22.3.13

Wyluzuj

Wyluzuj.
Powiedział kiedyś ktoś mądry. I mam ochotę czasami chodzić w t-shircie z takim napisem.






Zanurzona w myślach wchodzę do piekarni. Chleb chciałabym kupić i się w końcu położyć. Grypa mnie szturcha, to się standardowo kładę i udaję, że mnie nie ma. Przechodzi wtedy bokiem.
Podchodzę do lady.
- A dzień dobry, poproszę żytni chleb
- O. Pali pani? - spojrzenie na e-papierosa na mojej szyi.
- Mhm
- Ja w to nie wierzę, a poza tym, palę bo lubię
- Mhm, normalny argument palacza - mruczę i myślę 'płacę, wychodzę, kanapa'
- Bo ja palę jednego dziennie - zaczyna pani krojąc chleb
- No to i tak...
- No nie. To nie to samo, chociaż mój lekarz też mówi, że to nadal nałóg
- No tak
- Nieprawda. To taka moja chwila. Mój moment. Czekam na to cały dzień, żeby usiąść wieczorem i zapalić
- Acha - 'daleko jeszcze?' myślę sobie
- Także ja nie palę. To znaczy na imprezie to oczywiście, do wina czy piwa koniecznie. Wtedy to całą paczkę nawet spalę. Ale wie pani co?
- Nie mam pojęcia. Ile płacę?
- Ale następnego dnia nie palę zupełnie. Nawet tego jednego. 3,50.
- Dziękuję.

Uciekam.

Wchodzę do kiosku.
- Dostanę nowy numer...
- Czemu pani to pali? Przecież to szkodzi
- Yyyyy - 'dżizas' myślę 'nie znowu' - wie pan, to nie jest udowodnione. To może być czarny pr koncernów tytoniowych, kiedyś paliłam zwykłe.
- No ale nie jest zbadane. A to sama chemia
- Tak. Znam skład i funkcjonowanie, a dostanę nowy...
- Nie, nie. To ryzyko. Rzuci pani to świństwo. Ja tam palę zwykłe.
- To na zdrowie.
- Może kiedyś spróbuję to to, ale niech to zbadają. A tego... Nie. Nie mam.

Small talk po polsku. Państwo mogłoby zasponsorować obywatelom zasady small talk funkcjonujące na świecie. Dobrze by to zrobiło relacjom. Powyżej mamy przykłady "jak nie prowadzić rozmówek". Gdy mam do czynienia z osobami obcymi, to nie poruszamy osobistych tematów. Nawet w takim zakresie, jak powyższy. Oczywiście kultura osobista nie pozwala mi takim osobom zwrócić uwagi, bo były przede wszystkim starsze ode mnie, a po drugie, zupełnie obce. Zaczepki odnośnie palenia są zwyczajnie niegrzeczne i wykraczają daleko poza granice small talk, którym jest rozmowa w sklepie czy kiosku. Podstawowa zasada dobrego wychowania - nie pouczać obcych.

(...)

Jakaś rozmowa o muzyce.
- Słyszałaś....? A nie. Przecież nie ma cię na fejsie - słyszę politowanie w głosie, jakby mi się krzywda działa.

(...)

Wpada szwagier G. Młokos, ale już pokolenie fb pełną parą. No i ok :-)
- I jak bez fejsa?
- Bez czego? A. Luz. Zapomniałam już, że miałam.
- No ale wszystko cię omija
- Co na przykład?
- No nie wiem, wszystko


Acha. No dobrze.
Czuję się momentami jak kosmita. To uczucie nie jest mi w życiu obce, ale wróciło. Tym razem, bo porzuciłam coś. Coś co poznałam, zaliczyłam i porzuciłam. Dziwi mnie, że to inni mają z tym problem. Nie ja. 
Nie marudzę palaczom, po prostu unikam zadymionych miejsc. Nie marudzę użytkownikom fejsa. Ja mam inne zabawki. Nie czuję braku kontaktu, ba, mam go więcej. Bez hejtowania zagospodarowałam sobie inaczej czas. 
Nie odwróciłam się od nikogo, po prostu zmieniły się sposoby komunikacji, ale nadal 90% ludzi nie zauważyło specjalnie zmiany, bo nigdy nie mieli konta na fejsie, nigdy nie palili, tak jak wielu nie wiedziało nawet, że miałam konto na fb, a palenie traktowali "no trudno, zapal".

