Globalizacja, masowość, indywidualizm.

Bądź sobą, bo możesz.

Globalizacja jest nudna.
Jedziesz przez ponad 1000km i widzisz ciągle te same logo. Właściwie patrząc na świat widać to wszędzie. Pod tym względem jest to strasznie monotonne, dlatego przyjemnością jest znajdowanie nowych, innych smaków, wzorów.


Owszem, mimo tej nudy globalizacja jest nam też potrzebna, bo jest gwarantem określonej jakości i standardów. Przynajmniej z założenia. Logo, marka, dają nam poczucie bezpieczeństwa.
I nudy.
Podróżując, szukajmy czegoś, co możemy przywieźć w pamięci jako "swoje".

Ale dziś będzie o kopiowaniu i inspiracjach. Zapnij pas. Jedziemy.



(...)

Miałam tu niedawno dwa teksty, które skasowałam. Jeden o modelingu(a raczej promowaniu chudości) w oparciu o dość dziwnie kontrowersyjną sesję Anji Rubik i drugi, o dietetyce i Ani Lewandowskiej. Oba były wynikiem rozmów i oba zawrę w kilku zdaniach:

Modeling, moda to przede wszystkim sztuka (nawet ten komercyjny). Mamy jeszcze high fashion, który jest już zupełnie obcy większości ludzi (do niego należy właśnie głównie Anja  i sesje z nią). Nie ma to znaczenia. Istotą sprawy są dla mnie dwie sprawy. Skup się:
Żyjemy w czasach daleko idącego indywidualizmu. Dziś jak nigdy każdy może (przynajmniej  w wielu krajach) wyrażać siebie jak chce. Ubiorem, pracą, twórczością. Więc skoro tak jest, to proponuję mocno sięgnąć po słowa Oscara Wilde "Bądź sobą. Wszyscy inni są już zajęci".
Więc przestańcie kopiować, naśladować i zmieniać się nieudolnie w kogoś innego. Budując siebie masz szansę się w tym spełniać. Polecam.
Naśladowanie tępe kogokolwiek (nieważne czy to modelki, aktorki, naukowcy czy pisarze albo pani z warzywniaka) wrzuca w odmęty frustracji. Wiesz jaka jest podstawowa zasada wyznaczania w życiu celów? Muszą być osiągalne. Przemyśl to.
I nie rób z siebie kopii kogoś. Ludzie kopie są bardziej nudni niż globalizacja. Że już wszystko było? Zapewniam cię, że nie. Zawsze, zawsze możesz być w czymś pierwszy, stworzyć coś po swojemu. Zawsze coś takiego może się pojawić. Kosmos nie ma ograniczonej ilości możliwych kombinacji. Ty ich po prostu poszukaj. Tylko nie kopiuj innych. Im bardziej słyszę, gdy ktoś wyśmiewa słowa "bądź sobą", tym bardziej wiem, że ich nie rozumie. I to z reguły ludzie, którzy są właśnie mocnymi zlepkami kopii innych ludzi. Trochę z x, trochę z y, trochę z netu, trochę z książki, trochę z partnera, trochę z koleżanki i to widać. A potem się porównują, bo nie potrafią inaczej. Wiesz kiedy będziesz sobą? Gdy się nie będziesz już porównywać, bo będziesz WIEDZIEĆ, że nie ma po co (przypomnę ten tekst TU). Nie porównasz drzewa z miską zupy, bo to różne konstrukcje i funkcje. Rozumiesz? Ja dlatego się nie porównuję, bo nie mam po co. I czasami ktoś mi mówi "każdy się porównuje". Nie, nie każdy. Ba, znam wiele osób, które tego nie robią, bo nie mają po co. Robią swoje. Rób swoje. Głównie takimi ludźmi się otaczam. Oni są za mądrzy na tracenie czasu na jakieś porównywanie się. Jak ja.
Za bardzo jestem na swojej drodze, żeby nawet chciało mi się porównywać. I to od lat. Szkoda czasu.  to znaczy, że nawet gdyby faktycznie obowiązywały jakieś kanony, jak w XIXw, to i tak bym sobie poszukała swojego miejsca. Bo zawsze się da. Nawet jeśli czasami trzeba po to zmienić wszystko, uciec skądś, wyjechać, przemeblować wszystko. Zawsze warto. Zawsze warto robić to dla siebie.

