4.7.13

Najlepszy ex bloger

Gadzinowski.pl

Kontynuując przedstawianie sylwetki osób z pasją, zabiorę się w końcu za mojego rówieśnika (co jest naszym wspólnym mianownikiem). Mniej więcej.

Ex bloger, jak ja (to nasz drugi, po wieku, wspólny mianownik), bo w końcu sama nie prowadzę dwóch blogów, z czego jeden jest zamknięty. (Slow life nie jest w tej dwójce). 

Trzecim wspólnym mianownikiem jest kolor blond (mój jest ładniejszy, ale nie o tym jest notka). 

Czwartym jest pasja, chociaż on swoją realizuje dość szczególnie i o tym jest notka.

Chcę go przedstawić, ponieważ materializuje moją ulubioną wizję przeżywania własnego życia. Jest człowiekiem sukcesu, bo się spełnia. To sukces. 

Jacek Gadzinowski to taka ciekawostka. Każdy go kojarzy (przynajmniej z tych, co powinni), ale nikt nie wie o nim za dużo. Marketing i branża to kosmos. Ja go kojarzę generalnie jak jakąś odrębną galaktykę i nigdy bym o nim nie usłyszała, gdy nie jego pasja. Podobno krążą jakieś legendy w tzw. branży, bo wykonuje rzeczy i żyje w stylu, o którym szepcze się: a którego Polaka na to stać?  Tak, to takie polskie myślenie. Jeśli ktoś robi coś inaczej niż reszta, to stoi za tym co najmniej pakt z szatanem. Mhm. Jasne. Bo tak się nie da i to nie-mo-żli-we. W końcu to Polska. Jaki kite, czy tam inny surfing?? Kiedy? Za co? Jak? (Co to w ogóle za pytania, ja pytam). Przecież nie w tym rzecz.

Gadzinowski miał chęć, wolę i determinację zmienić pozornie wygodne życie,  wyjść z szablonu i żyć po swojemu, jeszcze lepiej. 





Niestety, nie widzę w jego życiu działania sił nadprzyrodzonych, a jedynie konsekwencję i jasno określone cele oraz bardzo świadome wybory i żywą pasję, o czym sam mówi przy okazji wywiadów. Można by powiedzieć, że te legendy są efektem kreowania wizerunku, niezbędnej tajemniczości, itp, itd. Robieniem delikatnego szumu wokół siebie. Hm. Kto wie, kto wie? A może to po prostu normalne, ACZKOLWIEK pozytywne mówienie o swoich pasjach i sposobie na życie? Nie mówi za dużo, nie mówi za mało. Mówi konkretnie. Tak, mówi konkretnie o swojej pasji i namawia innych do znalezienia swojej. 
I jak reaguje większość ludzi? "No kogo na to stać!??!?!?!".
No jasne. 
Pozamiatane.
Ech. Przypominam: Zadawanie właściwych pytań. Naprawdę, to zaoszczędza wiele czasu. Powiem tak: Życie to znajdowanie odpowiedzi na ważne dla nas pytania, które sami zadajemy (ach, ta wolność wyboru). Jak zadajesz nieistotne pytania, to odpływasz od istoty twojego życia. No bo serio, ale jakie to ma znaczenie dla ciebie, dla twojego życia - kogo na to stać??? albo  skąd on ma na to kasę???. Zastanów się, co jest twoją pasją i jak ją realizować i nie skupiaj się na tym, co stoi na przeszkodzie, żeby jej nie zacząć realizować, tylko na tym, jak ją realizować. 
Dżizas.. to jest tak oczywiste.

Gadzinowski mówi o tym właściwie w bardzo jasny i normalny sposób.

Życie to nie są wyrzeczenia, to wybory.
Zasadnicza różnica.

Zanim się jej nie zrozumie, to będzie słabo.
No ale o tym wiemy, prawda?

Polecam przyjrzenie się sposobowi w jaki Jacek Gadzinowski opowiada o kitesurfingu. Kompletnie nieinteresująca mnie dziedzina (przecież ja nawet pływać nie umiem), natomiast strasznie pięknie o nim opowiada i o tym jak kieruje swoim życiem, żeby móc się w tym spełniać. Pewnie dlatego też, że jest świetnym marketingowcem, ale bez pasji by tego nie osiągnął. Ja mam nosa do pasjonatów. Tak po prostu. Fałsz się czuje. Nie u niego. Ten gość robi to, co kocha.

I takiej pasji mogę życzyć każdemu. Wiek nie ma nic do rzeczy.

Gdy trafiamy w życiu na takich ludzi, patrzymy, jak się realizują pod kątem obserwacji ich doświadczenia, a nie oceny czy KRYTYKI. Krytykując marnujemy swój czas. Obserwując zawsze możemy zauważyć coś nowego, co przyda się nam samym. Chodzi o szukanie możliwości, a nie mnożenie ograniczeń.

Gadzinowski naprawdę świetnie opowiada o pasji. Polecam, bo sama zgadzam się z nim w prawie (dla zasady) 100%.
I jest (chyba) takim normalnym facetem. Mimo całej zajebistości.
Gdy ktoś ciągle wątpi w możliwość samorealizacji w Polsce, polecam jego materiały. Wczytanie się i wyciągnięcie wniosków. Dużo tego nie ma, a wystarczy, żeby poczuć flow. Żeby zrozumieć, zauważyć, zacząć zauważać, o co chodzi. Po prostu to potwierdzam, dlatego tak polecam.

Trzeba w życiu umieć pływać. Niekoniecznie w wodzie.

Czemu nie wnikam w szczegóły wyjątkowości jego stylu życia? Bo to należy sobie właśnie doczytać.
Nie będę wszystkiego podawać w gotowcu ;-)