27.7.13

Kod młodości



Dbaj o siebie, pielęgnuj się, kochaj swoje ciało, swoje odbicie i uśmiechnij się do pojawiających się zmarszczek czy "chomika" albo "pelikana", czy wszystkiego, co może przynieść czas i geny.

Uprawiaj sport, bo to najlepszy drenaż skóry i środek antycellulitowy. Ciało w ruchu. Nie wierz w reklamy środków, które go mają zastąpić. Ciało potrzebuje ruchu, bo taka jest nasza natura. (wychowanie dziecka to sport ekstremalny i tu mamy inne proporcje). Po prostu się ruszaj. To wystarczy.

Odpowiednia dieta. Zbilansowana. Wystarczy.

Dbaj o rozwój duchowy, kieruj rozwojem osobowości. Ucz się nowych rzeczy. Czytaj. Filozofuj. Wracaj do korzeni. Rozmawiaj z inspirującymi ludźmi. Szukaj "czystych umysłów".
Bądź ciekawa świata, nauki, technologii. Wszystkich dziedzin. Staraj się rozumieć otaczający świat. Obserwuj zmiany. Kochaj sztukę. Uwielbiaj naturę. Pamiętaj o pasji.

I rób to wszystko dla siebie.


26.7.13

Najlepsze plaże Gdańska



Bierzesz urlop. Jedziesz na Górki Zachodnie w Gdańsku.

Chillujesz w pełnym słońcu na prawie pustej plaży. Mało myśleć. Nie myśleć. Dać wiatrowi, szumowi morza i słońcu zresetować synapsy. I spokojnie oddychając oddać się zupełnemu wyciszeniu.


W drodze powrotnej polujesz na wędzonego dorsza w tutejszej wędzarni (ceny znacznie niższe niż w Sopocie).

I to jest slow life.





24.7.13

Perły i szpilki


Masz szpilki? Musisz mieć perły. Masz perły? Musisz mieć szpilki. Masz perły i szpilki? To nic więcej nie potrzebujesz :-)




Celebruje się lato.

21.7.13

Z sensem

Boisz się? Bo ja tak. Wielu rzeczy. Sytuacji.
I z mało czego jestem tak dumna, jak z każdej sytuacji, gdy ten lęk pokonuję. Nie mam fobii, ale normalny lęk, niepokój towarzyszy zawsze, gdy biorę się za coś nowego. Nowe wyzwania, to nowa dawka lęku, jak kula u nogi. Tak, wiem, że to normalne, ale nie zmienia to faktu, że mi to przeszkadza. To jedna z kwestii, nad którą pracuję u siebie.  Mnie lęk na szczęście nie blokuje, ale mam wrażenie, że spowalnia, co mnie wkurza i takim oto sposobem czasami coś się rozdrabnia.
Skoro czegoś chcę, to znaczy, że chcę i podświadomość powinna to popierać. Prawda? No ba. Tylko ją tego nauczyć :-)

Fajnie było trafić na nowy numer magazynu "SENS".
Ciekawie przypomina o kilku aspektach i podsuwa kilka lektur.
Kupiłam ten magazyn pierwszy raz właśnie ze względu na temat przewodni. Daje do myślenia. Bardzo dobrze.



[Kocham mieć zakwasy].

Teraz uważaj:

Pytanie, które uważam za istotne i dziś je zdefiniowałam.


Pomyśl dokładnie: co robisz ze strachu, co mimo niego?


A powiem ci, że w zależności od odpowiedzi, zrozumiesz (sam/a) pewne mechanizmy w swoim życiu. Naprawdę. To najlepszy dialog ze sobą, jaki możesz odbyć.


Zostań w tym miejscu, z tym pytaniem.
Pomyśl. Slowly.





Potem dopiero czytaj

Jednym śladem


Jak się zresetować, wykończyć i spalić? Wystarczy wybrać się na wycieczkę rowerową. Najlepszy sposób na przekraczanie własnych granic i słabości, których mi osobiście nie brakuje. Dostałam rower od chrzestnej. Niemożliwa kobieta, zrobiła to tylko dlatego, że jej opowiedziałam, jak mi się to spodobało.
Pławię się we wdzięczności.

