30.1.15

Siła sprawcza, czyli moc w naszym działaniu




Są obszary, miejsca, punkty w życiu, na które nie mamy żadnego wpływu (och, chociażby miłość ;-). Bądź niewielki. I tak ma być. Są jednak obszary, w których możemy przenosić góry i robimy to. To właśnie obszary dla naszej siły sprawczej.

Decyzje o tym, co robimy w życiu, czego nie, na co czekamy, na co nie. Dokąd idziemy, dlaczego siedzimy. Jakie wyciągamy wnioski z doświadczeń, jak bardzo doznajemy, przeżywamy i zapamiętujemy. Co nie pozwala siedzieć zbyt długo. To co nas niesie, na co mamy wpływ, co się dzieje dzięki nam.

Siła sprawcza. Gdy widzisz coś i masz pomysł, jak zmieniać, poprawiać, ulepszać, usprawniać. Kreować nowe i wprowadzasz to w życie.

Obszary, na które nie mamy wpływu zostawmy w spokoju. Patrzmy tam, gdzie czujemy własną siłę sprawczą. Kocham to poczucie.


29.1.15

Wrażliwość e-człowieka, dobra strona mediów

Czy pamiętasz pierwszy raz, gdy zobaczyłeś w i na jakich warunkach pracują ludzie w azjatyckich fabrykach? Czy to cię poruszyło? Czy zasiało w Twojej podświadomości poczucie, że to nie jest dobre? Że nie chcesz, by rzeczy, których używasz, powstawały w taki sposób?

Ja tak, mniej więcej. To był jakiś francuski reportaż z fabryki ubrań, wówczas jeszcze w Chinach. Jakieś ok 20 lat temu. Ciasne pomieszczenie, nastoletnie dzieci pracujące po 20 godzin na dobę, śpiące na terenie fabryki. Tak wyssane z woli życia, że chciałoby się je po prostu przytulić i zabrać stamtąd. To nie były zdecydowanie warunki pracy dla ludzi. A to był przecież tylko program...

Koszty produkcji na dalekim wschodzie były i są zbyt podniecająco niskie dla zachodnich odbiorców. Czyżby? Nie ma granicy?

Z powagą oglądam materiały na ten temat. Na temat tego, jak i czy zmienia się sytuacja i czy świat się opamiętuje i w którą stronę to idzie. Nie tylko ten daleki, ale też bliski. Dlatego tak ważny jest dla mnie slow biznes, o czym jeszcze mało piszę.

Wg mnie ważne jest to, żebyśmy o tym po prostu wiedzieli. Mając świadomość, przestajemy być bezmyślnym konsumentem i to jedna z przyczyn, dlaczego ważna jest dla mnie jakość produktów, ale też i warunki pracy ludzi, dlaczego popieram akcje typu "Fair Trade", działania, które trwale mają zmieniać warunki pracy ludzi na świecie.

Oczywiście mrzonką jest założenie, że wszyscy będą pracować z pasją i w poczuciu spełnienia, ale dążenie do ideałów pcha świat do przodu, bo cała reszta go cofa (dlatego postęp człowieczeństwa jako takiego jest tak powolny ;-).
Pytaniem jest, gdzie i czym są ideały. Są kwestie uniwersalne - jak  uszanowane prawa człowieka. Na pewno punktem wyjścia jest rozumienie, gdy są łamane. Wszędzie. A jak to zmienić? Wiedząc. Rozumiejąc. Na początek to dużo. Niech zaskoczy ta zapadka. Potem będzie się działo samo.

Ostatnio świat obiegła relacja z akcji zorganizowanej przez norweski dziennik "Aftenposten".
Dziennik wysłał kilka blogerek modowych do fabryki ubrań w Kambodży. Dziewczyny wyrwane z cywilizacji i dobrobytu trafiły prosto w ramiona obcej im rzeczywistości.


Blogerzy w fabryce w Kambodży

I tu jest jedna z ważniejszych ról blogosfery - subiektywne reagowanie na świat. Nie tyle pokazywanie go, ale właśnie reagowanie, najważniejsze w tym są emocje.



28.1.15

Jacy dżentelmeni, taka akcja


Moja playlista składa się z muzyki poważnej. Taki czas. 

