20.3.15

Być córką w teorii i praktyce - Mama na telefon

- Czemu płaczesz? Co się stało? - słyszę w słuchawce zaniepokojony głos mamy.
- Nic. Wszystko w porządku - odpowiadam wycierając nos. Siedzę sobie na podłodze, bo tak.
- To czemu płaczesz? - słyszę troskę.
- Bo się za Tobą właśnie strasznie stęskniłam - odpowiadam chlipiąc - Ale wszystko jest ok. Nie martw się - dodaję uśmiechając się do słuchawki.
- Ja też za Tobą tęsknię - mówi.

Jest 3 w nocy. Chciałam ją usłyszeć.




Właściwie nigdy się nad tym nie zastanawiałam, czy jestem dobrą córką. Jako matka, to ona ma mnie kochać bezwarunkowo przecież... Co za idiotyzm.

Być córką w praktyce. Czy ja w ogóle się zastanawiam, jaką jestem córką? Nie. Mam prawie 40 lat i nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Nie musiałam. To luksus bycia dzieckiem. Ja nie muszę być jakaś, ważne, że jestem. Dla mamy przecież i tak jestem najlepsza.

Moja mama i bracia mieszkają od ponad 20 lat, z przerwami, jakieś 1200 km ode mnie. Kiedyś, mieszkałam z rodziną, potem nie, ale zawsze widywałyśmy się przynajmniej 2 razy w roku, teraz o wiele rzadziej. Jak mama czymś mnie poirytuje, jakąś opinią, osądem, mówię, że jest mamą na telefon.
Tak jest, bo ja tak chciałam. Jestem najbardziej upartym człowiekiem na świecie. I muszę, po prostu muszę tak wiele robić po swojemu. Jak zacząć samodzielne życie w wieku 20 lat i potem iść dalej po swojemu. Nawet, jeśli tak często było i jest to tak niewygodne i na pewno można wybierać prostsze rozwiązania. Ja wolę po swojemu.

Zdaję sobie sprawę, jak dziwna jest nasza relacja. Moja mama miała 21 lat, gdy mnie urodziła. Dziś widzę, jak młodziutka była. Ja w tym wieku dopiero wchodziłam w dorosłość i bynajmniej nie jako matka.

Być córką. Banalne. Wiem, że mama mi wszystko wybaczy, bo co zrobi? Przecież się mnie nie wyrzeknie. Jest moją bliską przyjaciółką i co mnie ciągle zadziwia, ma niezrozumiały wpływ na moje samopoczucie. Jak absolutnie nikt. Gdy mnie za coś chwali, to jestem przeszczęśliwa i właściwie reszta świata jest mi w tym momencie obojętna, gdy krytykuje, to mnie to normalnie i fizycznie boli. Kurcze, jak jakiś władca umysłu. Nie da się tego zmienić. To matka. Tak ma być.

Właściwie jest tak, że krytykuje mnie nie za to, za co się spodziewam. Jest dla mnie nieprzewidywalna.  Z wiekiem, powoli,  nauczyłam się, o czym jak do niej mówić. Kłamię, nie nauczyłam się. Mówię, co chcę i potem najwyżej zaskakuje mnie jej opinia czy reakcja.

Kiedyś zrozumiałam, że nie przestanę być dla  niej - w jakiś dziwny sposób - małą dziewczynką. Poniekąd. Chyba to, że wychowywali mnie dziadkowie, nie dało jej szansy zauważyć, że stałam się dorosłą kobietą. Owszem, wie to, ale czasami mam wrażenie, że traktuje moje dorosłe życie, jak to, które udawałam, gdy bawiłam się w dorosłe życie jako dziecko na ogrodzie pod domem. Najważniejsze jest dla niej moje dobro, nieważne jakim kosztem.
Przedziwne. Z wiekiem nauczyłam się to akceptować. Nie jestem matką, więc nie wiem, jakie dylematy, jakie emocje i uczucia siedzą w kobiecie. Wiek nie ma nic do rzeczy.