Wracając do wycieczki: ilość ścieżek i tras rowerowych jest oszałamiająca. Gdańsk rządzi. A ja ostatni raz się tak nawnerwiałam w drodze nad Morskie Oko. Domknięcie trasy ponownie w Parku Oruńskim. M. już dawno nie nasłuchał się tylu wiązanek. Do przepracowania, bo mnie samej to nie pasuje. Tracę na to za dużo energii.

Jeszcze nie wiem, czy to, co czuję do roweru to miłość, czy nienawiść, ale jest silne :-) 









19.7.13

Po znajomości

Budowanie marki, wizerunku, wiarygodność. Te słowa nie biorą się z powietrza i nie gasną z zachodzącym słońcem.

Pojawianie się znikąd jest przeważnie ciekawostką przyrodniczą. Wejście w jakąś sieć to zupełnie inna sprawa i zawsze, ale to zawsze wymaga czasu. Normalne. Zauważą cię od razu? Fajnie. Z reguły jednak najpierw będą cię długo obserwować, chyba że... wprowadza cię ktoś znajomy. To siła polecenia. Szansa, którą wykorzystujemy, albo nie. Nic nie jest dane awansem i na zawsze. 

Budowanie relacji. Mało gdzie będzie się działo szybko. Wartościowe relacje zawsze wymagają czasu. Poukładania. Wartościowe, to takie, że możemy na sobie polegać, wiemy z czym, do kogo zadzwonić. Inni wiedzą kiedy odzywać się do nas. To naprawdę bardzo naturalne i normalne.

Bardzo często funkcjonujemy w wielu środowiskach, nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Szufladkujemy się w pewnym zakresie chcąc czy nie chcąc. Musimy. Budowanie relacji to co innego niż łatwość nawiązywania kontaktu, chociaż to drugie bywa bardzo pomocne. Otwartość w tym sensie jest ważna, ale nie jest niezbędna. Mamy wiele cech, które są istotniejsze. 

Ludzie bardziej świadomi istoty networkingu budują relacje oparte na równowadze. Czemu? Bo ważne jest nie tyle, żeby mieć 1000 kontaktów w telefonie, tylko mieć takie, do których wiemy, że odezwanie się nie będzie stratą czasu (np. Unikamy wampirów energetycznych). Deficyt czasu mamy wszyscy i od jakości naszej siatki zależy w dużej mierze, jak przejdziemy przez życie. Szanując się nie tworzymy farmy numerów. 





Przejrzyj książkę kontaktów i oceń szczerze, co cię z tymi ludźmi łączy. Kto z nich odezwał się ostatnio czysto towarzysko, a do kogo ty się tak odezwałeś. Kto od kogo częściej czegoś chce (wysłuchanie żali to też interes) i czy w zamian usłyszy "dziękuję", ba "odwdzięczę się". Kto usłyszał to od ciebie? Z kim dobrze ci się rozmawia, z kim robi interesy. Z kim jedno i drugie. Czy wszystko jest jasne? Pilnuj tego. Nie manipuluj, nie kieruj się wyrachowaniem, bo to ma krótkie nogi.

Nie kasujemy ludzi, których słabo znamy, bo może jeszcze nie przyszedł ich czas, bo po prostu ich lubimy, bo mają potencjał. Z reguły kasujemy, albo odsuwamy ludzi, których poznaliśmy za dobrze.  Z tej złej strony. 

Sympatia? Lub ludzi generalnie i z założenia. Lubienie jest po prostu pozytywne. Nic więcej. Bądź na "tak". Co ci zależy? To tylko kwestia podejścia. Pozytywna energia jest i tak najcenniejsza. 
Ale...

16.7.13

Czasem słońce, czasem deszcz

Salsa mnie rozbujała, a późniejszy "power mix" z Robertem spędziłam częściowo na kolanach łapiąc oddech. SKS :-) A to miały być niby tylko "pajacyki i takie tam wygłupy", bo tak mi to opisał R., gdy go zapytałam, co robi się na tym power mixie.
Cudnie! Prawie się wyczołgałam przeszczęśliwa i sponiewierana. Jedno jest pewne. Najważniejsze jest osiągnąć taki poziom zmęczenia, że masz wszystko gdzieś i po prostu wykonujesz polecenia. A dla tak upartych osób jak ja, to już wyzwanie samo w sobie. Nie zapominam o najważniejszym: chcę.

