28.11.14

Konsumpcjonizm kontra slow life, czyli wybory

Czy lubisz mieć wybór?

Tak, jasne, pewnie, oczywiście, no jakżeby inaczej.

Hm.

Czy na pewno?

Ostatnio był u nas znajomy i rozmawiając o różnych rzeczach, weszliśmy na chwilę na temat jego 3-letniej córeczki. Otóż córeczka stojąc w sklepie przed regałem z jogurtami, pytana o wybór, mówi, że nie wie. Nie zawsze, ale zdarza jej się. Ja tam ją rozumiem.

Zdałam sobie sprawę, że ja, moje pokolenie, my jako dzieci, nie mieliśmy takich dylematów. Nasze pójście do sklepu kończyło się z reguły hasłem - stój w kolejce i czekaj aż wrócę.
Pójście do sklepu nie rodziło jakiś szalonych wyborów, nie pozwalało budzić pożądania posiadania czegoś. Jak coś było, to było super, że było.
Jeszcze był PEWEX i były komisy, ale umówmy się, to było do ogarnięcia. Nikt nie chodził do PEWEXU się maltretować, bo w gruncie rzeczy były ważniejsze i fajniejsze rzeczy do robienia. Chęć posiadania nie budziła nas z krzykiem w nocy. Brak czegoś nie wyróżniał nas wśród rówieśników. Posiadanie, też nie. Jak się coś miało, to miało, jak nie to nie. O, piórniki i tornistry tak wyróżniały. No i co z tego? Generalnie nie wpływało to na relacje w klasie.




27.11.14

Poradnik dla singli, czyli kobiece Pepe Le Pew

Dialog na wejście:
- M. a gdybym ci na jednym z pierwszych spotkań powiedziała, dała mocno do zrozumienia, że mi się podobasz, to co by było?
- Zniknąłbym jak dżin. Puh.

Niektórzy mężczyźni czasami wspomną "dziewczyn się dziś nie da podrywać".
Normalny facet zawsze chciał i będzie chciał zdobywać. To coś, czego natura nie zmieni, bo po co, skoro to jest dobre?

Kojarzycie Pepe le Pew? Mój ulubiony skunks.


Jemu to rozkosznie pasuje, ale kobiecie już nie. To singielka dzisiejszych czasów- śmierdzi na kilometr chęcią małżeństwa.



25.11.14

Co Ci chodzi po głowie?

Na wstępie stary kawał:
Przedszkolaki. Zosia mówi do Jasia
- Jasiu, ty wiesz co znalazłam pod kaloryferem? Prezerwatywę - chichocze
- Ooooo jaaaaaaa - powiedział Jasiu, robiąc wielkie oczy - a co to jest kaloryfer?




23.11.14

Podróże w czasie

Jestem fanką tematu podróży w czasie.  Teoria względności Einsteina otworzyła ludzkości jedno na pewno: wyobraźnię.

Wszelkie filmy, czy książki s-f w tej tematyce przerobiłam z zachwytem. Oczywiście nastoletnie początki filmowe były w "Podróży do przeszłości" i "Podróży do przyszłości" (i pewność "też tak chcę!"), ale tak naprawdę zaczęło się to jeszcze w podstawówce,  książką, której tytułu i autorki niestety nie pamiętam. Bohaterka książki za sprawą chyba zegara cofa się w czasie bodajże do średniowiecza.

(...)

Moja ulubiona pozycja, to klasyka :


"Wehikułu czasu" Herberta Georga Wells'a, do którego wracam co jakiś czas z wielką przyjemnością (ostatnio jako audiobooka, bo doskonale się przy nim zasypia).

Tak sobie śledzę, co tam nauka i sztuka wymyśli nowego i z czym ten czas skoreluje.


"Lucy" Bessona.


Niedzielny dialog z...


Komentarz pochodzi z notki KLIK


Przyznam, że długość i treść komentarza obudziły we mnie myśl "Dobrze, porozmawiajmy".
Moje odpowiedzi na bordowo.


