14.11.14

Bezcenność barda - dzięki Mozil. Czesław śpiewaj

Bardzo dawno nie było na polskiej scenie muzycznej człowieka, który umiałby śpiewem opowiedzieć rzeczywistość. Z wielkim sercem przyjmuję twórczość polskiego BARDA - Czesława Mozila.
Jego nowa płyta "Księga emigrantów" Tom I jest wyśpiewanym opisem polskich emigrantów. Chcesz poznać życie, podejście ludzi na emigracji? Posłuchaj tej płyty. Usłyszysz tam wiele, wiele faktów, których nikt Ci nie opowie, bo ludzie lubią kreować swoje życie na "różowe".

Czesław śpiewa. I śpiewa o tej poharatanej godności, o wywyższaniu się, o żalu do kraju, że trzeba było wyjechać. Oczywiście, są również plusy, których nie mają ludzie w Polsce, ale o tym podobno jest/ będzie drugi tom.



Przejrzałam komentarze na portalach. Oczywiście wiele osób nie zrozumiało tej płyty. Chociaż Czesław opowiada o tym też w wywiadach.

Atakowanie go za to, że o tym śpiewa jest jednym z dowodów polskich głębokich kompleksów. Tylko śmieszy mnie, że prawdopodobnie atakują go ludzie, którym temat emigracji jest tak bliski jak mnie jazda figurowa na lodzie, czyli wcale. Aż chce się krzyknąć: Ludzie, no do diabła, przestańcie do cholery oceniać, wyrażać wiecznie swoje zdanie, szczególnie o czymś, czego nie znacie i po prostu włączcie zmysł poznawczy, obserwacji.




Widząc, czytając krytykę tej płyty widzę jedynie krótkowzroczność, za którą stoi ta dziwna duma, pycha i ślepota na pewne aspekty.

Czesław wykazuje się przede wszystkim najgłębszym artyzmem. Mam nadzieję, że jego płyta wywoła dyskusję, otworzy oczy, pochyli czoła i trochę pokaże innym tamten świat. Tylko czy to materiał na piosenki? A może właśnie tak. Może wyśpiewane, wynucone dotrze też do tych, o których to jest. Niech spojrzą na siebie. Czy coś z tym zrobią? Nie wiem. To ich prawda i ich prawo do niej.


(...)

Kiedyś, jakieś 20 lat temu, wyjeżdżając z Niemiec pomyślałam, że jeśli tu wrócę, to służbowo. Jeśli na życie, to też służbowo, tworząc coś związanego z np. oddziałem polskiej firmy. Do drugiego punktu daleko i jeszcze nie wiem, czy do tego dojdzie. Jeśli natomiast chodzi o punkt pierwszy, to ma to miejsce już od dobrych kilku lat i to w takim zakresie, jaki mi się marzył. Nie licząc odwiedzin rodziny.

Ludzie myślą, że życie na zachodzie to żyła złota.  Hm. Znam bardzo różne historie. Znam wiele osób, bo przez całe życie mam do czynienia z emigracją, nie tylko polską. Znam wiele historii, w ich prawdziwej odsłonie, bo po prostu umiem z takimi ludźmi rozmawiać. W końcu też mocno liznęłam to życie. To jest bardzo trudny temat, naprawdę bardzo. Jednak najgorsze jest chyba to przekłamanie, które za tym stoi. Fakt, że często ludzie nie przyznają się, że czują porażkę, że czują żal, że potwornie tęsknią (ci, którzy zostawiają Polskę i zaczynają od początku i na stałe "tam"), że nigdy nie będą się czuć u siebie, chociaż i tak czują się lepsi i bardziej godni, niż np. ludzie z krajów muzułmańskich. Narodowość bywa w każdym narodzie piękna i śmierdząca. Obywatelstwo, narodowość, to pojęcia, które są tak płynne, tak dziwne w naszych czasach, jak chyba nigdy wcześniej.

Świat polskiej emigracji jest też taki, jak właśnie śpiewa o tym Czesław, dlatego porównywanie go (Czesława) do kogokolwiek uważam za niepotrzebne. A szczególnie do Kazika, który jest zupełnie inny. Dla mnie, w moim osobistym odczuciu Czesław ma bardzo rozwinięty zmysł obserwacji i przekuwania jej w słowa piosenek. Po prostu trzeba go posłuchać, jeśli chce się poznać świat i przyjąć jak barda. Posłuchać i pomyśleć, poczuć to, a nie skrytykować. Bo to krytyka jakiejś grupy ludzi, ich lęków, myśli, odczuć. Po co?

I tak myślę, że to ważne, żeby właśnie ten rodzaj muzyki, tekstów mocno istniał i pojawiał się na scenie. Trzymam kciuki Czesław. Wnoś w ten świat trochę prawdy. Po swojemu.

Śpiewaj i niech ludzie słuchają.
Po prostu posłuchają i poznają też tamtą stronę mocy.