23.11.14

Niedzielny dialog z...


Komentarz pochodzi z notki KLIK


Przyznam, że długość i treść komentarza obudziły we mnie myśl "Dobrze, porozmawiajmy".
Moje odpowiedzi na bordowo.




"Gdybym powiedziała, że chcę być jak Lewandowska Ania i zaczynam naśladować ją kropka w kropkę. Po operacje plastyczne włącznie. Styl ubierania, mimikę, itd. Albo... Chcę być jak Lewandowski. To by było wyzwanie"
Znasz takie osoby? Widujesz? Ile? Innymi słowy, nie przesadzasz?
Tym razem żartowałam. Ale same podobieństwa? Neutralnie nie szukając daleko - popatrz na celebrytki - ile z nich ma takie same usta, policzki, cycki? Albo ile razy ktoś patrzy na siebie i na kogokolwiek innego i też tak chce. Chce tak samo. 

i znowu inny kwiatek: " I czasami ktoś mi mówi "każdy się porównuje". Nie, nie każdy. Ba, znam wiele osób, które tego nie robią, bo nie mają po co. Robią swoje. Rób swoje. Głównie takimi ludźmi się otaczam. Oni są za mądrzy na tracenie czasu na jakieś porównywanie się. Jak ja."
Ty tak serio? 
No cóż :-)

Zakładam, (bo coś założyć trzeba, a takie założenie wydaje się dość logiczne), że mówisz o osobach + - w swoim wieku czyli + - 40. 
Niesłusznie. Raczej nie dzielę ludzi pod względem wieku (są wyjątki). W tym wypadku pisałam o zjawisku.

Czy Twoim zdaniem osoby w tym wieku, w dzisiejszym świecie w większości doskonale ogarnięci życiowo, rodzinnie i zawodowo...

Do dziś się śmieję, gdy czytam ten fragment. Właściwie za pierwszym razem prawie popłakałam się ze śmiechu. Piękne zdanie :-) 
Proszę Cię. Z tymi doskonale ogarniętymi życiowo to Cię poniosło. 

... nie mają innych, żeby nie powiedzieć ciekawszych, ważniejszych, fajniejszych rzeczy do roboty, niż porównywanie się do kogoś tam do absurdu, czy wręcz naśladowanie owego? Czy osoby z satysfakcją żyjące własnym życiem, będące, a jakże, sobą do bólu, to Twoim zdaniem jakiś wyjątek? 

Mhm. 
Wracając do wątku wieku: Nie uważam, żeby ludzie koło 40tki byli lepsi, mądrzejsi, czy cokolwiek innego niż ludzie w innym wieku. Jeśli piszę inaczej, to się bezlitośnie droczę, kpię ew. żartuję. Argument "masz JUŻ prawie 40 lat"... Rany.
Kiedyś było "masz już 15, 20, 30 lat i ....", kiedyś będzie może  "masz już 50, 60, 70 lat". A ja Ci powiem: SO WHAT? :-)
Są obszary w których oczywiście jestem świetna, bo wynikają z nabytej wiedzy, wykorzystywania jej  i doświadczenia. Są obszary, w których mam dużą siłę sprawczą. Ale to nadal nie ma nic wspólnego z wiekiem. Nie akceptuję takich uproszczeń. Ale uwaga, popatrz ilu ludzi ogarnia swoje życie mając 20 lat, a ilu dopiero koło 50 tki albo i dalej? Myślę, że Ci którzy ogarniają życie porównują, ale nie "się". Wiesz co mam na myśli? 

Ja rozumiem rozpierającą chęć podzielenia się ze światem własnym oświeceniem, rozumiem nawet jakże próżną, ale przecież nieszkodliwą chęć poczucia się częścią jakieś wyjątkowej, mądrej grupy, ale litości, Marzena... puk? puk? 
Cóż mogę Ci powiedzieć? No tak. Czuję się od dawien dawna członkiem grupy wyjątkowej, mądrej i moje oświecenia są fenomenalne. Gdzieś od 10 roku życia. A Ty? :-)
Nie wmawiaj mi proszę, że każdy jest tak szalenie świadomy we wszystkich kwestiach. Nikt nie jest. 
Jeszcze jedno - moja próżność to żart i mówienie o niej to tak, jakby mówić o moim operowym głosie. Uwielbiam swoje osiągnięcia, małe i większe sukcesy, efekty swojej bytności. Owszem. Ale to po prostu samoświadomość  i poczucie wartości. Wiesz co jest jednak ważne? Napiszę już w następnym zdaniu. 

do kogo Ty piszesz? 
Piszę dla tych, którzy chcą to czytać. Którzy chcą się tu ze mną spotkać. Piszę blog tak jak czuję. Tyle. A o tym napisałam TU. Piszę tez dla siebie. Serio. Sama się czytam, bo mi to pomaga czasami poukładać myśli.

albo w jakim świecie żyjesz? 
Poczytaj blog to zrozumiesz.

