26.3.14

Zakochaj się. Slowly.

Kiedyś nie było internetu. Naprawdę. I to było cudowne dla relacji.






Mężczyzna nie miał narzędzia w postaci social media. Kobieta też nie. Poznawaliśmy się wszędzie. Na ulicy, na imprezach, w parku, na prywatkach, w galeriach sztuki, w bibliotece, w pracy, w szkole czy na studiach. Każde miejsce było dobre... bo było jedyne. I to było świetne, bo albo działała chemia, albo nie.










Kiedyś nikt nikogo nie googlał, nie obserwowało się nikogo na społecznościówkach, które i tak są jednym wielkim teatrem wizerunku i "obserwowanie i poznawanie" kogoś przez społecznościówki... Come on.
Ja współczuję temu social mediowemu pokoleniu, które ma ciągły monitoring na siebie, na swoich partnerów, osoby potencjalnie do zakochania i jeszcze byłych. Wszystko na jednym wallu. Macie przechlapane. Serio.


Kiedyś człowiek był tylko tym, co się widziało, słyszało, ew. wiedziało od znajomych. Poznawanie to był proces i to złożony. Od pierwszego spojrzenia, od zachwytu, od wymiany zdań (nieważne jakich), chciało się tylko więcej albo nic. Zakochanie na tym polega, że chce się coraz bardziej poznawać, coraz częściej widzieć, porozmawiać. Chociaż chwilę. Zanim to wybucha w jakiejkolwiek konsumpcji fizycznej, to narasta falami, aż nie możemy spać po nocach rozgorączkowani czekaniem.
Było w tym coś szalenie romantycznego.


Mieliśmy szanse na niepewność, na niewiadomą, na czekanie. Zaprawdę powiadam Wam: jeśli warto na coś czekać, to na jego telefon i nie, nie jestem zwolenniczką równouprawnienia. Już kiedyś napisałam, że




naprawdę mężczyznę zdobywa się cierpliwością i asertywnością, które są potrzebne do tego, żeby to on mógł zdobyć kobietę.



Zakochaj się na wiosnę, ale tak... naprawdę. Zobacz kogoś, na kim zatrzymuje się twoje spojrzenie, kogo uśmiech powoduje, że jest ci ciepło, rozmowa z kim powoduje, że masz wrażenie, że mogłabyś/ mógłbyś tak rozmawiać całymi dniami i nocami. Za kogo widokiem tęsknisz. Przy kim się zastanawiasz "co to jest?". Daj sobie poczucie niepewności. Zatęsknij za kimś. Zauważ, że ci go/ jej brakuje. Szukaj sposobów, żeby być bliżej, (ach te przypadkowe spotkania, mężczyźni są w tym mistrzami) albo żeby chcieć uciec, bo wiesz, jak to smakuje, niech to cię obudzi.

Zakochaj się.




Ba, możesz nieszczęśliwie, to nie ma znaczenia. Powzdychaj, pochciej, pomarz, powkurzaj się na siebie, że znowu. Pobudź swoje uśpione synapsy. Poczuj, że żyjesz i że... no przecież wiesz.
Zobacz, jak to jest budować coś, gdy na pierwszy pocałunek czekasz... miesiącami. I zobacz, jak on smakuje i co się dzieje dalej. I dlaczego warto.


I nie dodawajcie się do kontaktów na fejsie. Zobacz, jak kiedyś smakowało zakochanie bez tego dziwnego monitoringu, który dzisiaj jest tak powszechny.


I to jest bardzo, ale to bardzo slow.




Fast love przelatuje przez życie, jak fast food przez ciało. Z podobnymi skutkami ubocznymi.

Zrób to w starym stylu. Powoli. I zobacz, jak fantastycznie to smakuje.
Wyjdź z kokona wyobraźni. Polecam.




z dedykacją dla mojej anonimowej walentynki.