Ostatnio ktoś mi odpowiedział kawał. 
#suchar
Wsiada staruszka do tramwaju. Tłok jest, więc szturcha co młodszego, siedzącego mężczyznę laseczką. A ci nic.
Staruszka w końcu mówi poirytowana - już nie ma dżentelmenów 
na co jeden odpowiada - dżentelmeni są, ale miejsc nie ma. 



Ostatnio miała miejsce w internecie i nie tylko dość szczególna sytuacja z "dżentelmenami" w tle. 

25.1.15

3 kroki do bycia zen, czyli jak się pozbyć złości

Jestem choleryczką. Na większość czasu, gdy jestem wyluzowanym kwiatem na tafli jeziora, spokojną, zen, zrównoważoną i "ponad tym", jest czas, gdy wybucham i wychodzę z siebie, albo raczej czuję, że emocje mówią za mnie. 
A niech mówią. 

Tylko wiecie, problem w tym, że z niektórymi emocjami jest jak z miauczącym kotem - chodzi i miauczy i nie wiesz, czego chce, bo go nie rozumiesz. A on chodzi i miauczy, chociaż wg Ciebie wszystko ma. Widocznie nie ma, ale go nie rozumiesz. Tak jest często z okazywanymi emocjami. 

Podobnie jest z wybuchami złości. Drzesz się, płaczesz, krzyczysz, a na końcu padasz wykończona i nikt nie wie, o co tak naprawdę poszło. Ty też nie. Tzn. niby wiesz, ale nie jest tak, bo gdyby tak było, to byś to załatwiła, jak człowiek. 




Nie oszukujmy się, wybuchy złości, czy bierna agresja to momenty naszego niedorozwoju w wyrażaniu emocji. Mamy go prawie wszyscy. Taki lajf, taka karma, co zrobisz?

Nie, nie... nie rozczulamy się teraz nad sobą. Szukamy rozwiązań. Dziś dam 3 metody, do stosowania w różnych okolicznościach.  Generalnie metody te działają też na stres, a złość też nim po prostu jest. 

22.1.15

Niechęć posiadania, chęć doznawania

Mam jakąś dziwną przypadłość. Im w życiu więcej zarabiam, tym mniej rzeczy chcę mieć.

Myślę, że to kolejna cecha slow life.

Rozumieć to, co się ma. Nie pogrążać się obsesyjnie w pożądaniu przedmiotów, które wystarczy np. zobaczyć. Wybierać zawsze to, co najlepsze i nie gromadzić dla zasady. Bycie niewolnikiem posiadanych przedmiotów, w zabunkrowanych domach, otoczonych płotem z dziesiątkami kamer i czujników? Dziękuję. Są ciekawsze sposoby korzystania z pieniędzy.

Ostatnio leżałam z M. i sobie marzyłam, że gdy będziemy bogaci, to wcale nie będę chciała gromadzić rzeczy. Za to będę chciała móc korzystać z możliwości, które dają pieniądze.

Jedną z takich możliwości jest doświadczanie czegoś osobiście.

Pojechać gdzieś i przeżyć coś, co znamy tylko ze zdjęć czy filmów. Zobaczyć oryginał wielkich dzieł. Posmakować najdziwniejsze smaki. Zobaczyć wschody i zachody słońca w różnych szerokościach i długościach geograficznych, albo Księżyc na bezmiernie rozgwieżdżonym niebie. Wejść do najbardziej lazurowej wody. Przejść się po najbardziej miękkim piasku, albo najbardziej kamienistej plaży. Na safari zobaczyć zwierzęta w naturze. Popatrzeć im w oczy. Porozmawiać z ludźmi tu i ówdzie. Tak, jak lubię to robić wszędzie. Lubię ludzi. Lubię nie poznawać ich za dobrze, bo dzięki temu zachowuję o nich dobre zdanie. Wolę widzieć w ludziach ludzi, a nie najgorsze słabości, chciwość, zawiść, małostkowość, poczucie wyższości. Cenię bezinteresowny uśmiech nieznajomego. Myślę, że to działa w dużej mierze ze wzajemnością, bo poznanie mnie bliżej i moich wad, gdy mi coś nie podpasuje, to traumatyczne przeżycie. Serio, ale tak na odległość jestem cudowna, bo naprawdę lubię ludzi ;-)
Nie lubię w życiu interesowności, fałszywego wazeliniarstwa. Nie jest to najprostsza droga, ale najbardziej zgodna dla mnie ze mną. Nie zadaję się z ludźmi, z którymi "powinnam". Nie muszę. Stać mnie na wolność w doborze otoczenia. Da się iść przez życie w zgodzie z sobą i się realizować do tego nie pielęgnując interesowności i kolesiostwa (polecenie kogoś, czy wspieranie się umiejętnościami, kontaktami, to co innego, to normalny networking). Jestem bogata już w tym sensie. Chcę być pełna przeżyć i związanych z nimi emocji.

