28.2.14

Cisza hotelowa

Im bardziej mogę zanurzyć się w międzynarodowym środowisku, tym mi lepiej. Ładuję baterie, wszelkie akumulatory dostają potężną dawkę energii, którą jeszcze długo wykorzystuję po powrocie. Głęboko oddycham z podniecenia okolicznościami. Nowymi inspiracjami. Dla mnie jako marketingowca, a do tego w tak wąskiej specjalizacji, takie wyjazdy są bezcennym źródłem wiedzy i pomysłów. Nie może tego nic zastąpić. Moja ciekawość ludzi i podejścia i wzajemnie. Wyobraźnia kocha brak granic i ograniczeń.

Moja ulubiona (kolejna już) kwestia wpływająca na slow life: umiejętność łączenia obowiązkowości z czerpaniem przyjemności z życia. Dla mnie to bardzo ważny element life balance. 

Fajnie jest wiedzieć, kiedy powiedzieć sobie - jak Justyna Kowalczyk -" wygram, albo zdechnę", a kiedy zupełnie i totalnie zatracić się w błękicie nieba, albo smaku soku ze świeżo wyciśniętych pomarańczy.

Wbrew pozorom, niektóre skojarzenia pojawią mi się już zawsze. Tak jak widząc "slow", myślę tylko o slow life, tak widząc powyższe logo zupełnie niezwiązane z blogowaniem, widzę platformę blogową.

Co kocham szczególnie w wyjazdach? Ciszę hotelowego pokoju. 


Gdy już się kładę, wtapiam się całą sobą w ciszę. Właściwie telewizja czy inne nośniki są mi zupełnie niepotrzebne. Cisza i książka i mam inną fazę błogostanu.

25.2.14

Slow TV, masz czas?

Hm, ciekawostka i zarazem podobno fenomen. SLOW TV
i więcej TU





Nasze media też coś o tym wspomniały. O co chodzi? O to, że norweska telewizja robi furorę kanałem, na którym emitowane jest parogodzinne łowienie ryb, albo robienie na drutach.


22.2.14

Myśl o wolności


Moi dziadkowie pochodzą z tzw. Kresów i w obliczu własnych przeżyć mieli wszelkie podstawy, żeby napompować mnie negatywnymi emocjami, a nigdy tego nie robili i wychowali mnie w miłości do wolności i wolności słowa.
Chciałabym pisać o czymś innym, ale od jakiegoś czasu jestem sercem z tymi ludźmi.
Nie odwracajmy głowy. Oni muszą przejść to sami, ale okazujmy nasze wsparcie. Jakkolwiek. Dziewczyna na filmie ma na imię Julia. I mówi o tym, co rozumiem.
Wspieram ich i życzę, żeby rozwiązania, które zostaną zastosowane, dały im poczucie wolności.
Nie znam się na polityce, ale wiem, co znaczy wolność.


20.2.14

O wywiadach, ludziach, seksie i podróżach

Chciałabym znowu częściej komentować, analizować jakieś materiały z mediów i od razu dodam, że wcale niekoniecznie aktualne czasowo, ale raczej tematycznie. No to zaczynamy, bo nie wiem, kiedy będzie następny raz ;-)





18.2.14

Przemijanie i nowy początek

Najlepszym objawem końca jest OBOJĘTNOŚĆ.
Jest idealnym stanem równowagi, bo może za nią stać wszystko, co powinno. Od pozytywnego sentymentu do  niechęci ponownego spotkania.

Reszta? Nie ma  o czym mówić i nie ma co tracić na to energii. Naprawdę szkoda na to czasu i naprawdę polecam docenić przemijanie.

Trzeba umieć odpuścić i iść dalej, bo przed nami i obok jest to, co powinno nas interesować i co DZIŚ jest ważne. Wspomnienia zbiera się na starość i na okazyjne spotkania czy skojarzenia.  
Wbrew pozorom, to najlepsze rozwiązanie, jakie daje nam życie. Inaczej byśmy tonęli w przeszłości. Trzeba umieć to docenić i żyć dalej. Z uśmiechem!  

