29.12.13

Makijaż dla 35/40

Co prawda do tej 40tki jeszcze chwilę mam, ale jak ostatnio pisałam, zamarzyła mi się metamorfoza. Delikatna, aczkolwiek dostosowana do mnie, bo moja wiedza na temat makijażu zatrzymała się, gdy miałam 20-30 lat i twarz była jednak inna. 

Przez ostatnie dni przewertowałam w wolniejszych chwilach (czyli jakieś 3 godziny łącznie) dostępne materiały i udało mi się natrafić na kilka perełek. 

I co? Szukajcie a znajdziecie: fantastyczna kopalnia wiedzy i porad. http://stylissima.pl/


Powiem szczerze, że miło mi, gdy ludzie mówią, że nie wyglądam na swoje lata, ale nie zmienia to faktu, że nie ukrywam, ile mam lat i chcę po prostu dbać o siebie stosownie do wieku, a nie udawać, że jestem młodsza. 
Nie mam takiej potrzeby. Pisząc o akceptacji wieku mam na myśli akceptację, a nie ukrywanie. Zapewniam, że zadbana kobieta w każdym wieku wygląda promiennie i tego każdej z nas życzę. 

Matemblewski spokój


Szkoda, że dzień był tak pochmurny. Samo sanktuarium robi wrażenie swoją przytulnością i opiekuńczością. Tu też znajduje się "okno życia". 

28.12.13

ZZR - zimowy zestaw ratunkowy i coś jeszcze


Grudzień był dla mnie miesiącem rewolucji w świadomości. Poważnie.
M. czasami zadawał pytanie - po co się malujesz?
Interpretacja przebiegała różnie:
- Oj tylko trochę  (pewnie rzucił komplement, bo to mi nie potrzebne)
- Czepiasz się (pewnie bez sensu, bo i tak to mi nie pomaga)
- Tak ma być (nie widzi różnicy, bo to facet)

Co się okazuje?


Grafen, głupcze!


Niecały rok temu pisałam, że drukarki 3D podbiją świat i otworzą przed nami niebywałe możliwości. Miałam nosa.


26.12.13

Emocje oderwane od Ziemi, czyli "Dziewczyna z szafy" i "Grawitacja"

Raz, dwa, raz, raz... Próba mikrofonu. Próba klawiatury... Ekhm.
Dziś będzie o filmach.

Dziewczyna z szafy (2012)

Nie ma to jak korzystać z filmów dołączanych do gazet, które kupuje się dla filmów. Nie odwrotnie. 

Film, który okazał się dobry na rodzinne popołudnie pierwszego dnia świąt. "Dziewczyna z szafy". Polubisz każdego bohatera. Każde dziwactwo. Ja strasznie lubię filmy, które pokazują dziwność jednostki. Już dawno zauważyłam w życiu, że nie ma czegoś takiego jak normalność. Po prostu wszyscy poruszamy się z naszymi dziwactwami w jakiś granicach. Kwestia punktu widzenia. Piękna sprawa.
Autyzm głównego bohatera poruszająco odegrany przez Mecwaldowskiego, ale ja ukłon wysyłam też do Magdaleny Różańskiej. Jej rola jest przepyszna. Gratuluję udanego debiutu. Na marginesie, jej bohaterka ma rację. Jedna z postaci za dużo gada, miałam tę samą myśl w pewnym momencie ;-) (Nie wymieniam całej obsady, która była dobrana dobrze. Po prostu).
Niektóre dialogi doprowadziły nas do takich wybuchów śmiechu, że nic, tylko podziękować. Końcówka filmu nie zachwyca (jak chociażby w "Nietykalnych"), nie chce się jej taką (dla mnie przekaz zbyt okrutny i na pewno nie na tego bloga, ale wolałabym, żeby widz poczuł to sam; ja w każdym razie odczułam głęboki wewnętrzny sprzeciw przed takim zakończeniem, ale umówmy się - sztuka też po to jest, żebyśmy komunikowali się z własnym sumieniem).
Niemniej, sam film na pewno nie jest stratą czasu. Kto się jeszcze waha, niech ogląda śmiało.  Każdy z nas ma swój mikrokosmos. A swoją drogą film kojarzy mi się z "Marzycielem" (Si, ten film również polecam. Stary, piękny Marzyciel z Deepem). Akurat pojawiające się skojarzenie z Narnią jest dość naciągane, ale jak ktoś je tam widzi, to spoko. Co kto lubi, w końcu każdy z nas ma gdzie indziej granice wyobraźni. 

(...) Przerwa na spojrzenie w niebo. U Ciebie też jest takie rozgwieżdżone tej nocy?  (...)

24.12.13

Spokojnych Świąt


Ta kolęda zawitała w moim sercu już dawno temu i raz co roku jej słucham.

Święta to szczególny czas i mimo całego zaklinania, dla wielu z nas nie będzie już nigdy czasem beztroski. 

Każdemu, kto w te Święta będzie miał w sobie wiele smutku i tęsknoty (nie tylko, albo niekoniecznie za tymi, których nie ma już wśród nas, ale też za tymi, którzy są daleko, albo nie są obok z jakichkolwiek powodów) przesyłam dużo ciepła. 

Wszystkim życzę tych Świąt takich, jakich sobie życzą, bo wiem, że niektórzy spędzą je w dużym gronie bliskich, inni w rozłące, inni w samotności, jeszcze niektórzy po prostu pracując.
Niech każdy odnajdzie w Świętach coś dla siebie. Nawet jeśli to ma być tylko odpoczynek.

Tym, dla których czas ten jest jednak w jakimś sensie beztroski, życzę żeby taki pozostał możliwie długo.
Dla niektórych to pierwsze Święta Bożego Narodzenia z dzieckiem. Im  przesyłam szczególny uśmiech :-)


Marzena


23.12.13

Ostatni dzwonek i perły

Zapomniałam. No zapomniałam, bo sama dopiero w ten weekend do niego sięgnęłam, chociaż kupiłam go zaraz po wejściu do sprzedaży. No nic. Lepiej późno, niż za późno. Jeszcze przez jakiś czas można nabyć bieżący numer magazynu Coaching. 