21.11.14

Energia czasu i rzeczy, idą Święta

Idą święta, więc już zaczyna się powoli zakupowe  i prezentowe szaleństwo. Oczywiście bez tego nie ma magii świąt (sic). Na marginesie dodam, że niektóre reklamy wyzuły już tę magię kompletnie i do ostatniej kropli. Komercjalizacja osiągnęła Zenith. Trzymam kciuki, żeby to nie odbijało od istoty sprawy tych, dla których istota sprawy jest ważna.
Jednak tym, którzy nie chcą ulec szaleństwu i jednak przykładają wagę do detali chciałabym przypomnieć moją notkę "Mniej a lepiej". Drobny drogowskaz na Święta, jeśli przedmioty i ich ilość nie są dla Was wtedy najważniejsze, albo nie chcecie, żeby tak było.
Jeśli chodzi o nietypowe pomysły na prezenty podpowiem kilka, które sama stosuję też w odniesieniu do bliskich. Kolejna wskazówka:
Co dziś jest najcenniejsze?

Czas.
Wiadomo. A co jest bezcenne? Wspólny czas.

Jeśli chcecie dać prezenty, które będą faktycznie wyjątkowe pomyślcie nad rozwiązaniami, które pozwolą Wam spędzić czas wspólnie z kimś bliskim.




Bilety do kina, teatru, na występ, na koncert, karnet do spa, sauny, na basen, gokarty, na jazdę na łyżwach, sesja u dobrego fotografa, wyjazd dokądkolwiek, albo po prostu spacer. Zróbcie coś razem. Pewnie, może też być coś czysto materialnego, ale istotą takiego prezentu - wspólnego czasu - ma być też odłączenie się na ten czas od świata. Wyłączenie telefonów, tabletów, laptopów, itd. To są właśnie chwile, przeżycia, które się wspomina latami, a nadchodzące Boże Narodzenie jest dobrą okazją do tego, żeby dać właśnie taki prezent (też).

Albo po prostu daj ładną kartkę z karnetem (albo kilka - wymyśl coś) na np. 1 godzinę razem do wykorzystania w ustalonym terminie. 


20.11.14

Kulig marzeń


Jesień jesienią, ale zbliżająca się zima przypomniała mi o największym marzeniu - przejazdem w kuligu.
Takim pięknym, w śniegu, z końmi i saniami obłożonymi futrami. I najlepiej wczesnym wieczorem, żeby były też płonące pochodnie.
Mmmmmm. To moje wielkie, niespełnione marzenie, na które zapadłam wiele lat temu, zimą w okolicy Olsztyna. Mogłam już wtedy je spełnić, ale nie wiem czemu do tego nie doszło. To ma być taki piękny kulig w pełnej opcji. Zakończony ogniskiem i grzańcem.


Może w tym roku się spełni? Może ;-)
A jakie Ty masz zimowe marzenie?

Kochankowie

- Jesteś jak anioł i diabeł w jednym. Siedzisz na jednym ramieniu i mówisz "Zrób to, chcesz tego, zrób", a na drugim mówisz "Nie rób tego, nie powinieneś" - powiedział M.
- Mhm. Decyduj czego chcesz. Sam. Niech to będzie głupie, niech to będzie szalone, niech to będzie genialne, niech to BĘDZIE. Działaj. Będę cię we wszystkim wspierać, albo się wścieknę i będę chciała odejść, albo będę zachwycona, ale rób coś.

Nie jestem typem żony. Nigdy nie byłam. M. nie jest typem męża. Jesteśmy popieprzonym małżeństwem.  Anyway...

"Kochankowie" (2008)




