5.3.13

Podróż w czasie

Raz na jakiś czas zdarza się okazja, że spotykamy się w towarzystwie, które zna nas jak żadne inne. Mam taką grupę, w której jesteśmy jakieś 18lat.
Pamiętam, jak dziś. Wakacje. Wróciłam na stałe po pobycie w Niemczech. Właściwie nowy świat. Rok 1995. Liceum. Niebawem matura.

 Na początku zadaję się z inną paczką, z którą jednak mi nie po drodze. G., moja przyjaciółka do dziś, zabiera mnie na spotkanie ze swoimi. Poznaję 8 -osobową towarzystwo.

Przez te wszystkie lata staliśmy się paczką, jak z Beverly Hills 90210 (chociaż nie wiem, na czym skończył się ten serial). Wydarzyło się wiele. Naprawdę wiele. Uśmiecham się i wzdycham, gdy o tym myślę. Kilka osób z paczki odeszło, gdy się rozpadały związki, kilka doszło, gdy się tworzyły nowe. Wiele osób było przelotem. Dłuższym, bądź krótszym. Pamiętam.






Dziesiątki imprez, wyjazdów, kilka ślubów, chrztów, rozstań. Częstotliwość spotkań naturalnie spadała. Czasami jest raz do roku. To nie ma znaczenia. Nikt nie zna nas w taki sposób, tak jak my się znamy wzajemnie. Z nikim nie przeżyło się i nie przegadało tyle. To właściwie niemożliwe. I bardzo szczególne. Ba. Dziwne. No ale na wiele haseł, tekstów, wspomnień nikt nie mógłby zareagować. 

Ostatnio w sieci krążyło zdjęcie agenta Tomka, z jakiejś imprezy. Ewidentnie zdjęcie z prywatnej kolekcji. Patrząc na to zdjęcie pomyślałam "trzeba wiedzieć, z kim się pije".

Ta paczka, o której piszę, jest chyba jedyną, przy której idę na całość. W tym towarzystwie nie ma czegoś takiego, jak "kompromitacja". Byłoby nią wiele zachowań, wszędzie indziej. Nie z nimi. Oczywiście, że się sobie w twarz śmiejemy, kto bardziej popłynął, ale wszyscy mamy pewność, że to zostaje między nami. 
Różni nas dziś wszystko. Mamy generalnie swoje światy, ale jak się spotykamy, to czas się cofa. Cofa. Jesteśmy znowu w liceum. Wyluzowani tak, jak zapomnieliśmy, że możemy.

Każdemu się wydaje, że to takie oczywiste. Nie. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, jak zachowawczy jesteśmy na co dzień. Nawet, gdy jesteśmy wyluzowani. To nawet nie jest złe. Tak powinno być. Ważniejsze jest jednak mieć takie wentyle bezpieczeństwa, ludzi, z którymi możemy wszystko. I nigdy nie będziemy się obawiać "co robiłem, kto to sfotografował i gdzie to wrzuci". Nie ma obawy. Takich osób mam właściwie więcej, ale ta paczka jest po prostu ponadczasowa. Dziś mam ich w głowie najbardziej. 

Taka grupa to skarb. Na dziś z tej początkowej chyba 8-ki jest nas 6-tka z partnerami, czyli 12-tka i zobaczymy, co czas przyniesie. Dzieci nie liczę. Ciekawe, czy pójdą w ślady rodziców. Czy przed 40-tką też będą mieć takie lub podobne wspomnienia i wrażenia. 
Kolejne genialne spotkanie za nami. Długo będę się uśmiechać na wspomnienie.

Oczywiście obiecaliśmy sobie szybszą powtórkę i oczywiście pewnie potrwa to wieki, żeby wszystkim pasowało. Nieważne.
Poczekamy.

Mi się nie spieszy.

Zajebiście, że są.

I chociaż w między czasie nadal poznaje się fajnych, ciekawych, wartościowych ludzi, z którymi się też świetnie spędza czas, to jednak... Tylko z nimi mam  znów 20 lat. Z każdym rokiem jest to fajniejsze. Dzięki nim wiem, że w głębi serca się nie zmieniamy. Nie to, co w sobie sami lubimy. Od zawsze. To taki barometr siebie. I komfort. 

Właściwie M. poznałam już za ich czasów, ale jego pora i pora na nas przyszła dopiero kilka lat później. Wcześniej tylko mignął, pokazał się, że jest na świecie i zniknął. Jak wrócił, to po to, żeby mnie sobie wziąć. Za tzw. żonę. Wcześniej nie mielibyśmy na to czasu. Żeby było zabawniej, to kurcze... w pewnym sensie dwaj koledzy z tej paczki się do tego przyczynili. M. znał ich przede mną. Zapomniałam o tym. 
I bardzo dobrze. Wszystko się dobrze zazębia. Co będzie dalej? Nie wiem. 

Wystarczy nie wciskać na siłę. Niech płynie. 
I czasami bosko jest to wszystko powspominać. Gdy wystarczy słowo, żeby wybuchnąć śmiechem. Wspominanie w pojedynkę to jednak co innego. Wspominanie z kimś, kto też to pamięta, jest inne.

No po prostu pięknie.

I ciekawa jestem, o kim będę myślała też "znamy się 20 lat", gdy spojrzę za siebie, za kolejne x. lat. Czas pokaże. Bez napinania. Przesiew czasu jest najlepszy. A ja nie jestem kolekcjonerem pustych kontaktów, szkoda mi na to czasu. Pozwalam umierać numerom. Te, które zostają widocznie mają jeszcze być. Niech tak będzie. Niektóre są jednak od początku telefonii komórkowej w Polsce.

Cofanie w czasie najlepsze jest w towarzystwie osób, których dotyczy.

To nasze lustro z dawnych lat. Patrząc na zdjęcia tylko się uśmiechniemy. Patrząc sobie w oczy, po prostu pamiętamy.