Uśmiechałam się czytając ten numer w ostatni weekend (tym razem była prasówka bez książek), ponieważ to magazyn, w którym znajduję potwierdzenie dla wielu rzeczy,  o których wcześniej sama pisałam (odsyłam do tagów obok, bo moje notki są raczej bez daty ważności. Mój blog nie jest gazetą i staram się pisać ponadczasowo, przynajmniej w wielu tematach)

Bardzo fajnie poruszony wątek wdzięczności i poczucia dostatku, z którym sama się niezmiennie układam. Chyba wszyscy miewamy takie chwile, gdy chętniej nie doceniamy tego co mamy, przeżyliśmy, gdzie byliśmy, z kim i jak spędzamy czas, rozczulając się nad tym, czego nie mamy. Niepotrzebnie i krzywdząco... dla nas samych. Dlaczego? No właśnie dlatego odsyłam do magazynu. Sama niedawno o tym pisałam przy okazji prezentów świątecznych, ale to chyba jeden z tematów rzeka. 

22.12.13

Dyskrecja żon

Leżę i czytam Newsweeka. Ostatnio nie miałam na niego czasu, ale dziś nadrabiam. Trafiam na materiał o skutkach biografii Małgorzaty Tusk
Bycie żoną to jest dość ważna wizerunkowo rola. Doskonale o tym wiem od 11 lat. Czy zdarzały mi się wpadki? Jasne. Przecież z tym się nie rodzi, ba, żyjemy w społeczeństwie lubującym się w narzekaniu na partnerów.

Ideałem żony była moja babcia, która nigdy nie powiedziała złego słowa na dziadka. Nigdy go niczym nie ośmieszyła czy nie skompromitowała (np. nigdy nie kłóciła się z nim przy ludziach). Była taką dyplomatką, że mogłaby stanąć na równi z  najznakomitszymi żonami polityków czy arystokracji. Naprawdę była niebywałą żoną. 

Czego sama pilnuję? Nigdy nie rozmawiać z nikim o sprawach bardzo osobistych M. Czasami wplatam jakieś anegdoty, jestem choleryczką i zdarza mi się przy przyjaciołach wejść z nim w pyskówkę (przy obcych już nie. Spojrzę jedynie znacząco, że porozmawiamy o tym później). Nie wyobrażam sobie kompromitować go przed innymi. Bycie żoną zobowiązuje jak i bycie mężem. Nie, nie chodzi o sztuczność. 

Chodzi o dyskrecję. 

Chodzi o ten czas, gdy należy milczeć, zmienić temat, udać, że się nie słyszało. Trzeba umieć włączyć poczucie humoru czy przerysowanie, żeby nie przekraczać granicy prywatności, która ma być jedynie rejonem dwojga ludzi. W każdej przyjaźni. W małżeństwie też. 

Ciepło przytulenia



Idą Święta, dlatego chciałabym przypomnieć o tym, jak ważne jest przytulanie.



21.12.13

Personalne spamowanie



Odpalanie zakładki "spam" wiąże się przeważnie z nudnym procederem usuwania wiadomości skierowanych "do mnie imiennie". (Przeważnie, gdyż i tak muszę go przeglądać dokładniej, ponieważ czasami wpadają tam niespamowe wiadomości).
Czasami dostaję na służbowe konto oferty firm, które się zajmują szeroko pojętym budowaniem wizerunku, relacji, pozyskiwaniem klientów itd itp. Wszystko byłoby fajnie, gdyby firmy, które osobiście szacuję i cenię (znając ich dorobek) przesyłają materiał, w którym uczą, że personalizacja reklam przynosi najlepsze efekty. Co w tym złego? Nic. To oczywiste. Proszę bardzo. Tylko zanim ta usługa zostanie odznaczona za szczególne osiągnięcia, to może jeszcze niech ktoś zobaczy, jak to wygląda w skrzynce i w zakładce "spam". W mojej skrzynce i zakładce spam. Czy personalizacja mailingu ma sens? Może ma.  Może jest jakiś odsetek ludzi, którzy myślą, że to jest skierowane do nich. 


20.12.13

Herkules ze snów



-  Śniło mi się, że byłem mały i chciał mnie zaatakować wąż, ale złapałem go i urwałem mu łeb - powiedział.

Jest w trakcie dużych zmian i trudnych prób. Jego osobowość przechodzi razem z nimi coś ciekawego, co wydobywa w końcu jego siłę. Psychiczną, bo fizycznej to mu nigdy nie brakowało. 

Piękny sen. Po pierwsze, dlatego że on nie pamięta snów. Po drugie, jak dla mnie (a ja jako stara czarownica swoje wiem), podświadomość dała mu znak, że jego wewnętrzna siła już naprawdę się wybudziła. 

Widzę to w jego oczach od jakiegoś czasu. Z takim spojrzeniem, można wszystko.
Już dawno nie słyszałam tak męskiego snu. 

19.12.13

Panta rei

21.30
Wracam z TBC + stretching. Magda, prowadząca, jest niesamowita. Okazuje się, że to kolejne dobre zajęcia dla mnie. Okazuje się również, że do nowego roku już ich nie będzie z wiadomych przyczyn. Będę tęsknić. 

Piję kawę. Warkot ekspresu o tej porze jest pocieszny. 
Idę spać. Zasypiam snem niewinnego, nie wiedzieć czemu. 

4.38 
Obudziłam się. Wyplątałam z M. i poszłam wziąć prysznic. Zupełnie bez powodu. Suszę głowę. Suszarka przyjemnie ogrzewa twarz. Wróciłam do łóżka, nie chce mi się spać. Chodzi mi po głowie sen z jeszcze ostatniej nocy. 

