31.5.13

Stado

Mercedes ma świetną reklamę modelu CLA.



Jest w niej hasło, które definiuje moje motto życiowe (na pewno jedno z nich) " Wyróżnić się w stadzie to żadna sztuka. Prawdziwe wyzwanie to wyrwać się ze stada".

Nie czuję się częścią jednego stada. Lubię czuć się niezaszufladkowana i niedefiniowalna. Często określa się to nieprzewidywalnością. 
Słodkie. 

Im bardziej komuś się wydaje, że mnie zna, tym bardziej się (nie)myli. Lubię to widzieć. 
Bycie częścią jednego stada jest nudne. Na świecie jest tyle stad, że po co przypisywać się do jednego? Nie ograniczać się.

Fantastycznie jest nie czuć się, nie być podobnym do kogoś innego. Być sobą. 

Talk to me, czyli blogerzy rozmawiają

Jest pewna działka, w której blogerzy bardzo mocno uzupełniają, bądź niejednokrotnie wyprzedzają jakością tradycyjne media:

Wywiady, albo raczej rozmowy.

Blogerzy mają bardzo specyficzną umiejętność rozmawiania. Zadawania pytań, których nie spotkamy w gazetach. Wielkim plusem jest sam fakt, że rozmówcy nie czują się w rozmowie z blogerem, jak przy zwykłym wywiadzie z tradycyjnym dziennikarzem.To się wyczuwa. Naprawdę. To bardzo często wychodzi na plus. Ba. Przeważnie. O ile nie zawsze. 

Co jest ważne, co naprawdę wyróżnia blogerów? Ja, jako słuchacz, czytacz nie czuję w tym "wywiadu". Blogerzy nie mają tej dziennikarskiej maniery i to jest naprawdę dobre. 

Oto lista moich 4 ulubionych blogerów, którzy mają na koncie ciekawe wywiady + 1, który nie jest blogerem, ale nie jest też dziennikarzem i nie chcę go do nikogo przyrównywać, bo przyrównania są słabe. Lubię, gdy człowiek tworzy swoją, własną nową jakość:

TOP 4+1 rozmawiających blogerów

1. MojaTrawa. Ola Mokwa jakiś czas temu uskuteczniała serię minirozmów, opartych o te same pytania kierowane do różnych osób, przeważnie blogerów, bądź ludzi związanych z szeroko pojętym internetem. Zaprzestała tej formy (nie wiem, czy na stałe), ale za to poszła w kierunku żywych wywiadów, również w krótkich formach i wychodzi to świetnie. Polecam rozmowę z Yoani Sanchez

2. Kominek. Tomek Tomczyk ma na koncie już sporo wywiadów, chociaż nie tak wiele, jak pewnie mógłby mieć. Za każdym razem, gdy któryś czytam, zastanawiam się, dlaczego ten chłopak nie idzie mocniej w tym kierunku? Mój ulubiony wywiad z Isaiah Mustafą. Jako marketingowiec jestem tą rozmową zaczarowana. Jako kobieta też. 

3. Jestkultura i Andrzej Tucholski. Nowa jakość bloga kulturalnego. 
Mój ulubiony wywiad oczywiście z Jackiem Gadzinowskim
Dlaczego oczywiście? Bo mam słabość do Jacka Gadzinowskiego, ze względu na styl życia i promowanie go, co wcale nie jest oczywiste. Nie ma w nim pozera, jest człowiekiem niewymuszonego sukcesu i samorealizacji, a przy tym nietuzinkowej pasji. Zbieram się od dawna, żeby napisać o nim w dziale "osobowości", ale jeszcze nie dojrzałam. Do tego czasu polecam wywiad Andrzeja Tucholskiego. Jeśli ktoś jest  około 40tki i myśli, że "już nie może", to powinien przeczytać ten wywiad koniecznie. 

4. Artur Kurasiński czyli AK74. Lubię jego podejście i wywiady za styl i tematykę. Kurasiński bardzo mocno (i mam nadzieję skutecznie) promuje młode talenty, jego konikiem ("Pony") są startupy. Co w nim cenię? Podpowiada młodym ludziom kierunki. Człowiek czynu, a przy tym ciekawie rozmawia z dobrze dobranymi rozmówcami. On już ma osobną kategorię "wywiady". 