Wiele ćwiczeń ukierunkowanych jest na rozluźnienie bioder. Fenomenalne. Naprawdę powinni tego uczyć już w szkołach. Dziewczyny zrozumiałyby, że chodzenie na obcasach, zgrabny krok idzie z bioder. Nie z nóg. To biodra poruszają całym ciałem, górą i dołem, to z bioder idzie ten koci krok i gibkość, ale też pięknie proste plecy. Serio, serio. Odpowiednio rozluźnione biodra wydobywają kobiecość. Same z siebie. Wystarczy im nie przeszkadzać. Czemu o tym piszę? Bo nas, Europejki, uczy się niestety właśnie usztywnienia ciała. Kobiecość, elastyczność, kręceniem biodrami są potępiane, ew. wyśmiewane. No to wracamy do korzeni, moje drogie i uwalniamy biodra. Koniecznie! To jest seksowne, ale co najważniejsze, to jest strasznie przyjemne. Praca bioder to przyjemność sama w sobie. I nie wstydzić się. Stań przed lustrem i kręć tyłkiem. W każdą stronę. Biodrami rób kółka, ósemki, kręć na boki, z biodra wyprowadzaj kroki. Baw się tym. Dla siebie. Serio. Olej cały świat i ciesz się swoją kobiecością. Bez względu na wiek. Zupełnie.

(...)

Po zajęciach, głodna jak diabli, wyciągam telefon- Jedziemy wypróbować tę indyjską knajpę?
- Teraz? - zapytał M.
- Zaraz po ciebie podjadę, ok?
- No pytasz, jakbyś chciała jechać beze mnie - zakpił



Ależ ładne wnętrze. Przemiła kelnerka podpowiada miejsce na kanapie.
- Czyta mi Pani w myślach - odpowiadam z uśmiechem

slow life by marzena  india bar
chcę taką lampę. od zawsze, ale tego nigdzie nie ma... no i chcę szarą kanapę. zakochałam się w tym.

slow life by marzena  india bar 2
szara kanapa i kolorowe poduchy. tak właśnie będę miała. kocham te klimaty.

M. jest twardy i bierze najbardziej ostre danie.
Ja jestem twarda, ale chcę się najeść, a nie spalić. W końcu to indyjska kuchnia. Oni chilli jedzą, jak ja rzodkiewki.

Dostaję zamówiony (i polecony przez Kelnerkę) jogurt z mango zwany Lassi (zawczasu znajduję przepis, zanim zapomnę, chociaż UWAGA! Jestem prawie na 100% pewna, że w przepisach brakuje kurkumy, więc sugeruję ją uwzględnić).

Dżizas. Jakie to jest dobre!!!



Hmmmm

Są mężczyźni, którzy jednym,

(pozornie przypadkowym) dotykiem, albo mimowolnym spojrzeniem

burzą porządek świata

i nie dadzą już nigdy o sobie zapomnieć.


Kocham to.

Słowa są przereklamowane.

15.7.13

Propolis - moja tajna broń

O tym, że jestem pochłaniaczem miodów i produktów pszczelopochodnych piszę rzadko. Właściwie nie wiem dlaczego. 

Propolis, mleczko pszczele, miody, pierzga.
Z tego co zauważyłam, doceniają je coraz częściej ludzie w każdym wieku. I słusznie.
Sama od lat przekonuję się o zdrowotnym działaniu propolisu, pierzgi i miodów.
Mam zawsze w domu 2-3 rodzaje miodu i kilka buteleczek propolisu. Ból gardła, czy przeziębienie? Bez propolisu się nie obejdę, ale tak naprawdę stosuję go przede wszystkim profilaktycznie (mimo, że jest paskudny w smaku). Właściwie piję go cały rok. Z krótkimi przerwami (dla odpoczynku), ale jednak. 
Miód dodaję natomiast do wszystkiego, szczególnie zamiast cukru. 

Propolis - jeśli ktoś o nim słyszał, czytał i ma wątpliwości odnośnie jego  działania i zastosowań, to pozwolę sobie je niniejszym rozwiać.
W moim procesie odzyskiwania zdrowia miody i propolis oraz pierzga miały niebagatelne znaczenie. 
Można w to nie wierzyć.  Ja nie muszę, bo wiem, że to działa.

Skąd biorę miody? Od zawsze wspiera mnie Teresa. Od niedawna jednak ta cudowna kobieta wraz z dobrą koleżanką postanowiły stanąć na własnych nogach (właściwie życie je do tego mocno zmotywowało). Wykorzystując wieloletnie doświadczenie i wiedzę otworzyły Centrum Miodu w Gdańsku.


