5.6.13

Always zagadki i tajemnice



Siedzę i przeglądam twittera, popijając colę.
Wzrok mój pada na etykietę. Przecieram okularki, bo nie wierzę, w to co widzę. Czytam ponownie:

2,5l = 10 * szklanka 250ml
No niemożliwe. Serio? Poważnie? 10 x 250ml to 2,5l? WOW! Dzięki Coca Cola ;-)

Zagadka:
Mam szklanki 0,2l. Ile szklanek coli mam z 2,5l butelki?

Trudniejsza wersja: piję z butelki. Ile wezmę łyków? Ile kalorii ma 1 łyk?

Natomiast skład, no wiadomo. Generalnie tajemnica. Pewnie tak jest lepiej dla wszystkich. Ze mną włącznie.

Mam hopla na czytanie etykiet. Lubię, gdy mi się wydaje, że wiem, ci jem.
Ostatnio przy makabrycznym programie o przekrętach w spalarniach odpadów medycznych, gdy rozmawialiśmy luźno o odpowiedzialności państwa przechodząc do kwestii etykiet, M. rzucił "Nie wierzę w to, co jest napisane na etykietach. Nie wiem, czego tam nie ma".

Też nie wiem. Dlaczego więc czytam i analizuję?





Trzeba mieć jakiś punkt odniesienia. Niemniej, też nie wierzę 100% etykietom. Nie ufam producentom. Smutne jest to, że żyjemy w czasach, nadal, w których zyski przedkładane są zbyt często nad jakość i informacje dla konsumenta. Chcę wierzyć, czekam na to, że kiedyś i inspekcje handlowe, sanepidy i inne organy, jak i sami producenci będą rzetelni. No chcę.

Niestety do tego czasu trzeba liczyć na siebie i wybierać w miarę krytycznie i dlatego też sięgać po produkty jak najmniej przetworzone. Jak najczęściej. Ta niewiadoma składu, to jeszcze jedyny sposób, żeby wiedzieć chociaż częściowo, czym się karminy.

Im krótsza lista składników, tym lepiej. Przy świeżych produktach zastanawia jedynie pochodzenie, no ale to przerabiałam już kilka razy.
Tylko przypominam.

Lubię tajemnice, ale nie na talerzu.