31.3.14

Heroes

Jestem fanką fantasy. Wszelcy bohaterowie typu Superman, bohaterowie serialu Heroes, X-mani, nie mówiąc o bogach i półbogach (oh Thor czy Pearcy Jackson), czy Riddick, dalej? No kto przyjdzie do głowy. Ale jestem ich fanką na poziomie filmu. Po jego zakończeniu wracam do reala. Mniej lub bardziej, bo jednak bardzo przyjemnie mnie ta stymulacja wyobraźni dotyka.

Powiedzenie mówi "Obyś żył w ciekawych czasach". 



29.3.14

Czystki wiosenne, czyli przegląd i pogląd

Dziś mało pisania, bo się narobiłam, ale będzie o ciekawostkach dla ciała i mieszkania :-)
Pozostaną zdjęcia i opisy. 
+ magiczny update.
zimowe kurtki definitywnie trafiły do szafy... chyba ;-)
przegląd szafy i kolejne porcje ubrań idą w świat.  <3 kontenery caritas
#yay  z odmętów szafy wyciągamy wiosenne i letnie rzeczy. 

27.3.14

Małe przyjemności, czyli mniej a lepiej

Ostatnio w sieci propagowany jest trend małych przyjemności. Kupić sobie coś za 5, 10, 20 zł i się tym cieszyć.


Wyjdę na snoba, ale zupełnie niesłusznie, ponieważ w takim obliczu, jakie widzę, to ten trend jest propagowaniem radości z tandety. Przykro mi, że nazywam rzecz po imieniu.

piękny.  http://onforb.es/1m51Byb


Nie ucz się cieszenia z tandety, bo ci tak zostanie.

Co proponuję w zamian?
Owszem, sprawiaj sobie drobne przyjemności, ale przyjmij zasadę, że to będzie zawsze najlepszej, dostępnej jakości. Jeśli chcesz przeznaczyć na przyjemność 10-20zł, to niech to będzie np. idealna pralina. Szt 1., albo dobra kawa w kawiarni, albo dobra herbata. Cokolwiek, co ma dobrą jakość (i smak). Czym się podelektujesz. 
I naucz się tego szukać. We wszystkim. W tym, co robisz, czego chcesz, czym się otaczasz. 
Mniej, a lepiej.

(Modne jest powiedzenie, mniej znaczy więcej, co nie brzmi logicznie, ale za to poetycko, za to wolę proste: mniej, a lepiej)*


26.3.14

Zakochaj się. Slowly.

Kiedyś nie było internetu. Naprawdę. I to było cudowne dla relacji.






Mężczyzna nie miał narzędzia w postaci social media. Kobieta też nie. Poznawaliśmy się wszędzie. Na ulicy, na imprezach, w parku, na prywatkach, w galeriach sztuki, w bibliotece, w pracy, w szkole czy na studiach. Każde miejsce było dobre... bo było jedyne. I to było świetne, bo albo działała chemia, albo nie.



22.3.14

Digitalizuj się i bądź nowocześnie eco

Co jest najbardziej pro ekologiczne i w największym stopniu wpływa na zmniejszenie marnotrawienia naturalnych zasobów?


Można zgadywać.
Ale nie trzeba.
Już objaśniam.




21.3.14

W imię zasad

"47 roninów"

Film, na którym się popłakałam, bo liczyłam na inne zakończenie. Zakończenie, jakiego niestety oczekuje współczesny człowiek, bo my jesteśmy jak jajka na miękko.
Żyjemy w czasach, w których słowa są tylko słowami, honor, godność... Nie mają miejsca. Mściwość szybciej, ale złe łatwiej przychodzi, a i tak jest źle odbierana i ma z reguły niewiele wspólnego ze szlachetną zemstą. Żyjemy w poprawności politycznej, ale nie honorowej. Nie chodzi już o godność czy dumę, bo dziś mało kto zna te słowa.