A co najważniejsze - idzie wiosna! Nowy początek. Dla każdego czegoś nowego. Czyż to nie cudowne? ;-)



16.2.14

14.2.14

Patologia miłości

Lubię komedie romantyczne, ale jeszcze bardziej lubię melodramaty, które oparte są na trójkątach. Może dlatego, że są bardziej życiowe. Jedna kobieta i dwóch mężczyzn. Obaj ją kochają, jeden z nich nie może z nią być, a ona jego właśnie bardziej kocha, a może tylko jej się tak wydaje. Jednak ten drugi kocha ją tak bardzo, że znosi świadomość, że jego kobieta kocha bardziej innego i chce z nią być.

Casablanca. Klasyka gatunku.



Nie pytaj "dlaczego"? Wiem, że to zrobisz, bo to pytanie nasuwa się mimowolnie. Idiotycznie oczekuje się innego zakończenia.
Tak jak i w poniższym, cudnie banalnie odegranym musicalu, z podobnym przesłaniem - miłość to czasami za mało. Oglądałam go zaczarowana, bo kocham stare kino.



Jak ktoś ma ochotę obejrzeć całość: Mr. Imperium (1951)

Pytanie: Czy jesteś z człowiekiem, którego kochasz najbardziej?


13.2.14

Pokojówka


Jadę ze znajomym. W radio mówią coś o M. Figurskim. 
- Mmmmm, moje marzenie - wzdycham - mieć sprzątaczkę. 
- Chciałabyś? - patrzy pytająco - to ciekawe. Wiele kobiet nie chce, bo nie lubi, gdy im się ktoś kręci po domu.

11.2.14

Prawo emocji

Przyglądam się nagonce na Mariusza T (od kiedy skończył się jego wyrok, nie operuje się nazwiskiem, a poza tym, jak już kiedyś pisałam, nie popieram operowania nazwiskami przestępców w ogóle).

Po pierwsze, żyjemy w państwie prawa. Ktoś, kto został skazany, odbył karę i ma wyjść na wolność.
W tym miejscu sprawa powinna się skończyć. Ew. jeśli są wątpliwości, powinny być wykonane jakieś testy psychologiczne, psychiatryczne, które potwierdzą, czy może żyć w społeczeństwie, czy nie. Ale takim testom może być poddany chyba każdy? Nie wiem.
W każdym razie, człowiek odsiedział swoje i wychodzi.




Z odrobiną rozsądku należy zauważyć, że wychodzi nie on jeden. Prawdopodobnie codziennie ktoś wychodzi z więzienia.
Czarna wizja: Czy media będą nas o tym informować?  Tadam! W pierwszym serwisie informacyjnym lista osób, które danego dnia wychodzą, z krótką charakterystyką za co i ile siedziały. Widzisz to? Tak. Psychoza.


10.2.14

Ciche dni jakie znam


Ciche dni. W życiu nie miałam. Można milczeć, spokojnie, ba, chętnie i dużo, ale milczenie w złości, w obrażeniu, w zimnie, jak kara jest nieznaną mi grą i tak zostanie. Trzeba mieć charakter, żeby się wzajemnie dręczyć milczeniem.  Nie znam tego. Kiedyś próbowałam z Marcinem. Skończyło się na dyskusji na karteczkach post it.

Ale znam ciche dni zimowe. Brak śpiewu ptaków, szumu drzew, odgłosów życia jest ciszą.


Neuromatrix, czyli neuromarketing


Neuromarketing. Dla przeciętnego człowieka jedno z wielu niezrozumiałych haseł. Czym się zajmuje? Krótko chociażby TU.
Neuromarketing jest jednak ładną nazwą dla czegoś, co robi nam z mózgu totalny matrix.


8.2.14

Siła innego punktu widzenia

Jako marketingowiec nie mogę przejść obok tego obojętnie:


Nie jestem fanką marki Apple. Nie znam jej produktów. Jednak po tej reklamie pierwszy raz poczułam to, co czuje potencjalny nabywca. Brawo. Koncepcja wydaje mi się znana, ale i tak doskonale wykorzystana.

