27.4.13

Zrób na złość - uśmiechnij się



Szalejąc w amoku sobotnich porządków, słucham dziś cały dzień "Trójki". Gdy usłyszałam kawałek "Orzeł może" zespołu Mogliwczwartek [słowa: Artur Andrus (którego lubię niezmiernie). Posłuchać można na blogu i poznać skład grupy], to się zatrzymałam i uśmiechnęłam. I zaczęłam tańczyć, tak jak się to robiło w bigbitowych latach 60'. Szajba i korba ;-)





25.4.13

My cat i kluczowe pytania



SCot.

Uczę się od niego wyluzowania i budowania relacji.
Podobnie jak on, nie rozmawiam z każdym, kto chce ze mną rozmawiać. Ludzie mają dar pożerania czasu. Nie mojego. Ja podobnie jak mój kot, bywam akurat często bardzo zajęta własnym światem. Bardzo. Ale nie zawsze i nie przy każdym.

O poważnych rozmowach ciężkiego kalibru słów kilka. Usiądź wygodnie i czytaj.


23.4.13

Otwartość w słoiku

Kilka razy słyszałam, że w Warszawie osoby napływowe nazywane są słoikami.



Jestem z Gdańska. Jestem Gdańszczanką. Też z urodzenia. No fajnie, fajnie. Wiem.

Tu od zawsze byli ludzie napływowi. Mamy kilka uczelni. Szkół z internatami. Międzynarodowych firm.  Ludzie przyjeżdżają, wyjeżdżają na kilka lat. Albo na zawsze. Ludzie spoza Gdańska są normą. Słoiki? Każdy z nas to przerabiał. Sama wiele lat przewoziłam jedzenie w słoikach od babci. Z drugiego końca miasta. Do dziś coś się dostanie od teściowej, czy cioci. Ok. Teraz są plastikowe pojemniczki. Koncepcja przewożenia jedzenia jest odwieczna i nie cechuje tylko studentów, czy ludzi pracy dokarmiających się rodzinnym jedzeniem, albo tych, którzy jeżdżą do Warszawy, albo pochodzą spoza niej. To nie jest warszawska tradycja. Bez przesady. 
Jedynie nazwa dla ludzi napływowych pochodzi stamtąd. Kto to wymyślił? To kto czuje się Warszawiakiem i kiedy? Jest szansa?

Wyprowadzając się do Warszawy człowiek godzi się na bycie słoikiem? Wow. 
I jeszcze w weekend leciał o tym materiał w dzień dobry tvn.
Poważnie, na ile poważnie porusza się temat przy pierwszej kawie.


Piechotą mogę iść

Idzie lato.


To nie ma jednak nic do rzeczy, bo temat pięt jest drażliwy przez cały rok. Mieć zaniedbane, szorstkie pięty? Koszmar.
Oczywiście, że się z tym walczy, ale to nierówna walka. Idzie lato, wychodzimy w butach, klapkach, sandałkach, stopy chcą oddychać. Pielęgnacja stóp i pięt. No tak.

22.4.13

Masochizm na godzinę

Kocham raz na jakiś czas poczuć ból. Najlepiej całego ciała. Popłakać się. Przestać się napinać, co osiągam właśnie tym sposobem. Wysyczeć. Ścisnąć dłonie w pięści, puścić z niemocy.

To cykl. Po kilku seansach znów będzie jakiś czas super.


Idę do niego, gdy czuję się jak potłuczona. Po wyjściu jestem obolała jeszcze bardziej. Inaczej. Boli mnie każdy fragment ciała. Nie pozostawia bez bolesności ani fragmentu. No prawie.
- możemy na chwilę przerwać? Już nie mogę.
- jeszcze moment. Nie teraz. - odpowiada spokojnie, a mi się robi ciemno, pod i tak zamkniętymi powiekami. Czuję jak rozluźniają się spięte mięśnie karku i pleców. W końcu. Wygrał.





20.4.13

Cyfryzacja szczęścia. Rzecz o wieku.

Paranoje wieku.

Czasami mnie to osłabia, jak płytko niektórzy podchodzą do wieku. Gdy się każą zastanawiać nad tym, co można, czego nie, co trzeba, czego nie wolno w danym wieku.





To strasznie głupie.


Slow in Warsaw






Warszawa żyje nocą, powita latynoską muzyką, pozwoli tańczyć boso i zjeść najlepszego śledzia o 3 rano. I to jest fenomenalne.




14.4.13

Slow by wiosna



Czasami jedziemy kawał drogi, po to, żeby coś poczuć, czegoś doznać. Czasami nie wiemy, że mamy takie miejsce dosłownie pod domem.