18.11.14

O winie, przy winie

- Rozstajemy się. Miała romans, bo nie miałem dla niej czasu - powiedział Konrad*. W jego oczach widzę porażkę.
- Naprawdę w to wierzysz? - opieram się o stół. Słucham.
- No tak. Wracałem do domu z pracy, zero kontaktu poza wymianą informacji o dzieciach, zero jakiegoś wspólnego czasu. Od dawna.
- No i? Czy wierzysz, że to wystarczy, żeby mieć romans? Naprawdę czujesz się za to odpowiedzialny? - patrzę mu w oczy.
- No tak. Pewnie, że się mówi, że wina jest po środku, a ja też nie byłem święty - spuszcza głowę.
- A ja tylko ci powiem, że to nie jest takie zero-jedynkowe. Nie to. Nie w tym miejscu. Nie czuj się winny, nie czuj się gorszy. A reszta i tak wyjdzie z czasem. Zdrada nie jest wg mnie reakcją na związek. Nie sądzisz? Pewnie coś się dzieje takiego, czego sobie nie daliście, ale to nie jest reakcja na związek.
Spojrzał. Na dość długo zawiesił na mnie wzrok.
- Być może. Na dziś jestem po prostu wściekły
- A to akurat bardzo dobrze. Pogadamy za miesiąc, dwa, bo ciekawa jestem, jak to poukładacie. Co nie zrobicie, to trzymam kciuki, żeby było dobre.
- Dzięki.

Jego wina? Albo jej? Szukanie winy? Hm. Naprawdę w takich sytuacjach najważniejsza jest wina? Serio?

15.11.14

Globalizacja, masowość, indywidualizm.

Bądź sobą, bo możesz.

Globalizacja jest nudna.
Jedziesz przez ponad 1000km i widzisz ciągle te same logo. Właściwie patrząc na świat widać to wszędzie. Pod tym względem jest to strasznie monotonne, dlatego przyjemnością jest znajdowanie nowych, innych smaków, wzorów.


Owszem, mimo tej nudy globalizacja jest nam też potrzebna, bo jest gwarantem określonej jakości i standardów. Przynajmniej z założenia. Logo, marka, dają nam poczucie bezpieczeństwa.
I nudy.
Podróżując, szukajmy czegoś, co możemy przywieźć w pamięci jako "swoje".

Ale dziś będzie o kopiowaniu i inspiracjach. Zapnij pas. Jedziemy.

14.11.14

Bezcenność barda - dzięki Mozil. Czesław śpiewaj

Bardzo dawno nie było na polskiej scenie muzycznej człowieka, który umiałby śpiewem opowiedzieć rzeczywistość. Z wielkim sercem przyjmuję twórczość polskiego BARDA - Czesława Mozila.
Jego nowa płyta "Księga emigrantów" Tom I jest wyśpiewanym opisem polskich emigrantów. Chcesz poznać życie, podejście ludzi na emigracji? Posłuchaj tej płyty. Usłyszysz tam wiele, wiele faktów, których nikt Ci nie opowie, bo ludzie lubią kreować swoje życie na "różowe".

Czesław śpiewa. I śpiewa o tej poharatanej godności, o wywyższaniu się, o żalu do kraju, że trzeba było wyjechać. Oczywiście, są również plusy, których nie mają ludzie w Polsce, ale o tym podobno jest/ będzie drugi tom.



Przejrzałam komentarze na portalach. Oczywiście wiele osób nie zrozumiało tej płyty. Chociaż Czesław opowiada o tym też w wywiadach.

Atakowanie go za to, że o tym śpiewa jest jednym z dowodów polskich głębokich kompleksów. Tylko śmieszy mnie, że prawdopodobnie atakują go ludzie, którym temat emigracji jest tak bliski jak mnie jazda figurowa na lodzie, czyli wcale. Aż chce się krzyknąć: Ludzie, no do diabła, przestańcie do cholery oceniać, wyrażać wiecznie swoje zdanie, szczególnie o czymś, czego nie znacie i po prostu włączcie zmysł poznawczy, obserwacji.


9.11.14

O płaszczach, czyli magia klasyki

Kiedyś (lata liceum i jeszcze kilka do przodu) nosiłam długie, wełniane płaszcze. Kochałam je. Czarny płaszcz prawie do ziemi, rozkloszowany od pasa, z dużym kapturem, był długo moim znakiem rozpoznawczym. Niestety, gdy ten się znosił, a pojawił się w moim życiu kot zdecydowałam się odejść od materiałów, które obłażą w futro. W całości nie jest to i tak możliwe, ale tam, gdzie mogę, wybieram materiały, które nie wymuszają codziennego czyszczenia. A właśnie codzienne czyszczenie płaszcza przerastałoby moje nerwy.
Dlatego płaszcz klasyczny, wełniany, wróci na mnie, gdy będzie to mniej uciążliwe.