I druga sprawa, Soczi:


7.2.14

Fryzjer, lekarz duszy

Ostatnio moje zen i poczucie równowagi jest mocno zachwiane. Życie. Bywa. Na tym polega osiąganie równowagi, że sporo jest się poza nią ;-)

Jesteś kobietą? Też tak masz, że jeśli dzieje się nie po Twojej myśli, to chociaż odbicie w lustrze poprawia Ci nastrój? Ja ostatnio tak nie miałam. Ostatnie miesiące były pod tytułem "Dżizas, jeszcze te włosy". Ale nie miałam koncepcji. I nawet nie chciało mi się analizować tematu. W sumie nigdy tego nie robiłam. Do fryzjera chodzę na zasadzie głębokiej, wewnętrznej potrzeby. Względy czysto estetyczne nie mają aż takiej wagi. Fryzjer to czysta psychologia.  

Wchodząc dziś - prawie z biegu - do mojej ulubionej fryzjerki, dalej nie miałam wizji, czego chcę. Wiedziałam tylko, że jeśli czegoś nie zrobię, to oszaleję. 
- Pani Leno, proszę zrobić ze mną "coś". Najchętniej chciałabym na krótko, bo to taki moment w życiu... 
- Ale na krótko Pani nie zrobię - odpowiada p. Lena z uśmiechem.
- Dobrze, to proszę jakąś asymetrię - wzdycham
- I grzywkę. Zrobimy grzywkę. Taką wysoko, od czubka głowy - mruży oczy.

Znowu? A niech tam. Już ze 3 lata temu miałam i przeżyłam. Przeżyję jeszcze raz. 
Godzina zleciała błyskawicznie. Rozmawiałyśmy o życiu. Jak zawsze. Gdy ktoś zmienia fryzurę to chyba zawsze coś za tym stoi. O tym też rozmawiałyśmy.

Dobry fryzjer to przede wszystkim lekarz duszy i to nie tylko kobiecej. 

6.2.14

Auto(dyskryminacja) i bycie białym

IMO:
(Auto)dyskryminacja jest wtedy, kiedy ktoś nie potrafi odbić piłeczki i/lub zawalczyć o swoje. Zupełnie bez związku z płcią.
Więc zdarza się wszystkim, tylko czasami nie ma o co kruszyć kopii. 

(Rozpiszę się później).

Albo się nie rozpiszę, bo wyczerpałam temat tym zajebiście zgrabnym zdaniem.
Niemniej, dorzucę coś innego, co już kiedyś  widziałam, ale nic się nie zmienia = 1 na 100
(Link wrzuciła znajoma na fb)


Komentarz mój będzie wyjątkowo bezcenny. TADAM!: jesteś "biała", "biały"? To jesteś w śmiesznej mniejszości, ALE  jak z trollami - jest ich najmniej, a najbardziej zwracają na siebie uwagę.

5.2.14

Slow biznes

Lubię wracać do jednego z wywiadów z Carlem Honore (polecam i od razu podpowiadam, żeby go sobie zapisać gdzieś jako PDF, na prywatny użytek), który jest chyba najbardziej rozpoznawalnym propagatorem slow life.



Firma, w której pracuję jest jak Google.
Na marginesie, Google jest uznawany za najlepszego pracodawcę na świecie


SMS Cię



Od niedawna znowu sms-uję  z M. Przypomina mi to panieńskie czasy, gdy sms był absolutnie głównym kanałem komunikacji. Nic innego nie było, a i to był szczyt technologii. Niby messengery i komunikatory to zastąpiły, ale nie dla mnie. Intymność sms-a jest niepowtarzalna. Zupełnie inny charakter. Nie masz historii rozmowy, operujesz jednym kciukiem i czujesz przyjemny dreszcz. Kiedyś 160 znaków było normą. Może dlatego tak lubię twittera. Albo się wypowiesz w kilku słowach, albo nie zawracaj głowy. 

Kurcze, fajnie jest do tego wrócić.


