14.1.15

I love sport



3. "i love" na dziś - Sport. Powinnam dostać tytuł najbardziej zagorzałej amatorki roku. Dobra, nadam go sobie sama :-)

Tak jest.




31.12.2014 poszłam na bieżnię, żeby sportowo zamknąć rok. Tak symbolicznie. Wtedy też zrobiłam podsumowanie roku. 
Nie zmienia to faktu, że nie tylko kontynuuję, to jeszcze podniosłam sobie poprzeczkę. Do salsy (której w styczniu nie ma, więc sobie ćwiczę w domu, bo przecież w każdej chwili może się spełnić moje marzenie i polecę na Kubę zatańczyć salsę na Havanie, i co? No nie mogę być nieprzygotowana ;-), dochodzi TBC i step. A może jeszcze zumba będzie, ale zobaczę jak wyjdzie czasowo. A co? Raz się żyje. W soboty i tak relaksacyjnie czeka bieżnia. Trzeba korzystać.
A ja kocham zakwasy, bo są dowodem :-)

I tak bardzo się cieszę, że mogłam wrócić na siłownię, bo był moment, że.... Nieważne. Ważne, że wróciłam :-)

Scena z zajęć, na których jest sporo nowych twarzy
Jedna dziewczyna do drugiej - Też postanowienie noworoczne?
- Mhm. Najważniejsze, że przyszłam. To już sukces
wtrącam się i mówię - najważniejsze będzie teraz, żebyś wracała. Trzymam kciuki :-)

Wiecie, przez 3 lata chodzenia na zajęcia i bycia tam dinozaurem, widziałam tak wiele zapału, który nigdy więcej nie wrócił, że naprawdę trzymam kciuki. Może dobrym pomysłem jest kupienie karnetu od razu na miesiąc? Przynajmniej jest na początku motywacja "żeby się nie zmarnował". Ja już tylko co miesiąc kombinuję kasę na swój karnet i M. wie, że ostatnie pieniądze wydam, ale etap "żeby się nie zmarnował", na początku chyba też miałam, więc jeśli ktoś dopiero zaczyna, to pamiętać - nie poddać się. Szukać swoich dyscyplin i pokochać to, nawet amatorsko, jak ja, ale podobno sport uprawiamy czysto relaksacyjnie jest najlepszy, co mi powiedział zawodowy sportowiec :-)

Także sportowego bakcyla życzę, tym, którzy go szukają :-)