5.30 
Wstałam i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kawę zbożową.
Zjadłam banana i odpaliłam laptopa.



Wokoło cisza. Cudowna. Gdyby nie pracująca lodówka to była by idealna. Jest dobra. Może być. Wsłuchuję się w nią.


16.12.13

Magia Świąt wg wewnętrznego dziecka

Co cieszy dzieci? Nie mam pojęcia. 
Czego nie lubi wewnętrzne dziecko? Praktyczności. 
Prawda? ;-)

Sprawa prezentów jest tak naprawdę wbrew pozorom bardzo, ale to bardzo delikatną kwestią. Co roku rozgrywają się dramaty w tysiącach domów, bo dzieci dostają nie to, co chciały, albo nie takie, jak chciały. Dorośli to już zupełnie.




Strasznie fajnie jest dawać prezenty. Fajnie jest je dostawać. Ale jest ta magiczna formuła "darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby" i przyjmuje człowiek prezent w pokorze, ze sztucznym uśmiechem i okrzykiem "Ojej! Dziękuję!" a w myślach dodaje "Na co mi to??".

Mamy dwie kwestie: niespodzianki i radości z niej. 

Co jest niefajnym zabójcą niespodzianek? 



15.12.13

Zatrzymaj się w środku wiru



Jedno ze słów, którego nie ma w moim słowniku = poświęcenie. Jest dla mnie strasznie pejoratywne. Umniejsza sile dobra.

Ostatnio dość często rozmawiam z ludźmi, którzy mówią, że są zmęczeni, przemęczeni, mają dość. Okres przedświąteczny to szaleństwo, pęd i obłęd. A jeszcze, w wielu firmach, końcówka roku to dopinanie, planowanie, porządkowanie, kumulacja zleceń, spotkań, analiz. No i ok.
Bardzo dobrze.
Serio.


Lista marzeń, pierwsze razy i co na przyszły rok


Od 2007 roku prowadzę listę marzeń. Żeby jej nie zgubić, mam ją na zamkniętym blogu. Aktualizuję ją co roku. Albo na koniec poprzedniego, albo na początku nowego. Czuję magię, gdy skreślam jakieś punkty. Nie, nie wyrzucam ich, ale właśnie wykreślam. Dzięki temu widzę, jak się ta lista zmienia.


14.12.13

Jak być razem?




Rozmowa z kimś, kto jest mi bliski, chociaż jest cholernie daleko. 
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jednak się nie rozwodzicie. Gdy mi o tym mówiłeś, to się poryczałam, bo było mi smutno. Nie czułam tego. Są rozwody, na które czekają wszyscy, ten taki nie był. No dobra, pomijam jedną osobę, która na niego czeka, bo nie lubi Karoliny, ale nie o to chodzi, dla niej żadna kobieta nie będzie dla ciebie dość dobra. Nie czułam tego rozwodu - mówię
- Dlaczego? Marzena, jeśli coś się kończy, to trzeba uciąć. - wzdycha
- OK, tylko ja nie widziałam, że się skończyło. Widziałam trudny etap, no po kilku latach normalna sprawa, ale to nie jest powód do kończenia. Wiesz, że dla mnie jedynym powodem jest obojętność. 
- Był już taki moment. 
- Ale?

13.12.13

Sztuka życia

Dziś znowu chciałabym poruszyć i poruszę (chcieć znaczy móc, remember?) dwa tematy. 

Gotowi? To zapraszam. 


Wiedzieć, to nie znaczy zawsze to samo


Jest wiele kultowych filmów. Wielu z nich jeszcze nie widziałam. Nadrabiam. Nie uciekną.
Nowy na liście "widziałam" =  "Rain man".
I związana z nim pewna nietypowa sprawa.

Białe jest czarne


Tak, tak, ja wiem jakie są trendy, co się powinno, nie powinno, co wypada i nie. Uśmiecham się do tego i wprowadzam na zimę trend zwierzęcy. 
Wszyscy jesteśmy przeciwnikami noszenia futer, niemniej przytulenie bloga do zwierza, to zupełnie inna sprawa. Ogrzejmy bloga na zimę.

10.12.13

Wiara w siebie i zdrobnienia

Dwa wątki bez związku.

Wiara czyni cuda, jak mówi powiedzenie i niejednokrotnie zdarza się z tym tu i ówdzie spotkać, gdy dzieje się, spełnia się coś, co spotykało się z zupełnym niedowierzaniem i negacją.

Wiara w siebie działa tak samo.
Często się słyszy o pewności siebie. To nie to samo. Pewność siebie prowadzi do pychy, która bywa krótkowzroczna i ogłupiająca. Pycha otępia. Uniemożliwia rozwój, zabija fajną, dobrą ciekawość, kreatywność, zamyka w wąskim polu wiedzenia "ja".

Wiara w siebie to coś innego. Lepszego.




Pewność siebie możesz tracić często, wiary w siebie - nigdy. Obiecaj to sobie.






9.12.13

Więc chodź, narysuj mi świat - rzecz o komiksach

Nie wiem od czego zacząć, bo to znowu ważna dla mnie notka. Hm. Zacznę tak:


Wiesz na czym uczyłam się czytać? Na komiksach. Poważnie. To komiksy zainteresowały mnie literkami. Gdyby nie komiksy, to może wcale nie chciałabym uczyć się czytać :-) 
Pamiętam niewiele, ale na pewno był: Kajko i Kokosz, potem oczywiście Tytus, Romek i A'Tomek, Asterix potem, jakżeby inaczej, był i Thorgal. Był też Kloss. To takie, które mnie rozkochały w czytaniu. Thorgal był też pierwszym, w którym miałam do czynienia z erotyką (i całe szczęście). Właściwie przeczytane miałam wszystkie komiksy, jakie dostępne były w tamtych czasach. Tak mi się wydaje. Potem przeszło, ale nie daje mi spokoju. 

