29.6.13

Summer in the city

slow life by marzena styl 35+
Styl miejski +35  warianty piątkowo-sportowe





Lato w Gdańsku to luksus. Nie tylko ja o tym wiem. Nie biorę urlopu latem. Po co? Jak chcę to jadę nad morze, jak chcę to uprawiam balkoning (typowo krótkodystansowe zajęcie, gdy nie chce nam się jechać gdziekolwiek), jak chcę to pospaceruję po parku, wyjdę z koleżanką na kawę na Stare Miasto (tak, Gdańsk nie ma Starówki, tylko Stare Miasto), albo siedzimy u przyjaciół na ogrodzie.  Miasto oddaje swoje tempo, poddaje się mojemu. 


W Gdańsku nie potrzeba mi latem nic więcej do szczęścia.
Zaczęły się wakacje, to dodatkowo miasto odetchnie od korków w typowych godzinach. To już lato.

Mam morze, mam wiatr, mam zieleń Kaszub, na które jadę 10 min, gdy mnie poniesie do lasu.

27.6.13

Ja robot, czyli unplugged



Ekologia a energia.
To ja proponuję funkcjonować (nie odpoczywać, podkreślę, funkcjonować) trochę bez tego, co ma moc. Co daje energię. Co faktycznie rządzi naszym życiem.


Wyłącz prąd.



24.6.13

Symboliczne zabobony

Piątek 13-tego, to jeden z moich ulubionych dni. Jak każdy.
Przez długi czas nie lubiłam piątków, bo paradoksalnie były dniami największego urwania głowy. Czarny kot. Kokardka, chroniąca przed urokiem, stłuczone lustro. No same straszne rzeczy.
Kto się lubi bać, ten sobie zawsze coś wybierze. 



I uwierzy całym sobą we wszystkie możliwe zabobony. 

22.6.13

Matka chrzestna kuma

Rodzice chrzestni to kum i kuma.
Co to dziś znaczy być rodzicem chrzestnym?

Oczywiście symbolika. Oczywiście deklaracja wychowywania dziecka w wierze katolickiej. Oczywiście deklaracja bycia obok, przez całe życie. Wspieranie.

Mam fantastycznych rodziców chrzestnych. Chrzestna jest blisko mnie, w Gdańsku i mamy kontakt co kilka dni. Jest moim Aniołem Stróżem. Chrzestny też jest świetny. Oboje są rodzeństwem mojej mamy, dlatego ten kontakt jest bardzo naturalny. W zakresie kontaktów, relacji, więzi jesteśmy nieźli.

Rodzice chrzestni. Na myśl o nich po prostu się uśmiecham. Pełnią funkcję profesjonalnie. Cudni są.

Ostatnio dość często przewija mi się ten temat. Rozmawiam z ludźmi i słucham.

Podejście? Kasa. Chrzest, I. Komunia, bierzmowanie, ślub i masz wolne. Chociaż większość ludzi to nawet nie wie, kto jest ich chrzestnymi, przynajmniej nie w pierwszej chwili. Zero kontaktu, albo znikomy i sporadyczny. Jakby funkcja kończyła się na obecności i uczestnictwie w obrzędach. Hm. To tak jakby przyjaźń sprowadzała się do pożyczania kasy.



Trans

Poszłam w tygodniu, po rozmowie z Michałem, na siłownię z duszą na ramieniu, bo pierwszy raz w życiu, chociaż generalnie byłam strasznie na "tak". Dalej jestem.

Trener Michał rzucił "idź się rozgrzej na bieżni, potem pójdziemy na salę". Po 15 min.
 idziemy na siłownię.

Pokazuje mi poszczególne urządzenia. Dobiera kilka do mnie i robi ze mną praktycznie całą serię. Zaskakuje mnie moimi własnymi możliwościami i swoim zaangażowaniem. To miała być tylko porada. Świetnie nam się rozmawia.
Mój M. ćwiczy w tym czasie na czymś innym. On jest jednak naprawdę bardziej zaawansowany. Ja zaczynam. Bez pomocy trenera pewnie nici by z tego wyszły.

(...)

Dziś spędziłam na siłowni 2 godziny. Totalny reset. Przekroczywszy granicę bólu po ostatnim treningu byłam potem już jak w transie.
Uzależniam się błyskawicznie. Sama. Bez wsparcia. Tak chciałam. Zero rozmów. Czysty ruch.



Michał nauczył mnie najważniejszego, poza samymi ćwiczeniami: wyłączenia w trakcie ćwiczeń, albo raczej przełączenia. Nie skupiania się na niczym poza czuciem ruchu. Fantastycznie przywołał prawdę o naturalnych ruchach człowieka. Porównanie do zachowań dzieci. Popatrz jak się rusza dziecko. Idealnie. Wróć do korzeni. Nie walcz z ciałem ani materią. Mhm. To działa. Dopasuj oddech. To podstawa. Złym oddechem odbieramy sobie większość energii.







