8.3.14

Stawka większa niż gender

-  Pójdziesz ze mną do łóżka za 200zł?
-  Źle się czujesz??
-  No proszę cię, potrzebuję pieniędzy.

kadr ze świetnego, starego filmu "Absolwent"

Ten dialog rozpoczął mężczyzna. Gdyby ten dialog został rozpoczęty przez kobietę, to sprawa byłaby brutalnie jednoznaczna i zupełnie niezabawna. 

Z ust kolegi to jednoznacznie niewinne, zaskakujące, ale po prostu - nie mniej i nie więcej - niż żart. Ale: Gdyby tak zagadnął obcy, to byłoby to obraźliwe dla kobiety.
Przyjęło się, że to kobietom się płaci. Wróć, przyjęło się, że za seks się nie płaci, ale jeśli już, to kobiecie. To jedna strona medalu.

Druga? Popatrzmy.

Jeśli kobieta jest na utrzymaniu mężczyzny, to jeszcze nadal często normalne i to na całym świecie. Ale już mężczyzna na utrzymaniu kobiety? Żony? Partnerki? Z założenia? Owszem, np. w świecie sztuki zdarzają się różne wyjątki (w końcu wspieranie artysty to zaszczyt ;-) i nie takie konstelacje, ale wyobrażenie, żeby kobieta weszła w rolę osoby utrzymującej oficjalnie całą rodzinę, czy nawet małżeństwo? Chyba mamy głęboko wkodowane, że to nie jest tak fajne, jak sytuacja odwrotna.

Czy ja to potępiam? Nie. Wiem natomiast, że sama uwielbiam być samodzielna, samowystarczalna i takiego też lubię mieć partnera, ale to jeden z bardziej powszechnych dziś modeli. Czyli na dziś mamy te dwa układy, jeśli chodzi o zarobki: partnerski - zarabiają oboje, albo tradycyjny - on pracuje i utrzymuje całą rodzinę. Odstępstwa są traktowane jak ekstrawagancja, ba, mężczyzna traktowany jest jak utrzymanek (chorujący małżonek też się tu nie zalicza). Punkt.

I czy to jest fair? Oczywiście że nie i  nie wydaje mi się, żeby to się miało szybko zmienić. Ale jak słucham o równouprawnieniu i prawach kobiet itd itp, to nadal odczuwam mocny dysonans, bo dla mnie to wszystko jest po prostu sztuczne. Dlaczego? Bo my kobiety doskonale dajemy sobie radę w męskim świecie. Hm. Duża część z nas. Znakomita większość.

Dlaczego oni mają trudniej? Bo to nie męska prostytucja kwitnie. Kobieta może robić co chce, a chce co chce i nie musi to być np. utrzymywanie mężczyzny, bo jak już, to w drugą stronę jest bardziej.  My mamy lepiej, a widzę męski świat bez demonizowania go i widzę w facetach ludzi. Jak by to nie brzmiało.

I tak mi przeszło przez myśl, że patrząc na to, co się dzieje np. w Japonii, że miłość mężczyzn do idealnych, sztucznych lalek, albo wirtualne relacje, odrealnianie życia, czy też patrząc przez pryzmat tego, że świat szykuje się do miłości z OS, widzę w tym wszystkim raczej smutek ludzkości i męskich pragnień, którzy coraz bardziej nie widzą dla siebie miejsca u tych skrajnie samodzielnych i samowystarczalnych kobiet. Kiedyś tworzyli dla nas, dziś coraz częściej dla siebie, żeby spełnić elementarne potrzeby bliskości, ciepła, przytulności. Seks seksem.

Większość mężczyzn, których znałam i znam kocha się nami opiekować, dbać o nas, rozpieszczać, troszczyć, zabiegać. I co z tego? To, że kompromis, o którym się mówi w odniesieniu do związku, nie mówi wcale o rezygnowaniu z siebie i swoich potrzeb, ale właśnie o tym, żeby dać mężczyznom... być mężczyznami i przestać na każdym kroku pokazywać im, jak bardzo są niepotrzebni.

Gender to nie problem. Podział ról to abstrakcja. Rozmawia się o sprawach, które nie są istotą rzeczy, nie hamują procesu, przez który ludziom coraz trudniej budować związki. Tak bardzo ludzie szukają w sobie wad i niedociągnięć, tak nierealne stawiają sobie wzajemnie poprzeczki, tak trudno się do siebie szczerze zbliżyć i w tym pozostać, że końcem końców... niektórzy wybierają ucieczkę od tego. A szkoda.

Jak zareagowałabyś na propozycję z początku notki?
Odpowiesz tym sobie na swój stosunek do sprawy.
Ja się po prostu zaśmiałam.

W dniu kobiet przesyłam uśmiech do mężczyzn. Ech, bez Waszego poczucia humoru  i bez Was ten świat były nieznośny :-)