30.11.13

Thurman&Travolta = chemia idealna

Kino tworzy czasami aktorskie pary idealne.
Ja mam na swojej liście właściwie jedną: Uma Thurman & John Travolta

Filmy (tak, też mniej lub bardziej świetne i kultowe):

Pulp Fiction


Be cool


Jest moc, magia i energia. Jak diabli. Oni są razem genialni.
Czy ich taniec jest idealny? No pewnie, że nie. I nie w tym rzecz. Oni się nawet dużo nie dotykają. 

Szukałam w pamięci drugiej takiej pary, ale nie widzę. Pozostałe pary są już bardziej romantyczne. Kultowi są oczywiście Bergman & Bogard w "Casablance" i są oczywiście pary wymienione TU, ale nie o to mi chodzi. Chodzi mi o taką parę aktorską, która tworzy tak iskrzącą energię jak ta dwójka. 

Dziś trafiłam znowu na "Be cool" i sobie to mocno uświadomiłam.

Love ich.


Specjalna edycja: o zdjęciach i książkach

Lubię kreować podejście, które pozwala żyć łatwiej. Dziś będzie o zdjęciach, twoich zdjęciach i książkach, a raczej o opisach w książkach. Nie lubisz ich, prawda? Popatrz na to w ten sposób:



29.11.13

Dzień dziękczynienia

Bardzo bym chciała, żeby na fali globalizacji świąt poza Walentynkami i Halloween, Bożego Narodzenia i Wielkanocy dołączył również Dzień dziękczynienia.

Byłaby oficjalna okazja do podziękowania wszystkim, którym mam za co podziękować. Okazja, żeby powspominać, poprzypominać sobie jak najwięcej gestów, które dostaliśmy od innych bezinteresownie, uśmiechów, gdy się chciało płakać, pomocnej dłoni, gdy nie mieliśmy sami siły wstać, pochwały tego co robimy, gdy ktoś nie przeszedł obojętnie. Rozmowy, która uskrzydliła, spojrzenia, które dodało otuchy. Życzliwości. Całej masy życzliwości, która ulatuje z pamięci szybciej niż to, co niefajne.

Gdy myślę o dziękczynności, to dzień dziękczynienia byłby moim ukochanym dniu w roku.


I tak sobie pomyślałam, niestety po fakcie na ten rok, ale w przyszłym roku po prostu go wdrożę. Zróbmy to. Zróbmy dzień dziękczynienia także polskim świętem.




27.11.13

Łóżko + popielniczka

Wyznanie roku. Mam internetowego syna. Był pierwszym synem blogosfery. Teraz każda szanująca się blogerka ma wirtualne dziecko, bądź jest matką chrzestną jakiegoś blogera. Przede mną nie było adopcji, bo blogosfera sama była w powijakach. 

Hm. Mój synek, to fajny chłopak był [kurcze, jego komentarze były moimi ulubionymi na puslującym wówczas życiem mim'ie. On jest tym typem, o którym mówi się "dojrzały na swój wiek"], właściwie to już kawał faceta. Nazwijmy go Arczi ;-)

Anyway, Arczi dorasta i mając 20 kilka lat (25?) zamieszkał sam. I strasznie lubię jego statusy na fb, gdyż się strasznie jara tym samodzielnym mieszkaniem. Kurcze. Aż sobie przypominam, że to tak było. Faktycznie. 

(...) pętla cofania w czasie (...)






26.11.13

Jak drapać, żeby nie leciała krew

Taktyka postępowania z ludźmi, którzy nas nie szanują, olewają, irytują, czyli weekendowy poradnik wtorkowy

Jako mistrzyni dyplomacji i stosunków międzynarodowych, ale też przede wszystkim, kobieta z klasą (klasa to coś, co dostosowuje się do okoliczności), mająca kontakt z różnymi ludźmi z całego świata, lubię umieć się z ludźmi tymi ustawiać, bez wywoływania wojen (chyba że chcemy, ale nie mówimy, o tym przypadku, bo to jest akurat banalne) pokażę kilka skutecznych metod, jak wskazać komuś jego miejsce w szeregu i nie spocić się przy tym.

upolowałam sobie takiego. trochę się wyrywa.