Komiksy uchylają w fantastyczny sposób drzwi wyobraźni, ale też drzwi do sztuki. Każda kreska, każde okienko, każdy rysunek. Wiele komiksów to dzieła sztuki. Wiem doskonale, że o komiksach, o tym świecie, na dziś nie wiem nic. Przyjaciółka opowiadała mi coś kiedyś jeszcze o mandze, ale chyba nam się urwał wątek. Ona jest fanką komiksów (więc gdy trafi na tę notkę, to mam nadzieję, że się ucieszy). 

Dobrze. Ale komiksy to tak naprawdę tak obszerny świat, tak różnorodny, że oczywiście nie mam zamiaru go tu przybliżać. Przybliżyć chciałabym natomiast pewnego uroczego mężczyznę, bo to jego świat.





8.12.13

Slow on

Plany były niebywałe. Miało być spotkanie z koleżankami, albo miał być tweetup, miałam podjechać tu i tam i odwiedzić tego i owego.
I padłam.

7.12.13

Slow life "W drodze"

W grudniowym numerze magazynu katolickiego "W drodze" opublikowany został duży materiał o slow life autorstwa Anny Sosnowskiej. Sprawa cieszy mnie podwójnie, ponieważ w dużej mierze jestem tam przykładem dla życia wg filozofii slow life. 



Kto by pomyślał, że dzięki slow life kupię magazyn katolicki, w którym do tego się zaczytam od deski do deski. Polecam gorąco. 


Przyznaję, że to niesamowite uczucie, gdy mogę otagować "materiały o slow life" materiał, w którym też jestem. Nie będę udawać skromności. Jest mi naprawdę bardzo miło i cieszę się, że jestem żywym przykładem skuteczności tej filozofii. Moja babcia byłaby dumna

PS. dziękuję autorce za arcyciekawą rozmowę, pytania i umiejętność słuchania. 

6.12.13

Kraków & Vroclav

Zdarza się, że żyję jak stewardessa. Kocham te okresy.
Śniadanie w Gdańsku, obiad w Berlinie, kolacja w Kolonii, albo w Krakowie, albo Poznaniu, czy Warszawie. Nie mam szansy na rutynę, bo to nie jest moja praca. To środek do celu, a ja po prostu doceniam drzemiące w tym plusy. W końcu jestem slow. 

Kocham Kraków. Gdyby nie Gdańsk to Kraków. Już kiedyś o nim pisałam. To miasto skradło moje serce, też ciastem czekoladowym. Wawelem, Kazimierzem, Kopcem, klimatem i ludźmi i bliskością gór.  

2.12.13

O ironio! Nakręcone matki

Uwielbiam ludzi, w tym kobiety, które mają w sobie pewną (im większą tym lepiej) dawkę ironii i autoironii, bo to punkt wspólny, którego szukam u innych, jak dziecko cycka matki. Ludzie bez autoironii są specyficzni, ale zostawię ich dziś w spokoju, bo mam coś lepszego i ciekawszego.

Szczególnie fajna jest autoironia. To oswajanie własnej rzeczywistości, jak mój ulubiony okrzyk "jestem zajebista" (chociaż ostatnio wolę "jestem wybitna", to zajebizm jednak nadal więcej wyraża i obejmuje). 

Właściwie bez autoironii czasami można by sfiksować, albo zgnuśnieć, dlatego jest ona takim wentylem w kontakcie ze światem. Ja tam lubię. Na szczęście nie tylko ja i co rusz trafiam na ludzi, którzy też mają ten talent. Ten dar.

Dar losu, bo nie wiem, czy wykryli już gen autoironii. Może naukowcy zaczną w końcu szukać i przeszczepiać? ;-)

Niemniej, jak już kilka razy podkreśliłam, jedną z takich kobiet jestem ja, ale jest też (przypominam tylko) Nishka. Matka kosmitka. Zobaczycie, ona będzie kiedyś bardzo very sławna. Mam nosa do takich potencjałów, a ona go ma. Niech jej los sprzyja dalej. 

Anyway.
Smaczek:


1.12.13

Slow by Douglas i rzecz o preferencjach

W lipcu dostałam na urodziny kupon upominkowy do Douglasa.
Zapomniałam o nim.

Dziś sobie przypomniałam.


Świętość modna

Zień zrobił pokaz mody w kościele  i dostał cięgi od opinii publicznej i branży i sponsorów i jest rozżalony. I nie wie dlaczego.



Z reguły uważam, że artystom więcej wolno. Dużo więcej. To sztuka przesuwa granice, zmienia punkty widzenia, komentuje, kreuje. I amen. Niech tak będzie. Będę broniła wszystkiego, co uważam za sztukę. Natomiast zniesmacza mnie bezmyślna i służąca niczemu prowokacja (człowiek, który udawał stosunek z figurą ukrzyżowanego Jezusa).


30.11.13

Thurman&Travolta = chemia idealna

Kino tworzy czasami aktorskie pary idealne.
Ja mam na swojej liście właściwie jedną: Uma Thurman & John Travolta

Filmy (tak, też mniej lub bardziej świetne i kultowe):

Pulp Fiction


Be cool


Jest moc, magia i energia. Jak diabli. Oni są razem genialni.
Czy ich taniec jest idealny? No pewnie, że nie. I nie w tym rzecz. Oni się nawet dużo nie dotykają. 

Szukałam w pamięci drugiej takiej pary, ale nie widzę. Pozostałe pary są już bardziej romantyczne. Kultowi są oczywiście Bergman & Bogard w "Casablance" i są oczywiście pary wymienione TU, ale nie o to mi chodzi. Chodzi mi o taką parę aktorską, która tworzy tak iskrzącą energię jak ta dwójka. 

Dziś trafiłam znowu na "Be cool" i sobie to mocno uświadomiłam.

Love ich.