Gdybym była okrutnie bogata materialnie, to i tak bym się z tym nie obnosiła. Bo po co? Bogactwo finansowe i tak widać po człowieku. Czasami po skrajnej skromności w zachowaniu. To zadziwiającą imponujące.




20.1.15

Kiedy marketing to sztuka i chcę jej na ulicach

Marketing wygląda jak ulice. Wszędzie reklamy produktów bankowych, bądź leków (i tu już czasami jest pełen hardcore w doborze) albo suplementów, albo czasami artykuły spożywcze (Raju, czy naprawdę trzeba wrzucać na wielki plakat kawałek surowej szynki, żeby poinformować o ofercie, o istnieniu sklepu, asortymencie. Nie da się lepiej?? Ciekawiej? Inaczej? Pewnie, że się da, ale trzeba chcieć i pomyśleć.) To kwestia chęci. Widać to chociażby w blogosferze, gdzie koszt kampanii z blogerem jest o niebo niższy niż chociażby z celebrytą, a dobry bloger przeprowadzi taką kampanię estetycznie i do tego ciekawie, przy czym, co ważne! Materiał ten zostaje na długo w sieci, bo najlepsi blogerzy sami rozumieją i nie zaśmiecają własnych blogów. Owszem, rekomendują, polecają, czarują produktem, ale robią to ze smakiem. Niewielu, ale ci najlepsi tacy właśnie są. Co ważne, często są najlepsi do wprowadzania na rynek nowości, bo stworzą lepszą historię niż niejedna agencja.

Wracajmy jednak na ulice. Ulice miast. Miasteczek. Mieścinek.
Ciekawa, intrygująca, a do tego piękna reklama, w przestrzeni publicznej, bądź w tradycyjnych mediach,  to rzadkość. A nasze poczucie estetyki  dostaje  po oczach/ uszach/ takimi paskudami, że się jeść odechciewa. Żyć się nie chce. Kochać się nie chce. Nic się nie chce. Chce się tylko o tym zapomnieć.



I tak to strasznie zasmuca, bo marketing jest przecież odzwierciedleniem dzisiejszej kreatywności, rynek tak pełen jest świetnych produktów, które można opowiedzieć w najlepszy i najróżniejszy sposób. Storytelling jest narzędziem dla każdej możliwej branży i dziedziny. A dostajemy po oczach filetem z pangi w promocyjnej cenie. No dlaczego?


18.1.15

Łyk wody zamiast

Hm, pytacie mnie w mailach, co sądzę o pigułce "po".

Dla mnie sprawa jest dość prosta. Podobnie jak przy kwestii aborcji, niech każdy robi, jak uważa. Ale naprawdę, jak uważa, bo tu zdarzają się niezłe dramaty aborcji, czy tabletki "po" za namową innych i to już jest słabe. Kobieta ma decydować w zgodzie z sobą (jeśli wcześniej tak działała). Znam kobiety, które nie mają żadnego problemu z pigułką "po" i też jest to ich sprawa. Uważam, że każdy ma działać w zgodzie z sobą, bo ponosi końcem końców tego konsekwencje.

