31.3.15

Racuszki i mężczyźni

Wchodzi kolega
- Marzena, na co zwracasz uwagę w pierwszej kolejności, gdy patrzysz na mężczyznę?
- Hm, oczy.
- To nie jesteś prawdziwą kobietą, bo badania wykazały, że kobiety patrzą w pierwszej kolejności na buty.*
- Na buty? A co mi mówią o facecie buty?  - dziwię się.

- Nie wiem, ale to kobiecy fetysz i to pewnie dlatego - wchodzi drugi kolega.
- Buty? Fetysz? - dziwię się jeszcze bardziej
- A nie? Ile masz par butów?
- Nie wiem, z 10? Ale na cały rok i różne okazje - odpowiadam podejrzliwie
- No i to nie jest fetysz??! Ja mam dwie: na lato i zimę  - triumfuje
- Ale to nie jest fetysz, z resztą, co to ma do bycia kobietą? - szukam odpowiedzi na pytanie z rodzaju "sens życia"
- Nie wiem, tak badania wykazały. Kobiet zapytaj - śmieje się.

Serio? :-)


Ja myślę, że to raczej kwestia speszenia, które jest mi raczej obce. Ja wchodzę w spojrzenie (kiedyś o tym pisałam, jak ważne to dla mnie jest), ale obstawiam, że te buty to poprostu spuszczony onieśmielony wzrok :-)



***

A wieczorem kręciłam się po kuchni z telefonem i wyszła z tego magia, dzięki której podzielę się rodzinnym przepisem na placuszki z jabłuszkiem <3



30.3.15

Magia pieniądza

Jakiś czas temu spotkałam się z przesympatyczną doktorantką, celem udzielenia wywiadu na temat slow life.* Kilka godzin rozmowy, w trakcie której padło też pytanie - Czy do życia slow trzeba być bogatym?

KONIECZNIE!  - wykrzyknęłam z entuzjazmem.

Czekam, aż Polacy nauczą się rozmawiać o pieniądzach. Szczególnie cudzych, żeby w końcu przeżywać jakieś pozytywne orgie radością cudzego sukcesu, zamiast się samotnie masturbować po ciemku, ze złości.



29.3.15

Weekend z "Shirley Valentine" i z J.

- Cześć. Co robisz w piątek? - J. nie szczypie się specjalnie.
- Jeszcze nie wiem - odpowiadam - A co masz?
-  Idziesz z nami do teatru na "Shirley Valentine", do Sopotu? Grają w "Teatrze przy plaży"
Tak też się stało.


Słyszałam wiele razy o genialnej kreacji tej postaci przez Krystynę Jandę. Nie miałam okazji zobaczyć na żywo i raczej nie sądzę, że będę miała. Niemniej, bardzo ciekawa byłam tego, jak zagra, nieznana mi dotąd, Magdalena Tomaszewska,  w reżyserii Dariusza Majchrzaka.


28.3.15

Gdy spada czyjś świat

-Niech Pani zostawi te bułki - dociera do mnie gdzieś z tyłu. Pakuję bułki do woreczka w Lidlu (jedyne sieciowe pieczywo, które uznaję, gdy nie zdążyłam do piekarni)
- Proszę Pani, niech Pani zostawi te bułki - głos się powtarza.
Za trzecim razem się odwracam poirytowana marszcząc brew.
Patrzę na mężczyznę, który to mówi. Nie poznaję przez dłuższą chwilę. M. stoi rozbawiony obok.
- Cześć K. - rzucam zmieszana - Nie poznałam Cię. - dodaję.
Stoję i patrzę, bo w sumie dalej go nie poznaję. Co się z nim stało, że go nie poznaję? Przechodzi mi przez głowę.

Po krótkiej wymianie uprzejmości nasze drogi się rozchodzą. Po drodze moje myśli krążyły po szczątkach wspomnień. Kiedyś K. był moim dobrym przyjacielem z czasów studiów. Naprawdę go lubiłam. Przez kilka lat wiele razy mi pomagał, wiele, wiele godzin przegadaliśmy pijąc co kto lubił. Wiele godzin po prostu spędzaliśmy razem. Tak, to rodzaj "bądźmy przyjaciółmi". Jak nie ma chemii, to nic nie pomoże. Fajnie się wkurzał na moje palenie, bo nie znosi papierosów. Oboje wzajemnie bawiliśmy się na swoich weselach. Wiele imprez i urodzin spędziliśmy we wspólnym gronie. Gronie, którego już nie ma od dawna. K. mieszka z rodziną niedaleko mnie. Dziś szukam jego twarzy w pamięci.  Czy tak miało być?
Dziwne uczucie. Naprawdę. Gdy powiedziałam o tym M. spojrzał tylko i rzucił swoje "Widzisz, jaka jesteś wredna, przyjaciół nie poznajesz" i z uśmiechem poszedł pakować zakupy.