+ 1 to oczywiście Łukasz Jakóbiak i jego 20m2 
Jak tylko mam wolniejszą chwilę, to zaglądam z ciekawością. To mój osobisty ulubieniec na YT. 


Blogerzy rozmawiają. Polecam. 


29.5.13

Magia nowych technologii - love Nokia

Jestem fanką Nokii praktycznie od samego początku. Miałam przelotne romanse z innymi markami, ale tylko po to, żeby wracać do Nokii. Mimo wszystkich zawirowań, jakie firma przechodzi.
Oczywiście w między czasie wszedł boski i legendarny Apple. Nie ma między nami chemii. Jak lubię nowości, tak magia Iphona do mnie nie trafia. Nic. Od tych kilku lat, gdy jest na rynku, mijamy się bez emocji. Jak z wieloma innymi markami. W końcu ważniejsze, żeby trafić na swoją. Zaznaczę jednak, że jakość i innowacyjność produktów firmy z jabłuszkiem są wysokie (moja branża elektroniczna ma tu swoje uwagi, ale umówmy się, dla przeciętnego człowieka niezauważalne. Ba. Patrząc pod tym kątem, każdy produkt będzie pod kreską momentami). Filozofia i marketing Appla są kultowe. Kropka.

Jak dla mnie filozofia i jakość produktów firmy NOKIA. Ta fińska firma jakością i technologią wyprzedzała konkurencję od bardzo dawna i długo nie miała sobie równych. Potem nastał kryzys i wiadomo, co było. Znowu jednak podnosi się z kolan. Wsparcia przy tak dużej konkurencji nie ma się co spodziewać. Ja jednak kocham Nokię od lat i jej wiernie kibicuję.



28.5.13

20 zasad slow life

Podaję zbiór 20 zasad, które wystarczą, żeby być slow, czyli pierwsza pomoc, dla zdesperowanych i sfrustrowanych. Przemyśl, przeanalizuj i zmień, skoryguj swój kurs:


27.5.13

Domowe rozmyślania


Dom na wsi. W promieniu setek metrów las, otwarta przestrzeń. Ptaki ćwierkające w środku nocy.
Jaskółki w stajni. Źrebak. Szczęśliwe psy, wyluzowane gęsi, rozleniwione koty.
Wstajesz rano, patrzysz przez okno. Zielono. Dzieci kochające spędzać czas na dworze.
Pewnie z każdą porą roku jest piękniej.

Kiedyś chcę taki dom. Z kominkiem, piecem, wielką kuchnią, sypialnią, salonem. Gabinetem. Biblioteką.

Wiem, że jako gość widzę same plusy. Nie zapominam jednak o wszystkim, co za tym stoi.
Zdaję sobie zbyt mocno sprawę, że to już jest dom pełnią słowa. Taki kiedyś chcę mieć i oddać się mu w 100%. Wiem doskonale, że sielanki w tym jest też jakiś %. Na tę sielankę składa się niełatwa praca. Wiem.
Dlatego mi się nie spieszy. Niech to się rozwija z czasem, z głową. Jednak zakładając rodzinę, mając dzieci, mieć dom na wsi, to bajka. Ciężko o lepsze warunki do tworzenia ogniska domowego.

Ale wiem też, że warto.


Oczywiście nie można przesadzić i odległości nie mogą odcinać od świata i cywilizacji.
Dla mnie dom rodzinny, to dom. Jak dom moich dziadków, gdzie do dziś spotykamy się w kilka pokoleń, chociaż ich dom akurat jest w sercu Gdańska.
Mieszkanie zawsze będzie dla mnie etapem dorastania.

Dom to nie meble, design, architektura i kolorystyka. To są zabawki i detale, oczywiście fajne i ważne. Ważne, ale dom stawia się po to, żeby dobrze w nim było jego mieszkańcom, z nie przedmiotom. To nie muzeum.