Jak już kiedyś pisałam, jestem typem kota. Awantury, harce i zabawy, są dla bliskich, o czym wie każdy posiadacz kota. Dla reszty świata jest cały wachlarz innych zachowań. Koty generalnie lubią ludzi. Nie tak jak psy, ale lubią. Koty są dyplomatami. Wiedzą co zrobić, gdy czegoś chcą, ale drapią, gdy się je rozdrażni. Koty są lojalne. Nie mylić z wiernością. Nie mylić z niewiernością :-)
Nie o tym dziś jednak. Dziś o tym, jak sobie radzić z tymi, którzy robią coś nie po naszej myśli a mamy akurat mniej empatyczny dzień.

Podane metody są wredne. Nie nadużywaj ich.


25.11.13

Ile masz lat?


"Ile masz lat?" Pytanie, które staje się zupełnie nieistotne.
I tak wygląd świadczy o tym, jak jesteśmy odbierani.
Żyjemy w przedziwnych czasach. Właściwie zawsze tak było (od kiedy pamiętam), że młodziutkie dziewczyny się postarzały, a z wiekiem jest tylko gorzej. Potem następuje drastyczny zwrot i odwracanie procesu. Tylko po co?
Zawsze pojawiają się skrajności, typu walka z upływem czasu, po to, żeby zaimponować. Innym. Oczywiście tłumacząc, że to dla siebie. Mhm. Sure.

Głupio mi się robi, gdy dowiaduję się, że dziewczyna, którą oceniałam na ca 30 lat, ba, na moją rówieśnicę, jest 20-to albo 30-to latką. No i co ja mam sobie myśleć? Zastanawia mnie tylko, ale o co chodzi? Czemu tak się dzieje? Dlaczego? Why? Wie kommt das?

Ustalmy coś, co jest bezdyskusyjne: nasz wygląd jest efektem naszego stylu życia. Sylwetka, sprawność, to dieta i sport. Twarz? Emocje, jakimi żyjemy na co dzień. Koniec.
Jak patrzę na to z boku, zaciągając się epapierosem, to widzę jakąś abstrakcję. Szczytem był dla mnie przypadek, gdy 20letnia dziewczyna zrobiła sobie operację pośladów, żeby mieć je bardziej krągłe.

Oczywiście NIKT nie powiedział jej: idź na siłownię, zainwestuj lepiej w trenera osobistego i w kilka miesięcy będziesz miała zgrabne, wysportowane, apetyczne ciało. W zdrowy sposób. Dobry trener ustawia też dietę. I to jest sposób, który jak najbardziej popieram. Sportem można zdziałać cuda trwalsze niż chirurgią plastyczną.



Bycie młodym? Co to znaczy? Czy to kwestia cyfry? Wyglądu? W tym działania ubrań, ale głównie skalpela i zastrzyków? Serio?


23.11.13

"Biegnąca z wilkami" , gdy czujesz wolność w sercu


Na początku myślałam, że będzie jak z każdą książką. Przeczytam i albo polecę, albo nie. Ta książka jest jednak zupełnie inna. Trafiłam na nią za poleceniem magazynu SENS, latem tego roku. Właściwie jakiś test wskazał tę książkę, jako pozycję dla mnie: kobiety silnej, wierzącej w siebie i swoje możliwości, ale nadal poszukującej. 

"Biegnąca z wilkami" to książka, do której materiał autorka  - Clarissa Pinkola Estes - zbierała przez 20 lat. Na całym świecie. Jako kobieta i naukowiec. To, co oddaje  w nasze ręce, to jedna z najmądrzejszych książek, jakie czytałam. To biblia kobiecości. Czy sięgająca po nią młoda dziewczyna zrozumie istotę? Nie wiem. Na pewno jest to książka dla kobiet dojrzałych emocjonalnie i życiowo. Dla kobiet, które są matkami dziewczyn, dzięki czemu będą mogły prowadzić córki właściwą drogą. Dla kobiet, które już do tego dotarły różnymi sposobami, a książka ta pozwala poskładać te cząstki, jak puzzle, w całość. W naturę kobiety. Bez kolorowych magazynów, walki, siły płci, polityki, rywalizacji. Natura kobiety znajduje się bowiem zupełnie gdzie indziej. Pozwalamy, by cywilizacja nas od tego odciągała. Ta książka pozwala wrócić i zrozumieć.