Sama jestem "przeciw", ew. "za" w zakresie określonym przepisami dla aborcji, bo te są rozsądne.
Dlaczego jestem przeciw?
Gdy byłam niewinną nastolatką ojciec chrzestny powiedział mi "Marzena, nie idź do łóżka facetem, z którym nie chcesz mieć dziecka".
Tym jednym zdaniem pięknie uprościł moje myślenie w tym względzie, bo od razu poczułam, że jest zgodne ze mną i jakoś nigdy na nie nie narzekałam. Pozwalało mi pozostawać w zgodzie z sobą, swoim poczuciem szanowania siebie, a do tego mieć piękne życie erotyczno-uczuciowe i na szczęście nigdy nie musiałam się czuć podle szukając dojść do tabletki "po". Bo tak bym się czuła. Swoją drogą cudownym afrodyzjakiem i komplementem są słowa "chciałbym mieć z tobą dziecko".

Taka niebywała sytuacja (serio ;-): Seks wiąże się z tym, że może z tego być dziecko. Niekoniecznie musi być z tego związek, czy małżeństwo, ale dziecko może być tego owocem. Biologia się kłania. Nie wyobrażam sobie i nie wyobrażałam, mieć seksu, z kimś z kim ew. dziecka nie chciałabym mieć. To już wolałam łyk wody zamiast, bo to był dla mnie też miernik stosunku do mężczyzny. Tak, z tego względu odpadały jakieś przypadkowe akcje z pięknym nieznajomym. Jakie relacje, takie reakcje. Tak, wiem że taki pogląd jest totalnie nienowoczesny. W końcu dorastałam zagranicą, więc wiem to bardzo dobrze ;-)  Oczywiście mężczyźni, z którymi się spotykałam, nie wiedzieli o tym, że mam taką zasadę. Każdy ma jakieś kryteria i nie musi ich ujawniać ;-)

Ja jestem starej daty i tak to po prostu działa. Moje własne dobro jest dla mnie tu najważniejsze, a ja nie znoszę na własne życzenie generować chorych dylematów.
To jeden z nich.
Więc róbcie co chcecie. A prawo ma być uniwersalne. W każdej dziedzinie.
 I tu jest OK.
Człowiek powinien sam decydować o swoim ciele w granicach własnych przekonań. Proszę bardzo.


14.1.15

I love sport



3. "i love" na dziś - Sport. Powinnam dostać tytuł najbardziej zagorzałej amatorki roku. Dobra, nadam go sobie sama :-)

Tak jest.


I love masaże&automasaże

Jestem wielką fanką wszelkich masaży. Wiele lat poddawałam się akupresurze i był to jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Gdy tylko mogę chodzę na masaż klasyczny całego ciała, czyli chociaż co kilka tygodni. Ostatnio poddaje się jednak szczególnie i leczniczo refleksologii i terapii czaszkowej , które okazują się bardzo pomocne. O ile większość masaży może wykonywać  tylko ktoś wyspecjalizowany, o tyle odkryłam automasaże, od których się ostatnio szalenie uzależniłam.

Od czego się zaczęło? Powiem szczerze, że miałam straszny problem z podkrążonymi oczami (tzw "workami"), sińcami i moja twarz zaczęła się robić ściągnięta, spięta i opuchnięta jednocześnie  i bardziej wredna, niż jestem w rzeczywistości ;-) 
Naprawdę zaczęłam się o siebie normalnie niepokoić.  Musiałam coś z tym zrobić. 
Wnikliwa analiza tematu, rozpoznanie przyczyn i rodzajów. Temat "worki i sińce pod oczami" zassał mnie na kilka dobrych godzin. Kilka źródeł? Proszę np. TU, albo TU. Właściwie większość się powtarza, ale do mnie najbardziej dotarł argument zastoju przepływu limfy.
Szukałam dalej aż trafiłam na (przy bliższym poznaniu) świetnej stronę Eli Rogalskiej dbajociało, która wprowadza między innymi w świat masażu twarzy, którego zalety wymieniła TU (a przecież dokładnie o to mi chodzi!). 

Od tygodnia codziennie oddaję się sobie na ok 30 minut i masuję sobie twarz wg jej instrukcji, które też tu zalinkuję w takiej kolejności, w jakiej ja je robię:

MASAŻ TWARZY WG ELI ROGALSKIEJ:


I love robots

Na początek roku to, co człowiek wykreuje wykorzystując elektronikę, czyli zapraszam do świata robotów:


Enjoy :-) 

Za to właśnie kocham mój zawodowy świat. 


