22.4.13

Masochizm na godzinę

Kocham raz na jakiś czas poczuć ból. Najlepiej całego ciała. Popłakać się. Przestać się napinać, co osiągam właśnie tym sposobem. Wysyczeć. Ścisnąć dłonie w pięści, puścić z niemocy.

To cykl. Po kilku seansach znów będzie jakiś czas super.


Idę do niego, gdy czuję się jak potłuczona. Po wyjściu jestem obolała jeszcze bardziej. Inaczej. Boli mnie każdy fragment ciała. Nie pozostawia bez bolesności ani fragmentu. No prawie.
- możemy na chwilę przerwać? Już nie mogę.
- jeszcze moment. Nie teraz. - odpowiada spokojnie, a mi się robi ciemno, pod i tak zamkniętymi powiekami. Czuję jak rozluźniają się spięte mięśnie karku i pleców. W końcu. Wygrał.








Uwielbiam to.
Masaż chiński.
Różni się od tradycyjnego tym, że nie relaksuje w trakcie w tradycyjny sposób. Nie, jeśli osłabiliśmy sobie organizm, bądź pojedyncze organy, przy czym wg medycyny chińskiej, wszystkie organy są powiązane. Potem leci lawinowo.

Relaks, taki czysty i głęboki, przychodzi już pierwszej nocy po masażu. Właściwie optymalnie jest dojechać po masażu do domu i po prostu się zdrzemnąć.

Masaż chiński wyleczył mnie dawno temu m.in. z bezsenności. Teraz, gdy widzę, że znowu śpię po 3-4 godz. na dobę, to staram się możliwie szybko zapisać do mojego opiekuna i 1 raz robi mi dobrze, chociaż tym razem wysłał mnie na masaż nieznośny ból pleców. Przeszło. Przyczyną bólu pleców i bezsenności było to, co zawsze. Ufam medycynie chińskiej. Nie bezgranicznie, ale bardzo, bo mi pomogła, gdy medycyna rozłożyła ręce. Czasami się zdarza. Nie ma co się rozczulać, trzeba działać. A najlepiej dbać o siebie i zapobiegać.

Masaże. Jest ich tyle typów, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Wydatek? W życiu. To doskonała inwestycja w siebie.

Jedna z najlepszych. Wolę iść na masaż, niż kupować jakieś maści, czy wizyty u lekarzy.


Ja akurat kocham czasami taki kontrolowany (przez masażystę) ból, więc masaż chiński, jak i akupresura, są dla mnie stworzone. Gdy nie boli, to znaczy, że wszystko jest ok. Podobno niektórzy tak mają. Ja czasami potrzebuję prostowania.
Dopiero po jakiejś serii (ostatnio miałam taką latem, 3-4 masaże, raz na tydzień i jest bosko) przerywam wizyty, gdy w trakcie masażu zasypiam ululana. Nie o to mi chodzi.

Teraz rozpoczęłam nową serię. Zobaczymy, na ile seansów. Może jeszcze jeden lub dwa. Lubię to. No kurcze. Bardzo :-)

To ten rodzaj bólu, którego chcę. Podobny do jeszcze innego, ale od tego drugiego bólu jest już inny facet.
Sado maso ma wiele odcieni.
Well.

Masaż jest genialnym sposobem przywracania się do pionu. Bez chemii. Dla sado maso i dla innych też. Masaże czysto relaksacyjne też są przecież świetne.

Dla mnie masaż chiński to od lat  źródło siły i równowagi z zewnątrz.
Po takim bólu czuję siłę, która wystarcza na długo.

Ból bólem, ale chodzi przecież o skuteczność i efekt leczniczy. Jeśli ktoś ma wątpliwości do skuteczności, to uśmiechnę się z pobłażaniem. Ważne: trafić do specjalisty. Amatorzy mogą pewnie zrobić krzywdę. Resztę radzę doczytać i dopytać.

Ja masaż chiński uwielbiam. To moja metoda na ładowanie baterii.