Incepcja marzeń, sny o lataniu i jak to jest z tęsknotą



Mam to szczęście, że śnię. Nie śnię jedynie, gdy jestem potwornie zmęczona (np. po podróży), ale w normalnych warunkach śnię zawsze. Z reguły mam sny  mocno fabularne  i wielowątkowe, w których nie brakuje znanych osób (najbardziej znane? Papież JPII i Barack Obama, wpletli się dobrze w fabułę jak z D.  Browna). Bywa. Nie przeżywam tego specjalnie. Sny jak sny. Nie brakuje też erotyków, horrorów, kryminałów, komedii. Mój mózg daje mi co noc nowy seans. Bywam uczestnikiem, obserwatorem, ofiarą, bohaterem. Żoną, córką, matką, kochanką, królową świata, niewolnicą, siostrą, ofiarą mordu, czy płatnym zabójcą, kimś dobrym albo złym. Sny jak sny.

Jednak są sny, z których wychodzę niechętnie. To sny, w których latam. Miewasz takie? Nie ma lepszego przeżycia. Zaprawdę to jedyne chyba, czego nie możemy doświadczyć z powodu naszej natury (albo nie wiemy, że jednak możemy, może to zatracona umiejętność?). Nie możemy fruwać. O własnych siłach, rozpędem własnego ciała, ramion, sterować lotem. Unosić się nad Ziemią, mijać szczyty gór, przemieszczać się z zawrotną prędkością. Pomyśleć - tęsknię za tobą - i być po niedługim czasie obok. 


22.11.13

Bez ograniczeń, wszystkimi zmysłami w czasoprzestrzeni



Jestem niezmiennie fanką łososia i biorę go prawie wszędzie. Z reguły łosoś wychodzi kucharzom średnio. Rozumiem, że pracują na łososiu mrożonym, niemniej, nie zmienia to faktu, że można przygotować go świetnie. Z takim łososiem miałam ostatnio do czynienia we włoskiej restauracji w pewnym miasteczku pod Berlinem. Tajemnica? Łosoś w szynce parmeńskiej* z krewetkami w sosie (nie wiem jakim). Do tego szpinak i młode ziemniaki. 
Jak nie znoszę krewetek, tak te były świetnie przygotowane.  I to potwierdza moją teorię, która mówi, że wszystko zależy od kucharza i okoliczności, a nie gustu. Tym sposobem będę się kiedyś zajadać świeżymi kalmarami. Niewyobrażalne dziś, realne jutro ;-)

Ten łosoś był fenomenalny. 
Zdarza się. 

Wywiad z własnym mordercą, czyli flesz z BFG 2013

Biorę do ręki drinka i siadam koło niego przy stoliku ustawionym w kącie małej sali, na ostatnim piętrze.
- To mówisz, że jestem bohaterką twojego dzieciństwa? - siadam wygodniej na krześle, które mi przyniósł
- Tak, ale nie jestem pewien, czy to powód do radości
- Jak każdy inny.
.
Wsłuchujemy się w gwar wokół nas. Przyglądam się jego twarzy.
- Wyglądasz jak człowiek, który trzyma trupy w piwnicy - mówię biorąc łyka wódki z sokiem żurawinowym
- Byłaś blisko, bo na balkonie - śmieje się (tak mi się wydaje) - ale wiesz, że teraz skoro mnie rozpracowałaś, będziemy musieli to zakończyć
- Tak. Domyślam się  - patrzę przez okno na fenomenalny widok. Gdańsk nocą jest piękny. Jesteśmy nad samą Motławą. - Myślałeś już, jak to zrobić?
- Jeszcze nie do końca. Pomożesz mi? - patrzy na mnie ze spokojem
- Tak. Nie będę robić ci problemów. Nie będę uciekać, ani krzyczeć.  Współpracujmy - zaciągam się epapierosem - Głupio by było, gdybym jutro wypłynęła na brzegu Motławy - dodaję.
Milczy.
Milczę.
Czarna tapeta za jego plecami pasuje do klimatu rozmowy i ma piękny wzór. Mam taki na kafelkach w łazience, myślę sobie i mówię tylko -  Nie top mnie, bo jest ryzyko, że wypłynę.
- Rozumiem. Ujmująca dbałość. Nie zakopię cię, bo pies może cię znaleźć
- Tak, nie chcę ci robić kłopotów. Powiem ci, gdzie mam znaki szczególne, żeby utrudnić identyfikację
- Jesteś ofiarą idealną. Wzruszasz mnie. Gdybym mógł, to bym cię zabrał jako wzór na cotygodniowe spotkania morderców.
- Dziękuję za uznanie. Szkoda, że można to zrobić tylko raz i nie możesz np. mnie wynajmować - śmiechy za nami zdają się być reakcją na ten niewybredny dowcip.
- Myślisz ciągle, że to żarty? Prawda?- rzuca niespiesznie znad swojej szklanki.
Nie odpowiadam. Patrzę na niego właściwie drugi raz w życiu. Przez głowę przebiegają wszystkie kryminały jakie widziałam i czytałam. Patrzę na niego i się zastanawiam, czy to tak faktycznie wygląda i czy chcę to wiedzieć.
- A zrobisz kanapki, żebym miał co zjeść "po"?
- Oczywiście.
Patrzymy na siebie w porozumieniu.
- Powodzenia, mój drogi. - dodaję pewnie.
Jego twarz pozostała spokojna. Delikatne światło wydobywało  z niej wręcz rozczulenie. Skończył się mój drink. Poszłam po następnego. Odwróciłam się. Patrzył na mnie z uśmiechem. Oboje to wiedzieliśmy.

