Błękit oczu, czyli Wielki Gatsby



Film, dla którego istnieje kino, chociaż nie brakuje w nim zabiegów i przerysowań, także teatralnych i musicalowych.


Wejdź w ten świat.



Połączenie stylów wyszło fantastycznie. Dynamika, klasa, elegancja, nowoczesność, próżność, egoizm.

Obok siebie światy: odziany w przepych, błyszczące bogactwo, dolce vita i przy nim wykorzystywanej i wykorzystującej biedy, przenikającej, niedającej o sobie zapomnieć, wstydliwie chowanej, a wpisanej głęboko w ten pierwszy.

Stroje, muzyka (można powiedzieć wszystko o amerykańskich filmach, ale nie można im odmówić, że są mistrzami soundtracków. W każdym prawie filmie muzyka odgrywa niezmiernie ważną rolę, tu jest nie inaczej). Odważnie. Z powodzeniem.

DiCaprio, prawie mój rówieśnik. Jak on pięknie dojrzewa. Kocham go od Titanica i z każdą rolą potwierdza, że jest jednym z najlepszych aktorów mojego pokolenia. To spojrzenie niebieskich oczu. Ten uśmiech. Te gesty. Urodzony amant i cwaniak ze spojrzeniem anioła, w jednym.

Stroje, wnętrza (zestawienia materiałów i kolorów będą mi się śniły jeszcze długo), szczegóły, detale. Finezyjne stroje kobiece i idealnie ubrani mężczyźni (widzimy tu rękę największych współczesnych kreatorów) zapierają dech. Nie do zobaczenia w realu.
Rzadko siedzi się do końca napisów, również pod wrażeniem nazwisk twórców.

Film zrobiony fenomenalnie i warty odnotowania w historii.

Czytając opinie (już po), widzę częsty i powszechny brak otwartości i płaskie przyrównywanie, ale też odnoszenie do oczekiwań. Odbieranie tak jakiejkolwiek sztuki jest typowe dla wielu przedstawicieli  każdej epoki. Nowe jest obce. To jasne. Potrzeba czasu na oswojenie. Takie dopracowanie i poziom może onieśmielić. Kiedyś będzie to na wszystkich listach klasyki. 

Ale trzeba powiedzieć:
To sztuka. Włącz zmysły. Wyostrz percepcję. Tym filmem dostarczysz sobie tego, co najlepsze.

Ten film jest o krok śmielszy. Fabuła (jak mogłam nie znać go wcześniej?) tak ułożona, że łzy mi poleciały z 3 razy. Za każdym razem z innego powodu. Emocje przebiegły przez kilka obszarów, postaci bohaterów bardzo w tym pomogły. Może tego dnia byłam szczególnie wyczulona. To dobrze. Lata 20-te w końcu też poruszały się po skrajnościach.

Dla mnie to były fantastyczne 2 godziny ze świetnym, światowym kinem i w świetnym towarzystwie, z wyjątkową dziewczyną. Z nią smakowało to wszystko wybornie. Dobrze nam się o nim nie rozmawiało, po wyjściu z kina. Właściwie to taki rodzaj filmu, że trzeba się z nim poukładać.
Recenzowanie standardowo zostawiam innym, bo nie wątpię, że dobre recenzje, wyczerpujące i na poziomie powstaną/ powstały. Ja do dziś dochodzę do siebie i się z tym filmem układam. Bez pośpiechu. Zablokował mnie na razie na inne filmy, a to już dużo.

Dziwne. W tym filmie, w tej opowieści miłość jest paskudna. Ocieka materializmem, wygodą,  obsesją. Podobno ta historia jest romantyczna. Posiada wszelkie znamiona, ale  przy tym obarczona jest takim obślizgłym wyrachowaniem, które mi odbiera wrażenie idealizmu. Ale o tym można podyskutować przy winie. Po filmie.

Na "Wielkim Gatsbym" można, trzeba odpłynąć.




Komentarze

  1. Na mnie film też zrobił duże wrażenie. Nie był genialny i pewnie nie będzie światowym arcydziełem, ale do mnie przemówiły te elementy przerysowania. Co najważniejsze, film spowodował że nareszcie zaczęłam traktować książkę jako coś ważnego, nie tylko jako krótką, bezsensowną nowelkę. Fitzgerald prześlizguje się po temacie w taki sposób, że lektura w ogóle do mnie nie trafiła. Film sprawił, że zaczęłam myśleć o psychice bohaterów i ich odczuciach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mam dopisaną książkę do listy.
      Bardzo jestem ciekawa samych bohaterów.

      Po filmie nie mam żadnej ulubionej postaci. To się rzadko zdarza. Tam wszyscy są w pewnych momentach okropni w sposób odbijający moją sympatię i empatię. Właśnie dlatego tak doceniam aktorstwo w tym filmie. Nikt nie walczy o naszą uwagę. Każdy jest zajęty sobą. Nikomu nie zależy, żeby się pokazać od najlepszej strony. Każda jedna postać jest tragiczna sama w sobie i do cna. Czy Fitzgerald to tak też pokazał, czy to efekt aktorstwa?

      Usuń
  2. Książka nie zrobiła na mnie wrażenia - czytałam ją w oryginale dość niedawno i po prostu zmęczyłam się bardzo mocno. Z filmem, niestety miałam podobnie, chociaż faktycznie zachwycał muzyką i feerią barw. Jednakże cała reszta - nie, tym razem to zupełnie nie mój świat, nie moja bajka. Tym niemniej jestem jedną z niewielu, bo czytałyśmy i oglądałyśmy w dość licznym gronie damskim, gdzie moja opinia była wyjątkiem... ;) well, taki life! :) Pozdrawiam! Dori

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to, że nie Twój świat, nie Twoja bajka, to akurat dobrze. Różnorodność jest potrzebna. W odczuciach też.

      Pozdrawiam Cię weekendowo :-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Zapraszam do korzystania ze skrótu: https://www.myslowlife.pl