21.3.13

Marcowe gruchanie

Mantra Polska 

O dżizas, gdzie ta wiosna
Weźcie ten śnieg
Panie premierze, jak żyć?

Nie. No dajcie spokój.

Dobra, ok, nie ma (ciągle) wiosny.
Też chwilami myślę, że fajnie będzie, jak już przyjdzie, ale... Ja żyję slow. Czyli generalnie dniem dzisiejszym. I właściwie cieszę się, że jest jeszcze zima.
Znudziło mi się czekanie na wiosnę, więc wzięłam się za inne rzeczy.

Wróciła mi kreatywność. Widocznie przesilenie minęło. A że jest śnieg, to tak jakby nawet zaczyna mnie bawić.

Brnąc przez zaspy śniegu, dnia 21. marca anno domini 2013 doszłam do samochodu. Skrobię sobie przednią szybę zalodzoną po czubki wycieraczek. I nagle słyszę trzepot skrzydeł.
Podnoszę głowę, a przede mną, na wysokości twarzy i na wyciągnięcie ręki unosi się gołąb. I patrzy. Ja na niego.
Zgłupiałam. Przestałam skrobać.
- Co jest, ptaszku?
Nic - zdawał się odpowiedzieć - tak sobie patrzę.

I patrzy. A ja na niego.
Chcąc przełamać to niezręczne milczenie podniosłam skrobaczkę i powiedziałam - nie mam nic innego.

Odleciał.

Skończyłam skrobać szybę. Wsiadłam i odjechałam.

Zapomniałam jak wygląda wiosna. Przestałam tęsknić. Żyję w krainie śniegu.
Szkoda, że zgubiłam rękawiczki.

Gdy przyjdzie taka prawdziwa wiosna, to mnie zaskoczy. Przestałam na nią czekać.
Bardziej mnie zastanawia, o co chodziło temu gołąbkowi?

W głowie układam już jednak tematy do załatwienia. Przede wszystkim zgłośnić, bo leci właśnie:



Jadę dalej. W głośnikach nadal ustawione Chilli Zet.

Dojeżdżam. Śniegu po kolana. Samochód grzecznie się ślizga i nie chce podjechać na zaśnieżony parking. Akurat idą S. z W.
- Wysiadaj, blondyna. Zajmiemy się tym. Idź się napić kawy.
- Kochani jesteście - rzucam z uśmiechem idąc do biura.

Love marzec.
Może nie widać, ale wiosna właśnie nastała.