(kurtyna)

Wtopiłam się w tłum. Poszłam potańczyć, porozmawiać z ludźmi. Znani i nieznani, popularni i nie. Blogosfera w swoim pięknie różnorodnym wydaniu. Rozmowy ciągnęły się jeszcze chwilę. Ok 2:00 w nocy postanowiłam poddać się zmęczeniu mijającym dniem. Zamówiłam taksówkę. Wychodząc pożegnałam się jeszcze z kilkoma osobami, "do jutra" tak ładnie brzmi, muzyka nagłaśnia pomieszczenie. Widok na hotel Hilton i Motławę za oknem. Pięknie jest. Wychodzę z budynku. Ze mną jeszcze kilka osób. Idę kawałek. Tłumek radosny mija mnie i znika za zakrętem. Zostaję sama. Zupełnie sama. Robi się tak bardzo, bardzo cicho. Ciemność wyziera zza budynków. Nie słyszę niczego, poza swoim oddechem.




15.11.13

Wolno myśleć



Tu wolno myśleć. Możesz. Musisz coś przemyśleć? Daj sobie przestrzeń. Otwórz umysł.
Tu należy wolno myśleć. Slowly. Daj sobie czas.

Widzę, że czasami wchodzi się tu na hasło "wolno myślę".
Wiesz co? Ważne co wymyślasz.

Jeśli jakość , znaczenie, skutki tego, co wymyślisz będzie rekompensować czas, który potrzebujesz na myślenie, to nie pozwól się popędzać. Jakość często wymaga czasu. Naucz się tego.

A poza tym, nie pozwalaj się popędzać. Szanuj się.

Bądź slow.
Jak już tu jesteś, to się zatrzymaj i pomyśl. Masz czas ;-)



13.11.13

Zen w elastyczności, czyli stretching



Moje odkrycie tego roku: stretching.

Stretching jest slow. Ma mój certyfikat.

Generalnie nie jest ze mną najgorzej, ale siedząca praca + chodzenie na obcasach (praktycznie całe dorosłe życie chodzę na obcasach, bo lubię) niestety spowodowały całkiem niezłe przykurcze. Warto pójść na stretching (z tego miejsca buziaki dla Magdy), bo pod okiem doświadczonego instruktora po pierwsze działamy skuteczniej, po drugie nie zrobimy sobie krzywdy. Dobra, relaksująca muzyka w tle, zgaszone świata i jedynie rozstawione klimatyczne lampki i świece i można odkrywać kolejne partie własnych mięśni i przypominać się im dogłębnie. 

Z każdymi zajęciami widzę różnice, mniej skurczy, mniej mrowienia. Nadal naciągane mięśnie i ścięgna bolą jak diabli, ale ja już osiągnęłam ten etap, że lubię ból wynikający z ćwiczeń (on jest właściwie dowodem prawidłowego wykonania ćwiczenia). Zakwasy nadają sens mojemu sportowemu życiu ;-)


12.11.13

Skok

Zbieram siły. Zbieram siły chodząc po pracy, na zajęcia.
Mózg najlepiej pracuje, gdy ciało wytwarza pozytywną adrenalinę. Potrzebuję jej w tym miesiącu szczególnie dużo, bo mam serię dość ważnych zawodowo i nie, przeżyć.

Przede mną 2 intensywne tygodnie.

