiem braku wyobraźni, czy umiejętności. Mój M. jest np. doskonałym kierowcą i do dziś widzę różnice. Nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że gdy zdarza mi się dziwna sytuacja na drodze, a zdarza się chyba każdemu kierowcy, to muszę umieć odpowiednio zareagować a nie panikować czy "zastygnąć". Oblewając prawko za pierwszymi razami, właśnie tak reagowałam. Pustka w głowie. Kierowca nie może mieć pustki. Serio. Dlatego lepiej czasami oblać ten egzamin i zdać będąc lepszym. 

Gdy już jednak poprawiłam umiejętności i znajomość przepisów, a dalej oblewałam, co mi pomogło zdać egzamin? Złapać dystans? Myśl, która mi uświadomiła, że egzamin to jest banał w porównaniu z samodzielnym wyjazdem. Na egzaminie jest obok egzaminator i w razie czego reaguje. Gdy wyjadę na miasto sama, samiutka, to naprawdę będę miała się czym stresować (i pierwsze miesiące faktycznie były zabawne, bo jeździłam hiper ostrożnie, ale w końcu się przełamałam i wyluzowałam ;-). Właściwie to był jedyny egzamin, który mnie tak bardzo stresował. 
Ani matura, ani egzaminy na studiach, ani jakieś weryfikacje w pracy, czy oceny wyników czegokolwiek, nie budziły we mnie jakiegoś stresu, który np. kazałby mi się napić (opić efekty to już co innego). 

Złapanie odpowiedniej perspektywy pozwala nam wyrównać proporcje sytuacji. 
Każdej. Dobrze jest złapać tę perspektywę możliwie szybko i optymalną.