22.5.13

Patrz, co mówisz

slow life by marzena


Mało kto potrafi rozmawiać patrząc w oczy. Nie tylko patrzeć. Nie peszyć się co kilka sekund. Nie uciekać wzrokiem. Nie tłumaczyć tego nieporadnie. Nie wbijać spojrzenia jednocześnie. Słuchać. Mówić. Mowa ciała to tylko cień mocnego spojrzenia. Skup się.

Nieśmiałość. Cecha, którą zdradza wzrok. Uciekanie wzrokiem jest czymś zupełnie innym, niż znudzone odwracanie oczu. Człowiek nieśmiały peszy się. To specyficzna delikatność cechująca ludzi bez względu na wszystko, wiek, płeć, pozycję.

Trafiłam na rasowego przeciwnika: Gdy nawet gubił wątek, nie odrywał spojrzenia. Nie odwracał wzroku w poszukiwaniu myśli, czy słowa. Jakby szukał go w moich oczach. 150% rozmowy.





Szukał go i znajdował patrząc mi w oczy. Nie było cienia zawahania. Piękne i rzadkie przeżycie.


Od takiego faceta nie usłyszy się banalnego "czemu TAK patrzysz?"-  jednego z dziwniejszych pytań ludzkości, ripostowanego błyskotliwym "ale jak?". Dla mnie oczywiste jest "bo cię słucham", w przypadku rozmowy.

Btw. Dziwi mnie to pytanie, bo patrzenie jest oczywiste w zależności od sytuacji. Gdy rozmawiam lubię patrzeć człowiekowi w oczy.
Niektórzy reagują "a myślałam/em, że mam coś na twarzy". No nie. Słucham. Jakby to było coś na twarzy, to bym powiedziała.
Jeśli patrzę bez rozmowy, to widocznie podoba mi się to, co widzę. Podstawy psychologii, zachowań społecznych. Jak mi się nie podoba, nie ciekawi mnie, to nie patrzę. No tłumaczenie jak dla małpy, a wiadomo, że generalnie wymuszacz komplementów. Słaby.

Pewność siebie, pewność tego, co się mówi, pełna koncentracja na (roz)mówcy, to najlepszy afrodyzjak.  Skupiasz spojrzenie? Pogratuluj sobie.

W moim świecie nie ma miejsca na zabawę telefonem w trakcie rozmowy. To jej przerwanie, a nie element.

Wyjątkiem są np. imprezy związane z nowymi technologiami, gdy śledzimy na żywo relacje. Tylko wtedy ma to rację bytu. W każdej innej sytuacji jest to i będzie lekceważące. "Nudzisz mnie, zobaczę co na fejsie". Nie ma żadnego usprawiedliwienia. Wyjątki. Usprawiedliwione. Uprzedzone. Jestem starej daty.

 Mam wrażenie, że skupienie uwagi na spotkaniu i rozmówcy stało się luksusem. No to go mam.
Internet jest dla mnie narzędziem. Telefon i technologie służą mi, a nie ja im.
Skupiam się na rozmówcy w 100%. Ta godzina, dwie, pół są tylko dla niej/ niego.
Wszystko inne musi poczekać. To staromodny szacunek. Czasami zdarzają się wyjątki, ale to wyjątki i uprzedzamy, że np. czekamy na ważną wiadomość, bo nasz chomik rodzi i nie wiemy ile będzie małych w mocie. W każdej innej sytuacji telefon zostaje wyciszony w torebce.

Szacunek dla rozmówcy. Fenomenalny relikt. Jak umiejętność prowadzenia rozmowy w skupieniu, z utrzymywaniem wzroku.


Rozmowa to kontakt wzrokowy. Pewnie dlatego nie lubię rozmawiać godzinami przez telefon. Wolę się spotkać. 

Nowoczesność mnie nie pogoni i ma szlaban w tym miejscu, gdzie wprowadza bylejakość kontaktów i relacji. W końcu żyję slow, bo jestem tego warta.

Wskazówka:
Jeśli rozmawiając z kimś biega się wzrokiem po okolicy, to okazuje się znudzenie, lekceważenie, zniecierpliwienie. Męczy się.

Spuszczony wzrok, albo uciekający najpierw w dół to niepewność i wstydliwość. Z tego się z reguły wyrasta. Oczywiście dobrze jest dopasować spojrzenie do rozmówcy, bo ludzie wstydliwi, albo zakompleksieni, albo którzy mają gorszy dzień, cięższy okres w życiu, nie mają siły i ochoty udźwignąć spojrzenia, albo ci, których gryzie jakiś mol, źle się czują ze spojrzeniem na sobie. Nie ma sensu ich stresować, jeśli nie jest to celem. Patrzenie powoduje, że czują się oceniani i szykują się do przyjęcia krytyki. Więc ich nie stresujemy, rozmawiając skracamy długość spojrzenia do minimum, żeby sprawdzić, czy mamy kontakt. Szczególnie, gdy mamy tzw. mocne spojrzenie (astygmatycy mają :-)

Z innymi pławimy się w spojrzeniach bezwstydnie.

Mowa ciała, gesty, doskonale uzupełniają tzw. dogadywanie się bez słów. Jest ono niczym innym, jak właśnie efektem doskonałej obserwacji. Często podświadomej.

Życie to kwestia wyborów. Na co patrzymy, na kogo i jak, także.

Rozmowa ze wzajemnym patrzeniem w oczy jest doskonałym przeżyciem.
Jestem poławiaczką pereł takich rozmów. Miewam je prawie każdego dnia. Mam receptory wyczulone na takie rozmowy. I spojrzenia.
Ta była jednak wyjątkowa. Mistrz retoryki. Dorównanie mu rzeczowo było dla mnie przyjemnością i zaszczytem.
Zachowuję z wielkim smakiem.

Uwielbiam ludzi, którzy rozmawiając ze mną potrafią patrzeć w oczy. Długo. Może być bezczelnie.

Obalammit: facet patrzący długo w oczy nie musi tym jednocześnie podrywać. To element rzeczowej rozmowy i koncentracji. To też po prostu szacunek i atencja. Może być zwykła ciekawość. Nie ma sensu dramatyzować i dorabiać teorii. Może po prostu z sensem mówisz :-)


Wszystko zależy od kontekstu i okoliczności.


Parafrazując: Patrz, co mówisz.

Co słyszysz, to kolejny wątek.