Specjalna edycja: o zdjęciach i książkach

Lubię kreować podejście, które pozwala żyć łatwiej. Dziś będzie o zdjęciach, twoich zdjęciach i książkach, a raczej o opisach w książkach. Nie lubisz ich, prawda? Popatrz na to w ten sposób:



29.11.13

Dzień dziękczynienia

Bardzo bym chciała, żeby na fali globalizacji świąt poza Walentynkami i Halloween, Bożego Narodzenia i Wielkanocy dołączył również Dzień dziękczynienia.

Byłaby oficjalna okazja do podziękowania wszystkim, którym mam za co podziękować. Okazja, żeby powspominać, poprzypominać sobie jak najwięcej gestów, które dostaliśmy od innych bezinteresownie, uśmiechów, gdy się chciało płakać, pomocnej dłoni, gdy nie mieliśmy sami siły wstać, pochwały tego co robimy, gdy ktoś nie przeszedł obojętnie. Rozmowy, która uskrzydliła, spojrzenia, które dodało otuchy. Życzliwości. Całej masy życzliwości, która ulatuje z pamięci szybciej niż to, co niefajne.

Gdy myślę o dziękczynności, to dzień dziękczynienia byłby moim ukochanym dniu w roku.


I tak sobie pomyślałam, niestety po fakcie na ten rok, ale w przyszłym roku po prostu go wdrożę. Zróbmy to. Zróbmy dzień dziękczynienia także polskim świętem.




27.11.13

Łóżko + popielniczka

Wyznanie roku. Mam internetowego syna. Był pierwszym synem blogosfery. Teraz każda szanująca się blogerka ma wirtualne dziecko, bądź jest matką chrzestną jakiegoś blogera. Przede mną nie było adopcji, bo blogosfera sama była w powijakach. 

Hm. Mój synek, to fajny chłopak był [kurcze, jego komentarze były moimi ulubionymi na puslującym wówczas życiem mim'ie. On jest tym typem, o którym mówi się "dojrzały na swój wiek"], właściwie to już kawał faceta. Nazwijmy go Arczi ;-)

Anyway, Arczi dorasta i mając 20 kilka lat (25?) zamieszkał sam. I strasznie lubię jego statusy na fb, gdyż się strasznie jara tym samodzielnym mieszkaniem. Kurcze. Aż sobie przypominam, że to tak było. Faktycznie. 

(...) pętla cofania w czasie (...)






26.11.13

Jak drapać, żeby nie leciała krew

Taktyka postępowania z ludźmi, którzy nas nie szanują, olewają, irytują, czyli weekendowy poradnik wtorkowy

Jako mistrzyni dyplomacji i stosunków międzynarodowych, ale też przede wszystkim, kobieta z klasą (klasa to coś, co dostosowuje się do okoliczności), mająca kontakt z różnymi ludźmi z całego świata, lubię umieć się z ludźmi tymi ustawiać, bez wywoływania wojen (chyba że chcemy, ale nie mówimy, o tym przypadku, bo to jest akurat banalne) pokażę kilka skutecznych metod, jak wskazać komuś jego miejsce w szeregu i nie spocić się przy tym.

upolowałam sobie takiego. trochę się wyrywa.


Jak już kiedyś pisałam, jestem typem kota. Awantury, harce i zabawy, są dla bliskich, o czym wie każdy posiadacz kota. Dla reszty świata jest cały wachlarz innych zachowań. Koty generalnie lubią ludzi. Nie tak jak psy, ale lubią. Koty są dyplomatami. Wiedzą co zrobić, gdy czegoś chcą, ale drapią, gdy się je rozdrażni. Koty są lojalne. Nie mylić z wiernością. Nie mylić z niewiernością :-)
Nie o tym dziś jednak. Dziś o tym, jak sobie radzić z tymi, którzy robią coś nie po naszej myśli a mamy akurat mniej empatyczny dzień.

Podane metody są wredne. Nie nadużywaj ich.


25.11.13

Ile masz lat?


"Ile masz lat?" Pytanie, które staje się zupełnie nieistotne.
I tak wygląd świadczy o tym, jak jesteśmy odbierani.
Żyjemy w przedziwnych czasach. Właściwie zawsze tak było (od kiedy pamiętam), że młodziutkie dziewczyny się postarzały, a z wiekiem jest tylko gorzej. Potem następuje drastyczny zwrot i odwracanie procesu. Tylko po co?
Zawsze pojawiają się skrajności, typu walka z upływem czasu, po to, żeby zaimponować. Innym. Oczywiście tłumacząc, że to dla siebie. Mhm. Sure.

Głupio mi się robi, gdy dowiaduję się, że dziewczyna, którą oceniałam na ca 30 lat, ba, na moją rówieśnicę, jest 20-to albo 30-to latką. No i co ja mam sobie myśleć? Zastanawia mnie tylko, ale o co chodzi? Czemu tak się dzieje? Dlaczego? Why? Wie kommt das?

Ustalmy coś, co jest bezdyskusyjne: nasz wygląd jest efektem naszego stylu życia. Sylwetka, sprawność, to dieta i sport. Twarz? Emocje, jakimi żyjemy na co dzień. Koniec.
Jak patrzę na to z boku, zaciągając się epapierosem, to widzę jakąś abstrakcję. Szczytem był dla mnie przypadek, gdy 20letnia dziewczyna zrobiła sobie operację pośladów, żeby mieć je bardziej krągłe.

Oczywiście NIKT nie powiedział jej: idź na siłownię, zainwestuj lepiej w trenera osobistego i w kilka miesięcy będziesz miała zgrabne, wysportowane, apetyczne ciało. W zdrowy sposób. Dobry trener ustawia też dietę. I to jest sposób, który jak najbardziej popieram. Sportem można zdziałać cuda trwalsze niż chirurgią plastyczną.



Bycie młodym? Co to znaczy? Czy to kwestia cyfry? Wyglądu? W tym działania ubrań, ale głównie skalpela i zastrzyków? Serio?


