Najlepszy ex bloger

Gadzinowski.pl

Kontynuując przedstawianie sylwetki osób z pasją, zabiorę się w końcu za mojego rówieśnika (co jest naszym wspólnym mianownikiem). Mniej więcej.

Ex bloger, jak ja (to nasz drugi, po wieku, wspólny mianownik), bo w końcu sama nie prowadzę dwóch blogów, z czego jeden jest zamknięty. (Slow life nie jest w tej dwójce). 

Trzecim wspólnym mianownikiem jest kolor blond (mój jest ładniejszy, ale nie o tym jest notka). 

Czwartym jest pasja, chociaż on swoją realizuje dość szczególnie i o tym jest notka.

Chcę go przedstawić, ponieważ materializuje moją ulubioną wizję przeżywania własnego życia. Jest człowiekiem sukcesu, bo się spełnia. To sukces. 

Jacek Gadzinowski to taka ciekawostka. Każdy go kojarzy (przynajmniej z tych, co powinni), ale nikt nie wie o nim za dużo. Marketing i branża to kosmos. Ja go kojarzę generalnie jak jakąś odrębną galaktykę i nigdy bym o nim nie usłyszała, gdy nie jego pasja. Podobno krążą jakieś legendy w tzw. branży, bo wykonuje rzeczy i żyje w stylu, o którym szepcze się: a którego Polaka na to stać?  Tak, to takie polskie myślenie. Jeśli ktoś robi coś inaczej niż reszta, to stoi za tym co najmniej pakt z szatanem. Mhm. Jasne. Bo tak się nie da i to nie-mo-żli-we. W końcu to Polska. Jaki kite, czy tam inny surfing?? Kiedy? Za co? Jak? (Co to w ogóle za pytania, ja pytam). Przecież nie w tym rzecz.

Gadzinowski miał chęć, wolę i determinację zmienić pozornie wygodne życie,  wyjść z szablonu i żyć po swojemu, jeszcze lepiej. 





Niestety, nie widzę w jego życiu działania sił nadprzyrodzonych, a jedynie konsekwencję i jasno określone cele oraz bardzo świadome wybory i żywą pasję, o czym sam mówi przy okazji wywiadów. Można by powiedzieć, że te legendy są efektem kreowania wizerunku, niezbędnej tajemniczości, itp, itd. Robieniem delikatnego szumu wokół siebie. Hm. Kto wie, kto wie? A może to po prostu normalne, ACZKOLWIEK pozytywne mówienie o swoich pasjach i sposobie na życie? Nie mówi za dużo, nie mówi za mało. Mówi konkretnie. Tak, mówi konkretnie o swojej pasji i namawia innych do znalezienia swojej. 
I jak reaguje większość ludzi? "No kogo na to stać!??!?!?!".
No jasne. 
Pozamiatane.
Ech. Przypominam: Zadawanie właściwych pytań. Naprawdę, to zaoszczędza wiele czasu. Powiem tak: Życie to znajdowanie odpowiedzi na ważne dla nas pytania, które sami zadajemy (ach, ta wolność wyboru). Jak zadajesz nieistotne pytania, to odpływasz od istoty twojego życia. No bo serio, ale jakie to ma znaczenie dla ciebie, dla twojego życia - kogo na to stać??? albo  skąd on ma na to kasę???. Zastanów się, co jest twoją pasją i jak ją realizować i nie skupiaj się na tym, co stoi na przeszkodzie, żeby jej nie zacząć realizować, tylko na tym, jak ją realizować. 
Dżizas.. to jest tak oczywiste.

Gadzinowski mówi o tym właściwie w bardzo jasny i normalny sposób.

Życie to nie są wyrzeczenia, to wybory.
Zasadnicza różnica.

Zanim się jej nie zrozumie, to będzie słabo.
No ale o tym wiemy, prawda?