Druga sprawa: dietetyka i sport.
Podobnie. Tylko tu sprawa jest prostsza - znani, jak Chodakowska czy Lewandowska, są super. Serio. Fajnie, że inspirują, pokazują coś tam, podpowiadają. Podobno można nawet ćwiczyć w domu przy treningu z filmu. Świetnie. Nie dla mnie, ale jak kogoś motywuje, to super.
Ale ustalmy coś: jeśli chcesz poważnie podejść do swojego zdrowia i zmienić dietę na stałe, idź do dietetyka. Ja też byłam. Chcesz uprawiać sport (poza bieganiem), skonsultuj się z trenerem na siłowni. On też często pomoże ci ustawić dietę, pod dany trening. Zmienianie życia wyłącznie na podstawie porad z portali osób znanych? Weź się ogarnij i odróżnij inspirację (nawet najlepszą), od indywidualnej konsultacji. Ja w życiu wiele zmian wprowadziłam, bo coś gdzieś mnie zainspirowało, zaciekawiło, ale pierwsze kroki robiłam pod okiem specjalistów. Czy to zmiana diety, czy sport. Potem już sobie można iść po swojemu, ale sorry, jeśli zmieniasz dietę z gazetą, czy profilem fb, albo ćwiczysz przed telewizorem, to się sama oszukujesz, że to jest mocno skuteczne. Wiedz to. Że to kosztuje? A znasz lepszy cel inwestycji, niż ty sam/a?

To jak z tymi wszystkimi poradnikami "zmień życie przez weekend". No fajnie, przeczytaj. Poczuj, że chcesz zmiany, ale do wprowadzania jej wybierz inne narzędzia.


(...)

Za mną kolejna podróż. Przywiozłam z niej to, co chciałam służbowo, ale tym razem też wiele przemyśleń. Kocham swoją pracę, jak żadnej wcześniej. Głównie za świetnych ludzi i klimat, za brak rutyny, za mega ciekawą branżę, za to, że tak niewiele kobiet się w niej pojawia, bo lubię to próżne poczucie wyjątkowości, za to, że ciągle się tu czegoś uczę, że widzę, jak zmienia się świat i technologie a przy tym spełniam się w zakresie organizacji, marketingu, ale też budowania relacji. Każdemu, kto ma poczucie, że nie znosi swojej pracy, zawsze będę mówić, żeby ją zmienił. Ważne jest, uczyć się, ciągle się uczyć i rozwijać (żeby zmienić pracę trzeba wiedzieć, co się wnosi). Nieważne, czy etat czy działalność. Trzeba wiedzieć, do czego się zmierza. Co jest ważne (bo to będzie wyznaczało poczucie spełniania się, a nie to, co jest drugorzędne).
Ale o tym już wiele razy pisałam.
Dlaczego teraz? Bo dwa razy miałam do czynienia z ludźmi, którzy robili wrażenie bycia w niewłaściwym miejscu swojego życia. To się bardzo, bardzo wyczuwa. Szkoda mi strasznie takich osób. Życzę im odwagi zmiany, bądź chociaż cienia życia, które nie będzie ich tak przytłaczać. To wszystko nie ma nic wspólnego z osobistymi przeżyciami czy sytuacją. Zapewniam. Ale  o tym będzie następnym razem.


Ja chyba po prostu nie przepadam za naśladownictwem i lenistwem życiowym i idącym za tym narzekactwem. Nudzą mnie i szkoda mi czasu na słuchanie takich ludzi.
Zawsze można coś zrobić.

A w między czasie cudowny chill out i slow :-)

30.11.2014 UPDATE: swego rodzaju kontynuacja KLIK

Komentarze

  1. Niby nie przepadasz za lenistwem zyciowym, a namawiasz do udania sie do specjalisty, zeby zaczac cokolwiek - czyli badz soba, ale najpierw znajdz autorytet, ktory ci powie jak to zrobic. Jakies to schizofreniczne. I sprzeczne. I za wszeka cene probuje zachowac bezpieczenstwo na wszystkich etapach samodoskonalenia. Samo - oznacza twoja krew, pot i zly, a nie bezpieczne udanie sie do prowadzacego za raczke specjalisty.
    Czy moze czegos nie zrozumialem? :P
    Poza tym argument: idz do dietetyka - ja tez bylam???? Jak zrobisz tak jak ja, to bedzie dobrze???? A namawiasz, bo juz chyba mi umknelo, do znajdowania samemu swojej drogi??? I nienasladowania???
    Chcesz o tym porozmawiac? Idz do psychoterapeuty, ja tez bylem.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzę, ale nie w tej sprawie. Okazuje się bowiem, że psychologia ma zastosowanie w leczeniu fizycznego bólu. Na razie nie piszę o tym na blogu, bo chodzę dopiero od miesiąca i mimo zaskakujących efektów po pierwszych wizytach, nie mam jeszcze do końca zdania. Na pewno napiszę, gdy będę miała odrobinę dystansu ;-)