Jeśli ktoś jest w Gdańsku, albo z Gdańska czy okolic i będzie szukał miejsca, gdzie poza produktami miodowymi, okołomiodowymi, kosmetykami i zdrową żywnością będzie też potrzebował porady, to niech koniecznie odwiedzi Teresę i Wiolettę. 
Ja je polecam z całego serducha, bo dodatkowo w ich sklepiku znajduje się niesamowicie swojski klimat.  Czasami do nich zajeżdżam tylko po to, żeby posiedzieć i pobyć z nimi. Kiedyś napiszę o nich książkę, bo to takie książkowe wręcz postaci :-)


Cudowne kobiety, które wzięły swoje życie w swoje ręce i doskonale wiedzą, na co, przy czym, po który miód czy inny preparat sięgać. Ich klientela to bardzo często wiekowi ludzie, co jest tylko potwierdzeniem, że nie ma żartów. Młodszych też jest sporo. Miody działają.

Uwaga: każdy, kto wybierze się na zakupy do Centrum Miodu i przekaże pozdrowienia od Marzeny, może liczyć na niespodziankę, np. w postaci rabatu. Czekam na wieści, czy to działa :-)


Pewnie, że są ludzie, którzy miodów nie lubią (albo są na nie uczuleni). No to ja już nic nie poradzę.  Ja natomiast wiem, że wystarczy kilka miesięcy, żeby wpaść w rutynę dbania o siebie w pierwszej kolejności przez produkty naturalne. Miody są nr 1. Zaraz obok ziół.
Jestem tego najmocniejszą i oddaną ambasadorką.

SLOW TRAIN



Mruczę bardzo. 
Slow Train.

Hell yeah. Dzielę się.

Genialnie mi się przy tym pracuje.


Za oknem młode bociany szykują się do pierwszego lotu. Rodzice uczą je machać skrzydłami.
Czy bociany się boją?
Mam nadzieję, że nie. Serio, pierwszy krok człowieka, przy tym skoku z wieży kościoła to pikuś.
Wszystko jest przy tym pikusiem.

Dziś salsa. 
Tak. To jest to. 

Nie wiem, co bym zrobiła bez Chilli Zet. Na szczęście nie muszę wiedzieć:



14.7.13

I jak ci było?

Niedzielne, leniwe południe. Leżę myśląc o niczym.
Nagle przychodzi myśl idealna.
Tak!
Właśnie dziś i właśnie teraz. Zrobię to.

Schodzę na dół. Siadam wygodnie. Miejscami muszę coś skorygować, ale udaje się to błyskawicznie. Lata praktyki, mimo długiej przerwy, nie poszły w zapomnienie.
Siedzę. Ruszam. Niby powoli, ale tempo samo się błyskawicznie rozwija. Nawet nie wiedziałam, że aż tak za tym tęskniłam. Chwytam mocniej. Napinam z poddaniem mięśnie. Co za przyjemność, chociaż i tak trochę dziwnie. Spokojnie. Zaraz się oswoję. Chwila.

Zwalniam. Chcę się chwilę nacieszyć, że znowu na nim jestem. Tego jeszcze nie znam, chociaż przyglądałam mu się od dawna, to fakt. Błyskawicznie się jednak zaprzyjaźniamy.
No to ruchy.
Robi mi się ciepło. Dobrze, tak ma być.
Oglądam się za siebie.
Czekam.

Biorę wyzwanie i trudniejszy fragment. Patrzę przed siebie. Ruszam. Serce wali mi jak szalone. Czuję, jak spadam w dół. Nie chcę teraz  przestawać. Ogarnia mnie paniczny strach. Chyba zaraz umrę!


Daj spokój

Niedawno pisałam, że chciałabym, żeby na świecie panował spokój.

Im bardziej o tym myślę, tym bardziej to czuję.
Co by ten spokój cechowało?

Zadowolenie ludzi z ich życia. 
Z wyborów. 
Poczucie bezpieczeństwa w każdym wymiarze. 
Brak konieczności walczenia o zaspakajanie elementarnych potrzeb. Zaspakajanie ich dość płynnie. 



Skupienie życia na spełnianiu marzeń. Planów. 

