23.5.13

Twitter, jak dojrzały facet

http://mashable.com/2012/06/05/twitter-for-beginners/

Kocham Twittera. Zaciągam się e-papierosem. Jak dojrzałego faceta.  
(Nie chodzi o wiek, tylko dojrzałość. Nie mniej, nie więcej)


Nie znudzi się. Nie ma jak. Nie absorbuje cię sobą jak małe dziecko. Nie oczekuje ciągłej uwagi. Na Twitterze nikt nie będzie żebrał o lajki. Nie przyleci z fotą "ładnie zrobiłem? pochwal mnie". Na Twiterze jest inna, nieporównywalnie lepsza jakość. Na Twiterze ludzie piszą. Dzielą się w inny sposób. Naprawdę jest w tym takie wysmakowanie, którego jeszcze nie umiem nazwać. Chociaż nie brakuje humoru (tu się naprawdę można szczerze uśmiechnąć, bo poziom poczucia humoru dodaje skrzydeł, a nie żenuje), wiążą się znajomości, przebiegają dialogi, opinie. To wszystko jest jednak inne. Jest mnóstwo ludzi z całego świata, których nie widziałam na innych społecznościówkach.


screen specjalnie bezosobowy. tak, tu to możliwe.

Największy plus - brak obrazków. Wszędzie jest pełno obrazków. Niby żyjemy w czasach obrazków. Nie do końca. Tu nie ma efektu jaskiniowców i nie cierpi moje poczucie estetyki, które zbyt często dostawało bolesne cięgi na innych portalach. 
Tu się ćwierka.


Owszem, oczywiście ludzie wrzucają zdjęcia, ale odbiorca najpierw widzi tylko skrót.  Nie zdarzyło mi się jeszcze trafić na zdjęcie, rysunek, który bym oceniła jako słaby. Nie pomyślałam jeszcze "za co ja muszę to widzieć?"
Krótka forma. Minimalizm idealny.




Uczę się Twittera.  Nie spędza mi to snu z powiek, bo nigdzie się nam nie spieszy. Jeszcze ciągle go obserwuję i dobrze mi w tej pozycji. To jak dojrzały związek, w którym mogę zajrzeć do niego raz na kilka dni, albo w nocy, poczytać, poszeptać na privie, albo porozmawiać chwilę z @kimś, skomentować, uśmiechnąć się bez konieczności wstawiania emoty, poprzeglądać, zostawić parę słów albo linka czy zdjęcie, które mi samej przypomina jakiś moment gdzieś, czegoś albo dodać do ulubionych czyjeś słowa czy podać dalej link. I wyjść. Bez nachalności. Tam wszystko dzieje się bez nachalności. Bez szarpania za rękaw o uwagę.

Ta twitterowa dojrzałość formy jest jak dobre cygaro, najlepsze wino, świetna muzyka na żywo, ale na odpowiednich decybelach. Bez chaosu. Podoba mi się. Zupełnie inne słowa, zachowania, ludzie niż na innych portalach.

Lubię zajrzeć na Twittera. I nie ma w tym znamion nałogu. Za to cenię go najbardziej. 

Mogę żyć bez niego, jak on i jego użytkownicy beze mnie. Symbioza. Współżycie w jednej przestrzeni.
Klasa sama w sobie. 


PS. Specjalnie nie wymieniam nazw innych społecznościówek. Szczególnie jednej. Nie zaburzam sobie harmonii.  To nie porównanie jednej z drugą, bo nie ma czego porównywać. To inne światy i inna jakość.