10.6.13

Przyłożenie, czyli porównaj się

Nie. Nie będzie o rugby.


Porównajmy się.





Jak Boga kocham (a kocham), nie rozumiałam nigdy sensu porównań między ludźmi.
Ulubiona zabawa ludzkości. Jedna z. Jakby nie było sensowniejszych. Są.
Istota sprawy: rozróżnianie zasad rywalizacji.


W sporcie? Jasna sprawa. Kocham rywalizację sportową, chociaż nie uskuteczniam jej od wieków na fajną skalę, to doceniam. Najlepszy, sprawiedliwy sposób na budzenie ducha walki, ale też stosowania zasad fair play i całej reszty. Dzieciaki wiele tracą unikając wf.

Gdy już gram na poważnie, nie lubię przegrywać. Z chęcią wyśmiewa się rywala, rzuci zabójcze spojrzenia w ramach demotywacji (no szkoda, żeby poklepywać się motywująco po ramionach "stary, dasz radę mnie ograć. Walcz" ;-), normalne zagrywki typowe dla rywalizacji sportowej, gdzie staje się do porównania, zgadzając się na jakieś jasne zasady, czas i miejsce. Proste, jasne, oczywiste.

Czy to w sportach indywidualnych (wyścigi rowerowe czy biegi krótkodystansowe, to było coś), czy grupowych (uśmiecham się z sentymentem do siatkówki). Stare dzieje i to se raczej ne wrati.

Ok. Sport to jedno.

Inny biegun:

Wszelkie olimpiady naukowe, językowe. Warunki są jasno określone. Kto chce, czuje się na siłach bierze udział. Sprawdzian wiedzy i umiejętności zastosowania jej.

Wszelkie konkursy z jasno określonymi zasadami, tu mam na myśli mierzalne wyniki.

Rywalizacje oparte na jasnych zasadach, ale co najważniejsze,


na samodzielnym zgłoszeniu uczestników.


Świetna sprawa.

I wracamy do życia:

Niektórym to się kompletnie chrzani. Porównywanie się z kimś. Ale tak na poważnie. Co kto ma, gdzie bywa, co robi, co osiągnął i jakimi metodami, szczegóły z życia osobistego i skalowanie. Jak wiadomo sąsiedzi wiedzą o nas więcej, niż my sami. Itp.

Właśnie ci pokazuję, że w każdej chwili bierzesz udział w jakiejś rywalizacji. Serio. Podobno to normalne. Psychologia to jakoś tłumaczy, ale nie pamiętam teraz definicji. To nie ma znaczenia.
To bez sensu.

Porównywanie się poza konkurencją jest bez sensu.
Wyluzuj.

Tak. Właśnie.
Zajmij się sobą i swoim życiem. Sam mierzysz swoje osiągnięcia, bo tylko ty znasz skalę. Inspiruj się, ucz, przede wszystkim kreuj, ale nie porównuj. Zostaw to innym. Ty rób swoje. Nie trać czasu. Chyba że się z kimś na to umówisz. Ty. Osobiście. Umówicie się na porównanie. Konfrontacja. Oczywiście. Tylko wtedy.


Dlaczego jest to bez sensu bez tego warunku?

Wyobraź sobie, że idziesz ulicą i rozważasz, jak poprowadzić jakąś sprawę związaną z pewną inną sprawą. Głowę masz właściwie gdzieś indziej. Mijają cię ludzie. Różni. Idący w tym samym kierunku co ty, w różnych kierunkach, tym samym tempem, albo innym. Każdy o czymś myśli, albo rozmawia przez telefon, albo przegląda się w oknach wystaw sklepowych.

I na koniec dnia każda z tych osób dostaje smsa - przegrałeś! Staraj się bardziej!  albo właśnie nie, dostaje smsa o treści -brawo! świetna robota! wygrywasz!

Widzisz ich miny? Ale o co chodzi? No nie wiadomo.
Tak. To jest właśnie bezsens porównywania się z kimś, kto wcale z tobą w niczym nie rywalizuje.

Na efekty, mniej bądź bardziej mierzalne sukcesy, składają się bardzo różne czynniki i skale oraz okoliczności. Porównując się nie zauważasz,  nie znasz i nie poznasz zbyt wielu z nich z drugiej strony. Szkoda czasu na zastanawianie. Oczywiście, trzeba wiedzieć, co się dzieje, ale poznawczo, a nie dla porównania. Przykładowo, ktoś dostaje firmę od taty, stanowisko od brata, a ty masz zupełnie inną drogę, możliwości.
Co robi sporo ludzi? Obrabia tego pierwszego, zamiast zająć się sobą i wypracować własne metody ułatwiania życia.


A weź się zajmij sobą.

Rób swoje.
Ustaw swoją skalę.
Dla siebie. Osobiście.
To w końcu twoje życie.

I nie naśladuj, tylko się inspiruj. Poznawaj świat. Czuj go. Cały, a nie ten sąsiada czy koleżanki albo gwiazdki z tv. Patrz szerzej. Kreuj siebie i realizuj marzenia. W tym świat ci zawsze pomoże. Pamiętaj o intencjach, jakie tobą kierują. To widać. To po ludziach naprawdę widać, z jakich pobudek coś robią.
Historia to potwierdza.

Tylko nie trać czasu na porównywanie się.
A już zupełnie z ludźmi, którzy o tym nawet nie wiedzą.

No i nie naśladuj. Bo to już zupełnie słabe.
Stać cię na więcej.
Niech ciebie naśladują. Przestań się porównywać.

Co to da? Zejdziesz z huśtawki poczucia bycia lepszym/ gorszym. To niepotrzebne bujanie. Rywalizuj, gdy obie strony tego chcą, w ustalonym zakresie, nie mieszając w to nic innego.
I tylko wtedy.

Rób swoje.
Zobaczysz, jakie to genialne uczucie i jak zmieni się twoje podejście.

Oczywiście to też będzie proces, jeśli nie jest wdrażany od małego, ale wart zainwestowanego czasu.


Bonus:
Przerysowane sympatycznie bycie zajebistym. Lubię strasznie to czasami poczuć i wyartykułować.
Po reakcjach widać poczucie wartości innych.
Zadziwiające trochę, że nie ma w tym przeważnie (pomijając, gdy wygrywam w rywalizacjach ustalonych) elementu porównania z kimkolwiek, bo to czysta samoocena. Jestem zajebista.

I tyle.

I nie, ocena tego nie należy do innych, jak to zarzucił jeden znajomy. Oczywiście może, ale nie musi. Ale zdanie innych, to zdanie innych, a ja to oceniam wg własnych kryteriów.

Samoocena NIE jest efektem porównania z innymi. Porównywanie się podbija ego na chwilę, ale też strasznie łatwo je zachwiać, bo zawsze będzie ktoś lepszy i ktoś gorszy. Nie skupiaj się na tym. Rób swoje.

I na koniec zdradzę tajemnicę, którą buddyjscy mnisi wyjawiają tylko wybranym: poczucie wolności płynie ze środka, właśnie z nieporównywania się z innymi. Jak to poczujesz, to będziesz wiedzieć. I to też miałam na myśli, pisząc o poczuciu wolności w 20 zasadach.

Wtedy zrozumiesz słowa: nic nie muszę, wszystko mogę. 

 
Powodzenia. Jak zawsze.