Zakochaj się. Slowly.

Kiedyś nie było internetu. Naprawdę. I to było cudowne dla relacji.






Mężczyzna nie miał narzędzia w postaci social media. Kobieta też nie. Poznawaliśmy się wszędzie. Na ulicy, na imprezach, w parku, na prywatkach, w galeriach sztuki, w bibliotece, w pracy, w szkole czy na studiach. Każde miejsce było dobre... bo było jedyne. I to było świetne, bo albo działała chemia, albo nie.










Kiedyś nikt nikogo nie googlał, nie obserwowało się nikogo na społecznościówkach, które i tak są jednym wielkim teatrem wizerunku i "obserwowanie i poznawanie" kogoś przez społecznościówki... Come on.
Ja współczuję temu social mediowemu pokoleniu, które ma ciągły monitoring na siebie, na swoich partnerów, osoby potencjalnie do zakochania i jeszcze byłych. Wszystko na jednym wallu. Macie przechlapane. Serio.


Kiedyś człowiek był tylko tym, co się widziało, słyszało, ew. wiedziało od znajomych. Poznawanie to był proces i to złożony. Od pierwszego spojrzenia, od zachwytu, od wymiany zdań (nieważne jakich), chciało się tylko więcej albo nic. Zakochanie na tym polega, że chce się coraz bardziej poznawać, coraz częściej widzieć, porozmawiać. Chociaż chwilę. Zanim to wybucha w jakiejkolwiek konsumpcji fizycznej, to narasta falami, aż nie możemy spać po nocach rozgorączkowani czekaniem.
Było w tym coś szalenie romantycznego.


Mieliśmy szanse na niepewność, na niewiadomą, na czekanie. Zaprawdę powiadam Wam: jeśli warto na coś czekać, to na jego telefon i nie, nie jestem zwolenniczką równouprawnienia. Już kiedyś napisałam, że




naprawdę mężczyznę zdobywa się cierpliwością i asertywnością, które są potrzebne do tego, żeby to on mógł zdobyć kobietę.



Zakochaj się na wiosnę, ale tak... naprawdę. Zobacz kogoś, na kim zatrzymuje się twoje spojrzenie, kogo uśmiech powoduje, że jest ci ciepło, rozmowa z kim powoduje, że masz wrażenie, że mogłabyś/ mógłbyś tak rozmawiać całymi dniami i nocami. Za kogo widokiem tęsknisz. Przy kim się zastanawiasz "co to jest?". Daj sobie poczucie niepewności. Zatęsknij za kimś. Zauważ, że ci go/ jej brakuje. Szukaj sposobów, żeby być bliżej, (ach te przypadkowe spotkania, mężczyźni są w tym mistrzami) albo żeby chcieć uciec, bo wiesz, jak to smakuje, niech to cię obudzi.

Zakochaj się.




Ba, możesz nieszczęśliwie, to nie ma znaczenia. Powzdychaj, pochciej, pomarz, powkurzaj się na siebie, że znowu. Pobudź swoje uśpione synapsy. Poczuj, że żyjesz i że... no przecież wiesz.
Zobacz, jak to jest budować coś, gdy na pierwszy pocałunek czekasz... miesiącami. I zobacz, jak on smakuje i co się dzieje dalej. I dlaczego warto.


I nie dodawajcie się do kontaktów na fejsie. Zobacz, jak kiedyś smakowało zakochanie bez tego dziwnego monitoringu, który dzisiaj jest tak powszechny.


I to jest bardzo, ale to bardzo slow.




Fast love przelatuje przez życie, jak fast food przez ciało. Z podobnymi skutkami ubocznymi.

Zrób to w starym stylu. Powoli. I zobacz, jak fantastycznie to smakuje.
Wyjdź z kokona wyobraźni. Polecam.




z dedykacją dla mojej anonimowej walentynki. 





Komentarze

  1. Biorąc pod uwagę odległość Gdynia-Wrocław to gdyby nie społecznościówki i stare dobre GG to chyba byśmy się z Nerdy nie spotkali;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem sceptykiem wobec relacji na odległość (a już zupełnie rozpoczynanych w sieci) i uwielbiam słuchać o wyjątkach. Opowiedz o Was! :-)
      PS. GG to komunikator i to jednak raczej jak...sms (chociaż wtedy opisy robiły za walla), ale i tak opowiedz. Plis :-)

      Usuń
  2. Bardzo pięknie powiedziane :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje początki z Mężem tez miały początki na GG :) Ale pierwsze miłości- to czekanie na spotkanie, spacery, spojrzenia.. Ach.. Wiosna. To ta pora.
    Ja często sobie rozmyślam jak to było dawniej.. Rodzice potrafili nas posłać w wieku na drugi koniec Polski na Mazury na dwutygodniowe kolonie- kontakt telefoniczny raz na tydzień i wszyscy byli zadowoleni. Z naszą paczką spotykaliśmy sie "na barierkach" i nie trzeba było sie jakoś szczególnie umawiać, bo zawsze ktoś tam był. Wtedy życie było slow samo w sobie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Od zawsze wiedziałam, że mojego faceta nie poznam przez internet. Szerokim łukiem omijałam wszelkie portale randkowe czy portale społecznościowe. A potem poznałam go... przez internet ;-) Sprawę dodatkowo komplikowała kwestia odległości (ja Poznań, on Ateny). Przez 3 lata byliśmy parą na odległość, widywaliśmy się co 1,5mca, co 2 m-ce. Dobra strona takiego rozwiązania była taka, że zawsze to było związane z urlopem: moim lub jego, i to min. tydzień. Tak tak, można to ustawić logistycznie i urlopowo (oboje pracujemy na etatach). No i nikt mi nie odbierze zobaczenia Grecji z autochtonem.. Mmmm.... Cudny kraj.... Dzisiaj planujemy wspólną przyszłość pod jednym dachem. Wszystko można ustawić, pokonać jak tylko się chce. Fruwając w parze ma się dwa skrzydła w zapasie :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zapraszam do korzystania ze skrótu: https://www.myslowlife.pl