 Dom to klimat. To atmosfera. To przeżycia i relacje ludzi, którzy w nim mieszkają i przebywają. To, jak się razem czują.


To rodzinność. Nieskończone ilości wspomnień, rozmów, przeżyć, ciepła, wsparcia, chwil grozy i radości, nerwów, gdy ktoś chorował, tęsknoty, gdy wyjeżdżał, szczęścia, w chwilach sukcesów czy spotkań. Dni i nocy spędzonych na ogrodzie  na zabawach i odpoczynku, ale też pracy. Odśnieżanie, pielenie, grabienie. Wrzucanie węgla do piwnicy, a potem przynoszenie go do domu (mieliśmy długo kaflowe piece i strasznie lubiłam przynosić węgiel). Dbanie o ogród, dom, tę wspólną przestrzeń łączy, jak mało co.
Im większa ta przestrzeń, tym lepiej, bo można ją ciekawiej wypełnić.




Poznać Poznań

slow life travel


Luksus przełączania się między pożytecznym, a przyjemnym.
Kolaż "przyjemne".

Pożyteczne to tajemnica. Też przyjemna.
Bliskie obcowanie z przyszłością. Wpływanie na nią. Poznawać, dotykać to, co jutro będzie standardem. Kocham swoje życie za spektrum.




23.5.13

Twitter, jak dojrzały facet

http://mashable.com/2012/06/05/twitter-for-beginners/

Kocham Twittera. Zaciągam się e-papierosem. Jak dojrzałego faceta.  
(Nie chodzi o wiek, tylko dojrzałość. Nie mniej, nie więcej)


Nie znudzi się. Nie ma jak. Nie absorbuje cię sobą jak małe dziecko. Nie oczekuje ciągłej uwagi. Na Twitterze nikt nie będzie żebrał o lajki. Nie przyleci z fotą "ładnie zrobiłem? pochwal mnie". Na Twiterze jest inna, nieporównywalnie lepsza jakość. Na Twiterze ludzie piszą. Dzielą się w inny sposób. Naprawdę jest w tym takie wysmakowanie, którego jeszcze nie umiem nazwać. Chociaż nie brakuje humoru (tu się naprawdę można szczerze uśmiechnąć, bo poziom poczucia humoru dodaje skrzydeł, a nie żenuje), wiążą się znajomości, przebiegają dialogi, opinie. To wszystko jest jednak inne. Jest mnóstwo ludzi z całego świata, których nie widziałam na innych społecznościówkach.


screen specjalnie bezosobowy. tak, tu to możliwe.

Największy plus - brak obrazków. Wszędzie jest pełno obrazków. Niby żyjemy w czasach obrazków. Nie do końca. Tu nie ma efektu jaskiniowców i nie cierpi moje poczucie estetyki, które zbyt często dostawało bolesne cięgi na innych portalach. 
Tu się ćwierka.


Owszem, oczywiście ludzie wrzucają zdjęcia, ale odbiorca najpierw widzi tylko skrót.  Nie zdarzyło mi się jeszcze trafić na zdjęcie, rysunek, który bym oceniła jako słaby. Nie pomyślałam jeszcze "za co ja muszę to widzieć?"
Krótka forma. Minimalizm idealny.


22.5.13

Patrz, co mówisz

slow life by marzena


Mało kto potrafi rozmawiać patrząc w oczy. Nie tylko patrzeć. Nie peszyć się co kilka sekund. Nie uciekać wzrokiem. Nie tłumaczyć tego nieporadnie. Nie wbijać spojrzenia jednocześnie. Słuchać. Mówić. Mowa ciała to tylko cień mocnego spojrzenia. Skup się.

Nieśmiałość. Cecha, którą zdradza wzrok. Uciekanie wzrokiem jest czymś zupełnie innym, niż znudzone odwracanie oczu. Człowiek nieśmiały peszy się. To specyficzna delikatność cechująca ludzi bez względu na wszystko, wiek, płeć, pozycję.

Trafiłam na rasowego przeciwnika: Gdy nawet gubił wątek, nie odrywał spojrzenia. Nie odwracał wzroku w poszukiwaniu myśli, czy słowa. Jakby szukał go w moich oczach. 150% rozmowy.