23.11.13

"Biegnąca z wilkami" , gdy czujesz wolność w sercu


Na początku myślałam, że będzie jak z każdą książką. Przeczytam i albo polecę, albo nie. Ta książka jest jednak zupełnie inna. Trafiłam na nią za poleceniem magazynu SENS, latem tego roku. Właściwie jakiś test wskazał tę książkę, jako pozycję dla mnie: kobiety silnej, wierzącej w siebie i swoje możliwości, ale nadal poszukującej. 

"Biegnąca z wilkami" to książka, do której materiał autorka  - Clarissa Pinkola Estes - zbierała przez 20 lat. Na całym świecie. Jako kobieta i naukowiec. To, co oddaje  w nasze ręce, to jedna z najmądrzejszych książek, jakie czytałam. To biblia kobiecości. Czy sięgająca po nią młoda dziewczyna zrozumie istotę? Nie wiem. Na pewno jest to książka dla kobiet dojrzałych emocjonalnie i życiowo. Dla kobiet, które są matkami dziewczyn, dzięki czemu będą mogły prowadzić córki właściwą drogą. Dla kobiet, które już do tego dotarły różnymi sposobami, a książka ta pozwala poskładać te cząstki, jak puzzle, w całość. W naturę kobiety. Bez kolorowych magazynów, walki, siły płci, polityki, rywalizacji. Natura kobiety znajduje się bowiem zupełnie gdzie indziej. Pozwalamy, by cywilizacja nas od tego odciągała. Ta książka pozwala wrócić i zrozumieć.

Incepcja marzeń, sny o lataniu i jak to jest z tęsknotą



Mam to szczęście, że śnię. Nie śnię jedynie, gdy jestem potwornie zmęczona (np. po podróży), ale w normalnych warunkach śnię zawsze. Z reguły mam sny  mocno fabularne  i wielowątkowe, w których nie brakuje znanych osób (najbardziej znane? Papież JPII i Barack Obama, wpletli się dobrze w fabułę jak z D.  Browna). Bywa. Nie przeżywam tego specjalnie. Sny jak sny. Nie brakuje też erotyków, horrorów, kryminałów, komedii. Mój mózg daje mi co noc nowy seans. Bywam uczestnikiem, obserwatorem, ofiarą, bohaterem. Żoną, córką, matką, kochanką, królową świata, niewolnicą, siostrą, ofiarą mordu, czy płatnym zabójcą, kimś dobrym albo złym. Sny jak sny.

Jednak są sny, z których wychodzę niechętnie. To sny, w których latam. Miewasz takie? Nie ma lepszego przeżycia. Zaprawdę to jedyne chyba, czego nie możemy doświadczyć z powodu naszej natury (albo nie wiemy, że jednak możemy, może to zatracona umiejętność?). Nie możemy fruwać. O własnych siłach, rozpędem własnego ciała, ramion, sterować lotem. Unosić się nad Ziemią, mijać szczyty gór, przemieszczać się z zawrotną prędkością. Pomyśleć - tęsknię za tobą - i być po niedługim czasie obok. 


22.11.13

Bez ograniczeń, wszystkimi zmysłami w czasoprzestrzeni



Jestem niezmiennie fanką łososia i biorę go prawie wszędzie. Z reguły łosoś wychodzi kucharzom średnio. Rozumiem, że pracują na łososiu mrożonym, niemniej, nie zmienia to faktu, że można przygotować go świetnie. Z takim łososiem miałam ostatnio do czynienia we włoskiej restauracji w pewnym miasteczku pod Berlinem. Tajemnica? Łosoś w szynce parmeńskiej* z krewetkami w sosie (nie wiem jakim). Do tego szpinak i młode ziemniaki. 
Jak nie znoszę krewetek, tak te były świetnie przygotowane.  I to potwierdza moją teorię, która mówi, że wszystko zależy od kucharza i okoliczności, a nie gustu. Tym sposobem będę się kiedyś zajadać świeżymi kalmarami. Niewyobrażalne dziś, realne jutro ;-)

Ten łosoś był fenomenalny. 
Zdarza się. 

Wywiad z własnym mordercą, czyli flesz z BFG 2013

Biorę do ręki drinka i siadam koło niego przy stoliku ustawionym w kącie małej sali, na ostatnim piętrze.
- To mówisz, że jestem bohaterką twojego dzieciństwa? - siadam wygodniej na krześle, które mi przyniósł
- Tak, ale nie jestem pewien, czy to powód do radości
- Jak każdy inny.
.
Wsłuchujemy się w gwar wokół nas. Przyglądam się jego twarzy.
- Wyglądasz jak człowiek, który trzyma trupy w piwnicy - mówię biorąc łyka wódki z sokiem żurawinowym
- Byłaś blisko, bo na balkonie - śmieje się (tak mi się wydaje) - ale wiesz, że teraz skoro mnie rozpracowałaś, będziemy musieli to zakończyć
- Tak. Domyślam się  - patrzę przez okno na fenomenalny widok. Gdańsk nocą jest piękny. Jesteśmy nad samą Motławą. - Myślałeś już, jak to zrobić?
- Jeszcze nie do końca. Pomożesz mi? - patrzy na mnie ze spokojem
- Tak. Nie będę robić ci problemów. Nie będę uciekać, ani krzyczeć.  Współpracujmy - zaciągam się epapierosem - Głupio by było, gdybym jutro wypłynęła na brzegu Motławy - dodaję.
Milczy.
Milczę.
Czarna tapeta za jego plecami pasuje do klimatu rozmowy i ma piękny wzór. Mam taki na kafelkach w łazience, myślę sobie i mówię tylko -  Nie top mnie, bo jest ryzyko, że wypłynę.
- Rozumiem. Ujmująca dbałość. Nie zakopię cię, bo pies może cię znaleźć
- Tak, nie chcę ci robić kłopotów. Powiem ci, gdzie mam znaki szczególne, żeby utrudnić identyfikację
- Jesteś ofiarą idealną. Wzruszasz mnie. Gdybym mógł, to bym cię zabrał jako wzór na cotygodniowe spotkania morderców.
- Dziękuję za uznanie. Szkoda, że można to zrobić tylko raz i nie możesz np. mnie wynajmować - śmiechy za nami zdają się być reakcją na ten niewybredny dowcip.
- Myślisz ciągle, że to żarty? Prawda?- rzuca niespiesznie znad swojej szklanki.
Nie odpowiadam. Patrzę na niego właściwie drugi raz w życiu. Przez głowę przebiegają wszystkie kryminały jakie widziałam i czytałam. Patrzę na niego i się zastanawiam, czy to tak faktycznie wygląda i czy chcę to wiedzieć.
- A zrobisz kanapki, żebym miał co zjeść "po"?
- Oczywiście.
Patrzymy na siebie w porozumieniu.
- Powodzenia, mój drogi. - dodaję pewnie.
Jego twarz pozostała spokojna. Delikatne światło wydobywało  z niej wręcz rozczulenie. Skończył się mój drink. Poszłam po następnego. Odwróciłam się. Patrzył na mnie z uśmiechem. Oboje to wiedzieliśmy.

