6.11.14

Parenting i pseudoparenting

Nie mam dzieci, to się wypowiem. Lubię udawać, że rodzicielstwo mnie nie interesuje. Jest to o tyle udawane, że oczywiste jest obserwowanie wychowywania dzieci.
Co jest głównym problemem naszych czasów?
Ujmę to krótko: brak wychowywania. 
Tak drodzy rodzice. Jesteście tak zajęci sobą, pracą, swoim widzeniem waszego dziecka i jego miejsca na waszej półce z zabawkami człowieka dorosłego, że nie macie już miejsca na wychowywanie.

Stanisław Wyspiański "Macierzyństwo"


Moje ulubione skrajności:




- wychowywanie bezstresowe (to jest najbardziej skrajny brak wychowania). Heh, jak widzę dziecko wychowywane bezstresowo, to już mi go szkoda, gdy wejdzie w życie. Będzie cholernie zdziwione i właściwie nie będzie wiedziało, jak bardzo nie umie żyć w społeczeństwie. Od razu może podziękować rodzicom, za trudności w budowaniu relacji.
- tresura (organizowanie życia dziecka praktycznie prawie od narodzin). Z boku? Masakra. Dziecko nie ma dzieciństwa, bo od pierwszych kroków ma ustawiony plan dnia od rana do nocy. Spontaniczność, zabawa? Ależ to strata czasu. Dziecko ma się uczyć języków, technologii i filozofii oraz tańca i karate. A nie skakać po drzewach. Jak małpa.

Czasami lubię sobie z kimś porozmawiać o tzw. współczesnej młodzieży. Ludzie lubią zarzucać winę szkole. Nie rozumiem tego. Od wychowywania są rodzice, rodzina. Szkoła ma edukować. Jakoś nie mogę pojąć, dlaczego niektórzy mają pretensje do nauczycieli, że nie uczą kultury, bon tonu, obycia. No chwila. Oni od tego nie są. Przyznam, że gdybym miała dziecko, to bym sobie za bardzo nie życzyła, żeby mi je szkoła wychowywała. To rola rodziców. To, jak dziecko się zachowuje, jakie jest, to efekt pracy rodzica. A że mamy takie czasy, że rodzice nie mają dla tych swoich dzieci czasu? No cóż. Takich dokonują wyborów. Uważają, że ważniejsze jest zapewnić dziecku nowy model smartfona (pracując po 20 godzin na dobę), albo najmodniejszy tornister czy zabawki, niż spędzić z nim czas właśnie na wychowanie go. Nieznośny trend zasypywania prezentami zamiast spędzania czasu. Przyzwolenie społeczne? Bezradność? Bezmyślność? Wszystko razem, bo w kupie raźniej?

Każdy rodzic powinien sam wiedzieć.

Ale jak jeszcze raz usłyszę, że ktoś się nad sobą użala, że nie ma na nic czasu, nie ma czasu dla dziecka, nie wie co u niego i ma do niego pretensje, że jest "niegrzeczne", albo "mnie nie słucha", to w końcu powiem "dorośnij do bycia rodzicem". I w nosie mam prawdopodobną odpowiedź "a bo ty nie wiesz...", "nie masz dzieci, to nie masz pojęcia...". Pieprzenie. To ty jesteś rodzicem i nie broń się, bo to żałosne. Wychowywanie to odpowiedzialność, więc nie atakuj własnego dziecka za to, że ci nie wychodzi. Ogarnij się. Spędzaj z nim czas, rozmawiaj, poznawaj, albo po prostu zacznij się uczyć bycia rodzicem. Pamiętaj, że twoja rola nie jest wieczna. Jeśli do pewnego momentu nie wejdziesz odpowiednio w życie dziecka, to już nie uda ci się to nigdy.


W temacie rodzicielstwa polecam materiał: Slow parenting
Cieszę się, że świadome wychowywanie nie wszystkim jest obce.

Przykład fajnej mamy? Proszę bardzo: TU, a dzieci dorastających TU. I kolejna perełka idzie TU. Zaglądam do nich raz na jakiś czas i robi mi się ciepło na serduchu. Można? Można.
A przykłady braku wychowania? Widać je za każdym razem, gdy dziecko, nastolatek czy już dorosły człowiek nie umie się zachować, nie daje sobie rady w życiu, nie wie, nie umie i nie chce (chociaż ten ostatni może z tym już coś zrobić).

(...)

Druga sprawa, która mnie ostatnio mocno zafrapowała: kobiety karmiące piersią w miejscach  publicznych. Zaskoczyła mnie reakcja kolegów, którzy są zniesmaczeni. Poważnie. Kobieta karmiąca na ławce w parku czy galerii ich krępuje. Podpytałam koleżanki, jak to wygląda i bywa różnie. Powiem szczerze, że mnie to serio zszokowało, bo mało który widok jest wg mnie tak piękny, jak matka karmiąca piersią.
Koleżanka powiedziała, że dla spokoju raz zdecydowała się pójść do łazienki, gdzie była wydzielona "kabina" dla kobiet karmiących, to nie chciało mi się wierzyć. Serio?! Kobieta ma karmić piersią w takich warunkach, bo komuś się nie podoba ten widok?

TO ABSURD.

Ale ok, skoro żyjemy w takich warunkach, to ja mam mały, wielki apel: niech powstają dedykowane pokoje, dla kobiet karmiących piersią, czy potrzebujących miejsca do zajęcia się dzieckiem. Niech te pokoje będą piękne, przytulne. Niech kobietom będzie tam komfortowo.
Błagam, nie traktujcie kobiet z dzieckiem jak intruzów w przestrzeni publicznej, bo to jest po prostu okrutne.
Owszem, mnie też irytuje, gdy kobieta zachowuje się jak roszczeniowa święta-matka-polka potrzebująca noszenia na rękach, ale takie coś to wyjątki.
Zdecydowana większość kobiet wcale nie ma roszczeniowego podejścia do otoczenia i przyjmuje w milczeniu takie czy inne traktowanie. Przeważnie dlatego, że są zbyt zmęczone, żeby walczyć z otoczeniem. Dlatego bardzo im życzę, żeby ten krótki czas ułatwiać im możliwie życie, zamiast spychać na margines.

I jeśli feministki się tym akurat problemem nie zajmą jako realnym, to nie zmienię o nich zdania, że głównie zajęte są umniejszaniem roli i miejsca facetów, zamiast jak to było kiedyś, poprawianiem życia kobiet w naszej cywilizacji. Bo to normalnie wstyd, żeby kobiety karmiące, czy z małymi dziećmi miały jedyną możliwość zajęcia się nimi w publicznej toalecie.