30.3.13

"W dżungli podświadomości" z Pawlikowską

Zapytam: co jest najwyższą potrzebą człowieka? 
Zgodnie z piramidą Maslowa, potrzeby fizjologiczne. Prawda. Co się w nich zawiera? Oczywiście jedzenie, sen, woda, powietrze, potrzeby seksualne i brak napięcia. 
Tak. Brak napięcia. Czyli? UWAGA, objaśniam: Spokój. Tak. Święty Spokój. Wewnętrzny Święty Spokój. Widzisz różnicę? 

Czy można go osiągnąć, nie będąc pogodzonym wewnętrznie? Zapomnij. Będziesz udawać, będziesz siedzieć w najbardziej chillowym miejscu na Ziemi i będziesz niespokojny i będziesz się miotać i uciekać przed sobą, dalej i dalej. A to widać, wiesz? Nikt nic nie powie, bo większość ludzi uważa to za normalne, bo też udają spokojnych. Co ich cechuje? Brak wewnętrznego spokoju. Mogą mieć pozornie wszystko, a na końcu tego wszystkiego depresję czy inne objawy braku samoakceptacji. Nie przeskoczysz braku poczucia wewnętrznej spójności. Zapewniam. I co? Nic. Szukaj, jeśli go nie czujesz. Nie, nie na pokaz. Dla siebie. 



Ta książka leży na moim stoliku nocnym od jakiegoś miesiąca. Polubiłam ją już przed sklepową półką.


7 seriali obowiązkowych

Na wstępie poinformuję, że bociany wylatują z Polski.
Tak, wiem, jak to brzmi. Gdyby ktoś nie pamiętał, to niebo wygląda tak:


Ale do rzeczy.

Są seriale dobre na raz i do powtarzania. No to jedziemy:



27.3.13

Alternatywne światy

- Wiesz jaki jest mój ulubiony film? - zapytał kolega M., gdy już ustaliliśmy, że generalnie podobają nam się inne filmy
- No przecież Zeitgeist. Na tyle Cię znam - odpowiedziałam
- Dokładnie
- Wiesz co? Ja mam takie życie Pi. Widziałeś ten film?
- Nie. No ale ustaliliśmy, że by mi się nie spodobał
- Wiesz, w 3D musi być genialny. Pomijając efekty specjalne, to i tak obrazuje pewien mechanizm, do którego właśnie nawiązuję, gdy mowa o Zeitgeist. 
- To znaszy?
- Jeśli chodzi o taką rzeczywistość odartą ze złudzeń, to ja mam jej tak głęboką świadomość, że wolałam stworzyć sobie alternatywny świat, jak to mówi M. Ja żyję w swojej bańce ideałów i UDAJĘ, że nie ma nic innego. Działa. Inaczej nie mogłabym iść przed siebie.
- Tak też można
- Czasami trzeba. Żeby nie zwariować. Czy ja tego wszystkiego nie widzę? Widzę. I co z tego? Nie zmienię całego świata. Nawet nie chcę. Musiałabym być szalona, żeby chcieć. Tacy ludzie przeważnie doprowadzają do największego chaosu i jedyne co się dzieje, to odwracanie skutków ich działań.


Czy życie slow jest taką alternatywną rzeczywistością? Poniekąd.

zdjęcie z filmu "Druga Ziemia".


25.3.13

The dark side of the moon



Pink Floyd jest jednym z zespołów, który towarzyszy mi praktycznie całe życie, bliżej bądź dalej.
The dark side of the moon - tytuł albumu, który właśnie obchodzi 40-lecie.
Jest to najbardziej znany album w historii fonografii.

Znasz the dark side? Masz + 10 do osobowości.
Zapewniam.

Nie znasz? Wsłuchaj się.
Pozostanie z Tobą na zawsze.

24.3.13

All about soup i jak to jest z tą ilością


Kto je zupy? Bo ja tak :-)

Zupy są podstawą lekkostrawnej, odżywczej diety.
Cały świat opiera się na zupach. Różnie zwane, z różnych składników.
Moimi faworytami są - poza naszymi rodzimymi zupami - zupy kuchni tajskiej, chińskiej i hiszpańskiej oraz indyjskiej. Lubię wyraziste smaki. Nietypowe dla nas połączenia. Pikantnie, słodko-kwaśno, na ostro. Jak jestem w podróży, służbowej bądź prywatnej, to zawsze w restauracjach czy barach zaczynam od zupy. Czasami na niej kończę, bo niektóre są niebywale syte.

W Monachium zakochałam się w zupie dyniowej.



We Władysławowie jest fantastyczna restauracja chińska, w której można zjeść pyszne zupy. Kiedyś zjadłam chyba trzy rodzaje. W trakcie jednej wizyty. Robiąc wiosenny wypad na półwysep można po drodze zajechać na obiad.