13.4.13

Egipt w kuchni, czyli nowość od Winiar




Papirus. Ładnie to wymyślili. Mi to wygląda na zwykły papier do pieczenia, ale ok. Nie w tym rzecz.
Lubię czasami przetestować nowości. Wśród gotowców i wspomagaczy również.  Gotowe nie znaczy złe. Złe jest byle jakie. W tym jest różnica.


12.4.13

Fish&chips na fali


Dzwoni M.
- Właśnie jestem w porcie w Kołobrzegu
- Gdzie??
- Masz ochotę na świeżego dorsza?
- Takiego prosto z kutra?
- Mhm
- Nawet nie pytaj


10.4.13

Good luck po polsku - czyli powodzenia i gratuluję

Czekam na portal, na którym będzie można wpisać to, nad czym się właśnie pracuje, albo do czego się dąży i na którym ludzie będą sobie wzajemnie życzyć powodzenia i gratulować. Bez mądrzenia się. Tak po prostu. Gdy coś się spodoba, albo ucieszy, to po prostu podzielić się emocjami. Pozytywnymi emocjami. Właśnie to wymyśliłam i ktoś może to spokojnie wykorzystać.

Niech Polacy stworzą miejsce życzliwości i dobrego słowa.

Uśmiech wywołany takimi słowami, w najbardziej stresującej sytuacji, może być bezcenny.

http://shalom-simplymeanspeace.blogspot.com/2009/11/dont-say-bye-because-we-can-meet-again.html


Zacznę od końca. Całe życie mam przyjemność obcowania z ludźmi z całego prawie świata. Od wczesnej młodości. Dzięki temu też widzę te nasze polskie smaczki i jak wypadają na tle tegoż świata. OK. Żeby nie było, ludzie na świecie też miewają swoje smaczki w zachowaniu, zwyczajach i podejściu. Jest jednak coś, co jest polskie jak nic innego. 

Proszę. Ktoś nam mówi, że jutro ma ważny egzamin, rozmowę, spotkanie, odbiera wyniki, w każdym razie dzieje się u niego coś ważnego. 
Co się mówi na świecie? 
- Viel Erfolg 
- Danke

- Good luck 
- Thank You 

Co się mówi w Polsce?

- Powodzenia

Co się słyszy w odpowiedzi? 
- Nie dziękuję (żeby nie zapeszyć)

Wiecie co? To jest niebywałe. Ja o tym czasami zapominam (bo wypieram złe doświadczenia), ale to jest jakiś kosmos. Albo raczej czarna dziura.


Ja pomijam ten kretynizm odnoszenia powodzenia do zabobonu, ale jak ktoś ci życzy powodzenia, szczęścia, WYSYŁA CI DOBRE SŁOWO, to po prostu PODZIĘKUJ.



9.4.13

Tańczące Eurydyki




Wciągnął mnie biograficzny serial TVP dostępny na vod (onet i ipla). 

Widząc nagrania Anny German i porównując je z grą Joanny Moro jestem pełna podziwu. Szczerze. Świetna jest.
Perełką jest Olga Frycz. Moja ulubienica wśród aktorek młodszego pokolenia, chociaż w tym serialu dużo jej nie ma.

Na "Tańczących Eurydykach" łzy mi lecą za każdym razem (czasami tylko lekko zakręcą się w oczach, jeśli słucham po kilka razy).
Nieznośne. Rozkoszne.

Wykonanie Anny German i zamieram w zasłuchaniu. Jest bezgranicznie piękne.







Slow by night


Chałka z masłem i kubek mleka z miodem spadziowym.

O północy.

Slowly.

Cicho.

Ciepło.

Pysznie.

Prosto.

Smak dzieciństwa.





7.4.13

I wonder



Rano telefon. A.
- co robisz?
- wybieram się do Sopotu
- a wieczorem?
- co wymyśliłaś?
- kino
- na co?
- pierwsze lepsze: Sugar Man. Neptun.
- coś mi świta. idziemy

Znam "I wonder" i "Sugar man" od zawsze. Nie brzmią nowo. Dlaczego?
Rodriguez. Latynos najbardziej znany i nieznany jednocześnie.

I gdzie są moje miejsca w Gdańsku?



6.4.13

Sopockie pastele

Tylko wyszło trochę słońca, ruszyliśmy w stronę Sopotu.



Mieliśmy tylko godzinę, więc chciałam chociaż zaczerpnąć sopockiego powietrza. Czy jest inne niż w Gdańsku? Tak. Ma inny zapach. 
W Sopocie przy Molo można dostać najlepsze oscypki z żurawiną (w tej części kraju) i gofry. Te sezonowe przysmaki trzeba zaliczyć raz w roku. Taka tradycja. Szczególnie oscypki przypominają Zakopane. Nic nie poradzę. Przekornie tu smakują mi lepiej. Właśnie w Sopocie. Są z innej bajki. 