      A co do Twoich wątpliwości, odnośnie samorozwoju, to nie za bardzo rozumiem, o co Ci chodzi. Możesz wskazać dokładniej? Jak dla mnie to oczywiste: Jest Ci z czymś źle, szukasz przyczyn, mniej więcej znajdujesz. Chcesz najpierw rozwiązać problem samodzielnie. Czasami się uda, czasami nie. Jeśli nie, to szukasz kogoś, kto się specjalizuje w danej dziedzinie. Szkolisz się pod jego okiem, obierasz kierunek. Idziesz samodzielnie dalej, chyba że osiągasz kolejne punkty, wymagające jakiejś korekty. W między czasie realizujesz się w innych obszarach, które w końcu możesz eksplorować, bo samorozwój ci je otworzył. Naprawdę nie widzisz zależności, czy się droczysz?

      Usuń
  2. Troszeczke sie drocze, ale nie do konca, chodzi dokladnie o to co napisalem: pierwszy akapit namawia do bycia indywidualnoscia, zarzucasz:
    'Trochę z x, trochę z y, trochę z netu, trochę z książki, trochę z partnera, trochę z koleżanki i to widać. A potem się porównują, bo nie potrafią inaczej. Wiesz kiedy będziesz sobą? Gdy się nie będziesz już porównywać, bo będziesz WIEDZIEĆ, że nie ma po co'
    w nastepnym akapicie, o dietetyce i sporcie, namawiasz do:
    'Ale ustalmy coś: jeśli chcesz poważnie podejść do swojego zdrowia i zmienić dietę na stałe, idź do dietetyka. Ja też byłam. Chcesz uprawiać sport (poza bieganiem), skonsultuj się z trenerem na siłowni. On też często pomoże ci ustawić dietę, pod dany trening.'
    Namawiasz zeby od razu udac sie do 'specjalisty', ktory (a mam powazne watpliwosci co do ich kwalifikacji i niekierowania sie przez nich ogolnymi zasadami, 'pasujacymi do kazdego' regulami, 'najczesciej dzialajacymi' dietami, programami treningu itd.)
    Kazdy czlowiek jest inny i na kazdego nawet rewelacyjna dieta dziala inaczej, kazdy ma inna przemiane materii, predyspozycje genetyczne, nie wierze, zeby to wszystko mogl wziac pod uwage pierwszy lepszy instruktor fitnesu. Nie pozostawiasz wyboru - jak chcesz cos robic z dieta od razu idz do dietetyka, instruktora, trenera. Ludzie mieszkaja w roznych miejscach kraju, po pierwsze nie kazdy ma w zasiegu kogos takiego, po drugie nie zawsze ten w zasigu ma odpowienie kwalifikacje, nie kazdy jest w zasiegu finansowym kogos, kto chce sie doskonalic.
    Byl taki film, bodajze 'Buntownik z wyboru', gral tam chyba Mat Damon, ale glowy nie dam, ale wypowiadal tam znamienne slowa: 'Po co placic tysiace dolarow za studia, skoro wszystko jest w ksiazkach?'
    Ty piszesz:
    ' a w życiu wiele zmian wprowadziłam, bo coś gdzieś mnie zainspirowało, zaciekawiło, ale pierwsze kroki robiłam pod okiem specjalistów. Czy to zmiana diety, czy sport. Potem już sobie można iść po swojemu, ale sorry, jeśli zmieniasz dietę z gazetą, czy profilem fb, albo ćwiczysz przed telewizorem, to się sama oszukujesz, że to jest mocno skuteczne'
    Nie widac sprzecznosci?
    Przekaz: oczywiscie, kazdy jest kopia w pewnej czesci x, y z, masz byc indywidualnoscia, ale jak chcesz cos zmienic idz do kogos, bo sam/a sobie rady nie dasz.Argument - ja tak robilam i u mnie to dziala.
    Dopuszczasz mozliwosc, ze ktos moze sam? I nie musi zaraz byc kopia kogos? A poza tym kazda mieszanka w roznych proporcjach dobrych i zlych rzeczy wzietych od roznych ludzi to tak naprawde proces uczenia sie, ksztatlowania i wychowywania kazdego przedstawiciela ludzkosci i ta kombinacja jest niepowtarzalna. A ze zdarzaja sie mieszanki rzeczy tandetnych, nieprzemyslanych, niepasujacych do siebie i w zlym guscie - coz, takie zycie, taki mamy klimnat, takie wzorce byly kopiowane.
    Zaleznosci oczywiscie widze, ale wymienianie jednym tchem dwoch roznych kierunkow: 'ksztaltuj sie sam' i 'pod kierunkiem specjalisty' to dla mnie sprzecznosc. Poza tym dla mnie kazdy autorytet jest podejrzany, nawet twoj, gdy namawiasz do tego czy tamtego, kazdy zabija wlasne myslenie, bo skoro autorytet cos powiedzial, to na pewno to prawda i nie ma dyskusji. To co dziala u jednego, u drugiego nie dziala i wywoluje frustracje i zniechecenie, kazdy tez ma inne motywacje, nawet snobistyczna, ale jesli prowadzi do powiekszania wiedzy i umiejetnosci to trudno, niech juz bedzie ta wyplywajaca z nie najlepszych pobudek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, a myślałam, że znasz mnie już trochę, żeby wiedzieć, że powiem: Przecież to wszystko i tak zależy.