Gdy człowiek jest spokojny, nie ma szansy, żeby ten spokój coś zburzyło. Żaden oszołom nie doszedłby do władzy. Nie miałby siły przebicia po ludzkich tęsknotach i potrzebach. Wyśmialiby go, za pomysł, że niepowodzenia czy zło, to czyjaś wina. Zirytowałoby, że burzy ich spokój.


12.7.13

Get lucky


Wstałam o 6 rano. Wyspana i zadowolona.
Zachwycił mnie deszcz lejący się strugami za oknem.

"Get lucky" to najfajniejszy kawałek  tego lata wg M.
Słusznie ;-)


11.7.13

W chmurach



W końcu trafiłam na film "W chmurach".
Co zaskakuje?  To, że pokazana jest pewna prawidłowość, występująca na zachodzie: Szacunek do pracownika. 
Mam to szczęście, że w życiu nie byłam zwolniona i to ja zmieniałam pracę, odchodziłam, więc nie wiem, co to znaczy dostać wypowiedzenie. Nie zmienia to faktu, że nierzadko widuję, jak to działa w Polsce. Standard? SMS z poleceniem spakowania rzeczy. Wypowiedzenie do ręki i kop. 
Masakra. Naprawdę. Podobno to ja mam szczęście (no mam), ale tak naprawdę, na fabułę filmu nadaje się ten potwornie niski poziom, z którym ludzie mają do czynienia w Polsce. 
Owszem, w większych firmach standardy się zmieniają i o ile wiem od znajomych z działów HR, co niektóre koncerny nawet uskuteczniają coś, co próbuje się nazwać wspieraniem, ale ok. Gdzieniegdzie coś drga. Ogólnie firm szanujących ludzi jest w Polsce niewiele, jak ta, w której jestem obecnie. 

Co czułam w trakcie filmu? 
Jakie wnioski z filmu?
Co budzi we mnie Clooney i czemu aż tak bardzo? (I o co chodzi? Nigdy nie byłam jego fanką. SKS, czy co? ;-)

Na te pytania nie będę odpowiadać. 

Flow, czyli uwolnienie energii przez dialog

Hejt, wolność słowa, internet, otwarta przestrzeń, opinie.

Puste slogany.

Mało gdzie internet jest tym, czym może być: miejscem dialogu.


Nowoczesne wojny prowadzi się teraz w sieci.
Strzela tekstami, komentarzami, banami, moderacjami, anonimową agresją. Złość, frustracja, nienawiść, obelgi, po groźby. Państwa atakują się palcami hakerów.


Miss lubią opowiadać o pokoju na świecie. Ja nie jestem miss, dlatego chciałabym, żeby zapanował spokój. Pokój to abstrakcja. Nie ma czegoś takiego.

Świat jest jak dzieci z ADHD.
Ciekawostka. Nie ma czegoś takiego, jak ADHD.
Sam autor się przyznał.

Ja uważam, że nie ma czegoś takiego jak pokój. To sztuczne słowo-wytrych niczego nie rozwiązujące. Tuszujące bez efektów. Nie zmienia stanu rzeczy.

Całe życie kocham dialog.  Nie, nie jednomyślność. Rozmowę. Wymianę zdań. Tak, dzięki ludziom. Całe życie mogłam i mogę być ciekawa i dociekliwa. I pytać. I słuchać. I odpowiadać. Żyję w świecie dialogu. Nie umiem inaczej. Odchodzę, gdy nie mogę porozmawiać, porozumieć się, wyrazić siebie. Szkoda mi życia na takie miejsca i ludzi. Wybieram zawsze tych, którzy rozmawiają. Mało co jest tak ważne, jak dialog i interakcja. Bez tego nie ma relacji.


10.7.13

Chilluj z Cza, czyli starożytne dobra

Mój kot jest najbardziej zrelaksowanym kotem, jakiego znam. Jak kiedyś wspomniałam, jest moim mistrzem chillowania. Patrzenie na niego, gdy śpi zastępuje medytację :-)

Wtulenie się w niego, gdy mruczy, działa jak muzyka relaksacyjna. Koty powinny być traktowane jak w starożytnym Egipcie. Egipcjanie w ogóle wylansowali wiele dóbr, które znamy i cenimy dziś. Marketing powinien czerpać ze starożytnego Egiptu. Acha. No tak. Robi to. Czasami mam wrażenie, że od starożytności doszedł tylko prąd. Egipcjanie, Chińczycy, Indianie... Zmienia się tylko opakowanie. My ludzie, bywamy tacy pocieszni z tym kompleksem Boga.

