25.4.13

My cat i kluczowe pytania



SCot.

Uczę się od niego wyluzowania i budowania relacji.
Podobnie jak on, nie rozmawiam z każdym, kto chce ze mną rozmawiać. Ludzie mają dar pożerania czasu. Nie mojego. Ja podobnie jak mój kot, bywam akurat często bardzo zajęta własnym światem. Bardzo. Ale nie zawsze i nie przy każdym.

O poważnych rozmowach ciężkiego kalibru słów kilka. Usiądź wygodnie i czytaj.




Ostatnie tygodnie pochłonęły mnie porządkami w relacjach i sprawach.

Porządki w mieszkaniu to przy tym banał. Podobnie jak te porównanie. Żeby szybko sprzątać, wystarczy dobrze urządzić mieszkanie i przestrzenie, dograć faktury, powierzchnie i sprzęt. I potem sprząta się samo. Prawie. 

W relacjach nie można przewidzieć wszystkiego od razu, właściwie niewiele można przewidzieć. Człowiek to nie zmywarka. A szkoda. Relacje pozostawione same sobie żyją własnym życiem. Albo umierają. To oczywiste. A szkoda.

Najważniejsze jest umieć rozmawiać na najtrudniejsze tematy. Zamiatanie pod dywan drażliwych kwestii daje nam czas, to fakt, ale powoduje też, że one sztywnieją. Zamierają w jakimś kształcie. Prostowanie bywa trudne. Bolesne jak prostowanie złamanego raz nosa. Czasami kilka niewyprostowanych kwestii niszczy coś nieodwracalnie. Nasz tok rozumowania pozostawiony sam sobie dopowie sobie to, czego nie wie. Trudno go od tego odwieść. Nie może i nie chce czekać w nieskończoność. Ja przynajmniej nie lubię zostawiać tematów niejasnych niezamkniętymi przez wieki. Ani to dobre, ani romantyczne.

Czasami niektóre kwestie czekają latami na wyjaśnienie. Naprawdę latami. Nieważne. Trzeba je sprzątać.

Rozmowy są bardzo, ale to bardzo potrzebne. Niby to wiemy i dalej omijamy to, co kluczowe. Wygoda.

Szacunek. Pozbawianie siebie i innych złudzeń jest w efekcie zawsze oczyszczające, daje czystą kartę. Inny punkt wyjścia. Nowy. 
Nie ma też miejsca na złość, rozczarowanie, fochy. To akurat są blokery. Przecież chcemy tylko wyjaśnienia i odpowiedzi na pytania. Do niektórych pytań też dojrzewamy. Tak jest dobrze.

Nie ciągnijmy za sobą ogona przemilczeń i niedomówień. Że czasami to zmienia coś nieodwracalnie? Nieprawda. To jest już dawno  zmienione, inne. Pora się z tym pogodzić.

Opierając się na prawdzie obracamy inną energią. Czy zawsze dobrze jest znać prawdę? Myślę, że czasami wystarczy się pogodzić z jej wyobrażeniem. Ona puka nas w czoło czy tego chcemy, czy nie. Albo dać sobie czas na poznanie jej. Tylko po to, żeby mieć spokój. Myślę, wiem, że my znamy prawdę zawsze, albo prawie zawsze, ale wolimy się sami oszukiwać, bo tak jest łatwiej i potem jeszcze niektórzy lubią zrzucić winę na oszukujących. No gadanie, ale tak bywa. Prawda bywa nieciekawa, prawda? No i? Ważne jest, co dalej robimy z sobą. Nie z nią.

Po trudnych rozmowach ważna bywa kwarantanna. Czas na reset. Ja potrzebuję. Dystans. Poukładanie się.
Potem można zaczynać od nowa. Relacje czasami tego potrzebują. Jeśli po kwarantannie się nie odrodzą, to ok. Tak też bywa dobrze. To jak z palonymi za sobą mostami.
Paląc most musimy wiedzieć jedno: że właśnie tego chcemy. Nie można tego robić w złości, zemście. To musi być bardzo czysta i świadoma decyzja.

Zanim jednak spalimy most, trzeba umieć porozmawiać i wzajemnie się wysłuchać. Bez atakowania, ignorowania. Bez sztuczności. To jest potwornie trudne. Nie zawsze się udaje. Czasami lepiej... Uciec. Chociaż ja postanowiłam więcej tego nie robić. Ucieczka jest straszną słabością. Te angielskie wyjścia z relacji, żeby nie robić komuś przykrości. To nie działa. Myliłam się. To siedzi jak drzazgi. Bywa. Żadnych drzazg. Nie polecam.


Wspólne milczenie? Uwielbiam. Gdy słowa nie są potrzebne, a to jest możliwe jedynie, gdy wszystko jest jasne. Zrozumiałe. Milczenie ciężkie jest tak samo męczące, jak udawana życzliwość. Tak trzeba? Nie. Ja nie jestem zwolenniczką takich relacji.

Rozmawiajmy. Pytajmy. Słuchajmy. Mówmy.
Czasami efekty nie będą zadowalające, ale lepsze to, niż karmienie się złudzeniami. Dowiemy się rzeczy bardzo, ale to bardzo istotnych dla naszej przyszłości i przeszłości. Nie można bać się trudnych pytań. Trzeba jednie umieć być gotowym na każdą odpowiedź. Są pytania, których się nie zadaje. Jakie? Gdy odpowiedź jest oczywista, jak infantylne "kochasz mnie?".