13.1.15

Wolność słowa nie istnieje - Unio Europejska, opamiętaj się

Skoro wstałam o 6 rano po to, żeby napisać notkę, to znaczy, że się naprawdę wkurwiłam, a jako dama nie przeklinam bez powodu.

Zajęta swoim życiem z niechęcią patrzę na to, co się dzieje na świecie. Patrzę i coraz bardziej się wkurzam, że szarpią tym światem tak popieprzone skrajności, powodując coraz większy chaos. Wkurzam się, że brakuje autorytetów, które trafiałyby do tych patrzących tak krótkowzrocznie, że ja ze swoim astygmatyzmem lepiej widzę.

Co się dzieje? Ludzi pojebało z hasłem o wolności słowa. Głąby totalnie nie odróżniają wolności słowa, od wolności formy wyrażania poglądów i rozprzestrzenia się coraz większy konflikt na każdym już możliwym polu.
No do cholery.



11.1.15

Isabelle Laflèche "Kocham Nowy Jork"


"Kocham Nowy Jork" Isabelle Lafleche. Kolejna książka, którą kupiłam spontanicznie, obawiając się trochę, że będzie to banalny romans. Przekonała mnie do zakupu tylko fabuła oparta na życiu prawniczki. 


10.1.15

Erich Fromm "O sztuce miłości"



Erich Fromm "O sztuce miłości".

Trafiłam na tę książkę przez przypadek,  a okazuje się, że to jedna z najmądrzejszych pozycji, jakie ostatnio czytałam, a może najlepsza o tematyce miłości. Pewnie dlatego, że tak trafnie koreluje z moim podejściem do wszystkich miłości. To oczywiste, że każdy z nas definiuje miłość mniej lub bardziej na swój sposób, bo każdy z nas jest inny i nasze definicje budujemy na własnych, w końcu niepowtarzalnych w konstrukcji, doświadczeniach, przeżyciach, poglądach budowanych na różnych przecież źródłach. Na pytanie, czym jest miłość można odpowiadać na wiele sposobów.

Fromm pochyla się nad miłością w chyba najważniejszych jej aspektach. Od relacji z samym sobą, przez relacje z rodzicami, rodzeństwem, Bogiem, zwierzętami, czy w końcu damsko-męskie. Fromm słusznie też polemizuje z teorią Freuda, do której sama podchodzę sceptycznie, bo sprowadzanie człowieka głównie do seksualności jest płytkie. Fromm rozróżnia też zakochanie i miłość. Tu również doskonale się z nim rozumiem, bo często w życiu spotykałam się z niezrozumieniem, dlaczego zakochanie oznacza dla mnie coś innego niż miłość. Dlaczego mogę być zakochana co i rusz w kimś bądź w czymś, co też dość spontanicznie mi przechodzi, ale kocham w określony sposób trwale i głęboko, a też "na zawsze".  Zakochanie nie musi nic oznaczać (bo po prostu trafia w moją wrażliwość i emocje), miłość oznacza wszystko.
W "Sztuce miłości" Fromm opisuje również miłość w kontekście Boga. Mogłabym się pod nim podpisać, bo sama tak od dawna uważam i doszłam do wniosku, że poleciłabym tę pozycję ateistom, którzy zadają sobie pytania o istotę Boga. Fromm odnosi się do katolickiego "Bóg jest miłością" w dokładnie takim rozumieniu, jakie ja mam. Właściwie przywołuje różne religie, ale w bardzo zdrowy i mądry sposób. Jako że z ciekawości poznałam arkana wszystkich wielkich religii tego świata, to czuję mniej więcej, gdzie w każdej z nich się gubi idea Boga. Fromm bardzo zgrabnie to porusz i wyjaśnia.

Miłość potraktowana przez Fromma jako sztuka, jako dziedzina, jak każda inna, w której można się wyćwiczyć, wyszkolić, podana jest w tej książce w chyba najlepszy poznany przeze mnie sposób.

Bardzo, bardzo gorąco polecam.



9.1.15

WOŚP


Zbliża się finał WOŚP, więc buzz jak zwykle, jak co roku być musi.
I ok.