    To już miejsce, w którym najlepiej operować na żywej tkance konkretnych przykładów. Pisząc ten tekst miałam takie na myśli. Następnym razem jednak je po prostu przytoczę, zamiast żonglować ogólnikami, które zostawiają za duże pole do interpretacji.

    PS. Fajnie, że znowu zacząłeś ze mną polemizować :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a kiedys skonczylem? Ja od razu wiedzialem, ze powiesz, ze wszystko i tak zalezy. Ja tez to wiem, pokazuje tylko jak to wyglada i jak mozna zinterpretowac konkretnie takie zestawienie.
      Jednak mentortstwo i nieomylnosc bijace z tekstu i na dodatek brak przykladow, poza swoim, jest odrobine doskwierajace, na tyle, ze chce sie otworzyc klawiature i cos tam zauwazyc.

      Usuń
    2. No i proste :-)

      Chętnie bym się pokłóciła, ale w tym wypadku byłoby to hipokryzją, bo po prostu wykorzystujesz otwartą bramkę. Chociaż...
      Powiem Ci, że mój ton wypowiedzi, sposób wypowiadania zdania, bardzo często bywa odbierany jako mentorski i nieprzyjmujący sprzeciwu. Ja tego tak nie odbieram, a przynajmniej nie jest to moim zamiarem, gdy nie jest (bo oczywiście bywa :-)
      Tak, bywam władcza, ale nic na to nie poradzę, że mnie życie ciągle pcha w takie funkcje. Widocznie taka karma. Widocznie przekłada się to też na bloga, bo jak już wiem, to wiem ;-)
      Ale zapewniam, że strasznie lubię polemikę i okropnie mnie irytuje, gdy ktoś podkula ogon, poddaje się mojemu zdaniu, a dowiaduję się, że za plecami ma do mnie pretensje. Dziecinne i strachliwe. Pff. Kiedyś po tym też "pojadę" :-)

      Ale takie tematy jak powyżej, są tak indywidualne, że nic tylko rozmawiać. No kurcze, mało co jest tak przyjemne, jak bitwa na argumenty :-) [Tak, wiem przecież, że powyżej poleciałam ogólnikami. ale podam tu potem przykłady. Sprowokowałeś mnie. Beware :-)]

