7.6.13

Set

Pewien znany tenisista dostaje cięgi od podwójnej moralności.

To oburzenie jest takie karykaturalnie przerośnięte, jakby faktycznie doszło do masowego handlu kobietami.

Ciekawa jestem, która dziewczyna nie dostała nigdy dwuznacznej propozycji. Od znajomych, znajomych znajomych, ale głównie obcych. Rzekłabym, że to powszechne, jak robienie kariery przez łóżko. Nie wiem, co ludzi tak oburza. Propozycja, jak propozycja. Rozważa się, odmawia i tyle. Wielka afera. Fajnie się potem opowiada to między koleżankami przy winku, pt "ty wiesz, co on mi zaproponował?!".
No dobrze, jasne, jak byłam młoda, to czytałam łzawe romanse i myślałam, że świat jest inny, ale gdy skończyłam 17 lat, zrozumiałam, jaki jest. Przez te 20 lat nic się nie zmienia. To jak przyjęcie do wiadomości, że są 4 pory roku. Polecam.




Fakt:
Niektóre dziewczyny radzą sobie akurat tak, że w to wchodzą i tego chcą i czekają na takie okazje. Ok? Zostawmy je w spokoju. Ich i tak nic nie przekona, żeby tego nie robiły.

Oczywiście, gdybym miała córkę, chciałabym, żeby miała do tego takie podejście jak ja i nie sięgała po te rozwiązania. Żeby seks nigdy nie był dla niej narzędziem. Dla syna też bym oczywiście nie chciała, żeby musiał kupować sobie uwagę i pożądanie. Bo to smutne. Uprawianie seksu z jakichkolwiek pobudek innych niż szczere zakochanie, fascynacja, pożądanie jest smutne. Moralność? Och kamą.

Dość gdybania.


To mnie akurat nie zajmuje w tej chwili. Nie ma czym się ekscytować.

Ważniejsze:

Czekam na coming out jakiejś dziewczyny, która dzięki znanemu tenisiście poznała kogoś, kto jej otworzył jakieś możliwości. Otworzył ważne drzwi. Dzięki komu jest teraz w lepszym miejscu, niż była na początku. Ba, może są za tym jakieś happy endy? To mnie ciekawi, właśnie pytanie: czy to ma sens na dłuższą metę?

Dlaczego? Bo możliwe, że jest takich dziewczyn niemało. To pora, żeby tenisistę i siebie obroniły. A jeśli ich nie ma? Też mogłoby otworzyć innym oczy, że takie rzeczy, to tylko w filmach i u nich skończyło się to tak i tak. Niech w końcu wypowiedzą się te, które w to weszły. Może być książka. Oby dobrze poprowadzona. Będzie hit ;-)


A co do samego znanego tenisisty, no bawił się żyletkami. Fakt. Trochę się pociął.  Nie. Nie tłumaczę go, nie bronię ani nie oskarżam. Dopóki nie chodzi o mojego męża, to nie będę przeżywać, bo nie mam czego. Ani to chwalebne, ani jakoś straszliwie karygodne. Nie mój świat. Niech się jego żona martwi ;-)

Pewne: W życiu z nikim nie umówiłabym się na spotkanie w sprawie pracy, nie pytając wcześniej "w jakim charakterze?", bo może wcale by mnie nie interesowała. Mój czas jest dla mnie cenny, a tym bardziej, nie traktuję poważnie niepoważnych sytuacji. Bo po co? No trochę rozsądku. Argument "młoda, głupia i naiwna"? No to proszę, pozwalajcie się tak określać i same się tym tłumaczcie. Nie miejcie do świata pretensji, jak was potem tak postrzega. Nie idźcie tą drogą tłumaczenia. Myślcie. Nie ma większego znaczenia, od kogo pochodzą jakieś słowa. Czy od znanej osoby, szefa czy gwiazdy kina, albo towarzysza podróży metrem. Nie ma znaczenia. Myślcie.


Kończę kawę i zanurzam się w swój kosmos, pamiętając, że kij ma zawsze dwa końce.



PS. Całe życie zdarza mi się słyszeć dziwne rzeczy, propozycje, opowieści. Nie ma w tym nic nawet bulwersującego. Naiwnością jest się nabierać, ale przewrażliwieniem jest brać to do siebie i jakoś ciężko przeżywać. Tym ludziom nie robi to tak naprawdę różnicy. Ludzie miewają różne pomysły i tupet. No i? Nie ma czym się podniecać przeważnie. Serio, serio. Easy ;-)

Story z innej beczki:
Gdy miałam 18 lat i odbierałam swój pierwszy dowód, zaczepił mnie pod urzędem jakiś facet i mówi - Jesteś łudząco podobna do córki pewnego człowieka. Ona nie chce z nami współpracować, ale może ty być chciała zarobić 10k. Musiałabyś ze mną pojechać w pewne miejsce i złożyć jeden podpis jako ona. 

Co odpowiedziałam? Coś, po czym facet skulił ogon i poszedł w siną dal. 

Gem.
To pewnie nie koniec meczu.