Zachwyty mieszają się z pomówieniami, oskarżeniami i mniejszymi oraz większymi aferkami, pod tytułem, kto komu płaci, dlaczego, ile, jak to itp., a gdzie jest NFZ, a że Owsiak to ma willę na Malediwach, bla, bla, bla, bla, bla, bzzzz [zakrywam usta: Zieeew].

Po tylu latach działalności tej fundacji i dowodach skuteczności, wszelkie ataki są jakie są, chociaż ja też nie mam nic przeciwko, że się fundacjom patrzy na ręce, bo skoro jest w tym po prostu wkład innych, to czemu nie. Nie mam nic przeciwko, żeby środki publiczne, czy dawane przez ludzi były kontrolowane. Tylko rzetelnie i przez ludzi, którzy wiedzą, co mają kontrolować i jak, a nie pieniaczy, których jak zawsze i wszędzie jest najwięcej. 

Ale odnośnie rozgłosu...

6.1.15

8 punktów, jak opanować internet

Z okazji nowego roku wiele osób postanowiło zarządzać lepiej swoim czasem. Częstym postanowieniem, z którym się spotykam, jest ograniczenie czasu spędzanego w internecie.

Tylko nie wiedzą: Jak?

Spieszę z podpowiedzą:




5.1.15

#kupagate

W necie mamy #kupagate. Afera polega na wielkiej i szeroko zakrojonej dyskusji na temat nieważki, a wywołany TYM materiałem: czy można przewijać dziecko na sali restauracji.

Oczywiście zgodnie ze skalą problemu głosy są podzielone. Jedni nawołują drugich (czyli rodzice przewijanego niemowlaka tych, którzy akurat siedzą w restauracji i im to przeszkadza) o  empatię (hehehe) a głosy rozsądku i rozpaczy nad znieczulicą obustronną unoszą się w sieci, jak mewy na mym gdańskim niebie.

Trafiam na to co jakiś czas przemykając na swym rumaku przez sieć. A jakże. 
Widzę tę szeroką nieporadność, bo rozwiązania jak nie było, tak nie ma, a problem się zdarza przecież, bo nie każda restauracja (szczególnie, bo wiadomo, jak jemy, to chcemy wdychać zapach frytury a nie kupki niemowlaka) dysponuje przewijakiem. Bywa. 

W czym rzecz? Co zrobić? Jak wyjść z takiej sytuacji? 


Proszę Państwa. Proszę rodziców. Jest pewien magiczny sposób, jak uniknąć wojny. Zawsze jest. 

4.1.15

Mój slow life w 2014

Od świąt mam chyba najdłuższą przerwę na wszystko. Wykorzystałam ten czas najlepiej, jak chciałam. Poza oczywiście spotkaniami z rodziną, przyjaciółmi, godzinami rozmów, filmami i czytaniem, więcej jeszcze poświęciłam książce, której pisanie stanowi dla mnie podróż samą w sobie. Niesamowite to jest, jak kreowanie świata, wydarzeń, może wciągać w każdą sekundę rzeczywistości. Zakładałam, że będę o tym myśleć chwilę przed tym, jak siadam do komputera (tak mam z blogiem), ale okazuje się, że ta książka żyje we mnie swoim życiem. Przelewanie jej na "papier", to formalność, czyli siadam do pisania wtedy, kiedy nic innego mnie już nie oderwie. Cholera, zawsze czułam, że tak to powinno dla mnie wyglądać. Nie wiem, co z tego wyjdzie, poza książką, którą pokochałam, ale to dziś nie ma znaczenia. Obsadę ekranizacji obmyślę potem ;-)


Okolice Sylwestra były też oczywiście podsumowaniem roku 2014 (nie tylko listy marzeń), który był dla mnie po prostu jednym słowem: Pełen.


1.1.15

Ciemna strona empatii

Empatia - dla przypomnienia, pierwsza, lepsza definicja TU


Czasami słyszę, albo czytam, że nie mam empatii. Kiedyś było mi bardzo przykro, potem przeszłam w pogodzenie z tą opinią, a na dziś wiem, że osoby, które to mówią, są empatycznymi cyborgami.




Dziś opowiem o tym, jak rozpoznać empatycznego cyborga.