31.10.14

Myśli Zaduszne

Dziś jest Halloween, którego dziś nie czuję, więc nie obchodzę. Za dwa dni mamy natomiast Zaduszki, które są bliższe mojej słowiańskiej duszy. I tak wszyscy świętują Wszystkich Świętych, czyli jutro i ok. Jakoś w tym względzie niech każdy robi jak uważa.



Wyskok, czyli logo dla Polski


Zrzut ze strony http://logodlapolski.pl/


Tak zupełnie lekko i piątkowo.
Zapewne słyszeliście o projekcie logo dla Polski. Kwestia identyfikacji jest tu oczywiście ważna i niech będzie, chociaż przyznam, że jako marketingowiec mam mieszane uczucia i nie czułam tego od razu, ale dobrze, no powiedzmy, że to przypadek, w którym nie widzę na pierwszy rzut oka zamysłu.

Poszukam więc. Ruszam wyobraźnią, budzę małpkę, która siedzi w mojej głowie i myślę i patrzę i myślę, na co patrzę. Zakładam, że nie wiem, co to.

Patrzę. Jeszcze nie wiem, co to.


29.10.14

Kino s-f, dla lubiących poznać przyszłość

Skrócona lista moich ulubionych filmów  S-f.

Gatunek s-f jest mi bliski właściwie od młodości. Nie jestem ortodoksem (jak w niczym), ale filmy z tego gatunku mają dla mnie najmocniejszą siłę kreowania przyszłości i futurologicznych przypuszczeń. Jestem przekonana, że współcześnie wiele wynalazków miało swoje korzenie w scenariuszach i książkach, bo S. Lem przecież nie był jedynym, z kultowym "Solaris", które ekranizacja jeszcze nikomu nie wyszła idealnie. Mamy tu też Orwella z "Rokiem 1984" i podobny problem z ekranizacją, ale postanowiłam też sięgnąć w końcu po innych autorów. To na dziś melodia przyszłości, którą jednak chcę zagrać, ponieważ zrozumiałam, że w tym gatunku znajdę najwięcej inspiracji i mądrości przyszłości, ale jeśli znasz jakiś autorów, tytuły warte poznania, to daj mi znać.

Wracając jednak do kina.



28.10.14

Historie i histerie

Od powrotu z Niemiec jeszcze nie wszystko poukładałam. Dziś chyba już uda mi się domknąć kolejne tematy, które się we mnie rozpaliły podczas tamtejszego pobytu i w końcu mogę z nim usiąść przed laptopem.
Dobrze? No to dobrze. Jedziemy. 

Wykaz w punktach [oklaski]




1. Oswajanie nieoswojonego, czyli czasowa wystawa owadów, insektów i pająków w St. Augustin, na którą zabrał mnie brat z rodzinką, chichocząc, że mi się spodoba.
Powiem jedno: motyle były piękne. Cała reszta budziła moje politowanie lub obrzydzenie. Szczególnie stonogi i tysiącnogi. Nie, właściwie to całe to ruchome tałatajstwo było bleh. Ok, ok, niektóre pająki są piękne. Serio. Takie pluszowe i puszyste i z lśniącym, czarnym futerkiem.. co ja gadam. Fu. Ale..
Jedno, co wzbudziło mój zachwyt, to dziewczyna stoją ze szkicownikiem i rysująca owady. Sama w sobie pięknie wyglądała.  Przypomniałam mi moje nastoletnie lata, które spędzałam albo dużo rysując czy malując, albo czytając. Albo uprawiając sporty, ale jednak rysowanie było dla mnie szczególnie. I to też ołówkiem, albo węglem. Fajnie, że niektóre pasje są ponad czasowe i takie młode osoby nadal się zdarzają. Sztuka przetrwa wszystko.

Na marginesie, na samej wystawie zaczęliśmy się z bratem szturchać, bo przypomniały nam się szczenięce lata, gdy się z pasją biliśmy. No nic. Dobrze, że to było daleko, bo w pewnym momencie wyglądało to lekko patologicznie. Bratowa udawała, że nas nie zna ;-)



26.10.14

Śluby panieńskie, czyli szukanie miłości


Istnienie VOD ma wiele plusów. Dzięki nim, poza śledzeniem seriali, mogę oglądać programy, takie jak "Kto poślubi mojego syna"  (TVN) oraz "Rolnik szuka żony" (TVP).

Oba są podobne do mojej ulubionej formuły z roku 2003, czyli "Kawaler do wzięcia" (chociaż tamten program oglądałam z zupełnie innymi emocjami).



23.10.14

Wdzięczność rulez

Wstajesz z fotela, poprawiasz warkocz, ocierasz łzy i szukasz wyjścia.
Z pokoju.

I nie tylko. 

Co jakiś czas, na szczęście bardzo, bardzo rzadko, zdarza się, że się totalnie rozsypuję. Przyczyny nie są tutaj ważne, bo nie chodzi o to, żeby je teraz z czymś porównywać. Oczywiście, że zawsze jakieś są i to takie, które po prostu przerastają i nigdy nie są pozytywne. Życie. Istotą rzeczy jest, że gdy ten czas nadchodzi, to ja się totalnie wycofuję. Kulę się w sobie i chowam. Resztkami sił, które sytuacja ze mnie wyssała, wyciągam rękę po pomoc. I wtedy zawsze ktoś jest obok, albo ktoś taki pojawia się nie wiadomo skąd, ale dokładnie na czas. Pomoże szukać wyjść, bo najgorsze jest to, że są momenty, że samej już po prostu i zwyczajnie nie mam siły.

Kolejny taki mocny zakręt mam już prawie całkiem za sobą.  Zaczął się wiosną, a potem lawinowo uderzył mocno pod koniec sierpnia, przeczołgał mnie przez wrzesień (gdy tak bardzo cieszyłam się spotkaniem z rodziną) i prawie cały październik (który częściowo spędziłam już w szpitalu i na L4). Wiem, że gdybym nie miała wtedy obok tak kochanych i dobrych ludzi, wyrozumiałych i cierpliwych, uśmiechniętych! i troskliwych, to nie wiem, co by było. Ale na pewno nie pisałabym z takim spokojem tej notki.

Dziś jestem znowu pełna nadziei i spokoju. Ufam, że to mija, bo tak też czuję. Pierwszy raz od dawna.
Czemu ten tekst? I po kiego grzyba piszę o tym?


21.10.14

Dama XXI w.

Życie mnie trochę zassało i wyssało, dlatego taka przerwa. 

Nie mogłabym nie wspomnieć o dość kluczowym wydarzeniu. Królowa Elżbieta wyróżnia Angelinę Jolie tytułem "damy".

 
Urzekło mnie to wydarzenie i jest tylko potwierdzeniem, że dama współcześnie nie oznacza chodzenia w sztywnym gorsecie konwenansów ze sztuczną pozą pozorów. Być damą, być kobietą z klasą, to przede wszystkim postawa. Jest to z jednakową siłą to, co się robi, jak i to, czego się nie robi. Świadomie. W tym zakresie jest to zawsze czarno-białe.

Współcześnie dobrze jest odpowiedzieć na pytanie: czego nie robi kobieta z klasą?