Trepanacja emocji


Marzec 2013. Biała wiosna



21.3.13

Marcowe gruchanie

Mantra Polska 

O dżizas, gdzie ta wiosna
Weźcie ten śnieg
Panie premierze, jak żyć?

Nie. No dajcie spokój.

Dobra, ok, nie ma (ciągle) wiosny.
Też chwilami myślę, że fajnie będzie, jak już przyjdzie, ale... Ja żyję slow. Czyli generalnie dniem dzisiejszym. I właściwie cieszę się, że jest jeszcze zima.
Znudziło mi się czekanie na wiosnę, więc wzięłam się za inne rzeczy.

Wróciła mi kreatywność. Widocznie przesilenie minęło. A że jest śnieg, to tak jakby nawet zaczyna mnie bawić.

Brnąc przez zaspy śniegu, dnia 21. marca anno domini 2013 doszłam do samochodu. Skrobię sobie przednią szybę zalodzoną po czubki wycieraczek. I nagle słyszę trzepot skrzydeł.
Podnoszę głowę, a przede mną, na wysokości twarzy i na wyciągnięcie ręki unosi się gołąb. I patrzy. Ja na niego.
Zgłupiałam. Przestałam skrobać.
- Co jest, ptaszku?
Nic - zdawał się odpowiedzieć - tak sobie patrzę.

I patrzy. A ja na niego.
Chcąc przełamać to niezręczne milczenie podniosłam skrobaczkę i powiedziałam - nie mam nic innego.

Odleciał.

Skończyłam skrobać szybę. Wsiadłam i odjechałam.

Zapomniałam jak wygląda wiosna. Przestałam tęsknić. Żyję w krainie śniegu.
Szkoda, że zgubiłam rękawiczki.

Gdy przyjdzie taka prawdziwa wiosna, to mnie zaskoczy. Przestałam na nią czekać.
Bardziej mnie zastanawia, o co chodziło temu gołąbkowi?

W głowie układam już jednak tematy do załatwienia. Przede wszystkim zgłośnić, bo leci właśnie:



Jadę dalej. W głośnikach nadal ustawione Chilli Zet.

Dojeżdżam. Śniegu po kolana. Samochód grzecznie się ślizga i nie chce podjechać na zaśnieżony parking. Akurat idą S. z W.
- Wysiadaj, blondyna. Zajmiemy się tym. Idź się napić kawy.
- Kochani jesteście - rzucam z uśmiechem idąc do biura.

Love marzec.
Może nie widać, ale wiosna właśnie nastała.






20.3.13

Level -1

http://www.home-designing.com/


http://www.home-designing.com/


W przerwach na kawę i w ramach marzenia o domu, lubię sobie czasami pokodować różne inspiracje. Kiedyś tak robiłam, zanim się zabrałam za urządzanie mieszkania. Przeglądałam naprawdę setki projektów, łapałam swoje klimaty, uczyłam się siebie i tego, czego oczekuję od mieszkania. Zajęło mi to kilka lat, ale to co osiągnęłam spełnia moje oczekiwania prawie w 100%. Prawie, bo jeszcze nie skończyłam. Jednak to co jest, jest w 100% moje. Jak ja. 
Ale od jakiegoś czasu jestem już jednak myślami bardziej w kierunku domu. Mieszkanie to etap przejściowy i dobry na początek, ale marzyć o domu nie przestanę, póki się spełni. Zanim go zacznę wizualizować, muszę wiedzieć, co to ma być. Więc zbieram inspiracje.

Zakochana jestem w salonie wpuszczonym w podłogę.
Widzę oczyma wyobraźni, jak siedzi kilka osób i niektórzy grają na playstation, inni gawędzą przy stole, albo w coś grają, ktoś leży i czyta książkę, ktoś pichci w kuchni połączonej aneksem z salonem. Niby każdy robi coś innego, ale jest ciągle poczucie bycia razem. Fantastyczne też jednak do bycia we dwoje (mhm, wyobraźnia pracuje), albo w pojedynkę. Boskie sam na sam ze sobą. Te wpuszczenie w podłogę robi wrażenie mocnego otulenia, przełamując chłód dużej, otaczające przestrzeni.

Czyż to nie jest genialne?

19.3.13

Supersmutna i prawdziwa historia. Czy miłosna?


"Supersmutna i prawdziwa historia miłosna"
Gary Shteyngart


Blogowi ambasadorzy marki

Idę przez Rossmana w kierunku herbat. Nigdzie nie ma lepszych. Mijam półki. Mijam lakiery. Rzut okiem. No tylko spojrzę. Przecież nie kupię kolejnego lakieru. Mam kilka bardo, czerwieni, różów, beżów, brązów i pomarańczy. Wystarczy.