      Usuń
    3. Dobrze, wracając do tematu i przykładów. Odnośnie diet, dla mnie osobiście sprawa jest prosta - tylko 5 przemian. Wiadomo. Jednak, to jest faktycznie dieta, która jest o tyle cudna, że jest dietą równowagi. Wszelkie inne diety, ustawiane przez dietetyków, mają wg mnie sens w sytuacjach celowych. Np. ktoś na coś choruje, ma nadwagę, ma alergie, ma jakieś przeciwwskazania bądź zalecenia. Tu wg mnie dietetyk ma sens, ponieważ pomoże ukierunkować odżywianie. Samemu też można, jasne, ale weź pod uwagę, że dietetyka/ technologia żywienia nie bez powodu jest osobną dziedziną. Ale też nie w tym rzecz. Chodziło mi głównie o to, że jeśli ktoś sobie skacze po przepisach, to nie ma nic złego w korzystaniu z porad dalece uniwersalnych, bo umówmy się, ale hasło "zdrowe odżywianie" jest już tak oklepane, że aż miło. Zapalnikiem dla mnie, do notki, była rozmowa z przyszłą dietetyczką, która sie denerwuje widząc zalecenia właśnie znanych sportsmenek, gdzie nie ma ostrzeżenia, że te zalecenia mają pewne przeciwwskazania.
      No i tu mamy ten wspólny mianownik z porównywaniem się, modelingiem, naśladowaniem. Fajnie jest się inspirować, ale naśladownictwo w takim zakresie prowadzi do mutacji, szkodzi, niszczy osobowość. To jak z masowością takich samych ust u celebrytek. Nie wiem, ale ja bym nie chciała wyglądać jak połowa miasta, a niektórych to nakręca. Niby zabawne, niby straszne. A na pewno znak czasów.

      Wiesz co mnie cieszy, że tak naprawdę, skrajności występują bardzo rzadko i tak już mam nadzieję zostanie ;-) (co i tak nie zmienia faktu, że to one dają temat do komentarza)

      Usuń
    4. To ja tez pojade na wlasnym przykladzie, bo na innych sie az tak dobrze nie znam: jem co lubie, lubie tlusto, niezdrowo, zawsze smazone, malo warzyw i owocow, choc czasem mnie najdzie na arbuza abo jablko, jesli juz to marynowane, albo zasmazane kapusty z duza iloscia smazonej cebulki, lubie najesc sie na noc, tak zeby miec pelny zoladek, nie mam zlych snow z tego powodu, jem wtedy kiedy mam iochote, tyle ze rzadko mam ochote na slodycze, piwo i czipsy. Ale przy tym nie prowadze zbyt sportowego trybu zycia, nie trenuje niczego, nie biegam, jak moge to nie ruszam sie za bardzo, czasami pojezdze rowerem, ale nie wyczynowo, raczej jest to 40 minut po lesie z psem obok. Nie slucham zadnych dietetykow i lekarzy, od czasu, gdy jak dorastalem mialem problemy z kolanem i na jednej wizycie jeden ortopeda zakazal mi jazdy na rowerze, a po miesiacu drugi, majac te same dane co pierwszy zalecil jazde na rowerze. Wygladam jak wygladam, mialem zwykle 15 kg niedowagi, teraz mam 5, mam cisnienie 120/80, czasami 120/75, co po pol wieku przezytych na tym padole nie jest wynikiem zlym. Jesli mnie na cos najdzie - kupuje to i jem, ale czesciej jest to swiezy chleb niz paczek, choc i paczek sie zdarza. Nie mam zadnych dolegliwosci gastrycznych, zgag, zatwardzen lub wrecz przeciwnie, trawienie mam lepsze od mojego 22 letniego syna. Na dodatek jadam co jest - jak jestem na statku sa rozne zalogi - raz jest to ubogo urozmaicona kuchnia rosyjska (zupa z miesem, ktore wyciagam i nie jem, beznadziejnie doprawione miesa i stare, zle ugotowane ziemniaki), czasami hinduska, czasami koreanska, czasami norweska, niemiecka itd itp. Jakbym chcial tam jesc co lubie chodzilbym glodny. Moja praca jest jednak glownie umyslowa, czasem trzeba przeniesc torbe z narzedziami 500 m do trapu.
      Jesli o idzie o drugie zagadnienie - jestem zlepkiem pogladow, przekonan, sposobow myslenia i ubierania wielu ludzi ktorych widzialem, czytalem, z ktorymi rozmawialem, plus wlasne przemyslenia.
      Reasumujac - jestem zywym zaprzeczeniem obu sprzecznych tez stawianych w powyzszym poscie. Na dodatek nie twierdze i nie namawiam, ze nalezy robic podobnie jak ja. Co pani na to?