20.6.13

Rzecz o króliczkach

Nasze miejsce w świecie można często określić wg pewnego kryterium: nieosiągalny ideał, ideał, grupa wysokiego pożądania i ławka rezerwowych, albo daleka ławka rezerwowych, albo jeszcze dalej. To wcale nie jest stałe miejsce. Ale czasami bywa, w zależności od okoliczności i punktu odniesienia.

O co chodzi?




18.6.13

Chcę, o boże jak ja chcę!

Po salsie poszłam porozmawiać z trenerem na siłowni.

Zawzięłam się, żeby odbudować jeszcze skuteczniej kondycję. Salsa z R. ma tyle wspólnego z salsą tradycyjną, co ja z baletem. R. zajebiście łączy latino z tańcem nowoczesnym. To wycisk. Fantastyczny, ale wycisk. Standardowe latino, czy jakieś tam kręcenie nóżką, to przy tym lajt. A on z nami i tak robi wersję dla seniorów, jak widzę jego możliwości i osiągnięcia. No nic. R. to R. Poprzeczka gdzieś 400 lat świetlnych nad moją głową, ale w końcu od tego są mistrze i guru. OK, ale na drugi rok tego amatorskiego tańczenia oczekuję od siebie więcej.

Rozmawiałam z Michałem, czyli nowym trenerem prawie godzinę. Dobrze nam się rozmawiało, bo mówimy jednym językiem. Miłości. Do sportu. Ja jako wieczna nowicjuszka mam w sobie pasję amatora. Akurat przechodził R. i rzucił tylko z odpowiednim gestem, że wszystko to czi.  - Super, słońce. Tyle to i ja wiem, ale jak nie mam kondycji, to nie mogę...  Michał mnie pyta, czego chcę, co chcę osiągnąć. Chcę móc dłużej i ciągle mi nie wychodzi i odpadam i się poddaję. Pytania, odpowiedzi. (Znowu się potwierdza, że mam szczęście do ludzi, bo czasami słucham o dziwnych trenerach czy instruktorach, ale oni mnie omijają dużym łukiem. Ja trafiam na tych świetnych ;-)

Tr. Michał naprowadza mnie na wniosek:

Nie możesz? Na pewno? Powtórz to. Widzisz?

Kondycja jest w głowie.

Jak wszystko inne.
Kurcze. No przecież!



17.6.13

Janson i kobiety


Że Janson, to facet, który nie boi się kobiet, to nic nowego, w końcu specjalizuje się w podrywie, ale zebrać 8 kobiet w jednym miejscu, to już odważne, bo efekty mogły być różne. 

Ba, 
Janson nie boi się zadawać kobietom pytań.

Jeszcze dalej,
nie bał się zadać tych pytań NAM i to już jest męskie na 100%.  


Sama idea doskonała o tyle, że nie znałyśmy wzajemnie swoich odpowiedzi, nie wiedziałyśmy nawet o tym, że właśnie tak to zestawi i kogo jeszcze przepytywał.  Zero sugestii, podglądania, podpowiedzi czy czegokolwiek innego, co można by zarzucić. Czysty żywioł. Każda z nas usiadła do odpowiedzi pewnie w innym momencie, w innej scenerii, o innej porze dnia bądź nocy.

Enjoy. 

I strasznie mi miło, że tam jestem i to w takim towarzystwie. 
Pokażę kiedyś wnukom. 



Ciekawa jestem kolejnych serii. 
i która blogerka zbierze tak blogerów ;-)

A teraz pora na salsę. 

Błękit oczu, czyli Wielki Gatsby



Film, dla którego istnieje kino, chociaż nie brakuje w nim zabiegów i przerysowań, także teatralnych i musicalowych.


Wejdź w ten świat.

15.6.13

Powiedz, ile zarabiasz, a dowiesz się, co jesz

Mc Donalds bez zdrowej żywności

Gdy czytałam ten tekst to stwierdziłam "A jednak". No tak.
Jakiś czas temu pisałam, że koncerny szukają swojego miejsca w świecie, na którym galopuje wręcz wzrost świadomości wagi zdrowego odżywiania. Wiele marek tworzy po prostu marki zależne kapitałowo, ale nie wizerunkowo. I bardzo rozsądnie. Nowa marka, to nowa marka. Mało kto przecież wnika w szczegóły. Korpo też człowiek i musi sobie radzić. 

Co robi Mc Donalds? 

13.6.13

Dopieszczanie cobyety

kazar w wersji pop art

Gdy zobaczyłam parę miesięcy temu grawerowane baterie do e-papierosa, to od razu wiedziałam, że jedna będzie moja. Wyglądają jak biżuteria. Marka e-indiana jest moją ulubioną, bo nie dość, że oferuje prześliczne i ergonomiczne baterie, to do tego mają najlepsze clearomizery, które nie przeciekają i mają wytrzymałą grzałkę.

Kolejny obiekt zakochania: pewne buty od Kazara. Czerwona podeszwa - kultowa dla butów Christiana Louboutina, doskonale pasuje też w bardziej przystępnych cenowo butach marki KAZAR. Coś czuję po wizycie w ich sklepie, że dołączają do mojego ukochanego ECCO, które jest mistrzem klasycznych kształtów i świetnej jakości.  KAZAR dochodzi do listy sklepów, do których będę kierować pierwsze kroki szukając butów. Jak się dobrze trafi, można dostać buty w niesamowitej ofercie.  
Niech żyje cierpliwość.