Jest pewne "ale": Od dawna podobają mi się żółte kolory. Widziałam je pierwszy raz chyba u Kasi Tusk na jej blogu i na tym koniec. U nikogo na żywo. Czasami rzucam okiem na te żółte lakiery. I tym razem nie było inaczej. Mijam regał Wibo. Jeśli chodzi o lakiery, to naprawdę mogą być. Tak samo z cieniami do oczu czy pudrami. Pewnie, że nie jest to marka z wysokiej półki, ale nie można im nic zarzucić.

ja i żółty lakier - koniec albo początek świata. 


17.3.13

SLOW nr 6- recenzja

SLOW.



Jeden z niewielu magazynów na polskim rynku wydawniczym, który kupuje się dla przyjemności już samego trzymania go w dłoniach.

Numer jeszcze przyjemniej zaskakuje, niż poprzednie. Za każdym razem, gdy się wydaje, że było już wszystko, to oni udowodniają, że jednak nie.
I za to ich cenię.


Co znajdziemy w numerze luty/marzec 2013?






Słowo daję


- Zawsze, gdy słyszę "jestem twoim przyjacielem", zapala mi się w głowie lampka kontrolna - powiedział.
- Też w to nie wierzę. Po pierwsze, to ja decyduję, czy uważam kogoś za przyjaciela. Po drugie, po co te słowa? Po co zapewnienia? - zapytałam retorycznie
- Nic. Puste słowa.
- Może nie puste, ale to nie tak działa. Zwyczajnie nie tak. To takie życzeniowe gadanie.
- Przyjaźń ocenia się wstecz i na dziś. To czas pokazuje, kogo możemy uważać za przyjaciela.
- Z miłością jest podobnie. Nie kochasz za to co będzie, tylko za to co jest i co było. Bo to WIESZ. Takich rzeczy się nie ustala.
- To widać. Po zachowaniu, po tym co się dzieje. I co nie.

Słowa. Są ważne. Są dopełnieniem.
Pewność to ładnie nazwana strasznie ludzka naiwność. 


14.3.13

Błysk o oczach czyli emocje przedmiotów

 Dalej idę ścieżką zabawek. A co tam, raz się żyje.

Tolkien zrobił przedczasowy product placement LEGOlasem.  Właściwie okiem marketingowca - idealnie pasuje lego i Legolas, bo "ucieleśniają" motto wynalazcy klocków lego O.K. Christensena - tylko najlepsze jest wystarczająco dobre. 


Lego technic zdaje się przeżywać drugą młodość głównie wśród ojców. Jakbym była młodą matką, to też bym miała lego technic.

Taki technic-dad potrafi z błyskiem w oczach opowiadać, jak zmodyfikował kolejny projekt. Jak zmienił napęd w samochodzie, zmodyfikował cośtam i jeszcze cośtam innego. Przyjemnością jest samo słuchanie o tym, bo ja do dziś sama jeszcze nie tankowałam i nie wlewałam płynu do spryskiwaczy w żadnym samochodzie. Ja wiem, jak się samochód uruchamia i prowadzi. I tyle. I nie chcę więcej wiedzieć. To jedna z tych dziedzin, w których inni mogą być absolutnie lepsi ode mnie.
Wczorajszy dialog na stacji. Podjeżdżam na Shella, bo tam są przemili panowie, którzy zawsze pomogą zatankować.
- Może potrzebuje Pani płyn do spryskiwaczy, albo olej?
- Wie Pan co? Nie mam pojęcia. Może i potrzebuję, ale to mój mąż będzie wiedział. 
Także tyle wiem. 

Ale wracając do lego technic.

Dialog z kolegą, który mi uświadomił skalę sprawy:
- No to twój syn nie ma dojścia do klocków? - pytam z uśmiechem
- Spokojnie. On na razie woli bawić się samymi figurkami. Mechanika go jeszcze nie kręci.

Drobiazg na idealny prezent dla dużych chłopców - koszt? bagatela ca. 2000zł. Najdroższa konstrukcja w ofercie. 
Chętni pewnie się znajdują, no bo kto by nie chciał mieć Gwiazdy Śmierci? Podobno to już mocno żadna nowość, ale dla mnie jednak była. Też bym ją złożyła. Lego Vader rządzi.


Kolega pokazał mi ją z zachwytem i rozmarzeniem. 
Popatrzyłam na niego i spytałam - Co na to lekarz?
- Też ją chce - padła riposta roku


Każdy ma swoją Gwiazdę Śmierci. Dla jednych będzie to samochód, dla innych aparat fotograficzny, dla jeszcze kogoś maszynka do pieczenia chleba, albo biżuteria od Tiffany czy zegarek, albo pióro wieczne czy cokolwiek innego. Dla niektórych może jakaś gra komputerowa. Gadżety. To wszystko gadżety, ale czyż nie umilają nam czasu?