Kocham filmy lokowane w dawnej Japonii, ich nieznośną nieustępliwość. Wagę kodeksów, złożonej przysięgi. Mniej słów, więcej czynów.
I fenomenalne zdjęcia, ujęcia, kolory, krajobrazy, stroje, makijaże, sztuki walki, zachowanie kobiet. Tak samo w filmach lokowanych w dawnych Chinach.
"Cesarzowa", "Ostatni cesarz", "Mały Budda", "Klasztor Shaolin", "Shogun".
Wiem, że niechęć tych krajów do siebie nie powinna mi pozwolić na stawianie ich w jednym tekście, ale podziwiam te kultury tak samo. Każdy ma w swojej kulturze coś, co jest podwalinami czasów.
A filmy tam lokowane, są za swoje przesłania i estetykę w wysokiej czołówce moich ulubionych.
Nie ukrywam, że japońskie czy chińskie kino jest dla mnie trochę za ciężkie, dlatego cenię sobie te hollywoodkie adaptacje, oczywiście z wyjątkiem Kurosawy. Well [rozkładam ręce].


19.3.14

Wszystko przed Tobą

źrodło: https://www.facebook.com/smartexea

Brakuje mi tu jeszcze Jobsa i kilku pisarzy. I pewnie by się znalazło wiele, wiele nazwisk, których właściciele wpisali się w historię świata. Kobiet pewnie też by nie zabrakło.
Oczzywiście infografika jest pod fajną tezę, ponieważ poniżej 35 też się kilka dobrych nazwisk znajdzie i należy potraktować ją może nie z przymrużeniem oka, ale zgodnie z założeniem, którym na pewno jest co? Tak jest.
MOTYWACJA. 
Bez względu na to, co było i jest do dziś, to i tak wszystko jest jeszcze przed nami. 

17.3.14

Slow and marketing and all that jazz

Ktoś mnie ostatnio zapytał, jak to jest z tym byciem slow (czyli dla mnie szczęśliwym, ale to po prostu wyższy level, bo bycie szczęśliwym nie wyklucza negatywnych emocji i odczuwam je jak każdy człowiek w miarę zrównoważony), ale też bardziej szczegółowo można dodać, że być slow, znaczy być w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu.
Jak Gandalf, czarodziej, który przychodzi nie za wcześnie i nie za późno, ale dokładnie wtedy, kiedy powinien.




Wiem, niezłe. 

Po ludzku: Nie mam poczucia niedoczasu, nie mam tej paniki w oczach " o borze, jak późno, aaaaaaa" i patrzę z politowaniem na tych biednych zagonionych ludzi. No ale co kto lubi. Jak wiadomo, dla niektórych stan niedoczasu jest dowodem czegoś ważnego w życiu. Nie mam pojęcia czego, ale tak podobno jest. Jak człowiek mówi, że mu brakuje doby, roku, dnia, to jest podobno dobrze. Nie wiem. Nie mam tak. Dla mnie wygląda na zaszczutego i sfrustrowanego i tyle, ale każdy ma swoje definicje.

Albo też nie tracę czasu na czekanie. Znasz ten typ ludzi, którzy na wszelki wypadek będą godzinę przed czasem? No to nie ja. Przeze mnie szybciej wstrzymają odlot samolotu. Chociaż nie zdarzyło mi się do tego dopuścić, po prostu jestem na tzw. ostatnią chwilę. Czyli tę właściwą.
To działa.
Ej, nie trać swojego czasu na czekanie. Marnujesz go. A potem mówisz, że go nie masz. Hm.

Jak gdzieś gonisz, to dla mnie jesteś wyłącznie źle zorganizowany.
I nie, nie jesteś slow, jeśli nie gonisz, bo nic nie robisz i nie masz celów ani zadań.
Jak gdzieś siedzisz i czekasz długo przed czasem, to też jesteś źle zorganizowany.
Tak na marginesie, studencki kwadrans nie jest niczym złym.

Albo jak umawiasz spotkanie? Bądź zapobiegliwy. Daj sobie widełki. Np. między 11-12. Nie umawiaj się na 11:15 bo to tylko niepotrzebny stres. Nie, nie mówię o umówionej wizycie w urzędzie, no myśl.
Ale poza tym, unikaj budowania stresu.

Ludzie często sami się nakręcają, bo wsadzą się do pudełka "punktualności" i dostają szału, że świat nie chce im się do tego pudełka wpasować.
Są rzeczy, które trwają ile trwają. Co można przyspieszyć to można, czego nie, tego nie. Na dziś. Możesz sobie usprawniać życie, nie utrudniając go. Serio.
So simple like that.