Bardzo łatwo jest oczekiwać od matki. Od rodziców. Oczekiwać wszystkiego - miłości, zrozumienia, cierpliwości, jedzenia, kasy, czasu, ciepła, dojrzałości, wszechwiedzy, mądrości i akceptacji. Prosto jest z tego punktu widokowego osądzać działania, decyzje. Z reguły powierzchownie i roszczeniowo, bo ja bym chciała, żeby ona reagowała tak, jak ja chcę. Ona by chciała, żebym słuchała jej wszystkich rad. Tak się nie da i nigdy nie dało. Karność? Podporządkowanie? To nie ja. Chyba nigdy nie wyszłam z fazy "po mojemu" i wcale nie planuję.

Mama na telefon. O każdej porze dnia i nocy porozmawia ze mną na każdy temat, chociaż paradoksalnie rozmawiamy ze sobą dość rzadko. Ja nie lubię paplać, co też ją czasami smuci, bo chciałaby wiedzieć o mnie wszystko. A ja po prostu nie mam takiej potrzeby, ale raz na jakiś czas lubię wybrać jej numer o 3 w nocy tylko, żeby ją usłyszeć.

Jak chcę poznać inny punkt widzenia, to mama mi go ofiaruje na pewno.  Czy ma rację? Pewnie ma. Każdy ma swoją. Ba, czasami się zgadzamy w czymś i naprawdę takie sytuacje punktują na długo.

Jesteśmy bardzo różne. Bardzo. Ogień i woda. Nasze życia są tak różne, że o większe różnice trudniej. Mówi się, że jak chcesz zobaczyć jaka będzie kobieta, popatrz na jej matkę. Jak na dziś, nie łączy nas nic, a i tak mój szanowny małżonek nie raz mówi, że jestem jak moja matka. Cholera, widział ją w sumie kilka razy w życiu, słyszał może trochę więcej, ale co ma widzieć, to widzi.

 Tak, jak bardzo się czasami nie rozumiemy, tak bardzo się podziwiamy końcem końców. Obie uważamy wzajemnie, że jesteśmy dzielne i silne. Każda na swój sposób.
Jej krytyka zawsze doprowadza do gorących dyskusji, bo jej zdanie nigdy nie było mi obojętne. Moje jest dla mnie jednak ważniejsze. Boże, jaka ja jestem niepokorna. Boże, jak ona wie lepiej. Boże, jak ja ją kocham.

Miłość na odległość w najczystszej postaci.

Być córką w praktyce, to najlepsza rola życia. Nigdy nikt nie będzie tak wyrozumiały, nigdy nikt nie będzie tak wybaczający i cierpliwy jak matka, ani tak krytyczny. Być córką w praktyce oznacza tylko tyle, że z wiekiem widzę, jakim nieopisanym poświęceniem i wyzwaniem i szczęściem ;-) jest mieć córkę, kobietę, a już zupełnie mnie.
Czasami patrzę na karne, posłuszne, podporządkowane, pokorne córki. Nie umiem tak. Nie chcę tak.  A może powinnam. Nie chcę.

Czy jestem dobrą córką?
Hehe. Mama mówi, że najlepszą. To musi być miłość.

Gdy czasami mama ma gorszy dzień, jak każda kobieta, to jej mówię to, co szczerze uważam "przestań, masz 3 cudownych dzieci i tego to sama ci zazdroszczę". Uśmiecha się.
To wystarczy.

Bycie córką, bycie matką. To jak z Bogiem, jak z Miłością - jest. Dla każdego inne. I to "inne" zawsze będzie dobre, złe, właściwe, niewłaściwie. Bez znaczenia. Ważne, że jest. Czy mama chciałaby mnie zmienić? Nigdy. Ona zmieniłaby szybciej cały świat  w około mnie. I to może prawdopodobnie zrozumieć tylko inna matka, bo ja jako córka, już nie :-)

Jakoś z głębi serca czuję, że ważne jest to, że jest ze mną, nawet, gdy totalnie się ze mną w czymś nie zgadza. Dopóki jest, to jestem dzieckiem.


Dedykuję to kobiecie, która ma mnie w sercu - mojej mamie.