Wariat jeden.

(...)


Rano, pierwsza kawa. Kot ociera się o moje nogi pomrukując. Dopiero co go nakarmiłam. Z reguły robi to M., ale jest w podróży służbowej.

Otwieram wiadomości w dziennikach i czytam...  I tak sobie myślę, zjadając kawałek bułki drożdżowej z dżemem (taka mnie naszła ochota, co zrobić), dlaczego nasze media "opiniotwórcze" zaczynają od wiadomości, co kraj na innym kontynencie sądzi o sytuacji u naszych sąsiadów i "straszy" mnie, że po nas tamci też przyjdą? Nie wiem. No fajnie, fajnie. W sumie, to nie mój problem.
Łyk kawy.
Dalej.
U nas politycy lubiący media głównie zajęci są jakimiś personalnymi wojenkami i wypominaniem sobie błędów. Leczą dalej kompleksy. Młoda demokracja, dojrzewanie, trądzik, szukanie akceptacji, miłości, ciepła, zrozumienia itd. Ale nie widzę w tym też nic złego. Już wolę, żeby się nie mieszali, niż siali zamęt. Ci pozostali rzadko się odzywają publicznie. 



Przewijam się przez nagłówki, dramatyczne opinie, oceny sytuacji balansujące na granicy histerii bla, bla, bla... Dobra. Dalej.


22.3.15

Wiosenny minimalizm, Gra o tron i moje sojusze


#coffeetime @work. Wiosna idzie. Wypatruję jej.

Minimalizm w szafie oznacza u mnie wszystko, ale bez nadmiaru. Nadmiar oddaję w świat. 
Plusem mojego minimalizmu w szafie jest to, nie muszę nic zmieniać na półkach i wieszakach, przy zmianach pór roku. Jedynie zmieniają się okrycia i buty. Wygoda i dowolność bez nadmiaru  i bez wyrzeczeń. Mam wszystko czego chcę i co dla mnie jest ważne - dobrej jakości. 
Skutek uboczny luksusu równowagi. 
Tak, w niektórych sprawach doszłam do swoistego mistrzostwa. 
Jak? O tym pisywałam wiele razy. Polecam odmęty archiwum, bo ten blog kończy w tym roku 4 lata i sporo postów związanych jest z tematyką równowagi, minimalizmu, dystansu  i rozwoju osobistego oraz sposobów na ogarnięcie życia ;-)  
  

20.3.15

Być córką w teorii i praktyce - Mama na telefon

- Czemu płaczesz? Co się stało? - słyszę w słuchawce zaniepokojony głos mamy.
- Nic. Wszystko w porządku - odpowiadam wycierając nos. Siedzę sobie na podłodze, bo tak.
- To czemu płaczesz? - słyszę troskę.
- Bo się za Tobą właśnie strasznie stęskniłam - odpowiadam chlipiąc - Ale wszystko jest ok. Nie martw się - dodaję uśmiechając się do słuchawki.
- Ja też za Tobą tęsknię - mówi.

Jest 3 w nocy. Chciałam ją usłyszeć.


18.3.15

Rycerze v2.0

Jeden z tych zacnych panów, znany mi osobiście barbarzyńca (po stroju obok ;-) trójmiejski i bloger występujący pod  stroną http://nolifestyle.com/ zwrócił na Twitterze uwagę na komentarze pod demotem. TU.


W czym rzecz? Czemu o tym piszę?
Bo to jest nawet zabawne, jak można się dopatrywać czegoś negatywnego w jednej z najbardziej pozytywnych akcji, jaką w ostatnich czasach zrobili spontanicznie blogerzy i nie tylko, na świecie.


Uwaga, opowiem o tym, jak sama odebrałam tę akcję, jako kobieta.

Hasło "Jeśli kobieta zakładając spódnicę zaprasza do gwałtu, to my też zapraszamy"

Genialne, prawda?

I co nam panowie mężczyźni mówią tym hasłem i strojem?

Otóż bardzo ważne rzeczy, niby tak oczywiste, a wcale nie - po pierwsze, że nie wszyscy mężczyźni są tacy sami (wbrew temu co niektóre kobiety lubią powtarzać), po drugie, oni nas tą akcją bronią, pokazują, że możemy na nich liczyć i najważniejsze, to jest ten głos tych prawdziwych mężczyzn, którzy są naszymi sprzymierzeńcami i wysyłają sygnał, że nie zgadzają się z opinią, że nasz strój może być odebrany jako prowokacja do gwałtu.
Tylko tyle.