20.5.13

W kibel, rzecz o śmiechach

slow life by marzena

Dowcip miesiąca



M. położył na stole pismo ze spółdzielni. Czytam.
Czytam.
Liczę.
Patrzę na liczby.

Przestaję się śmiać po długim czasie.

Jak się nie śmiać? Podwyżka kosztu wywozu o 100%. Bo tak. Kij z tymi kilkunastoma złotymi. Nie rozumiem potężnej rozbieżności między stawkami dla metraży. Jakaś, ok, ale tak duża? 0,56zł/m2 do 0,05zł/m2. Hehe. Słodko.

Na czym polega właściwy dowcip? Na tym, że temat recyclingu jet w Polsce poruszany od dupy strony.

Tak, właśnie recyclingu, bo na zachodzie temu ma służyć segregacja.
Już kiedyś, kilka lat temu, o tym pisałam.
W Niemczech normalne jest np. zwrotne obracanie butelkami. Wszystkimi. Plastikowymi głównie. Makulaturę można sprzedać we własnym zakresie, bo zajmują się tym dedykowane firmy. Nie znam nawet wszystkich mechanizmów. Polityka gospodarki śmieciami ukierunkowana jest faktycznie na minimalizację ilości śmieci i odzyskiwanie surowców.


18.5.13

Zanim się rozbierzesz

Dla kogo się ubierasz?

Ostatnio znajomy powiedział, że badania dowiodły, że kobiety ubierają się dla innych kobiet. Tak, nic nowego. Takie wyniki osiągają od lat. I będą zawsze, bo tak pewnie są skonstruowane pytania.

Tłumaczę i objaśniam, o co chodzi.

Kobiety robią na sobie wzajemnie wrażenie detalami. Niuansami. Szczegółami. Kobiety oceniają się wzajemnie po tychże detalach. Ba, niektóre marzą o tym, żeby inne je naśladowały. Samice alfa świata mody. Blogosfera jest często ich naturalnym środowiskiem.

Faceci ogarniają nas całościowo.
Facet nie zauważy raczej specjalnie nowej sukienki, nie pochwali fasonu, koloru, nie zapyta o markę czy materiał. Jeśli to robi, to grzecznościowo. Jemu jest to obojętne. On zauważy, że ładnie wyglądasz. Sam raczej nie pomyśli "ciekawe, jak ja bym wyglądał w takich spodniach?". Bliżej mi do faceta w podejściu do oceny kobiet.

Kiedy facet zauważy nasz strój?

 W innym momencie i w inny sposób niż koleżanki, inne kobiety. I to prawda. Babcia mi zawsze mówiła, żebym nie doradzała się koleżanek w kwestii wyglądu. Mam znaleźć swój styl i się go trzymać. I tak robię od kiedy pamiętam. Nie chadzam z koleżankami na zakupy. Albo z facetem, albo sama. I nie doradzam też koleżankom. Jestem jak facet w tym względzie.
I to działa. Na mnie.


Tak, kobiety zauważają i docenią lub skrytykują detale.


13.5.13

Chanel

Nie wiem dlaczego ludziom tak strasznie zależy, żeby wszyscy ich lubili? Przecież to jak strzelanie sobie w kolano.

Warunkowanie odwrotne.


Zostaw to. Żyj tak, żeby ludzie cię szanowali i liczyli się z tobą, nie, nie ze strachu. Strach kieruje życiem ludzi i tak w zbyt dużym stopniu. Ze strachu trzeba ludzi wyciągać, a nie w nim pogrążać.


(...)


W życiu się nie zastanawiałam, czy lubię Coco Chanel.
I nie mam zamiaru.

Co to w ogóle znaczy lubić? Lubię małe króliczki, albo czerwone wino. Ludzi? Najbardziej niedookreślające słowo, za którym może stać wszystko.

Bez wyrazu. No dobrze, letnie w wyrazie. Bez wyrazu.



Do 4 rano czytałam dziś w nocy:


slow life by marzena




Jestem zaczarowana jej życiorysem.