11.6.13

Black&White



Facet zajęty klockami to fajny widok. W ogóle facet zajęty to fajny widok. Lubię patrzeć na zajętego czymś mężczyznę. Zaangażowanego w coś. Mogą być klocki

(...)

I ten letni chill out.


Piasek w torebce przez resztę tygodnia.


7.6.13

Set

Pewien znany tenisista dostaje cięgi od podwójnej moralności.

To oburzenie jest takie karykaturalnie przerośnięte, jakby faktycznie doszło do masowego handlu kobietami.

Ciekawa jestem, która dziewczyna nie dostała nigdy dwuznacznej propozycji. Od znajomych, znajomych znajomych, ale głównie obcych. Rzekłabym, że to powszechne, jak robienie kariery przez łóżko. Nie wiem, co ludzi tak oburza. Propozycja, jak propozycja. Rozważa się, odmawia i tyle. Wielka afera. Fajnie się potem opowiada to między koleżankami przy winku, pt "ty wiesz, co on mi zaproponował?!".
No dobrze, jasne, jak byłam młoda, to czytałam łzawe romanse i myślałam, że świat jest inny, ale gdy skończyłam 17 lat, zrozumiałam, jaki jest. Przez te 20 lat nic się nie zmienia. To jak przyjęcie do wiadomości, że są 4 pory roku. Polecam.


5.6.13

Always zagadki i tajemnice



Siedzę i przeglądam twittera, popijając colę.
Wzrok mój pada na etykietę. Przecieram okularki, bo nie wierzę, w to co widzę. Czytam ponownie:

2,5l = 10 * szklanka 250ml
No niemożliwe. Serio? Poważnie? 10 x 250ml to 2,5l? WOW! Dzięki Coca Cola ;-)

Zagadka:
Mam szklanki 0,2l. Ile szklanek coli mam z 2,5l butelki?

Trudniejsza wersja: piję z butelki. Ile wezmę łyków? Ile kalorii ma 1 łyk?

Natomiast skład, no wiadomo. Generalnie tajemnica. Pewnie tak jest lepiej dla wszystkich. Ze mną włącznie.

Mam hopla na czytanie etykiet. Lubię, gdy mi się wydaje, że wiem, ci jem.
Ostatnio przy makabrycznym programie o przekrętach w spalarniach odpadów medycznych, gdy rozmawialiśmy luźno o odpowiedzialności państwa przechodząc do kwestii etykiet, M. rzucił "Nie wierzę w to, co jest napisane na etykietach. Nie wiem, czego tam nie ma".

Też nie wiem. Dlaczego więc czytam i analizuję?


4.6.13

Na końcu, morze

Skwer Kościuszki w Gdyni.


Niedziela. Tłumy. Wijąca się masa. Lans (?). Strzelisty Sea Towers (zawsze mnie zastanawia, jakie mają widoki z apartamentów ostatnich pięter). Zapach smażalni, gofrów i ryb. Legendarna, chociaż dziś już trącąca myszką, "Róża Wiatrów" i "wieczorki taneczne" (kto jeszcze używa takiego określenia?). Dar Pomorza pręży się dumnie. Przed nim ORP Błyskawica, na niej przystojni marynarze (na moje oko raczej studenci Akademii Morskiej). Warte odwiedzenia Akwarium Gdyńskie, zwane potocznie oceanarium.

Tłumy.
Człowiek przebija się, jak przez chaszcze.

Warto.

Na samym końcu robi się prawie zupełnie pusto. Siadasz na murku, bierzesz spokojny oddech i patrzysz.
Na zazieleniony Klif Gdyński, na morze, na ptaki grzejące się i wietrzące skrzydła na falochronie.
Spokój.

Myśli się wyłączają. Nawet jak jesteś z kimś, to w tym miejscu idealnie się milczy. Razem.

Patrzysz przez moment na tłum kotłujący się parę metrów dalej.
Zaraz będziesz się przez niego znowu przebijać. Ale to zaraz.

Teraz siedzisz i patrzysz. I chłoniesz.

Wystarczy przejść na koniec Skweru, żeby zaznać totalnego spokoju.
Kto by pomyślał, prawda? ;-) 


zaznaczyłam czerwonym kółkiem. Idź tam. Przekonaj się.

Za to kocham życie nad morzem.

Dla ciekawych: kamera na Skwer. 

 

2.6.13

Kobieta, którą bolało

Pkt 9. z moich 20 zasad slow life: Dbaj o siebie.
Rozwinięcie.

"Dbaj o siebie"
Babcine frazesy są naprawdę najważniejszym filarem w życiu.

Dziś w nocy czytałam archiwa bloga "mim" z lat początkowych i śmiejąc się, zastanawiałam się, jak to możliwe, że żyjąc w takim piekle z samą sobą, potrafiłam dostrzegać plusy życia. I to chyba tak działa. Wielka siła woli i niepoddawanie się i przepotężne wsparcie.

O co chodzi?