Po prostu są to moje relikty przeszłości, jak kasety magnetofonowe czy video, albo czas imprezowania po klubach co weekend (teraz wystarczy mi raz na rok, żeby sobie przypomnieć tłok na parkiecie). Było minęło. Ale kurka, nie mam problemu z tym, że innym to jest potrzebne. Co kto lubi. Ludzie jednak mają straszny problem z akceptacją zmian. Niezrozumiałe jest dla mnie, że cudzych. Jakby się ich bali. Jakby te zmiany były objawem czegoś niepoprawnego. 

To ten mechanizm, który trzyma ludzi w miejscu. Który nie pozwala im zmieniać swojego życia. Sprawdzać, szukać i tak bez końca. Jakiś tryb życia, przyzwyczajenia raz załapane pozostają wieczne. To to, co powoduje, że spotykamy kogoś po latach i mamy wrażenie, że czas się zatrzymał. To samo podejście, miejsce, właściwie w ich życiu nie zmieniło i nie zmienia się nic. Czas posuwa nas wszystkich. 

Albo my go posuwamy. Albo biegnie obok.

Późny wieczór. Leżę z tabletem i tak sobie o tym myślę.
W tle mecz. Nasi dostają w tyłek, że mój mnie boli od patrzenia na wynik. Podobno są skazani na klęskę. Nie wiem. Nie rozumiem tylko, po co wychodzić na boisko z takim podejściem. Ale ja się nie znam na piłce.

(...)

Flesz, rozmowa z klientem. Tryska pewnością siebie. Mówi powoli i spokojnie.
Opowiada. Dobrze się go słucha.
- Jesteśmy z tym projektem skazani na sukces
- Bardzo dobre podejście - odpowiadam. W końcu mam je sama też.

Po spotkaniu jeden z kolegów skwitował - jest okropnie pewny siebie.
- Dlaczego okropnie? - pytam
- A daj spokój.

Nie rozumiem. Nie rozumiem, jak można podchodzić do czegoś, bez wewnętrznego przekonania o słuszności działań i decyzji w danym momencie. To po co w ogóle? A jak nie wypali? No i co? To się poprawi i spróbuje jeszcze raz. A jak wypali? No to dobrze, bo takie jest założenie. 

Jedna z koleżanek objęła stanowisko kierownika działu HR w dużej firmie. Skarży się, że nie wie, co ma robić, zrzędzi, że zastała bałagan i chaos. I pewnie się zwolni. Zamiast po prostu się rozeznać, zaplanować i działać. Jak na ironię, akurat jeszcze szefowa działu HR. W poprzedniej firmie też tak zrzędziła i zmieniała pracę. Przez 6 lat. Aż tamta firma upadła i koleżanka  musiała szukać nowej. Widuję ją średnio raz na 6 lat. Nic się nie zmieniło.

Firmy, te które osiągają sukces, napędzane są siłą i wiarą ludzi, którzy w nich pracują. Myśleniem zadaniowym, wizjonerskim, do przodu. 
Pewnie dlatego jest ich tak mało, bo tak mało ludzi patrzy na to co robi w kategoriach celu. Sukcesu. I zmieniając pracę przenoszą to podejście. Szkoda. Nie wystarczy mieć wiedzy, doświadczenia. Trzeba chcieć. 
I to bardzo. I nie zrzędzić, nie czepiać się innych, nie intrygować jak w "Gotowych na wszystko". W życiu zawsze się coś dzieje. Na szczęście. Przynajmniej jest ciekawie. Łatwo, trudno, nieważne. Odpoczywać, działać, chillować, marzyć, czuć, żyć. Nieść się na dobrych falach. Dodawać skrzydeł innym.Nie zrzędzić, nie marudzić, nie robić problemów na siłę. Tam, gdzie ich nie ma.

I umieć wyluzować. Czego na weekend i na każdy dzień mogę tylko życzyć.




Monachium