11.3.13

Move! Zabawki dużej dziewczynki


W ramach szaleństwa bez powodu zgodziłam się zamiast nowego telefonu wziąć Playstation move.

Ale od początku: Już wieki w nic nie grałam, bo myślałam, że gry mi się przejadły. Niby co jakiś czas ściągam sobie jakieś gry na tablet, ale nudzą mnie średnio w ciągu tygodnia po 30 min grania. Ich szablonowość i przewidywalność jest niebywała, albo nie trafiłam jeszcze na te dobre. Nie to, co gry na chociażby laptopie, przy których potrafiłam spędzać całe noce, jak przy Syberii, Post Mortem, Broken Sword. Dawne dzieje.Właściwie nie mam z tym problemu, bo mam czas na inne rzeczy. Ale.. 

No i kurcze, musiałam ze 2-3 lata temu trafić na Kinecta (Xboxa) i poczuć bakcyla. Uciekłam wtedy w panice, bo wiedziałam, czym to dla mnie pachnie. Na szczęście moja styczność z Kinectem była wtedy tak krótka, że zdążyłam ochłonąć i zdać sobie sprawę z prostej rzeczy: to nie na moje mieszkanie. Połamałabym się o ściany, nie mówiąc o meblach. 
No a Playstation move 3? No widziałam, ale co ja będę z jakąś pałeczką skakać jak durna? I machać? Ja? Bez sensu. 

No i na ostatniej imprezie dostałam pałeczkę do ręki. Pograłam w ping ponga i rzut dyskiem. I się zakochałam. Zabrano mi pałeczkę siłą. 

no dlaczego się skończyło?!






Gdy powiedziałam M., że ok, niech będzie Playstation move, to nie zdążyłam dodać "ale", a już była wydana dyspozycja w sklepie internetowym orange. 
No i od tygodnia jest pozamiatane. 

Nie ma nas. M. bardziej, bo nie tylko movem można się tam zająć. Konsola to konsola. Nic się nie zmieniło w tym zakresie od początku, czyli chyba od liceum. Przypomniały mi się czasy, gdy faceci stadem grali w FIFĘ. Faktycznie. Nie, no długo obyliśmy się bez. To fakt. Niestety, z pewnych rzeczy się nie wyrasta najwidoczniej.
M. szaleje po pokoju grając głównie w tenisa (no jak mamę kocham, czekam tylko aż się ociepli i aż przestaną mnie boleć żebra i idziemy na korty na osiedlu). Śmieję się, żeby otworzył okno, to będzie miał sport na powietrzu. 

Dobra, przyznaję, "Księga czarów" mnie nie ujęła. Na takie gry chyba naprawdę już jestem za stara (albo dorosła, będę dla siebie miła). Jednak moje wewnętrzne dziecko ma widocznie więcej niż 10 lat. Ale zakochałam się w grach sportowych (w ping ponga mogę pykać w nieskończoność), chociaż przede wszystkim moim ulubieńcem stał się Echochrome:

zaczynamy 


No to jest normalnie cudne. Wieki całe nic mnie tak nie wciągnęło. A ja się kocham w grach logicznych. Namiętnie. 

W czasach szkolnych grało się chyba na Nintendo, albo... nie pamiętam - na pewno był na to taki kwadratowy Tomb Raider i inne strzelanki i jeszcze Alladyn był! Kochałam Alladyna! Od tamtej pory jednak trzymałam się od konsol z dala. A tak! Przypomniały mi się jeszcze niedawne czasy, gdy faceci stadem grali w FIFĘ. Faktycznie.
(Okazało się, że dalej grają, no wystarczy rzucić hasło i się okazuje z każdą rozmową coraz bardziej.)

No tak czy inaczej, długo obyliśmy się bez. To fakt. Ale gdy pojawiła się ta możliwość - wymieniać na telefon, którego zupełnie nie potrzebuję, bo stara Nokia N8 jest jak na razie nie do przebicia, a Playstation za 1zł + nielimitowane rozmowy - to chyba był jednak dość prosty wybór.
W innym układzie nie wchodziło w rachubę. Jak bardzo by mnie to nie zajmowało, to i tak jest na liście rzeczy, które nudzą się najszybciej. To słodkie zabijacze czasu, po których zaganiam wewnętrzne dziecko do snu. Ale to potem. Na pewno nie pojawiłoby się na liście "kupić w normalnej cenie".

No ale ja tu gadu, gadu. To wracam do gry:

na imprezie - kolega uczy mnie rzucać dyskiem. dowiedziałam się, że mam sztywny nadgarstek. wow. nic tylko ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć.



Gdy moja rodzina usłyszała, czemu nie można się do mnie dodzwonić, to poza braćmi i komentarzem - zaraz przyjadę, padało - No ty naprawdę na głowę upadłaś. Kiedy ty spoważniejesz? 
Bla, bla, bla. No tak jakby nie planuję. Akurat powagi to mi w życiu nie brakuje. 
Chcę grać. 

W chwilach odpoczynku czytam nowe SLOW (które jest po prostu świetne, jak każde poprzednie, ale o tym napiszę osobno).

Trochę szkoda mi kieliszka od wina, który stłukłam pierwszego dnia, bo zostawiłam go w zasięgu rozmachu. No ale powiedzmy sobie szczerze: szkło tłucze się na szczęście.

Jak mi brakowało takiego źródła zabawy. Playstation move musiało mnie dopaść. No po tylu latach wypierania tej myśli, że chcę konsolę, w końcu się poddałam. No bo co? No bo przed przeznaczeniem się nie ucieknie. Podobno.
Nagle też się okazało, że połowa znajomych to ma i poszło w ruch pożyczanie gier i kłótnie w domu o to, kto teraz gra. No pięknie. Po prostu przedszkole pełną parą. 

Standardowy dialog: 
- teraz ja!
- pranie zrób!
- a ty śmieci wynieś! 
- koszule mi wyprasuj!
- obiad ugotuj!
- dawaj! oddawaj! ja! idź sobie! nie chcę z tobą być! wszystko mi zabraniasz i ograniczasz moje prawa!
Tak. Wiem. Nie ma to jak zrobić awanturę o 15 min. grania. 

I strasznie mi tego akurat teraz brakowało - odreagować.

Przesilenie wiosenne daje się we znaki już chyba powoli wszystkim. Poddenerwowanie, rozdrażnienie, apatia, wychodzą coraz częściej ze wszystkich. Wystarczą drobiazgi, żeby wywołać rozdrażnienie, po agresję. 

Ciężko mówić o cierpliwości.

Tak. Też mam dość zimy. Po kokardki, jak to mówi Pola z "Przepisu na życie". 

Damy radę, prawda? No przecież i tak nie mamy wyjścia. Ale jeśli ktoś czuje, że go to przerasta, to niech działa i porozmawia o tym ze specjalistą. To najlepsza pora na to. 


Wytrzymajmy. No przecież w końcu ta wiosna przyjdzie i zabierze ze sobą te kiepskie nastroje.

Jednym ze sposobów na nie, jest dla mnie właśnie granie, czytanie. 

Na kreatywność nie mam na razie siły. Czekam do prawdziwej wiosny. 
Nic na siłę. Życzę powodzenia i sobie i innym. 


Update do playstation move: poza tenisem stołowym, to jeszcze tenis ziemny i golf na dwóch graczy - zasysają! No obłęd. A to dopiero początek...