7.4.13

I wonder



Rano telefon. A.
- co robisz?
- wybieram się do Sopotu
- a wieczorem?
- co wymyśliłaś?
- kino
- na co?
- pierwsze lepsze: Sugar Man. Neptun.
- coś mi świta. idziemy

Znam "I wonder" i "Sugar man" od zawsze. Nie brzmią nowo. Dlaczego?
Rodriguez. Latynos najbardziej znany i nieznany jednocześnie.

I gdzie są moje miejsca w Gdańsku?




Kino Neptun w Gdańsku. Za tzw. moich czasów, to było najlepsze kino w Gdańsku. Pamiętam, z jaką dumą odebraliśmy wiadomość o remoncie balkonu. Seanse na balkonie, to był szczyt marzeń.

Wieki tam nie byłam. Jakieś Multikina, Silverscreeny i inne Cinemacity wygryzły już prawie Neptuna. Nie powiem, że sama ich nie wybieram. Wybieram. Dobrze, że A. wpadła na ten film i kino. Neptun nas sam przyciągnął. Przypomniał o sobie. Nie byłam tam wiele lat. 

Przeszłyśmy Długą. Już samo podejście do kas przyspieszyło bicie serca. Potem było tylko dziwniej. Neptun to historia. Czasami, gdy rozmawiam z młodszymi, to mówią, że wybierają się do Neptuna. To smaczek. Dekadencja.
Na seansie było może 10 osób. W sobotę. Było zimno, siedziałyśmy pod płaszczami. Farba z sufitu odchodzi. Wzdycham.  Przez głowę by nie przeszło użalanie się. To Neptun. Nie pozwoliłabym go skrytykować. To kino Neptun. Trochę szacunku. Brak bufetu, brak reklam przed seansem, który rozpoczął się punktualnie. To kino Neptun. 

W Neptunie bywało się na najważniejszych filmach. Albo w kinie Znicz, którego już zupełnie nie ma, podobnie jak kina Bajka we Wrzeszczu. To były nasze kina. Naprawdę.

Na Sugar Man wzruszyłam się kilka razy.
Nad resztą kwestii, które się uwypuklają na tym dokumencie pomyślę jeszcze nie raz. Muszę to przemyśleć.
Czy ten film coś zmienia?

A można wyjść z niego bez tego poczucia?
Nie sądzę.

Pozostaje w tyle głowy i nie da o sobie zapomnieć.

Jak dla mnie pokazuje przede wszystkim naturę tej grupy artystów, którzy przede wszystkim, chcą tworzyć, chcą, żeby ta twórczość dotarła do ludzi. Zmieniła coś. Trwale. A co z samym artystą? 



Siedziałyśmy po filmie (nadal wychodzi się z Neptuna bocznym wyjściem), w pizzerii na Długiej i rozmawiałyśmy o naszych życiach i podejściu, które mamy bardzo podobne. O filmie. O muzyce. O piraceniu. I o zasadach. O sztuce i talencie. O popularności. O pieniądzach. O promocji. O sile muzyki i słów piosenek. O materializmie. O przeznaczeniu. O walczeniu o swoje i asertywności. 
O życiu w zgodzie z sobą. Jesteśmy strasznie podobne. Do przodu, ale z zasadami.

Moja A. to A.


Sugar man.
Koniecznie.

Kino Neptun jest do tego idealne.

 Nie ma "Kreski" przy teatrze Wybrzeże. To też było jedno z naszych miejsc. Były tam najlepsze sałatki i creme brulee. Teraz jest jakiś pub. 

Miasto się zmienia. Coraz szybciej.

Takie miejsca jak Neptun powinny przetrwać, nowoczesność nie zbuduje klimatu miasta. Nie może wyprzeć wszystkich miejsc z tradycją i wspomnieniami. Na Długiej drugim takim miejscem jest Coctail Bar. I na tym koniec. Wszystko poznikało wyparte przez nowe. 
Zabierają nam wspomnienia.

Nasze miejsca.
Te nowe są potrzebne, ale wypieranie miejsc naszych wspomnień zmienia miasto w oczach mieszkańców. 

Tak się zastanawiam, że to pewnie pokazuje założenia właścicieli. Jak bym otworzyła knajpę, to chciałabym, żeby bywalcy mogli do niej wracam przez pokolenia. Coctail bar jest chyba ostatni, który znam i ja i moja mama. I jeszcze jest bar mleczny "Syrenka" we Wrzeszczu z najlepszymi kopytkami. Też nie byłam tam z 5-6 lat. Hm. Dawno nie miałam ochoty na kopytka. 
Nie ma od dawna "Cristalu". Tam bawiły się pokolenia. I nie tylko.  Nie ma wielu takich miejsc. 

Lubię mieć swoje sprawdzone miejsca.
Nie muszę bywać w nich często. Lubię wiedzieć, co zastanę pod danym adresem. Więcej mam takich miejsc w Kolonii niż w Gdańsku. Dlaczego? Bo w Kolonii nadal są. Też nie ma ich dużo, ale są. 

Rysuję mapę miejsc na nowo, ale już bez tego czegoś. Powoli. Moje serce zostało w tych, których już nie ma. W całym Trójmieście. Teraz kieruję się czym innym. 
I jestem bardziej krytyczna i wymagająca. Wszystko musi być idealne, żebym wróciła. Zgrzyt i koniec. Nie wrócę. Jak do tej pizzerii na Długiej. Przemiła obsługa. Duży plus. Pizza była bez wyrazu, ciasto zbyt cienkie. Zero przypraw. Tiramisu było ciekawe, ale robię lepsze. Szukam miejsca, gdzie dostanę lepsze od mojego. Jeśli mam wracać. I tak miejsce po miejscu. Z uśmiechem. Krytycznie. Nie wrócę. Szukam dalej. Aż się znowu zakocham i będę tam chodzić częściej. I wracać. 

Dobrze, że został jeszcze Neptun. Jemu wybaczę wszystko. I tylko jemu. Reszta musi sobie na moje uznanie zapracować. W sumie bez stresu.
Zanim się poważniej  zakocham, to pewnie zamieni się w coś innego, a takie zakochania "na raz" to inna sprawa ;-)