20.11.14

Kochankowie

- Jesteś jak anioł i diabeł w jednym. Siedzisz na jednym ramieniu i mówisz "Zrób to, chcesz tego, zrób", a na drugim mówisz "Nie rób tego, nie powinieneś" - powiedział M.
- Mhm. Decyduj czego chcesz. Sam. Niech to będzie głupie, niech to będzie szalone, niech to będzie genialne, niech to BĘDZIE. Działaj. Będę cię we wszystkim wspierać, albo się wścieknę i będę chciała odejść, albo będę zachwycona, ale rób coś.

Nie jestem typem żony. Nigdy nie byłam. M. nie jest typem męża. Jesteśmy popieprzonym małżeństwem.  Anyway...

"Kochankowie" (2008)






Kurcze, już dawno nie widziałam tak życiowego filmu. Wielu/e z nas stało przed takimi wyborami. UWAGA! Spojler, ale tu nie chodzi o element zaskoczenia, a jeśli chodzi, to nie czytaj teraz dalej i obejrzyj najpierw  film. 

To, co dzieje się w filmie "Kochankowie" jest chyba częstym obrazkiem. Częstym wyborem. Kurcze, nie chcę ocenić, czy to dobrze, czy źle. Tylko się zastanawiam, czy to nie decyzja, która powoduje, że ludzie wewnętrznie umierają. Zakopują się w codziennych sprawach, budują "dom" z kimś, kogo wzięli z braku alternatywy w danym momencie. Wchodzą w rolę "odpowiedzialności", złamane serce balsamują ciepłem od kogoś innego. 

Ale z drugiej strony, Michelle i tak nie byłaby kobietą dla Leonarda, bo on był dla niej po prostu za nudny. Spaliłby się szybko próbując dać jej tę adrenalinę, której ona potrzebuje.

Patrząc w drugą stronę, widać zachwyt Sandry. Tym samym facetem. Hm. Tak letnim i nijakim wobec niej.

Czym jest chemia? Ten film na pewno na to nie odpowiada, ale pokazuje, jak dziwne bywają impulsy.

Pamiętam swój dzień ślubu i to, co było dla mnie jednym z kluczowych pytań, determinujących bieg wydarzeń "czy to na pewno ten mężczyzna, z którym chcę chcę stanąć przed ołtarzem? Czy na pewno to ja jestem tą, która miałaby tu dziś stać?".

Gdybym była na miejscu Leonarda, na pewno nie założyłabym tego pierścionka na palec Sandry. Sandra nie wiedziała, dlaczego ten pierścionek na jej palec trafił. A może wiedziała? W końcu widziała, że nie ma w nim nawet trochę szaleństwa na jej punkcie. Był wobec niej tak uprzejmie nijaki, że aż mnie drapało za uchem. A może niektórym kobietom nie jest to szaleństwo potrzebne? Może nie każda kobieta chce, żeby facet stracił dla niej głowę?
Może niektórym wystarczy właśnie taki letni misiaczek?
Możliwe?
Ale z drugiej strony ten letni misiaczek chciał szaleć na punkcie kobiety, czyli nie jest taki letni? Zapadł w sen zimowy.

A jego kobiecie to wystarczy, może nawet odpowiada, że jest taki, jaki jest, bo w końcu zrównoważeni i spokojni faceci są tacy odpowiedzialni i przewidywalni.
A potem wychodzą ze śmieciami i nie wracają... 

Strasznie to wszystko dziwne, ale... co kto lubi.  A może właśnie nie? I właściwie jaki mamy na to wpływ?
Nie wiem. Wiem natomiast, że życie jest za krótkie, żeby poddawać się przy wyborach sercowych. To decyzje na lata.