3.2.14

Nowe cięcie


Od czasu gdy rzuciłam palenie (grudzień 2012) wpadłam w nowy nałóg: zmiany przyzwyczajeń, tych najbardziej zakorzenionych. Staję się nową ja, ale momentami to boli, jak zakwasy po treningu ;-)

Gdy w grudniu przekonałam się już, że rzuciłam palenie (odstawiłam też e-papierosa, bo zaczął mi  samej przeszkadzać), na drugi ogień poszły karty kredytowe. Niby nic, ale dla kogoś, kto nie operuje gotówką i czuje się dobrze z przynajmniej dwoma kartami kredytowymi od jakiś ca. 12 lat, wcale nie było to oczywiste i proste. Ba! Wpadałam w panikę na samą myśl o tym. Aż...

w styczniu powiedziałam im "bye bye". 
To jak zrywanie z facetem, którego kochamy, ale wiemy, że z tego nic nie będzie. W pewnym momencie wolimy przestać się oszukiwać, że jest inaczej.  

Po dwóch dniach czułam się jak nowo narodzona. 

Co najdziwniejsze i zupełnie bez sensu - nagle mam więcej miejsca w torebce. 

2.2.14

Kości zostały

(Odkrycie roku) Bloguję, bo dzięki temu przyciągam świetnych ludzi (w realu to dla mnie normalne, ale w sieci bywa różnie, prawda?) i nie tylko ja się czymś dzielę poprzez blog, ale ale, dużo dostaję. Tak, doceniam to. Poważnie.  
Ja mam szczęście. Taka karma. 

Blogowanie bywa jak niezdefiniowany radar, którym nadaję sygnał i czasami ktoś ten sygnał odbiera, ba! czasami nawet odpowie :-)

Mam za sobą weekend z Bones. Pomijając czas z rodziną, która nas dziś odwiedziła (To jakaś magia, ale gdy Marcin robi pizzę, to ktoś się zawsze pojawia. Bajeczne to jest), to lecimy z serialem od piątku wieczorem, a jeszcze nie "zrobiliśmy" jednego sezonu.  
Ejże, po tym serialu już mało co mnie ruszy. Ostatnio taki maraton miałam z Housem. Tak, po nim też miałam popieprzone sny :-)

Cudo. Tam jest wszystko co kocham w naukowcach. Serio. Główna bohaterka mnie kupiła.


Tak, dzięki za podpowiedź i polecenie tego serialu, pozostałe czekają na swoją kolej. Jesteście kochan(i)e  ;-) 

Wracam do serialu. 

PS. czasami trafiam na dyskusje, że ktoś komuś robił łaskę: bloger, bo pisze, czytelnik, bo czyta. To jedno z dziwnych obliczy blogosfery. Jak definiowanie blogera, bloga i wszelkich praw, łącznie z wolnością słowa i swobodą wypowiedzi, ponad to, co definiują przepisy. (Może) kiedyś się nad tym pochylę.  Bez łaski :-) 


1.2.14

Chleba powszedniego

Jeden z moich braci jest mistrzem piekarnictwa. Ma tytuły i dyplomy. Potrafi wypiekać takie chleby i bułki, że na samo wspomnienie ślinka leci. Chciał być piekarzem od dziecka. Serio. I został. Kilka lat pracował w małej, lokalnej piekarni w uroczym miasteczku zagranicą (gdzie mieszka). Piekarnia prosperowała całkiem nieźle. Podwójnie lubiłam go odwiedzać, bo zawsze budził mnie zapach świeżego chleba, który przynosił  ze sobą (wstawałam później, niż on wracał z pracy, bo przypomnę, że piekarze pracują praktycznie w nocy).



Zapach prawdziwego, świeżego chleba jest bezcenny chyba dla większości z nas. To zapach dzieciństwa, zapach domu. Oczywiście można dywagować na temat tego, który jest lepszy (biały, ciemny, pełnoziarnisty itd). Dyskusje te są jednak często teoretyczne, bo ile ludzi, tyle preferencji. Wiem, że nie każdy znosi dobrze np. pieczywo ciemne (razowe), nie każdy dobrze znosi dużą ilość błonnika itd. Czego by jednak nie mówić, osobiście czuję wewnętrzny sprzeciw wobec oczerniania właściwości chleba.