A kot śpi. Dystans. Fajna sprawa. Zawsze.
Chciałabym, żeby ludzie umieli patrzeć pod różnymi kątami, łapać różną perspektywę.

Niektórzy robią to świetnie.

9.7.13

Dziubek dromadera

dromader, który zrobił do mnie dziubka. Szczwana bestyja. I łoś (chyba). Z wrażenia nie zapamiętałam. Piękny.


Surykatki rządzą. Naprawdę. Co do żółwi nie mam pewności... Ryś śpi. Jak to kot. Sowa tak biała, że odbija światło.

W ramach prezentu zażyczyłam sobie zoo. I to był dobry pomysł, bo od 5 lat wiele się tam zmieniło.

I coś jeszcze...


7.7.13

37





Urodziny to dla mnie od kilku lat już po prostu check pointy. Punkty kontrolne.

Co bym powiedziała 17-letniej Marzenie 20 lat temu?



4.7.13

Najlepszy ex bloger

Gadzinowski.pl

Kontynuując przedstawianie sylwetki osób z pasją, zabiorę się w końcu za mojego rówieśnika (co jest naszym wspólnym mianownikiem). Mniej więcej.

Ex bloger, jak ja (to nasz drugi, po wieku, wspólny mianownik), bo w końcu sama nie prowadzę dwóch blogów, z czego jeden jest zamknięty. (Slow life nie jest w tej dwójce). 

Trzecim wspólnym mianownikiem jest kolor blond (mój jest ładniejszy, ale nie o tym jest notka). 

Czwartym jest pasja, chociaż on swoją realizuje dość szczególnie i o tym jest notka.

Chcę go przedstawić, ponieważ materializuje moją ulubioną wizję przeżywania własnego życia. Jest człowiekiem sukcesu, bo się spełnia. To sukces. 

Jacek Gadzinowski to taka ciekawostka. Każdy go kojarzy (przynajmniej z tych, co powinni), ale nikt nie wie o nim za dużo. Marketing i branża to kosmos. Ja go kojarzę generalnie jak jakąś odrębną galaktykę i nigdy bym o nim nie usłyszała, gdy nie jego pasja. Podobno krążą jakieś legendy w tzw. branży, bo wykonuje rzeczy i żyje w stylu, o którym szepcze się: a którego Polaka na to stać?  Tak, to takie polskie myślenie. Jeśli ktoś robi coś inaczej niż reszta, to stoi za tym co najmniej pakt z szatanem. Mhm. Jasne. Bo tak się nie da i to nie-mo-żli-we. W końcu to Polska. Jaki kite, czy tam inny surfing?? Kiedy? Za co? Jak? (Co to w ogóle za pytania, ja pytam). Przecież nie w tym rzecz.

Gadzinowski miał chęć, wolę i determinację zmienić pozornie wygodne życie,  wyjść z szablonu i żyć po swojemu, jeszcze lepiej. 



3.7.13

Moja mała Toskania


 Dziś zabiera mnie M. Wsiadam do samochodu. Wyłączam myślenie o pracy. Jedziemy do domu, rozmawiając o bieżących sprawach. Głowę mam już zmęczoną.
- Jedźmy na Kaszuby - mówię 
- Teraz? - uśmiecha się 
- Tak. Teraz - i twarz mi się rozpromienia na samą myśl ucieczki.



1.7.13

Wyciszenie dla równowagi

slow life by marzena dragon


Przy czym się wyciszasz? Zatrzymujesz myśli, gdy zaczynają galopować? Czasami zdarza się każdemu. Spokojnie.


Kilka szybkich metod:

Obserwowanie przyrody. Po pierwsze, patrzeć w niebo. Po drugie, wypatrzeć sobie jakieś zwierzę (nie, mężczyźni się nie liczą) i po prostu na nie patrzeć. Zająć się tylko tym. Skupić wzrok. Jak ktoś ma ciekawy widok przed sobą, typu lasek, polana - super. Jak ktoś nie ma, to szukać. O co chodzi? Popatrzeć kilka minut na zielone. Wystarczy. Generalnie odsyłam do terapii kolorem.