3.6.13

Grzeje mnie Starbucks i rzecz o gadżetach


Najważniejszy letni gadżet. 
Kubek termiczny ze STARBUCKSa. 






Mam dwa. Oba z Monachium. Jeden kupiony na Starym Mieście, jako prezent dla M., drugi na lotnisku, już dla siebie. Nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Wspomnienia z nimi związane są ważne, owszem też. Funkcjonalność i praktyczność z czasem bardziej. Rzadko wyjeżdżam bez któregoś z nich. Moja ulubiona czarna kawa z ekspresu albo herbata. I tyle mi trzeba do szczęścia.

Kubek termiczny już nie raz dał mi szczęście, bo nie jest ciężki, wchodzi do torebki czy w uchwyt w samochodzie, a łyk gorącego płynu bywa zbawienny.

Te kubki Starbucksa są świetne, wytrzymałe i długo trzymają temperaturę. Na pewno ok. 8 godz. Sprawdzone wielokrotnie. Podróż czy wypad do lasu, albo na jakąś konferencję, bez znaczenia. Przyda się. Czasami zabieram go do biura, gdy chcę akurat swojej kawy.
Nieraz już poratowałam łykiem kawy znajomych, którzy nie założyli, że będą chcieć kawy. Przydaje się, serio, serio.

Koszt ok. 20eur. Kubek daje radę na lata. Pierwszy ma już z 5 lat, a nie dzieje się z nim nic niepokojącego i nie wiem, ile jeszcze wytrzyma. Jest naprawdę solidny. Co spadał na podłogę, to też jego. I nic mu się nie stało. Plastikowej przykrywce też nie. W życiu miałam wiele termosów i prawie wszystkie się potłukły, bo miały szklane wkłady, albo słabe obudowy. Został ostatni. Podsumowując ich wartość po latach? Szkoda kasy i nerwów.

Kocham te kubki. Są jak Terminator.

Wczoraj kolega na mnie popatrzył i rzucił - ale ty jesteś gadżeciarą. Klapki ecco, e-papieros, kubek termiczny. Co dalej?

No nie wiem. Ja lubię rzeczy praktyczne i dobrej jakości. Tylko tyle. Nic się nie zmienia. Klapki ecco, jak i buty, to ta sama kwestia. Są niezniszczalne. E-papieros, no wiadomo. Więc?

Nie wymienił ani jednego gadżetu. Gadżetem są dla mnie rzeczy, przy których pada pytanie - tylko po co?

No rozróżniajmy. Pieszczotliwe określenie się nie liczy :-)



Kawy!


:-)