W tle:



Kocham ten kawałek i koncert.
Doładowanie baterii. Dogrywanie szczegółów.
Jest dobrze.


11.11.13

Zatańcz ze mną

Mój gust odnośnie tancerzy, tańczących mężczyzn ukształtował śp Patrick Swayze, głównie filmem "Dirty dancing"


Jako młoda dziewczyna marzyłam, żeby wyglądać jak Cynthia Rhodes, która grała smutną rolę Penny. Ten film wywołał cichą miłość do tańca, szczególnie tego "zakazanego".

;-)



11.11 dzień RÓŻY

Czekałam od dawna z obejrzeniem tego filmu. Postanowiłam zrobić to dziś.
I była to dobra decyzja. Święto Niepodległości przypomina mi zawsze, że żyjemy w błogich czasach a ewentualne piekło robimy sobie sami. Nie zawsze tak było.


Historia naszego kraju ma w sobie tak wiele bólu, cierpień, zdrad, okrucieństwa, że ja tylko mogę być wdzięczna losowi, że żyję akurat teraz. Mogę wszystko.

Mogę marzyć, chcieć, planować, odlatywać, szaleć i oddawać się beztrosce.
Kiedyś słowa te bywały dla zbyt wielu ludzi obce.

Wolność. Czuję to bardzo.

Film dogłębnie poruszający.

9.11.13

Pilot w kieszeni



Zmorą wielu mieszkań są piloci, wróć, piloty. Przynajmniej był to problem u mnie. Nic mnie tak nie drażniło, jak piloty na stole.
Kiedyś będąc w IKEA zobaczyłam kieszeń na piloty i zakochałam się. Koszt? Radosne 15zł.
Moja radość z faktu, że piloty mają swoje miejsce - bezcenna.


8.11.13

Kura domowa

Szkoda mi czasu na sprzątanie, pranie, wycieranie kurzu, polerowanie kuchenki, odkurzanie, mycie okien, mycie fug i framug. Układanie i segregowanie rzeczy w szafkach i szufladach. Prasowanie. Zmienianie pościeli. 



Niestety, mam lekkie skrzywienie i wiem, jak doskonale utrzymywać porządek. Wiem, co nie oznacza, że to robię, bo faktycznie szkoda mi na to czasu. Niestety, stan bałaganu toleruję bardzo krótko, bo mnie po prostu denerwuje. W domu czy w pracy nie lubię przebywać w bałaganie. Dopóki w domu bywam, to bywam i udaję, że nie widzę, ale wiem, że to kwestia czasu, bo w końcu nie wytrzymam. 


7.11.13

Pochwała materializmu



Kocham kasę. Dlaczego o tym piszę? Bo nie godzę się na hipokryzję. Oczywiście nie jest dla mnie najważniejsza, bo gdyby tak było, to kierowałabym się w życiu innymi zasadami, podejmowała inne decyzje, wyszła dawno temu za mąż dla pieniędzy i kilka razy nie powiedziałabym "nie". To nie ten rodzaj miłości. 
Kocham kasę, bo pomaga mi spełniać marzenia, które od niej są poniekąd uzależnione. 

6.11.13

Naładowanie bakteriami, czyli dużo łaciny

Jest pewna sprawa.

Hm. Jak wiadomo, jestem niewierną, acz praktykującą od kilku lat, fanką pięciu przemian. Pięć przemian, jak każda filozofia, religia, dieta, ma pewne zalecenia i pewne przeciwwskazania. Jednym z takich przeciwwskazań w pp jest nabiał, ponieważ krowie mleko wcale nam nie służy (z czym można oczywiście dyskutować i przerzucać się wynikami badań naukowców), nie służą nam też przetwory mleczne. Wg pp. mleko np. kozie jest już lepsze. Dyskusyjna jest w tym względzie oczywiście kwestia smaku. Jak dla mnie jest ok, ale jednak smakowo wolę krowie (zupełnie pyszne jest mleko z obniżoną zawartością laktozy. Genialna baza do kakao).

Niestety, tak to już bywa ze mną, że jestem niepoprawna i nieposłuszna (nie walczę z dogmatami, tylko robię swoje ;-). Kocham masło i nie mam dnia bez mleka acidofilnego, albo kefiru, albo jogurtu. Szkoda, że pp tego nie pochwala. 


Ja się po prostu doskonale czuję, gdy mam te produkty w diecie. Wiadomo: Probiotyki.