Zamarłam przy słowach, które powiedział jedyny mężczyzna, którego kochała "Jesteś dumna. Będziesz cierpieć". Skąd ja to znam? Ironio.

Człowiek się nie zmienia. Zmieniają się okoliczności.
Cierpienie i pasja wyniosły Chanel do kultu.

Nie miała nic do stracenia. Poza dumą.
Miłość? I tak nie należy do nas.

Fantastyczna książka. I kobieta.

Dobrze napisane przez Lisę Chaney.
Na noce aż po świt.



12.5.13

Chińskie wariacje, czyli wieprzowina z warzywami na ostro

slow life by marzena


Azjatycka kuchnia jest jedną z moich ulubionych. Właściwie jak każda, o ile będzie dobrze przyrządzona.

Dotychczas jednak sama nie próbowałam przygotować nic samodzielnie. Z założenia wolałam jeść azjatyckie dania na mieście.
Pora na pierwszy raz. Miał on miejsce (werble) 20.04.2013. Od tamtej pory powtarzam go co jakiś czas, ale staram się, żeby mi się nie przejadł, chociaż jestem temu bliska. 


WIEPRZOWINA Z WARZYWAMI NA OSTRO 
z moimi modyfikacjami 
(oryginalny przepis pochodzi ze strony KuchnieOrientu.pl)



Mięso i marynata:
  • 250 g schabu (lub szynki wieprzowej), kroimy w paseczki (ok. 1x1x4cm) 
  • szczypta soli, 
  • 2 łyżki sosu sojowego (ciemnego),  
  • 1 łyżka wina ryżowego**, 
  • 1 łyżeczka cukru, 
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej, 
  • 1 cm utartego imbiru lub 1 łyżeczka suszonego
Odstawiamy na 30min. W tym czasie przygotowujemy patelnię i olej. Będą zaraz potrzebne. Potem robimy Sos. Mieszamy w miseczce
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu ostrygowego 
  • 1 łyżka cukru 
  • 1 łyżeczka oleju sezamowego 
  • 1 łyżeczka sosu chilli 
i odstawiamy. 

Dobry nóż i kroimy do miseczek składniki: 
  • 3 cebule dymki (zachowajmy szczypiorek, posiekany będzie świetny do posypania dania już na talerzu). - jak kroimy? w pół krążki. 
  • 1/2 papryki czerwonej i zielonej - jak kroimy? w małe paseczki  
  • 5 grzybków moon (może być odmiana mu-err)* - jak kroimy? w małe kawałki 
  • 3-4 ząbki czosnku (przepis zaleca 2, ale ja akurat lubię czosnek) - przeciskamy tudzież wyciskamy  
Zwykła patelnia, olej (najlepiej kokosowy) i działamy: 
  • Cebulę podsmażamy chwilę samą na 2-3 łyżkach oleju, a potem dodajemy do niej przeciśnięty czosnek. Odkładamy na talerz. 
  • Papryki podsmażamy przez 2-3 minuty na 2 łyżkach oleju. Odkładamy na talerz.

W głębokiej patelni podsmażamy 3-4 minuty zamarynowane mięso, dodajemy podsmażone cebule i papryki oraz grzyby i mieszamy. Dodajemy sos i mieszając czekamy aż zgęstnieje.


Ja całość jeszcze kilka minut duszę pod przykryciem.

Przed zakończeniem marynowania nastawiamy już od razu ryż (o ile z nim chcemy jeść). 

Ryż, mięso, szczypiorek na posypkę. 

Pycha. 


Złote rady:






7.5.13

Najlepszy styl zarządzania i podwyżka

Czytam właśnie artykuł w Coachingu na temat podziału stylów zarządzania na kobiecy i męski.

Nie uznaję feminizmu ani szowinizmu. Podziały na męskie i kobiece w takich zakresach są pewnym sztucznym szufladkowaniem. To działania, które pogłębiają podziały. 

Jaki styl zarządzania jest najlepszy? Dopasowany. Mądry. Skuteczny. W tych obszarach należy się poruszać. 