Zgadywanie,  dopowiadanie, szukanie wytłumaczeń i wymyślanie odpowiedzi... jest drogą donikąd. Nie każdy jest urodzonym dziennikarzem, czy filozofem albo psychologiem, lub marketingowcem, ale każdy powinien uczyć się budowania i zadawania odpowiednich pytań.

Dobrymi pytaniami torujemy sobie drogę na przyszłość.
Zawsze.

A że nie ma odwrotu? I dobrze. Po to idzie się do przodu.

Nawet jeśli w trakcie, albo potem sobie popłaczemy, to będzie to bardzo, bardzo dobre.
Znanie prawdy, obustronne, dobra szczerość zawsze otwiera dobre drzwi, nie wpuszcza nas ani my kogoś w kanał złudzeń. Wyciąga z niego. To też nigdy nie jest pora osądów. Przyznanie się do prawdy nie może być karane. To tylko nazwanie stanu rzeczy. Gdy zadajemy pytanie, akceptujmy odpowiedź, zanim padnie. To ważne. Albo nie zadawajmy pytania. Mądrość jednak podpowiada, żeby zadawać.

Inna sprawa: nie zagadać tematu do krwi, bo to się też zdarza i nie ma nic wspólnego z wyjaśnianiem. Rozmowa to rozmowa. Jeśli na samą mysl krew cię zalewa, to odpuść. Pogorszysz sprawę. Odczekaj. Awantury i furie to można robić o bzdety, żeby wpuścić trochę  nowej energii. Nie awanturujemy się w rzeczach ważnych. Zresztą. To tak działa.Chociaż, o rany, ludzie są różni. Ja nie traktuję krzyku poważnie. To nie ton do rozmowy. Podniesiony głos ok, ale bez pisku. Techniczne podpowiedzi weteranki. Piszę o poważnej rozmowie a nie scenie z ckliwej opery mydlanej. O sytuacji, gdy rozmowa ma mieć sens. Przeładowanie emocjami, poddanie się im zamyka sens jej podejmowania. To trudne. Albo albo. Łzy? Mhm. To dobry kanał na uwolnienie emocji. Mężczyźni też to wiedzą. To właśnie te ważne rozmowy. Właściwie potrzebne są tak naprawdę strasznie rzadko w życiu. Na szczęście. Najlepiej rozmawiać zanim się nagromadza i rozrasta. To oczywiste i sprawdza się w życiu najlepiej. Ta notka jest o tych rozmowach najcięższego kalibru. Z ich perspektywy wszystko inne wydaje się proste. I słusznie. I bardzo dobrze!


Wiosna jest dobrą porą na takie porządki. Lato jest lepsze na budowanie cudnych, letnich, słonecznych złudzeń. Kreowanie ulotnych i uskrzydlających marzeń. Nie czas na porządki. Porządki to wiosna i jesień.


Nawet po wielu latach, jak ja miałam w przypadku kilku osób i spraw. I co?

To nie jest niby łatwe, ale warto. Naprawdę nie jest fajnie, gdy i nam i innym ludziom się za dużo wydaje. Trzymanie w błędzie jest najgorszą formą egoizmu. Gorszą, niż karmienie złudzeniami siebie. To jedna strona medalu. Chęć poznania prawdy, powinna być kluczowa. Jakoś wychodzę z założenia, że tak naprawdę sami powinniśmy móc decydować, kiedy nie chcemy poznawać czegoś bardziej. Głębiej. Jak z tym efektem życia Pi.

 Patowa sytuacja? Gdy ktoś nie chce rozmawiać. Lekarstwo? Czas. Zostaw. Wiem po sobie, że nie lubię być naciskana. Nacisk włączy blokadę. Kropka. Wyjdź. Czekać. Czasami trzeba poczekać. Niewygodnie? Bywa. Każdy czasami musi poczekać na jakąś rozmowę. Czasami latami. Gotowości się nie wymusi.



Święta prawda: nie zadawaj pytań, na które nie chcesz znać odpowiedzi. Zadawaj je w gotowości albo nigdy. 

Poczucie spokoju. Bezcenne.

Co to ma wspólnego z kotem? Wszystko. On pozostaje niewzruszony w obliczu wszystkiego. Porusza go głód i odkurzacz.
Reszta to nasze ludzkie pierdoły :-)

Kocham jego koci zwyczaj: gdy otwieram oczy rano, to do mnie przybiega i wita mnie miauczeniem. Cudne to jest szczególnie, gdy akurat towarzyszył wcześniej M. robiącemu sobie śniadanie. Przebudzam się i słyszę toporny tupot kocich łap. Ma dar rozbawiania mnie od rana.


Milczmy, rozmawiajmy, myślmy i czujmy. Jest dobrze. Ba. Jest świetnie. Oby się nie blokować, bo to strasznie marnuje czas.
Lepiej i przyjemniej jest patrzeć w przyszłość ze spokojem.

To czysty bezmiar możliwości. Rozgwieżdżone niebo.

Pięknie.

Rada na dobranoc: nie zbierać niezadanych pytań.



Kakao time.