Najprościej rzecz ujmując - łaciny, czyli bakterii:

Lactobacillus casei ssp. rhamnosus (Lactobacillus GG), Lactobacillus casei ssp Shirota, Lactobacillus casei DN-114 001, Lactobacillus plantarum oraz Lactobacillus rhamnosus, Bifidobacterium. 


5.11.13

Slow life by LOT

Zainteresowanych tematyką slow life odsyłam do listopadowego numeru magazynu "kaleidoscope."
Obszerny materiał, w którym również jest mój mikro udział w 2 słowach.





Niemniej, materiał polecam ze względu na całokształt. Bardzo dobrze dopracowany. Aż sama się zdziwiłam, że slow life tak się rozwija. To się dzieje jednak szybko :-)

Jeśli ktoś nie miał jeszcze do czynienia z "Kaleidoscope", to odsyłam do wcześniejszych numerów.  Perspektywa świata zawsze nadaje ożywczego dystansu, świetne felietony i reportaże, jakich można oczekiwać od magazynów z wysokiej półki. Polecam zwrócić uwagę na kadrę tworzącą ten magazyn. Tak czy inaczej dziękuję autorce materiału za rozmowę. Było mi niezmiernie miło.

Najchętniej czytałabym ten magazyn lecąc dreamlinerem... 
Może w drodze na Kubę ;-) 
(ale to nie będzie raczej ten numer)

Pierwszy raz o slow life za mną :-)

3.11.13

To co było ładne jutro

Życiowe pytanie: czy świnia wie, że hodowana jest po to, żeby człowiek mógł ją zjeść? Że na tym kończy się sens jej życia i po prostu jest z tym pogodzona?




Niedawno i przez przypadek trafiłam na paskudny film dla dzieci pt "Świnka babe". Mam osobiście silny dysonans poznawczy, gdy myślę o zjadaniu istot myślących, bądź takich, z którymi człowiek się zaprzyjaźnia. Swojego kota bym nie zjadła (wg wyników badań i relacji ludzi w warunkach ekstremalnych mówiłabym inaczej i pewnie posunęłabym się do kanibalizmu, ale mówimy o warunkach w miarę ustatkowanie normalnych). Patrząc na swojego kota nie odczytuję myśli "ciekawe, jak smakuje?". Patrząc na partnera, też nie. Czyli można założyć, że wszystko jest w normie.

Filmy pokazujące życzliwą koegzystencję człowieka z żywą szynką czy piersią kurczaka, jako postaci myślącej, przypominają mi trochę film "Wyspa", gdzie szczęśliwe klony nieświadome swojego przeznaczenia, w zamknięciu hodowane były wyłącznie pod bycie dawcami organów. Ekstrema, które powodują trepanację mózgu. Lubię takie kino. Mam silny dysonans i moje odczucia są dalekie od przyjemnych, ba, momentami jest mi niedobrze. Good for me, jestem chyba w tym względzie normalna.


2.11.13

Teatr Telewizji, bo tak

Teatr Telewizji. 
Czasami słyszę utyskiwania, że Polacy do teatru nie chodzą. Cóż. Ja bardzo chętnie, jak tylko życie daje mi możliwość, czyli jak wielu z nas: jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze. To nie jest kwestia woli, podobnie jak z czytelnictwem. Gdybyśmy mieli chodzić do teatru, kina, opery, na koncerty, kupować książki i płyty, które nas interesują, to byśmy musieli mieć naprawdę bardzo zasobny portfel i bezmiar wolnego czasu - trzeba wybierać. Kiedyś chodziłam do teatru częściej, bo koleżanka grała w Teatrze Wybrzeże, teraz rzadziej niż niekiedy. Na szczęście Teatr Telewizji jest balsamem na moją duszę. Gdy mam szczęście to trafiam na perły emitowanie na żywo np. Trzy razy Fredro  



lub jak Getsemani z moją ulubioną Magdaleną Cielecką i ciągle niedocenianą Agatą Buzek. Agata jest świetną aktorką, o nietypowej urodzie, co powoduje, że jest szczególna. Polecam prześledzić jej role np w Rewersie. 

Polecam spektakle teatru telewizji. Obsada, z jaką spotkamy się rzadko. 

Kocham teatr. Kocham sztukę na żywo.  
Dobrze, że mogę doświadczać jej częściej chociaż tak.