A jeszcze jedna sprawa.
Ten przeklęty marketing.


13.3.14

Short about black&white

W czym do biura w te pierwsze, wiosenne dni?
Oczywiście, w czym chcesz (chyba że nie możesz, to nie przeszkadzam).

Ja np. lubię tak:

Prosta lniana bluzka, sztruksowe szorty.
Obcas.
I tyle.


Prawo dzielenia

Internet nie przestanie zadziwiać, prawda? Szczególnie w kwestii podejścia do praw autorskich, bo prawo nie ogarnia tej kuwety. Kwestie pozostawione ludziom doprowadzają do takich sytuacji jak ta: blogerki, która umieściła zdjęcie Miłosza. (UPDATE: notka została usunięta, co w sumie też jest bez sensu, ale ok. Wystarczyło przecież dodać update, że sprawa tak i tak się rozwiązała, ale to nie zmienia faktu, że takie kwiatki co jakiś czas wyrastają)



I teraz ciekawostka. Pokażę drugą stronę medalu. Portale społecznościowe. Kojarzysz, g+, fb, twitter, pinterest, instagram itd. Dobra, itd się nie liczą. Na portalach zobaczysz (duża różnica, bo znaleźć to tam się nie da nic, tam się trafia) wszystko. Wszystko. To się nazywa potocznie - szerowanie, czyli share, czy dzielenie się.
Czy ktokolwiek kiedykolwiek miał z tym problem? Zna ktoś taki przypadek? Hm? Ktokolwiek? Nie.

Dobrze, proszę szanownego internetu, to przejdę do meritum, bo skoro wstałam w środku nocy o 6:38, zrobiłam sobie kawę i kanapki, tylko po to, żeby o tym napisać, to o coś oczywiście chodzi. Także drogi internecie, chciałabym oznajmić, że jeśli coś znajduję i umieszczam to na blogu, to wyłącznie podaję dalej. 


12.3.14

Zamrucz


Pamiętasz swój pierwszy pocałunek?
Ja tak. Właściwie nie tylko pierwszy, ale pierwszy był dla mnie szczególny, nie tylko ze względu na to, że był pierwszy. Był na pewno taki, jaki powinien być pierwszy pocałunek. Tak. Dokładnie taki.
Powyższy klip reklamowy firmy WREN obudził wczoraj we mnie najfajniejsze wspomnienia i obejrzałam go kilka razy, tylko żeby poczuć znowu to, o czym już nie pamiętam - onieśmielenie pierwszą bliskością. 
(Fajnie, że powstają takie reklamy, w których firmy zwracają na siebie uwagę czymś innym, niż krzyczeniem o produkcie i co najważniejsze, nie "sprofanowali" pocałunku, nie spłycili, nie przerysowali, naprawdę  można wyrazić podziw dla pomysłu i wykonania. Delikatność, płochliwość, drżenie z ciekawości i niepewności - wszystko jest ok, jest takie po prostu jakie powinno być). 

Dzięki temu filmikowi poznałam SOKO.


10.3.14

WOW, czyli abstrakcyjne poczucie humoru

Co robimy na wiosnę?

Niektórzy nic. Inni się zakochują, większość postanawia schudnąć (mogę się założyć, że więcej ludzi obiecuje sobie odchudzanie na wiosnę, niż w sylwestra), a ja "odkryłam" dwa kanały na yt. (Pamiętaj o różnicy między odkryciem, a wynalazkiem. Odkrycie jest przeważnie złe dla odkrytego, o czym więcej wiedzą indianie i kochanki oraz osoby, z których zdziera się kołdrę w chłodny poranek, ale to nie ten rodzaj odkrycia).

Wstępniaczek. 
Znasz "Dwie spłukane dziewczyny"  i Max? Jak nie znasz, to... nieważne. W każdym razie Max mi się kojarzy z:





9.3.14

Wiosenna intuicja

Definicja intuicji. Jasne? Jasne.
Dzisiejszy spacer zainspirował mnie do tekstu o intuicji. Właściwie to zainspirowała mnie również "Biegnąca z wilkami". Temat niby łatwy, niby oczywisty więc co tu jeszcze napisać?

pierwszy wiosenny spacer. pierwszy bez zimowych ubrań. cudowne uczucie. a dzieci? zaczarowały mnie. tak po prostu ;-)


Kobieca intuicja. Coś, czemu ufam, zanim mam czas się zastanowić, czy ufam. Jedyne, z czym nie dyskutuję, bo wiem, wierzę, że ona zna mnie po prostu lepiej. To naturalny odpowiednik sztucznej inteligencji. A może to kobieca intuicja zainspirowała twórców sztucznej inteligencji do stworzenia odpowiednika?  