BZ wspomniał o mentorstwie, chaosie, niekonsekwencji, ja pytam - kogo chcesz oświecić i czym? 
Wszystko fajnie, ale z brakiem konsekwencji się nie zgodzę, bo BZ wykazał się wyłącznie nieznajomością treści na blogu (Ty zapewne też). Przywołajcie wszystkie notki, w których piszę o dietach, przeczytajcie je i wróćcie polemizować dalej. Kogo chcę oświecić? Kurcze, wszystkich, cały świat ;-) No przestań. 
Co do diety, sprawa jest dla mnie o tyle istotna, że przed trafieniem na 5 przemian, na człowieka, który mnie na nią naprowadził, odżywiałam się totalnie nieświadomie i po prostu źle. Bardzo sobie szkodziłam i wcale nie byłam taką siksą, bo miałam ok 33 lat. Przyczyny były różne, ale jestem pewna, że nie byłam jakimś wyjątkiem. Możesz tu się dopatrywać czego chcesz, ale ja po prostu totalnie nie przykładałam do tego uwagi, bo inne rzeczy były ważniejsze. I niedobrze, że tak było.  BZ czasami się przyczepi, ale jego faktycznie bardziej drażni mój mentorski ton. Cóż. Może coś z tym zrobić, zaakceptować, zacząć pić melisę, pójść do klasztoru, nie wiem. Rozwiązań jest wiele, ale ja jestem jaka jestem i kocham to w sobie.  Na blogu też ;-)

Dlatego jeszcze raz, nie szufladkujmy ludzi po wieku, bo może są tacy, którzy uważają, że nie powinni już czegoś robić, albo czegoś zmieniać, bo są w jakimś wieku. Albo właśnie szukając akceptacji idą w krzywdzące naśladownictwo.

w sumie przecież nie wiem, może w Twoim otoczeniu są naśladowcy, kopiści (tak ich nazwę roboczo), jakieś skrajne przypadki, a Ty, ponoć tak bardzo zajęta swoim życiem, jakoś ich mimo to szczególnie wyłapujesz. Może takich ludzi znasz. 
Widzę ich. Naśladownictwo jest mi generalnie obojętne, czasami śmieszy, czasami smuci, ale widzę je. 
Ba, sama się obserwuję, na ile patrzenie na innych wpływa na mnie. Przecież nie żyję na samotnej wyspie. Ważne, co obserwowanie innych w nas budzi. I może najważniejsze - kogo obserwujemy. To dla mnie jeden z aspektów blogowania. 

Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wyważasz otwarte drzwi, a to, co piszesz jest nowością i odkryciem dla Ciebie samej. Do zachłyśnięcia. Nie wiem, z jakiej czarnej głębi się wyrwałaś, że tak oczywiste rzeczy są dla Ciebie, prawie 40letniej czymś, do czego trzeba nawoływać. Kogo? Podatne 20tki u progu życia? Przecież nie rówieśniczki. To tak, jak ze slow life, o którym ostatnio "odkrywczo" napisałaś, że jest niczym innym jak normalnym życiem. Otóż to:) I nie, że "my w miastach musimy się go uczyć". Są tacy, którzy i prostszych rzeczy muszą się uczyć i tacy, którzy po prostu normalnie żyją. Niezależnie od tego, gdzie.

A to jest odkrywcze, tak? 
Wiesz, Ty opisałaś tak oczywistą rzecz, że nawet ja bym na to nie wpadła :-)



[Chcesz ze mną popolemizować? Proszę bardzo. Możemy co niedzielę zgłębić jakiś temat, ale może na przyszłość nie rozmawiajmy ciągle o mnie, bo nawet mnie to znudzi ;-)]