No ba.

Najważniejsze, żeby nie były substytutem szczęścia w życiu. Dopóki mają swoje miejsce, to jest ok.

11.3.13

Move! Zabawki dużej dziewczynki


W ramach szaleństwa bez powodu zgodziłam się zamiast nowego telefonu wziąć Playstation move.

Ale od początku: Już wieki w nic nie grałam, bo myślałam, że gry mi się przejadły. Niby co jakiś czas ściągam sobie jakieś gry na tablet, ale nudzą mnie średnio w ciągu tygodnia po 30 min grania. Ich szablonowość i przewidywalność jest niebywała, albo nie trafiłam jeszcze na te dobre. Nie to, co gry na chociażby laptopie, przy których potrafiłam spędzać całe noce, jak przy Syberii, Post Mortem, Broken Sword. Dawne dzieje.Właściwie nie mam z tym problemu, bo mam czas na inne rzeczy. Ale.. 

No i kurcze, musiałam ze 2-3 lata temu trafić na Kinecta (Xboxa) i poczuć bakcyla. Uciekłam wtedy w panice, bo wiedziałam, czym to dla mnie pachnie. Na szczęście moja styczność z Kinectem była wtedy tak krótka, że zdążyłam ochłonąć i zdać sobie sprawę z prostej rzeczy: to nie na moje mieszkanie. Połamałabym się o ściany, nie mówiąc o meblach. 
No a Playstation move 3? No widziałam, ale co ja będę z jakąś pałeczką skakać jak durna? I machać? Ja? Bez sensu. 

No i na ostatniej imprezie dostałam pałeczkę do ręki. Pograłam w ping ponga i rzut dyskiem. I się zakochałam. Zabrano mi pałeczkę siłą. 

no dlaczego się skończyło?!



9.3.13

Czekolada pitna

Czekolada pitna. Już kiedyś pisałam o różnicy, pomiędzy czekoladą pitną a czekoladą do picia, czyli kakao. TU.

Nadal wiele osób nie widzi różnicy między czekoladą a kakao. No to spróbujmy jeszcze raz :-)




8.3.13

8 marca. Tak. Chcę.

Notka z wykasowanym marudzeniem. W końcu to był Dzień Kobiet. 

Gdy dojechałam dziś do biura, znalazłam na laptopie kwiaty. Potem dostałam kolejne + słodycze. I buziaki.
I tak sobie dziś myślę odkrywczo: jestem kobietą.



5.3.13

Podróż w czasie

Raz na jakiś czas zdarza się okazja, że spotykamy się w towarzystwie, które zna nas jak żadne inne. Mam taką grupę, w której jesteśmy jakieś 18lat.
Pamiętam, jak dziś. Wakacje. Wróciłam na stałe po pobycie w Niemczech. Właściwie nowy świat. Rok 1995. Liceum. Niebawem matura.

 Na początku zadaję się z inną paczką, z którą jednak mi nie po drodze. G., moja przyjaciółka do dziś, zabiera mnie na spotkanie ze swoimi. Poznaję 8 -osobową towarzystwo.

Przez te wszystkie lata staliśmy się paczką, jak z Beverly Hills 90210 (chociaż nie wiem, na czym skończył się ten serial). Wydarzyło się wiele. Naprawdę wiele. Uśmiecham się i wzdycham, gdy o tym myślę. Kilka osób z paczki odeszło, gdy się rozpadały związki, kilka doszło, gdy się tworzyły nowe. Wiele osób było przelotem. Dłuższym, bądź krótszym. Pamiętam.



3.3.13

Argo, fuck yourself


Co to znaczy być bohaterem? Co się dzieje dziś, o czym nie mamy pojęcia, bo "tajemnica jest ważniejsza"?
Czasami warto się zatrzymać i zadać sobie to pytanie.
I zdać sobie sprawę, że naprawdę nie wiemy nic. Tak już bywa, że tajemnica, milczenie dla dobra sprawy, lojalność w wielkim rozumieniu słowa, są ważniejsze niż osobiste korzyści. One mają źródło przeważnie zupełnie gdzie indziej, niż innym się wydaje.
Zadumałam się.

O tym, co istotne dziś dowiemy się, świat się dowie, za 30lat.



1.3.13

I feel good




Jeden z ponadczasowych kawałków. No po prostu... I feel good.
Mruczę.

I wiosna dziś zaświeciła tak pięknie w twarz.

I znowu czuję  się zakochana.

Ja już doszłam do takiej perfekcji, że nie potrzebuję do tego obiektu, chociaż na brak też nie narzekam :-)

I opiszę mój największy, osobisty, zimowy sukces. 

Kiedyś pisałam o tym, jak rzucam palenie.