(kurtyna)

Wtopiłam się w tłum. Poszłam potańczyć, porozmawiać z ludźmi. Znani i nieznani, popularni i nie. Blogosfera w swoim pięknie różnorodnym wydaniu. Rozmowy ciągnęły się jeszcze chwilę. Ok 2:00 w nocy postanowiłam poddać się zmęczeniu mijającym dniem. Zamówiłam taksówkę. Wychodząc pożegnałam się jeszcze z kilkoma osobami, "do jutra" tak ładnie brzmi, muzyka nagłaśnia pomieszczenie. Widok na hotel Hilton i Motławę za oknem. Pięknie jest. Wychodzę z budynku. Ze mną jeszcze kilka osób. Idę kawałek. Tłumek radosny mija mnie i znika za zakrętem. Zostaję sama. Zupełnie sama. Robi się tak bardzo, bardzo cicho. Ciemność wyziera zza budynków. Nie słyszę niczego, poza swoim oddechem.




15.11.13

Wolno myśleć



Tu wolno myśleć. Możesz. Musisz coś przemyśleć? Daj sobie przestrzeń. Otwórz umysł.
Tu należy wolno myśleć. Slowly. Daj sobie czas.

Widzę, że czasami wchodzi się tu na hasło "wolno myślę".
Wiesz co? Ważne co wymyślasz.

Jeśli jakość , znaczenie, skutki tego, co wymyślisz będzie rekompensować czas, który potrzebujesz na myślenie, to nie pozwól się popędzać. Jakość często wymaga czasu. Naucz się tego.

A poza tym, nie pozwalaj się popędzać. Szanuj się.

Bądź slow.
Jak już tu jesteś, to się zatrzymaj i pomyśl. Masz czas ;-)



13.11.13

Zen w elastyczności, czyli stretching



Moje odkrycie tego roku: stretching.

Stretching jest slow. Ma mój certyfikat.

Generalnie nie jest ze mną najgorzej, ale siedząca praca + chodzenie na obcasach (praktycznie całe dorosłe życie chodzę na obcasach, bo lubię) niestety spowodowały całkiem niezłe przykurcze. Warto pójść na stretching (z tego miejsca buziaki dla Magdy), bo pod okiem doświadczonego instruktora po pierwsze działamy skuteczniej, po drugie nie zrobimy sobie krzywdy. Dobra, relaksująca muzyka w tle, zgaszone świata i jedynie rozstawione klimatyczne lampki i świece i można odkrywać kolejne partie własnych mięśni i przypominać się im dogłębnie. 

Z każdymi zajęciami widzę różnice, mniej skurczy, mniej mrowienia. Nadal naciągane mięśnie i ścięgna bolą jak diabli, ale ja już osiągnęłam ten etap, że lubię ból wynikający z ćwiczeń (on jest właściwie dowodem prawidłowego wykonania ćwiczenia). Zakwasy nadają sens mojemu sportowemu życiu ;-)


12.11.13

Skok

Zbieram siły. Zbieram siły chodząc po pracy, na zajęcia.
Mózg najlepiej pracuje, gdy ciało wytwarza pozytywną adrenalinę. Potrzebuję jej w tym miesiącu szczególnie dużo, bo mam serię dość ważnych zawodowo i nie, przeżyć.

Przede mną 2 intensywne tygodnie.

W tle:



Kocham ten kawałek i koncert.
Doładowanie baterii. Dogrywanie szczegółów.
Jest dobrze.


11.11.13

Zatańcz ze mną

Mój gust odnośnie tancerzy, tańczących mężczyzn ukształtował śp Patrick Swayze, głównie filmem "Dirty dancing"


Jako młoda dziewczyna marzyłam, żeby wyglądać jak Cynthia Rhodes, która grała smutną rolę Penny. Ten film wywołał cichą miłość do tańca, szczególnie tego "zakazanego".

;-)



11.11 dzień RÓŻY

Czekałam od dawna z obejrzeniem tego filmu. Postanowiłam zrobić to dziś.
I była to dobra decyzja. Święto Niepodległości przypomina mi zawsze, że żyjemy w błogich czasach a ewentualne piekło robimy sobie sami. Nie zawsze tak było.


Historia naszego kraju ma w sobie tak wiele bólu, cierpień, zdrad, okrucieństwa, że ja tylko mogę być wdzięczna losowi, że żyję akurat teraz. Mogę wszystko.

Mogę marzyć, chcieć, planować, odlatywać, szaleć i oddawać się beztrosce.
Kiedyś słowa te bywały dla zbyt wielu ludzi obce.

Wolność. Czuję to bardzo.

Film dogłębnie poruszający.