Niedawno rozmawiałam o tym ze znajomym. Bycie dobrym managerem jest naprawdę sztuką. Nie odkrywcze? To dlaczego mamy na rynku tylu miernych managerów? Dlaczego mamy ludzi o cechach zupełnie niedopasowanych do typu ludzi, jakimi zarządzają? 

6.5.13

Kodeks zołzy cz. 5 - I Bóg stworzył kobietę

Gdy Bóg stworzył mężczyznę zobaczył, że ten się potwornie nudzi.

Wtedy Bóg postanowił stworzył kobietę, żeby zmotywować faceta do ruszenia się, zwanego rozwojem cywilizacji. Gdyby nie kobiety, to mężczyźni siedzieliby dalej w jaskini. Czasami upolowali jakiegoś mamuta. W ramach rozrywki obtłukliby się maczugami. Nawet ścian by nie zarysowali. Sztuka, nauka, literatura, technologie? Ale po co?


5.5.13

Ćwierkanie

Długi weekend majowy się kończy, a ja właściwie nie pochillowałam. Zero grilla. Zero leżaczka na słonku. Przez te dni właściwie mijałam się z M., który gdzieś podróżował i wrócił posiniaczony od paint balla. Sadyzm. Masochizm. Też chcę.

 (...)

Stoimy na światłach. Obok bmw 5 na holenderskich blachach. Ja w transie uskuteczniam nieprzerwanie "ona tu jest i tańczy dla mnie" do ścieżki z tomorrowland. M. rzuca "dziecko do ciebie macha". Wychylam się, nie przestając tańczyć. Faktycznie. Na tylnym siedzeniu bmw siedzi chłopczyk i macha do mnie z uśmiechem. Odmachuję. Zatęskniłam za Holandią. Chcę znowu odwiedzić Amsterdam.

(...)


Trafiłyśmy z MojąTrawą (która nadal uzależnia) we wspólną lukę w czasoprzestrzeni, zsynchronizowałyśmy się i wystrzeliłyśmy na tweetup. Zaprawdę powiadam Wam: Twitter istnieje i nie jest globalnie globalnym botem. Niniejszym obalam mit. Idźcie i twittujcie. I chodźcie na tweetupy. 

Moja porada: jak chcesz złamać krępującą ciszę, albo nie wiesz, co powiedzieć, to zacznij wiązać buty. To lepsze niż wątek pogody. 


slow life by marzena


Wittamina rozszyfrowała w pierwszych minutach, że mój e-papieros to dyktafon. Kumulacja zajebizmu. Odpowiednia energia. Pyszne ciasto, które pasowało mi nawet do wina. Ludzie, którym religia zabrania jeść pizzę. Łapówki i szminki. Instalacje wykonywane kawą latte. Inicjacja zakładania konta na żywo. Przy nas. Dżizas. I te papużki faliste, które do mnie mówiły. Psychodeliczne doznania.Padł mi telefon. Gdy samotnie wyruszyłam na poszukiwanie bankomatu na monciaku, ludzie mówili mi przy każdym nieczynnym "idź w stronę molo. tam jest czynny. dasz radę. nie poddawaj się". Doszłam. Wróciłam. Dochodziła północ. Albo 22ga. Nie wiem, nie noszę gotówki. Jestem jak z reklamy Visa card. Bezcenna. Też. Nie o to mi chodzi. Dobra. Koniec. Spotkanie było  przefajne. Serio :-)
Na marginesie: na spotkanie facebookowiczów bym nie poszła. Twitter to inna jakość.


(...)

Wypad do Los Sopotos. Coś jest w tamtejszym powietrzu. 




 Dzięki K, dowiedziałam się, że koło Przystani jest wędzarnia ryb. Szok i szczęście. W końcu nowe źródło. Dzień zbiorowego wymyślania nazwy dla bardzo ważnej firmy. Ważnej, bo będzie początkiem początkiem życia jednej ważnej dla mnie kobiety. Dopinanie szczegółów. Pomagamy wszyscy. Oj jest napięcie, ale pozytywne. Racjonalizm tam, gdzie jest potrzebny, jak w kwestiach prawnych i księgowych, ale ja jestem marketingowcem. Pomagam rozłożyć skrzydła. Mam nadzieję, że to będzie wszystko takie, jakie może i powinno być. X. lat doświadczenia powinno dać efekty. Bardzo jej tego życzę.