      Usuń
    5. Gdybym siedziała na przeciwko ciebie, z lampką wina, albo innego soku, to bym się uśmiechnęła i powiedziała - wypijmy za to! :-)

      Usuń
    6. nie ma ze boli, nie ma przebacz

      Usuń
    7. Oj tam, oj tam :-)
      Jeszcze zamykając kwestię diety i naśladowania. Wg mnie Twoja dieta jest właśnie bardzo zrównoważona, bo jest różnorodna. Twój tryb życia, ciągłe podróże i to w takim układzie, to ciągła adrenalina. Naśladowanie? Bajki odpowiadasz :-) Odróżniaj. Inspirowanie się, na, znajdowanie podobieństwa jest dobre. Naśladowanie to bezmyślne kopiowanie kogoś. Skrajne przypadki. Np. Gdybym powiedziała, że chcę być jak Lewandowska Ania i zaczynam naśladować ją kropka w kropkę. Po operacje plastyczne włącznie. Styl ubierania, mimikę, itd. Albo... Chcę być jak Lewandowski. To by było wyzwanie ;-)

      Usuń
  4. "Gdybym powiedziała, że chcę być jak Lewandowska Ania i zaczynam naśladować ją kropka w kropkę. Po operacje plastyczne włącznie. Styl ubierania, mimikę, itd. Albo... Chcę być jak Lewandowski. To by było wyzwanie"
    Znasz takie osoby? Widujesz? Ile? Innymi słowy, nie przesadzasz?
    i znowu inny kwiatek: " I czasami ktoś mi mówi "każdy się porównuje". Nie, nie każdy. Ba, znam wiele osób, które tego nie robią, bo nie mają po co. Robią swoje. Rób swoje. Głównie takimi ludźmi się otaczam. Oni są za mądrzy na tracenie czasu na jakieś porównywanie się. Jak ja."
    Ty tak serio?
    Zakładam, (bo coś założyć trzeba, a takie założenie wydaje się dość logiczne), że mówisz o osobach + - w swoim wieku czyli + - 40. Czy Twoim zdaniem osoby w tym wieku, w dzisiejszym świecie w większości doskonale ogarnięci życiowo, rodzinnie i zawodowo nie mają innych, żeby nie powiedzieć ciekawszych, ważniejszych, fajniejszych rzeczy do roboty, niż porównywanie się do kogoś tam do absurdu, czy wręcz naśladowanie owego? Czy osoby z satysfakcją żyjące własnym życiem, będące, a jakże, sobą do bólu, to Twoim zdaniem jakiś wyjątek? Ja rozumiem rozpierającą chęć podzielenia się ze światem własnym oświeceniem, rozumiem nawet jakże próżną, ale przecież nieszkodliwą chęć poczucia się częścią jakieś wyjątkowej, mądrej grupy, ale litości, Marzena... puk? puk?
    do kogo Ty piszesz? albo w jakim świecie żyjesz? BZ wspomniał o mentorstwie, chaosie, niekonsekwencji, ja pytam - kogo chcesz oświecić i czym?
    w sumie przecież nie wiem, może w Twoim otoczeniu są naśladowcy, kopiści (tak ich nazwę roboczo), jakieś skrajne przypadki, a Ty, ponoć tak bardzo zajęta swoim życiem, jakoś ich mimo to szczególnie wyłapujesz. Może takich ludzi znasz. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wyważasz otwarte drzwi, a to, co piszesz jest nowością i odkryciem dla Ciebie samej. Do zachłyśnięcia. Nie wiem, z jakiej czarnej głębi się wyrwałaś, że tak oczywiste rzeczy są dla Ciebie, prawie 40letniej czymś, do czego trzeba nawoływać. Kogo? Podatne 20tki u progu życia? Przecież nie rówieśniczki. To tak, jak ze slow life, o którym ostatnio "odkrywczo" napisałaś, że jest niczym innym jak normalnym życiem. Otóż to:) I nie, że "my w miastach musimy się go uczyć". Są tacy, którzy i prostszych rzeczy muszą się uczyć i tacy, którzy po prostu normalnie żyją. Niezależnie od tego, gdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczesna, Ty tak na poważnie uważasz? ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Zapraszam do korzystania ze skrótu: https://www.myslowlife.pl