Polecam przyjrzenie się sposobowi w jaki Jacek Gadzinowski opowiada o kitesurfingu. Kompletnie nieinteresująca mnie dziedzina (przecież ja nawet pływać nie umiem), natomiast strasznie pięknie o nim opowiada i o tym jak kieruje swoim życiem, żeby móc się w tym spełniać. Pewnie dlatego też, że jest świetnym marketingowcem, ale bez pasji by tego nie osiągnął. Ja mam nosa do pasjonatów. Tak po prostu. Fałsz się czuje. Nie u niego. Ten gość robi to, co kocha.

I takiej pasji mogę życzyć każdemu. Wiek nie ma nic do rzeczy.

Gdy trafiamy w życiu na takich ludzi, patrzymy, jak się realizują pod kątem obserwacji ich doświadczenia, a nie oceny czy KRYTYKI. Krytykując marnujemy swój czas. Obserwując zawsze możemy zauważyć coś nowego, co przyda się nam samym. Chodzi o szukanie możliwości, a nie mnożenie ograniczeń.

Gadzinowski naprawdę świetnie opowiada o pasji. Polecam, bo sama zgadzam się z nim w prawie (dla zasady) 100%.
I jest (chyba) takim normalnym facetem. Mimo całej zajebistości.
Gdy ktoś ciągle wątpi w możliwość samorealizacji w Polsce, polecam jego materiały. Wczytanie się i wyciągnięcie wniosków. Dużo tego nie ma, a wystarczy, żeby poczuć flow. Żeby zrozumieć, zauważyć, zacząć zauważać, o co chodzi. Po prostu to potwierdzam, dlatego tak polecam.

Trzeba w życiu umieć pływać. Niekoniecznie w wodzie.

Czemu nie wnikam w szczegóły wyjątkowości jego stylu życia? Bo to należy sobie właśnie doczytać.
Nie będę wszystkiego podawać w gotowcu ;-)

Komentarze

  1. Podzielam Twój zachwyt Jackiem. Mimo, że nie znam go osobiście, to darzę ogromną sympatią! Wydaje się być człowiekiem wiarygodnym.

    Jedyne co mnie zawsze zastanawia to dlaczego zarówno Ty jak i on podkreślacie, że "w każdym wieku można". Przecież Wy jesteście jeszcze bardzo młodzi! :)

    Zresztą, nie ma znaczenia ile dokładnie macie lat. Wy jesteście takim typem ludzi, którzy nigdy nie zestarzeją się. Oczyma wyobraźni widzę 80-letniego Jacka uprawiającego kitesurfing i nie dostrzegam w tym nic niestosownego. Widzę też 80-letnią Marzenę tańczącą salsę i aż chce się do niej dołączyć.
    Pozwolę sobie dać link do tekstu, w którym o tym pisałam i wiem, że mi to wybaczysz, prawda?
    Po prostu mogłabym ten tekst opatrzyć Waszymi zdjęciami. Ale musiałby najpierw nastać 2060 rok ;)
    http://www.nishka.pl/ludzie-ktorzy-na-zawsze-pozostaja-mlodzi/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za link. Pamiętam ten tekst :-)

      Nishka, mhm, takich Jacków ze świecą szukać. A to podkreślanie wieku? Ja się sama dopinguję, a przy tym chciałabym, żeby ludzie ok 40 nie poddawali się i nie płynęli w rutynie, która nie daje im autentycznej satysfakcji. No ale co z tego, że mają 35+? Trzeba szukać i pobudzać ochotę w ludziach ok. 40 i dalej w górę. Niech ich swędzi, niech kurcze zaczynają szukać. Siebie. Bo to fajna sprawa, tak czy siak :-)
      Czemu? Bo przeważnie moi rówieśnicy o tym już zapomnieli. Zakopali się, okopali i uciekają od siebie patrząc w lustro i pesel. Niepotrzebnie.
      A inna sprawa, że im wcześniej się to znajdzie, tym lepiej. Więc ta kwestia wieku to co? Nie wiem :-)