(...)

Początek sezonu. Slow orbitowanie on. 


Bycie gościem w domu. Wiele nowych wątków. Czas pokaże resztę.

Wieczorny chill out. Wyciszam się. Tonuję myśli. Z lekkim uśmiechem. 

Majówka. So what? 







4.5.13

My już jedziemy, czy jeszcze stoimy?

Ludzie są fantastyczni.

Wczoraj spotkałam się ze znajomym (pierwszy raz w realu). Odezwał się akurat w czasie, gdy M. wyjechał służbowo na kilka dni, a ja strasznie chciałam przespacerować się nad morzem. Mogłam iść sama, ale po co.

Należę do ludzi, którzy lubią oglądać swoje miasto oczyma innych. Nie wiedziałam, albo zapomniałam np. o starych chatach rybackich w Jelitkowie z początku ubiegłego wieku. Zawsze skupiałam się na tych w Sopocie.



Spacer do Sopotu. Strasznie potrzebowałam. Naprawdę. Posiłek w "Barze Przystań". Tak, nie przepadam za tłumami, ale tam mi nie przeszkadzają. Właściwie w miejscach, gdzie podawana jest ryba powinny być tłumy. Zamawiamy różne ryby i się nimi wymieniamy. Chociaż chciałam koniecznie spróbować tatara z łososia, ale poczekam do następnego razu, bo ten wyglądał, jakby czekał na mnie od dawna. Dostaję natomiast w gratisie sosy. Za uśmiech. Kelner mnie tym rozczulił. To było naprawdę miłe.
Ryby? Tym razem poznałam smak miętusa i kerguleny. Mieszkać całe życie nad morzem i nie znać... No bywa. Właściwie gdybym już wszystko znała i wiedziała, to życie byłoby potwornie nudne.


W drodze powrotnej tańczymy na deptaku, do muzyki z pobliskiej knajpy. Nie tylko my. Ludzie idący przed nami też. Lubię ludzi, którzy potrafią się spontanicznie i lekko wyluzować. Tak jak lubię niezmiennie poćwiczyć salsę w sklepie. Takie niezwracające uwagi detale. Ktoś się uśmiechnie? Fajnie. Lepiej niech dołączy ;-) 


3.5.13

3 maja - polski sen

Patriotyzm.
Ładne słowo.

Męcząca martyrologia narodu polskiego. Już dawno temu mnie znudziła. Dlatego jestem tak bardzo daleka od kościołów i polityki. Nie kręci mnie ani syndrom ofiary ani bohatera. 


Amerykański sen jest amerykański tylko dlatego, że jest w Ameryce. Ja uparcie wierzę, że można spełniać się w Polsce. Kocham podróżować jako Polka i jako turystka. Z godnością i dumą poznawać świat, ale też się powygłupiać i pożartować, jak to miewam w zwyczaju, w ramach odpałów. Bez znaczenia, gdzie jestem. Ważniejszy jest zawsze moment. Szerokość i długość geograficzna są drugorzędne. Ważniejszy jest moment. Tak jak to miewają ludzie na całym świecie. Proste.