Sopot jest miastem modnym. Obowiązujące w tym sezonie pastele są wszędzie. Za chwilę Monte Casino wypełni się ludźmi. To ostatnie chwile, żeby poczuć je w takim spokoju.


Zamienię ciebie na nowszy model



Coś mi zgrzyta.
Tajemnica napraw relacji i butów.

3.4.13

Nishka. Więcej niż pomyślisz

To, że dorośli rozmawiają, to oczywiste. Wychodzi to lepiej lub gorzej, ale i tak nie mamy wyjścia i musimy się dogadywać. Tak już nas natura urządziła, że bez słów można się porozumiewać w wyjątkowych okolicznościach przyrody. 


Sztuką szczególną natomiast jest rozmawiać z dziećmi.
Jest pewna matka, która jest w tym wybitna. Nie dość, że została mamą w skandalicznie młodym wieku, to na przekór stereotypom, jest inteligenta i śliczna. Do tego, co szczególnie ważne: ma niebywałe poczucie humoru i dystans.



1.4.13

Wiosenna filantropia, czyli też o 1%


Do końca kwietnia rozliczamy PIT za 2012. Pamiętajmy, że 1% możemy oddać na działalność np. charytatywną. To nic nie kosztuje. Od lat mamy tę możliwość.
W ubiegłym roku, jak rozliczałam PIT znajomemu, to się nie zgodził na odpisanie 1%.  Bo nie.
- Ale ty go i tak nie dostaniesz, wiesz o tym? Po prostu 1% odprowadzonego podatku zostanie przekazane na wskazaną przez Ciebie fundację.
- E nie, lepiej nie.
- Ale rozumiesz, że ty nic nie tracisz, a inni mogą coś zyskać?
- A wy dajecie?
- Od lat
- Na co?
- Różnie. W tym roku na dom dziecka.
- No dobrze. Ale coś muszę?
- Nie. Nic. Jeszcze możliwe, że na koniec roku dostaniesz podziękowanie.
- Ale jak ktoś mnie będzie z urzędu ścigał...
- To przyślij do mnie  - odpowiedziałam z uśmiechem.

Tak sobie myślę, że pewnie mnóstwo osób nie oddaje tego 1%, bo nie wie, nie rozumie, a w takim wypadku lepiej nie ryzykować i nie mieszać w rozliczeniu. Co najmniej kilkadziesiąt złotych przepada w czeluściach, chociaż mogłoby trafić na konkretny cel. To jeden z przykładów sytuacji, gdy możemy faktycznie zdecydować, co się dzieje z naszymi pieniędzmi, a nie robimy tego. W tym roku jeszcze można to zmienić. 

Nie wiem, jak to wygląda w przypadku działalności gospodarczej, czy firm, ale też na pewno takie rozwiązanie jest. Jednak i tak wiele osób rozlicza się zwykłym PIT 36, PIT 37 itp. Wiele osób oddaje je do księgowych, do biur, wiele osób rozlicza się samodzielnie (jak ja). Rozliczając się samodzielnie możemy np. skorzystać z jednego z darmowych programów do rozliczeń, które poprowadzą nas krok po kroku i wysłać deklarację bezpośrednio do rozliczenia. Zrobiłam tak w zeszłym roku. Działa :-)
(Polecam GOFIN, bo to sprawdzone źródło)

Jeśli ja się od lat sama rozliczam, to znaczy, że każdy może, bo kim, jak kim, ale księgową to w życiu nie będę. Te wszystkie przepisy i reguły i zasady mnie przerastają. Nie można znać się na wszystkim, ale PIT można rozliczyć samodzielnie.

Oddając do księgowej, czy biura, poprośmy o przekazanie 1% na wskazany przez nas cel. To naprawdę nic nie kosztuje, nikt nic nie traci, a podziękowania od obdarowanej fundacji są miłym gestem. Z reguły w podziękowaniach zawarta jest też informacja, na co przeznaczone zostają pieniądze, opisywane są planowane działania i naprawdę dobrze się robi na sercu. A prościej i skutecznie pomóc się nie da. To jak dobre zarządzanie środkami. Już nie możemy powiedzieć, że nie wiemy, na co idą nasze pieniądze, bo wiemy, na co idzie ten 1%.  

Co najmniej raz w roku możemy poczuć się jak filantropi ;-)

http://chase-the-rainbow.blogspot.com/