Najbardziej solidarna akcja pro kobieca ostatniej dekady.


Dzięki panowie.




A kobiety, dziewczyny,  zakodujcie tylko, że nie brakuje mężczyzn, dla których nasze dobro jest ważne i nie skrzywdziliby nas, ba, obronili.

A że nie ma ich zawsze, gdy się coś dzieje, to już inna sprawa, ale też jak dobrze pomyślimy, to na co dzień stawiają się za nami, tylko my to często traktujemy jako oczywistość.

Może warto to czasami docenić?


16.3.15

Przepis na miłość

Impreza przy wódce. J. z krótką wizytą w Polsce. Wyciąga telefon i mówi do mnie - przetłumacz im,
Czytam na głos smsy. Od jego kochanki. Smsy pełne miłości, podziwu i dobra, ciepła, pieszczotliwej czułości.
- Ona jest twoją przyjaciółką - mówię  na koniec oddając aparat,
Kobiety obruszają się. Mężczyźni uśmiechają.
- Wiem - mówi J.
- Daje ci to, czego nie ma w sobie twoja żona  - dodaję, w sumie myśląc na głos. Znam ją. To typ kobiety dobrej, ale zimnej. Panuje nad całym rodzinnym życiem i światem. Robi to idealnie, Typowa "żona". Tylko nie ma w sobie ciepła. Czy można być dobrym i nie mieć w sobie ciepła? Tak. Wszystkie kombinacje są możliwe. Lubię ją.

- No cóż. Właśnie takie słowa facet powinien dostawać od kobiety - dodaję.
- No przestań - koleżanka parska śmiechem.
- No może niekoniecznie smsy, jasne, ale generalnie to normalne, żeby tak mówić do faceta, którego się kocha - patrzę na nią zdziwiona trochę jej reakcją
- Ale po co?
- Jak po co? Nie ma "po co". Jak kochasz, to mówisz, co czujesz. Czy nie? - zbiła mnie z tropu.
Nic nie odpowiada i rzuca krótkie spojrzenie na swojego męża.



Nigdy nie szukałam męża.


12.3.15

Nudna poprawność polityczna

- Pamiętasz? Kiedyś paliłam jak dzika, piłam bezwstydnie, imprezowałam, uprawialiśmy seks przed ślubem, robiliśmy rzeczy potępiane i niegrzeczne. A potem postanowiłam żyć zdrowo i się zdrowo odżywiać i już zupełnie zrobiło się... grzecznie i nudno - powiedziałam do M. pokazując nowe paznokcie - a dziś zostało tylko to, że przeklinam.
- Zabierz te paznokcie nastolatki. A co do reszty, to się nazywa starość  - usłyszałam.





Poprawność polityczna, o którą tak często nawołuję, jako dobrą w przestrzeni publicznej (bo tak), jest zabójcą smaku życia w przestrzeni niepublicznej. Tak czytam o Durczoku, tak myślę o tej swojej notce o braku molestowania i mobbingu i tak myślę, że względność wszystkiego wykorzystywana jest na niekorzyść smaku życia a ja to jeszcze za bardzo popieram (tak, widzę, po prostu dotykam skrajności).

Przerażająco nudne jest wszystko politycznie poprawne w każdej płaszczyźnie.


7.3.15

Teoria względności, czyli molestowanie seksualne

Nie wiem jak na świecie, ale u nas robienie "kariery" przez łóżko jest tak powszechne, jak zajadanie się kurczakiem. Ostatnia sprawa molestowania wyciągnęła ten temat na światło dzienne i strasznie jestem ciekawa tego, jak przebiegnie,do czego doprowadzi.

Molestowanie seksualne to wybitnie jeden ze śliskich tematów, bo jest dalece względny. Romans w pracy, a szczególnie z przełożonym, jest częstym zjawiskiem i znam sama takich wiele. Naprawdę sporo.  Historie są bardzo różne. Niektóre kobiety  się zakochują, niektóre kobiety robią to z czystym wyrachowaniem. Elementy profitów zawodowych jest po prostu jakimś bonusem. I tak było i będzie. Jedno jest pewne - takie relacje mają krótki żywot, więc czerpane z nich jest co się da,w obie strony. Oczywiście często idą za tym też złamane serca i inne dramaty, nie tylko "żona się dowiaduje". Czy można tego zakazać? Owszem, są firmy, w których są już regulaminy jasno zakazujące takich relacji i wymieniające jasne konsekwencje w przypadku wyjścia na jaw takiej sytuacji. Kary są z reguły dotkliwe, po utratę pracy włącznie.