Mało co jest tak skrajnie kobiece zimą, jak długi płaszcz falujący od kroków w kozakach na wysokim obcasie, z włosami powiewającymi na chłodnym wietrze.

Na dziś tylko powzdycham i podpowiem, że jest to rozwiązanie tak pełne klasy, tak eleganckie i mocne, że nigdy nie będzie błędem. A jak masz jeszcze wzrost min ok 1,70 to długość do kostek będzie pięknie pasować. Pamiętaj bowiem, że płaszcze są bezwzględne w tym względzie i im jesteś niższa, tym bardziej musisz uważać. Warto poszukać idealnej długości i fasonu (jeśli masz wątpliwości, to podpowiedź znajdziesz TU).
Klasyczny, wełniany płaszcz w szafie to perła ponadczasowa, jak same perły. Jeśli nie masz w domu zwierzaka, albo masz dość cierpliwości, żeby czyścić płaszcz codziennie (on naprawdę musi być nieskazitelny, bez futra, bez paprochów czy "kuleczek". Nie ma prawa mieć milimetra przetarcia. Niestety, ale to jest niedopuszczalne i lepiej nie mieć płaszcza niż nosić znoszony i ze skazami, dlatego poza bielizną, nie radziłabym kupować w second handach też właśnie płaszczy). Owszem, to wydatek, ale jeśli już, to albo mieć płaszcz porządny, albo sobie darować. Nie kuś się na cenę, kosztem jakości. Tu szczególnie.

Simple
Dziś pokażę kilka, które sama wzięłabym z przyjemnością.


8.11.14

Rytm życia, czyli między miastem a wsią

(...)

- Marzenko, powiedz ty mi dziecko, o co chodzi w tym slow life? - zapytała mnie ciocia żyjąca na wsi.
- Widzi ciocia, mówiąc w wielkim skrócie, chodzi o to, żeby umieć doceniać i celebrować życie, mieć spokój w duchu, fajną rodzinę i przyjaciół i życie pełne wartości, które dają nam poczucie życia w zgodzie z sobą. I jeszcze robić coś, co się kocha, albo chociaż bardzo lubi. Może chodzi o to, żeby nie cierpieć z samym sobą. Dobrze i zdrowo jeść, żeby dawać ciału energię. Żeby czuć się dobrze.
- Ale jak ty to nazywasz? slow life? A po co? Przecież to jest normalne.



Zrozumiałam coś dość istotnego, acz oczywistego - życie na wsi jest bardziej naturalne i siłą rzeczy wg filozofii "slow life". Tam są korzenie. W mieście bycie slow wymaga innych wyborów. Realizować się na wsi, będzie oznaczało co innego, niż w mieście. A te świat przenikają się i tak w wielu płaszczyznach. Są diametralnie różne, ale nie można ich rozdzielać. Są jak yin i yang. Dają sobie energię. Tę dobrą i tę złą. Wybierajmy mądrze.

(...)

flesz
Autokar do Kolonii.


7.11.14

Takie sobie porządeczki

Moi mili, którzy tu trafiacie.
Ostatnio zdałam sobie sprawę, że ten blog jest mi miejscem bliskim. Przejrzałam na spokojnie komentarze, maile i zauważyłam, że nie tylko ja tak mam. Owszem, bardzo często podkreślałam kiedyś, że to moje miejsce i to jest dla mnie najważniejsze.
Zmieniło mi się. Nie tylko to, ale o tym będę też z czasem pisać.

Dziękuję Wam na feedback.



Przyszła pora na porządki.


6.11.14

Parenting i pseudoparenting

Nie mam dzieci, to się wypowiem. Lubię udawać, że rodzicielstwo mnie nie interesuje. Jest to o tyle udawane, że oczywiste jest obserwowanie wychowywania dzieci.
Co jest głównym problemem naszych czasów?
Ujmę to krótko: brak wychowywania. 
Tak drodzy rodzice. Jesteście tak zajęci sobą, pracą, swoim widzeniem waszego dziecka i jego miejsca na waszej półce z zabawkami człowieka dorosłego, że nie macie już miejsca na wychowywanie.

Stanisław Wyspiański "Macierzyństwo"


Moje ulubione skrajności: