24.6.13

Symboliczne zabobony

Piątek 13-tego, to jeden z moich ulubionych dni. Jak każdy.
Przez długi czas nie lubiłam piątków, bo paradoksalnie były dniami największego urwania głowy. Czarny kot. Kokardka, chroniąca przed urokiem, stłuczone lustro. No same straszne rzeczy.
Kto się lubi bać, ten sobie zawsze coś wybierze. 



I uwierzy całym sobą we wszystkie możliwe zabobony. 


Już pomijając wszystko i sens wiary (jak każdej), to zwracam uwagę na jeden drobiazg: 
zabobonów jest tak wiele, że gdybyśmy mieli zabezpieczać się przed wszystkim, co się z nimi wiążę, to prawdopodobnie życie by nam upłynęło na wiązaniu kokardek, pluciu przez prawe ramię, przechodzeniu w dziwny sposób w dziwnych miejscach i noszeniu niezliczonej ilości talizmanów, przeciwko wszystkiemu. 

Na pocieszenie: nie wydaje mi się, żeby jakakolwiek osoba ogarniała wszystkie krążące zabobony i była w stanie się nimi kierować. Kto by o tym wszystkim pamiętał?

Wierzysz? I ok. Co kto lubi, ale jak ktoś mnie zaczyna na siłę przekonywać, to już przekracza moją cierpliwość. Unikam fanatyzmu. Naprawdę. W zabobonach i pogańskich zwyczajach, jak we wszystkim innym. I jak się wracam po coś do domu, to nie odsiaduję 10 min. skierowana w stronę południa czy tam wschodu. Biorę i wychodzę. 
I jakoś mi się życie kręci. Niebywałe. 

Czasami próbuję zrobić sobie z czegoś talizman na szczęście. Zwykłe budowanie skojarzenia, że jak mam coś przy sobie, to na pewno uda mi się coś tam, przebiegnie dobrze jakieś spotkanie, załatwię sprawę itp. 
No i mi z tym nie wychodzi, bo zapominam zabierać talizman. Przypominam sobie o tym, że chciałam, po fakcie. Z reguły długo po.
I daję sobie świetnie radę bez niczego. I mi się udaje, wychodzi, załatwiam, spotkania przebiegają bardzo dobrze. Jestem talizmanem sama dla siebie ;-)
No chciałam. Naprawdę.ale jakoś okazuje się, że gadżet nie jest do niczego potrzebny. Nie potrzebujemy niczego ani na szczęście, ani do zabezpieczenia się przed urokami. Siła i pewność siebie, poczucie bezpieczeństwa płyną z nas, a nie z gadżetów. 

Kiedyś nosiłam pierścień Atlantów, bo mi się wzór podobał. Zdarzało się, że robiono przy mnie znak krzyża. Poważnie. No niby zabawne, ale bardziej straszne, że ludzie tak silną uwagę przykładają do symboli. Mamy XXIw. Kamą. To TYLKO pierścień. Nie zrobił ze mnie czarnoksiężnika. A szkoda ;-) 

A bezsenne noce przy pełni księżyca?
No cóż. Proszę bardzo. Odpowiedź znajduje się TU.
Przykro mi. Można się przestać nakręcać patrząc w pełen Księżyc. I spać.


Czemu ludzie tak rzadko wmawiają sobie jakieś sensowne rzeczy, a wybierają zabobony? ;-) 

Tylko od kiedy wyszłam za mąż, to przestałam wygrywać fajną kasę w konkursach.
Może ma to jakiś związek z faktem, że przestałam grać, a może nie.
Kto tam wie ;-)

Nie, no poważnie. Mam ochotę powiedzieć : Daj spokój z tym drżącym głosem, gdy opowiadasz o wróżkach, znachorach, hobbitach i innych zabobonach i krasnoludkach, bo kiedyś nie wytrzymam i parsknę śmiechem prosto w twarz.

Chcesz w to wierzyć, to proszę, ale nie bój się tego. Jak się boisz, to rzuć to w cholerę. Szkoda życia na taki strach. Ja np. wierzę w Boga, ale się go nie boję. W miłość też wierzę i się jej nie boję. Wierzę w to, co mi daje siłę, wspiera mnie, uskrzydla, a nie osłabia.
Wierz w to, co dla ciebie dobre.

OK?