19.3.13

Supersmutna i prawdziwa historia. Czy miłosna?


"Supersmutna i prawdziwa historia miłosna"
Gary Shteyngart





Co się dzieje, gdy starszy mężczyzna zakochuje się w młodej dziewczynie?
Co się dzieje, gdy młoda dziewczyna trafia na jeszcze starszego mężczyznę?
Czym jest życie w czasie dużych zmian polityczno-gospodarczych?

Czym w końcu jest miłość?

Pomiędzy tymi wszystkimi pytaniami zawiera się supersmutna. Ta książka smakuje jak dobre, czerwone, wytrawne wino. Cierpkie, wciągające, rozpływające się po kubkach smakowych. Drażniące lekko nerwy. Czasami odkłada się ją  z myślą "nie wytrzymam tego". I potem czyta się dalej. Niezrozumiała nowomowa.  Nowe technologie. Wymieszane światy dwóch pokoleń. Walka o młodość. 
Ile kobiet zobaczy w tej książce jakąś część siebie i w której postaci? Ilu mężczyzn w sile wieku? Kto by postąpił jak bohaterowie? Kiedy czujemy przyjemne, albo nieprzyjemne mrowienie pod skórą?
Czym jest potęga pieniądza? Co można kupić? Czym jest poczucie bezpieczeństwa?
Czym w końcu jest romantyzm? Czym będzie? A może nigdy go nie było?

Jak to jest być dzieckiem emigrantów?
Czy mamy tu miłość? Które z jej twarzy? A może to tylko substytuty? Karmienie tęsknot, braków, zagłuszanie samego siebie i głaskanie zastraszonego ego?
Jak to jest wchodzić w dorosłość pod skrzydłami dużo starszych mężczyzn? To pytanie wiele z nas może sobie zadać z sentymentem. Czy będzie on taki jak przeżycia Eunice?
Czy młodość naprawdę musi być "głupia"? Czym jest, czym będzie idealizm?

Jak się kończy ta opowieść? Czy tytuł oddaje ładunek emocjonalny książki?

To jedna z książek, po którą warto sięgnąć.

Ja ją przeczytałam ponad rok temu. Za każdym razem patrząc na regał z książkami i trafiając na nią wzrokiem przelatują mi przez głowę te pytania. Na nowo. Znam odpowiedzi. Przynajmniej zawarte w tej  i w swojej historii.
Chociaż wcale nie o pytania w niej chodzi. Nie jest to lekka i przyjemna opowieść. I tak naprawdę nie sama miłość jest w niej najważniejsza a wszystko inne. I to mocno. Bardzo, bardzo mocno.

Na trafne recenzje trafiłam TU. Lubię tamtejsze opinie, bo widać, że użytkownicy naprawdę lubią czytać książki i to ze zrozumieniem oraz umiejętnością późniejszej refleksji. 



PS. Nawiązując do blogosfery. Kominek patronuje tej książce (to chyba pierwszy tytuł w takiej roli). Ten fakt był dla mnie dużą motywacją, żeby po nią sięgnąć. To już coś więcej niż "polecenie" na blogu i był to pierwszy przykład współpracy z wydawnictwem w takiej postaci. Wydawnictwa powinny częściej o tym pamiętać. Czasami stojąc przed półką w Empiku, gdy mam ochotę "nie wiem na co", widząc patronat któregoś ze znanych mi blogerów, na pewno wezmę to pod uwagę. Nieznanych też ;-)