8.3.14

Stawka większa niż gender

-  Pójdziesz ze mną do łóżka za 200zł?
-  Źle się czujesz??
-  No proszę cię, potrzebuję pieniędzy.

kadr ze świetnego, starego filmu "Absolwent"

5.3.14

Wiosna idzie, ready?

Z ostatniej chwili. 

Zdjęcie: Poszukujemy dwóch chętnych Pań w wieku > 22 i BMI > 27 do przetestowania indywidualnie dobranej diety detoksykacyjnej na wiosnę. Jeżeli czujesz się po zimie ociężała, a cera straciła blask, dodatkowo włosy Ci wypadają i są matowe - myślę że warto się skusić. Dieta jest całkowicie naturalna, oparta o zdrowe składniki odżywcze, bez konieczności dokupywania suplementów. 
 Przy okazji schudniesz.

Zgłoszenia proszę wysyłać bezpośrednio na kontakt@wellneat.pl 
z krótkim opisem siebie i dlaczego mam wybrać Twoją kandydaturę. Czekam do 25 marca. Start z dietą 31 marca 2014r. Czas: 1 miesiąc.
Wybranym Paniom informacje szczegółowe wyślę na e-maila zwrotnego.




 Spokojnie mogę polecić Wellneat i powyższą akcję, ale jeśli nie dostaniesz się jako ochotniczka, a szukasz dobrego dietetyka, to masz moją rekomendację.
Nie muszę na pewno pisać, jak sensowne jest ustawienie dobrej diety w życiu (w końcu sama zmobilizowałam się kiedyś do zmian pod okiem genialnego mentora). Pisałam o tym nie raz i nie tylko przy okazji pięciu przemian,  które stosuję od lat i od lat w zrównoważonej diecie (czyli sobie też folguję, ale pp to podstawa).
Jednak jeśli planujesz zmianę diety, czy właśnie detoksykację, akurat z okazji zbliżającej się wiosny, to zgłoś się, bo lepiej (i skuteczniej) robić to pod opieką dietetyka.
Z tym jest podobnie jak z instruktorem w sporcie. Zupełnie inne efekty i motywacja. W pracy z  dietetykiem lub instruktorem występują mechanizmy, których nie aktywujemy tak skutecznie samodzielnie.
Ja polecam Wellneat, bo wiem, że są tam osoby z wiedzą i pasją. 
Powodzenia :-) 


1.3.14

Upiekło mi się, czyli...

Poniżej zdjęcie "babki czekoladowej w trakcie", bo akurat dziś ją robię (to ten moment, gdy mam ochotę na coś słodkiego ;-)
Postanowiłam jednak wykorzystać wenę i okazję (ciasto się piecze), żeby podać przepis na całkiem wyjątkowe i pyszne ciasto, które się paskudnie nazywa. Już wiesz?




Gdy pierwszy raz jadłam to ciasto, to nie wiedziałam, jak się nazywa. Gdy się dowiedziałam, odechciało mi się jeść. Potem mi przeszło i kocham je od lat. Nie dzieliłam się długo przepisem, ponieważ czekał on na swoją porę. Nie wiedziałam, od czego to zależy, dopóki nie przyszedł ten moment. Co nim było?

Odkrycie, że można wykonanie uprościć do granic możliwości i czasu. 

Ponieważ w pierwotnej wersji jest bardzo praco- i czasochłonny i podana poniżej wersja jest skrajnie autorska i moja i sposób przygotowania wywołuje uśmiech u moich znajomych, a zapewniam, że działa.
Jak będziesz miał/a niespodziewanych gości, albo ochotę na coś słodkiego, dobrego, w kilku kolorach i wyglądającego na trudne - to jest to coś dla Ciebie. Sposób przygotowania zrodził się jakiś czas temu z najstarszej przyczyny świata - z lenistwa.

Jedziemy. 3, 2, 1 ...