      Usuń
  2. Ja zachwytu nad Jackiem nie podzielam, gdyż miałam tą (nie)przyjemność pracować z nim w jednej firmie i znam go osobiście. Nie jest to jednak miejsce na KRYTYKĘ ;) zwłaszcza, że brak mi trollowego rysu w charakterze i raczej zostawiam dla siebie takie rzeczy. Może kiedyś przy jakimś winie pogadamy :)

    Tym niemniej - akurat pasja do kitesurfingu faktycznie jest prawdziwa i bardzo bardzo fajna! I wcale nie potrzebuje milionów. Tylko samozaparcia. Aż samozaparcia właściwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kari, fajnie, że to potwierdzasz. Jego opisy wyjazdów, zjazdów mocno do mnie przemawiają. No czuję to, bo podobnie czuję salsę, chociaż pasja to jedyne, co łączy te dziedziny. Nie w tym rzecz. Fajnie, że mu się chce i jeszcze, że o tym pisuje. To jest to, co go wyróżnia wśród ludzi z lat 70'. Mało nas. Za mało w sieci. Dlatego ten plus ode mnie.

      Ocena jako współpracownika? Potrafię sobie wyobrazić. Facet na pewno ma twardy charakter. Musi mieć. To nierozerwalne z samozaparciem. Pewnie bym z nim strasznie darła koty. Cudo. No nic.
      Przy tym pozostańmy, a przy winie pogadamy o fajniejszych rzeczach :-)

      Usuń
    2. Och, ależ ja uwielbiam ludzi z twardymi charakterami! Wyszłam za jednego :D

      Ale masz rację - jest dużo fajniejszych rzeczy do gadania przy winie. Może uskutecznimy kiedyś jakiś winny sabat? Jakby Nishka chciała, to powinnyśmy się spotkać mniej więcej w okolicach Olsztyna :)

      Usuń
    3. Spotkać się z Wami przy winie? Z przyjemnością! :)

      Usuń
    4. Przecież to umawianie się, to tradycja sama w sobie :-)

      Usuń
    5. No i nie zauważyłam, że coś tu napisałyście :> Jest jakaś opcja powiadamiania o komentarzach?

      Skoro chęci są, to czemu nie? Może wynajmiemy sobie jakiś domek na weekend, w mazurskich plenerach. Znacie coś tam fajnego? Jak nie znacie, to możemy poszukać w sieci, na pewno coś się znajdzie. W dzień możemy się powłóczyć po okolicy, wieczorem zasiąść przy winie i lokalnym jedzeniu. Hm - gdzieś czytałam o jakiejś slow agroturystyce, na Mazurach właśnie. @Marzena - nie kojarzysz?

      Ja do 19 września mogę :) Bo potem znikam na 2 tygodnie z tej połowy Ziemi :D

      Usuń
    6. Jeśli o mnie chodzi, to popieram opcję "Jak przyjdzie pora" :-)

      Usuń
  3. Jak czytam wpis... trudno ustosunkować się do "notki biograficznej" ;) Ja po prostu robię swoje. Lubie swoje pasje, swój styl życia. To jak o nim opowiadam? Chciałbym i marzę by więcej ludzi spróbowało kitesurfingu czy wakeboardingu. Czy wogóle skupiło się na swoich pasjach ;)

    Mój slow life, czy życie "po swojemu" to wybór świadomy. Są tacy co będą mówić że to niemożliwe... albo ucieczka przed czymś tam. Chrzanić to, ważniejsze jest dla mnie jak mogę przeżyć swoje życie. A w branży mogą sobie mówić że drogo, że marnowanie czasu. No i co? To nie są moi chlebodawcy i mentorzy.

    Ladi.kari - owszem ma swój charakterek. Specyficzny to fakt, wybielać się nie będę. Może jeszcze kiedyś będzie okazja porozmawiać i nie gadać o pracy czy projektach tylko właśnie o życiu.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zapraszam do korzystania ze skrótu: https://www.myslowlife.pl