11.2.14

Prawo emocji

Przyglądam się nagonce na Mariusza T (od kiedy skończył się jego wyrok, nie operuje się nazwiskiem, a poza tym, jak już kiedyś pisałam, nie popieram operowania nazwiskami przestępców w ogóle).

Po pierwsze, żyjemy w państwie prawa. Ktoś, kto został skazany, odbył karę i ma wyjść na wolność.
W tym miejscu sprawa powinna się skończyć. Ew. jeśli są wątpliwości, powinny być wykonane jakieś testy psychologiczne, psychiatryczne, które potwierdzą, czy może żyć w społeczeństwie, czy nie. Ale takim testom może być poddany chyba każdy? Nie wiem.
W każdym razie, człowiek odsiedział swoje i wychodzi.




Z odrobiną rozsądku należy zauważyć, że wychodzi nie on jeden. Prawdopodobnie codziennie ktoś wychodzi z więzienia.
Czarna wizja: Czy media będą nas o tym informować?  Tadam! W pierwszym serwisie informacyjnym lista osób, które danego dnia wychodzą, z krótką charakterystyką za co i ile siedziały. Widzisz to? Tak. Psychoza.




Spokojnie.
Z drugiej strony: Nie siedzą też wszyscy potencjalni przestępcy (nawet byli). Nikt z nas nie ma prawa być sędzią. Przypominam, żyjemy w państwie prawa. Osobiste obawy są osobistymi problemami i w tej kategorii powinny być rozpatrywane. Nikt z nas nie ma prawa do samosądu.
Osoby, które rzekomo znalazły dowody w celi wspomnianego Mariusza T. takiego samosądu dokonały.
(Dżizas, takiego czegoś jeszcze nie widziałam i bywało podobno normalne w poprzednim systemie). 

Kompletnie mnie to niepokoi, że wymiar sprawiedliwości ulega naciskom medialnym, czy społecznym, których opinie są skrajnie kierowane emocjami.

Prawo ma być ponad tym.
Bezdyskusyjnie.
Niech będzie modyfikowane, oczywiście, ale NIGDY pod wpływem emocji.
Nasze emocje mają prawo być zgodne z nami, ale prawo ma być prawem i ma dawać poczucie sprawiedliwości, sprawiedliwości, a nie zaspakajania emocjonalnych oczekiwań. Gdyby tak było, to kara śmierci byłaby na porządku dziennym za wszystko, bo niektórzy to i za kradzież by zabili.

Jako obywatel chciałabym, żeby wymiar sprawiedliwości był ponad tym, ale żeby dawał nam poczucie sprawiedliwości. Nawet jeśli nie będzie do końca zrozumiała, to ma być kompatybilna z poczuciem naszej wewnętrznej sprawiedliwości. To co się dzieje ostatnio jest niebywałe.

Jeśli wymiar sprawiedliwości mówi, że 25 lat więzienia ma wpłynąć na tego człowieka, to należy przyjąć to do wiadomości. Na wolności naprawdę funkcjonuje niejeden potencjalny przestępca.

Poważnie. Nie życzę sobie takiej psychozy, która każe nam o tym myśleć i zbyt dogłębnie to analizować, bo od tego są całe szeregi specjalistów i to oni mają nad tymi tematami pracować, poprawiać kodeksy, pracować nad narzędziami ochrony itd.

Nie jesteśmy sędziami, ani katami (pomijając tych zawodowych). Jeśli prawo wymaga zmiany, to nie w takich okolicznościach medialnej i publicznej nagonki. To XXI wiek i państwo prawa.

Prawda, czy nie???? Nie ma "ale".
Bez dyskusji z emocjami, bo od niej właśnie tu uciekłam.
Państwo musi mieć jakieś aksjomaty i one nie powinny emocjom ulegać.

(...)

Kiedyś w jednej  z firm, w której pracowałam, pracowała brygada remontowa. Przychodziło kilku facetów i wymieniało okna i robiło elewację. Trochę to trwało, więc panowie czasami zaglądali do mnie w czasie przerwy na kawę. Jeden z nich szczególnie mnie polubił. Lubiłam z nim gawędzić. Któregoś dnia powiedział, że to miłe, że traktuję go normalnie. Zapytałam, co w tym dziwnego. Powiedział, że od kiedy wyszedł z więzienia, to nie każdy umie z nim rozmawiać.
Zapytałam, za co siedział.
Morderstwo. Nieszczęśliwy wypadek w trakcie bójki.
Odsiedział kilkanaście lat, ale wyszedł i jest szczęśliwy, że dostał tę pracę.
Oczywiście, gdyby ofiarą był ktoś z moich bliskich, czy znajomych, pewnie nie byłabym spokojna, bo nie jestem samarytaninem. Ale tak nie było. Nie miałam prawa nawet się go bać. Temu człowiekowi dobrze patrzyło z oczu i miło się z nim rozmawiało. Tyle mogłam ocenić. Było mi dziwnie, ale nic ponad to.

Nie jestem sędzią ani katem.
Chcę żyć w państwie prawa.