4.6.13

Na końcu, morze

Skwer Kościuszki w Gdyni.


Niedziela. Tłumy. Wijąca się masa. Lans (?). Strzelisty Sea Towers (zawsze mnie zastanawia, jakie mają widoki z apartamentów ostatnich pięter). Zapach smażalni, gofrów i ryb. Legendarna, chociaż dziś już trącąca myszką, "Róża Wiatrów" i "wieczorki taneczne" (kto jeszcze używa takiego określenia?). Dar Pomorza pręży się dumnie. Przed nim ORP Błyskawica, na niej przystojni marynarze (na moje oko raczej studenci Akademii Morskiej). Warte odwiedzenia Akwarium Gdyńskie, zwane potocznie oceanarium.

Tłumy.
Człowiek przebija się, jak przez chaszcze.

Warto.

Na samym końcu robi się prawie zupełnie pusto. Siadasz na murku, bierzesz spokojny oddech i patrzysz.
Na zazieleniony Klif Gdyński, na morze, na ptaki grzejące się i wietrzące skrzydła na falochronie.
Spokój.

Myśli się wyłączają. Nawet jak jesteś z kimś, to w tym miejscu idealnie się milczy. Razem.

Patrzysz przez moment na tłum kotłujący się parę metrów dalej.
Zaraz będziesz się przez niego znowu przebijać. Ale to zaraz.

Teraz siedzisz i patrzysz. I chłoniesz.

Wystarczy przejść na koniec Skweru, żeby zaznać totalnego spokoju.
Kto by pomyślał, prawda? ;-) 


zaznaczyłam czerwonym kółkiem. Idź tam. Przekonaj się.

Za to kocham życie nad morzem.

Dla ciekawych: kamera na Skwer.