6.3.15

Być bez albo

28.02.2015 był dniem wyjątkowym. To była sobota. Tego dnia odbył się 30. #Tweetup #3miasto połączony z Igersami/ Instagramersami Gdańsk (dla tych, co nie znają tematu, chodzi o użytkowników Twittera i Instagrama).
Bardzo lubię te spotkania, mimo, że rzadko biorę w nich udział. Ludzie, którzy się tam spotykają są wyjątkowi, a wśród nich jest też kilka osób, z którym znamy się od lat, a widujemy generalnie przy takich około internetowych okazjach. Naprawdę. Kocham energię tych spotkań.

Miejsce było o tyle wyjątkowe, że mi dotychczas nie znane, bo nowiutkie na mapie miasta. Spotkanie odbyło się bowiem w Teatrze Szekspirowskim.  

*
Drugą wyjątkową sprawą był fakt, że oprowadzała nas osoba, która wie o tym budynku i jego historii chyba wszystko i ja byłam zasłuchana, jak zaczarowana. Uwielbiam wiedzieć o miejscu, w którym jestem. To zmienia optykę i pozwala zrozumieć wiele więcej, niż tylko widać, bądź wiadomo, z powszechnej wiedzy.


Budynek cechuje niesamowita wręcz architektura, przestrzeń, minimalizm i geometria oraz gra światła.


Czuję, że słuszna jest opinia "Nie ma takiego drugiego teatru na świecie". 
Na pewno będę chciała bywać na tamtejszych przedstawieniach czy występach. 

3.3.15

Weź czas i negocjuj

Na początku roku trafiłam na zdanie, które mocno utkwiło mi w pamięci, aż wyszukałam w końcu autora.




Bo tak też jest i gdy się o tym wie, to człowiek nie boksuje się z życiem i całym światem, tylko negocjuje. Czy coś nam się w ogóle należy, czy na coś zasługujemy "bo tak"?


1.3.15

Być jak dr. House

Co tym razem? Szczepionki. Jestem dość dociekliwym człowiekiem i chciałam wiedzieć, co się dzieje i co najważniejsze, jak to się ma do mnie, że coraz więcej ludzi nie szczepi swoich dzieci.

W internecie ludzie świrują po całości. Standard. W sumie mnie to nie dziwi, bo brak jednoznacznych odpowiedzi, czasami wywołuje obłęd. Nauka jednak pomaga przed nim czasami ochronić. Nie tym razem, co widać, gdy czytam niektóre rozmowy i takie stanowisko lekarki(!) : "Decyzja o nieszczepieniu owszem zależy od rodziców, ale nie mają oni bladego pojęcia, że ich chore dziecko jest chodzącym mordercą noworodków, dzieci przewlekle leczonych immunosupresyjnie, urodzonych z niedoborami odporności i wielu innych".

To lekarz, taki zawód i ta kobieta powinna przemyśleć swoje motywacje i sposób prowadzenia profilaktyki i rozmów z rodzicami. No ale to nie pierwszy raz, gdy autorytet lekarza jest po prostu nadużywany, a przecież podstawowa zasada mówi "nie szkodzić". Czy nie? Brak mi słów na takich lekarzy. Naprawdę. Niektórzy naprawdę powinni milczeć wykonując swoje rzemiosło, bo postawienie dobrej diagnozy i przepisanie leku nie wymaga wdawania się w rozmowę, jeśli się nie ma do tego daru - House nie dyskutował z pacjentami*.



Dobra wiadomość jest taka, że historycznie nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Kilka osób, które uważam za mądre i posiadające wiedzę, powiedziały, że to panika i idące zmiany, które chwieją fasadami dotychczasowej klasycznej medycyny. Szczepionki to szczyt góry. No to pięknie, prawda? Kilka z tych osób powiedziało mi, że szczepionki mają się nijak do zachorowalności i występowania epidemii i prosta niby grypa (powikłania) zabija więcej osób niż obecnie każda inna choroba. Wg nich brak epidemii to nie wynik szczepień, bo epidemie przychodzą i odchodzą same, natura sobie z nimi radzi a nie lekarze-kapłani. Niezłe, prawda?

Szczerze? Ja pozostaję nadal na etapie obserwacji tego, jako zjawiska, niemniej i tak mnie to dość frapuje, stąd ten wątek na blogu.

Jedno jest pewne - coś się zmienia i na pewno nie będzie jak wcześniej, bo liczba przeciwników szczepień nieustannie rośnie.