Bez kompleksu i bez wywyższania się rozmawiać z ludźmi i na pytanie skąd jesteś mówić z uśmiechem "Z Polski. Z Gdańska. Piękne miasto. Znasz?". Nie patrzę na żaden kraj na świecie jak na źródło lepszych możliwości i szans. Wszędzie jest tak samo. Wszędzie na świecie działają te same mechanizmy. Różnica jest w nas. To my inaczej się zachowujemy w różnych miejscach i do tego potrzebne są podróże - do poznawania świata i siebie.
Przykro się robi, gdy obcokrajowcy pracujący w Polsce przyznają, że pracują tu w ramach zsyłki. To nie kierunek na rozwój kariery. Nie zgadzam się z nimi. Nie zgadzam się z ludźmi, którzy ogólnikami zamiatają nas wszystkich w jakiś zaciemniały zakątek. Polacy mają tak wiele powodów do dumy, do zwykłego zadowolenia, jak każdy inny demokratyczny naród. Nie mniej i nie więcej. Jesteśmy biedniejszym krajem? No niestety. Nie wszystkim jest dobrze? Jak wszędzie. Że na zachodzie jest lepszy socjal? Hm. No tak. Jak ktoś liczy na socjal, to w Polsce nie poszaleje.
Organizacja pracy jeszcze długo będzie kuleć, ale to też się zmienia. Nasza demokracja jest ciągle bardzo młoda i się uczy. Miejmy dla niej więcej wyrozumiałości i bierzmy swoje życie w swoje ręce na ile się da. Bądźmy dumni z bycia Polakami, ale nie w tym politycznym aspekcie, bo ten patos jest irytujący. Tak po prostu. Niech zachód przestanie patrzeć na ludzi z Polski z politowaniem, jak na tanią siłę roboczą, bo to mnie faktycznie irytuje. Wyjeżdżając ludzie zaczynają nagle dawać z siebie wszystko, czego nie chciało im się dawać z siebie tu. Zmieniają się o 180st. Niby to kwestia pieniędzy. Jasne. Słysząc obcy język i oddychając zagranicznym powietrzem nagle ktoś staje się pracowity, rzetelny, zaangażowany i oszczędny. Nie patrzy na poziom życia i uważa, że w Polsce by takiego nie osiągnął. Hehe. Mhm. No i narzekanie na Polskę jest takie cool z punktu widzenia emigranta. Litości. To nie tak działa. Naprawdę. Ludzie się zmieniają po wyjeździe. Obcy teren budzi w nich inne cechy, których nie ruszali tutaj. To widać. Czysta psychologia. Tylko czemu ludzie muszą wyjechać, żeby się zmobilizować i czemu lubią krytykować Polskę z daleka? Nie wiem. To pytanie do mądrzejszych ode mnie w tej dziedzinie.

Jestem polityczną ignorantką, czuję się Polką i nie życzę sobie być z tego powodu podpinana pod jakiekolwiek poglądy polityczne, bo to chore, żeby określenie "dumny Polak" brzmiało nacjonalistycznie. Naprawdę to jakaś patologia.


2.5.13

Martini i Andrew Sisters

Bardzo często to twórcy reklam wprowadzają kawałki, które przeszłyby bez większego echa, albo odeszły w zapomnienie. Jak dla mnie dorównują promocji muzyki sile radia.

Fenksgot za dobre agencje.

Martini wykorzystuje właśnie kawałek Andrew Sisters "Oh Johnny, Oh Johnny, Oh!" z 1939r. Niestety okazuje się, że jego najlepszy fragment:


Nic straconego.

Dla mnie osobiście cudowny w całości jest ten:





Idealny do machania nóżką.

Idealny.

1.5.13

Na co czekasz?





To jest czysta salsa.

 - Salsa to czysta seksualność a nie technika. Nieeuropejskie. Dziewczyna wyzwoliła "to" z siebie - mruczę do tancerki.
- seksualność to laski na rurze w kabarecie - rzuca kolega.
- zmysłowość i seksapil - idę dalej
- tango to zmysłowość  - odpowiada
- co ty porównujesz?! - fukam - Przecież to zupełnie inna energia. Tango jest tragiczne i przesycone dramaturgią. To nieszczęśliwa miłość. Oczywiście, że jest zmysłowe i absolutnie piękne. Salsa to zupełnie co innego. Salsa solo to dialog ze sobą i swoim ciałem. Dla indywidualistek, jak ja. Partner jest widzem. Tango jest dla par. Inne emocje. Tango to historia. Salsa to salsa. Tango i salsa to czarne i czerwone, pewnie dlatego się miejscami wymieniają ruchami - rozpływam się
- a walc? - pyta
- walc jest nudny - rzucam wyrwana z latynoskiego klimatu


Czytałam niedawno o tango solo.  Nie kupuję tego, ale wracając...


Wymieniłam się marzeniami z pewnym mężczyzną, który jako pierwszy zapytał mnie na koniec ubiegłego roku, o czym marzę.