27.6.13

Ja robot, czyli unplugged



Ekologia a energia.
To ja proponuję funkcjonować (nie odpoczywać, podkreślę, funkcjonować) trochę bez tego, co ma moc. Co daje energię. Co faktycznie rządzi naszym życiem.


Wyłącz prąd.





Poważnie.
Ostatnio znowu się  przekonałam, co to znaczy, być dzieckiem cywilizacji. Tak trochę.

Po burzy w niedzielę, w poniedziałek kilka dzielnic Gdańska nie miało prądu. Zupełnie. Padły w końcu wszystkie UPSy i inne zasilacze. Firma stoi. Nie tylko nasza. Kolega przywiózł mi laptopa, bo na szczęście wiadomość dotarła do mnie skoro świt, zanim wyjechałam z domu. Jak sobie pomyślę, że nie działała klima... Nie, niemożliwe ;-)

Ale tak sobie myślę: Gdybym nie miała prądu w domu? Gdybym nie miała załadowanych baterii? Bez telefonu, bez laptopa, bez dostępu do danych nie zrobiłabym wiele. Jesteśmy na tyle nowocześni, że pracujemy właściwie bez papierowo i wirtualnie oraz zdalnie. Właściwie nic jednak nie zdziała bez prądu. I na dobrą sprawę, bez prądu długo byśmy nie pociągnęli. Ale z nim i z zasięgiem mogę pracować wszędzie na świecie.

Jako globalne społeczeństwo bez prądu nas nie ma. Z nim, świat jest mały.

Nie zrobimy zakupów w żadnym sklepie z kasą, nie zapłacimy kartą, nie porozmawiamy przez tel, nie byłoby żadnej, ale to żadnej elektroniki,  o którą opiera się w tej chwili cały cywilizowany świat. Gdyby jakoś skończył się dopływ prądu, to świat by stanął. Dosłownie. Naprawdę dosłownie.
Nie wiem, czy nie przestałby się też kręcić, bo może na prąd jest też ta bateria w środku ;-)


Ale poważnie.

Bez prądu nie umielibyśmy teraz żyć. Nie można funkcjonować, ani pracować zawodowo.  Nie wiem nawet, czy są zawody, które nie potrzebują prądu, bądź elementów, które są wytworzone z jego wykorzystaniem. OK, są, ale jest ich niewiele i zajmują się tym raczej jednostkowe osoby. Manufaktura. Bez prądu świat stoi.
Wraca do korzeni, których istnienia na co dzień nie kodujemy. Nie czujemy nawet. Jesteśmy zbyt daleko i wysoko od nich. Jesteśmy na liniach wysokiego napięcia.


 Za czasów moich rodziców prąd był reglamentowany. Podobno dzięki temu moje pokolenie to wyż demograficzny. Krąży anegdota, że rząd wyłączał prąd, a ludzie z nudów robili dzieci, kolokwialnie mówiąc.
Ale na dobrą sprawę, co się dziwić? Ok. Można jeszcze funkcjonować przy świeczce. Można wyjść. Ale jak nic nie działa, to co?

Naprawdę światem rządzi energia. Najbardziej prąd.

Ciekawe, że brak prądu daje na chwilę taką podstawową wolność. Stajesz sam przed światem a on przed tobą.
Dobre doznanie. To prąd nas zbliża. Płyniemy razem z nim. On nas też dzieli. Rozleniwia. Więc jednocześnie z nim płyniemy i stawiany nomen omen opór.

Jednak oparcie nowoczesności o prąd jest elementem też mojego życia.
Bardzo.

Że niby rządzi pieniądz? Bez bankomatu i tak się do niego nie dostanę. Nasze pieniądze są wirtualne. Co by się stało z gospodarką na prawie całym świecie bez prądu?


Gdyby nagle wysiadł prąd na całym świecie, to zrobiłoby się tak wręcz filmowo. Bez cienia scenariusza. Żadnych schematów.

Cisza. Kompletna cisza. Odcięcie nas od prądu byłoby jak wyjście z Matrixa.
Czy jestem tego ciekawa? Nie. Wystarczy mi dawkowanie dostępu. Wystarczy możliwość wyjścia, z której korzystam do granic woli.
Jestem częścią świata, w którym prąd rządzi, ale lubię od niego uciekać.

Jest ok.

A jak nie, to idę nad morze.


Tam, gdy patrzysz na horyzont, gdy jest czysty, widzisz bezmiar. Podobnie jak w górach, albo gdy po prostu patrzysz w niebo. Wystarczy natura. Czyste "ja i świat". Ten niepodłączony, ten, który jest napędzany najmocniejszą energią. Słońca. Ta bateria rządzi nami najbardziej.
I to jest piękne.


Wszyscy jesteśmy robotami.



Na prąd i na słońce.


Ps. Jeśli ktoś wierzy, że mamy wpływ na emisję CO2 i jego wpływ powstawanie dziury ozonowej, to pozdrawiam i gratuluję poczucia wielkości. Jak to mawiał mój wykładowca od geografii politycznej, równie dobrze można wmawiać sobie wpływ na ruchy tektoniczne Ziemi. No można. Kiedyś rządy coś wymyślą :-)


A czasami warto odłączyć się od prądu i przełączyć na słońce.