9.11.13

Pilot w kieszeni



Zmorą wielu mieszkań są piloci, wróć, piloty. Przynajmniej był to problem u mnie. Nic mnie tak nie drażniło, jak piloty na stole.
Kiedyś będąc w IKEA zobaczyłam kieszeń na piloty i zakochałam się. Koszt? Radosne 15zł.
Moja radość z faktu, że piloty mają swoje miejsce - bezcenna.


8.11.13

Kura domowa

Szkoda mi czasu na sprzątanie, pranie, wycieranie kurzu, polerowanie kuchenki, odkurzanie, mycie okien, mycie fug i framug. Układanie i segregowanie rzeczy w szafkach i szufladach. Prasowanie. Zmienianie pościeli. 



Niestety, mam lekkie skrzywienie i wiem, jak doskonale utrzymywać porządek. Wiem, co nie oznacza, że to robię, bo faktycznie szkoda mi na to czasu. Niestety, stan bałaganu toleruję bardzo krótko, bo mnie po prostu denerwuje. W domu czy w pracy nie lubię przebywać w bałaganie. Dopóki w domu bywam, to bywam i udaję, że nie widzę, ale wiem, że to kwestia czasu, bo w końcu nie wytrzymam. 


7.11.13

Pochwała materializmu



Kocham kasę. Dlaczego o tym piszę? Bo nie godzę się na hipokryzję. Oczywiście nie jest dla mnie najważniejsza, bo gdyby tak było, to kierowałabym się w życiu innymi zasadami, podejmowała inne decyzje, wyszła dawno temu za mąż dla pieniędzy i kilka razy nie powiedziałabym "nie". To nie ten rodzaj miłości. 
Kocham kasę, bo pomaga mi spełniać marzenia, które od niej są poniekąd uzależnione. 

6.11.13

Naładowanie bakteriami, czyli dużo łaciny

Jest pewna sprawa.

Hm. Jak wiadomo, jestem niewierną, acz praktykującą od kilku lat, fanką pięciu przemian. Pięć przemian, jak każda filozofia, religia, dieta, ma pewne zalecenia i pewne przeciwwskazania. Jednym z takich przeciwwskazań w pp jest nabiał, ponieważ krowie mleko wcale nam nie służy (z czym można oczywiście dyskutować i przerzucać się wynikami badań naukowców), nie służą nam też przetwory mleczne. Wg pp. mleko np. kozie jest już lepsze. Dyskusyjna jest w tym względzie oczywiście kwestia smaku. Jak dla mnie jest ok, ale jednak smakowo wolę krowie (zupełnie pyszne jest mleko z obniżoną zawartością laktozy. Genialna baza do kakao).

Niestety, tak to już bywa ze mną, że jestem niepoprawna i nieposłuszna (nie walczę z dogmatami, tylko robię swoje ;-). Kocham masło i nie mam dnia bez mleka acidofilnego, albo kefiru, albo jogurtu. Szkoda, że pp tego nie pochwala. 


Ja się po prostu doskonale czuję, gdy mam te produkty w diecie. Wiadomo: Probiotyki.

Najprościej rzecz ujmując - łaciny, czyli bakterii:

Lactobacillus casei ssp. rhamnosus (Lactobacillus GG), Lactobacillus casei ssp Shirota, Lactobacillus casei DN-114 001, Lactobacillus plantarum oraz Lactobacillus rhamnosus, Bifidobacterium. 


5.11.13

Slow life by LOT

Zainteresowanych tematyką slow life odsyłam do listopadowego numeru magazynu "kaleidoscope."
Obszerny materiał, w którym również jest mój mikro udział w 2 słowach.





Niemniej, materiał polecam ze względu na całokształt. Bardzo dobrze dopracowany. Aż sama się zdziwiłam, że slow life tak się rozwija. To się dzieje jednak szybko :-)

Jeśli ktoś nie miał jeszcze do czynienia z "Kaleidoscope", to odsyłam do wcześniejszych numerów.  Perspektywa świata zawsze nadaje ożywczego dystansu, świetne felietony i reportaże, jakich można oczekiwać od magazynów z wysokiej półki. Polecam zwrócić uwagę na kadrę tworzącą ten magazyn. Tak czy inaczej dziękuję autorce materiału za rozmowę. Było mi niezmiernie miło.

Najchętniej czytałabym ten magazyn lecąc dreamlinerem... 
Może w drodze na Kubę ;-) 
(ale to nie będzie raczej ten numer)

Pierwszy raz o slow life za mną :-)

3.11.13

To co było ładne jutro

Życiowe pytanie: czy świnia wie, że hodowana jest po to, żeby człowiek mógł ją zjeść? Że na tym kończy się sens jej życia i po prostu jest z tym pogodzona?




Niedawno i przez przypadek trafiłam na paskudny film dla dzieci pt "Świnka babe". Mam osobiście silny dysonans poznawczy, gdy myślę o zjadaniu istot myślących, bądź takich, z którymi człowiek się zaprzyjaźnia. Swojego kota bym nie zjadła (wg wyników badań i relacji ludzi w warunkach ekstremalnych mówiłabym inaczej i pewnie posunęłabym się do kanibalizmu, ale mówimy o warunkach w miarę ustatkowanie normalnych). Patrząc na swojego kota nie odczytuję myśli "ciekawe, jak smakuje?". Patrząc na partnera, też nie. Czyli można założyć, że wszystko jest w normie.

Filmy pokazujące życzliwą koegzystencję człowieka z żywą szynką czy piersią kurczaka, jako postaci myślącej, przypominają mi trochę film "Wyspa", gdzie szczęśliwe klony nieświadome swojego przeznaczenia, w zamknięciu hodowane były wyłącznie pod bycie dawcami organów. Ekstrema, które powodują trepanację mózgu. Lubię takie kino. Mam silny dysonans i moje odczucia są dalekie od przyjemnych, ba, momentami jest mi niedobrze. Good for me, jestem chyba w tym względzie normalna.


2.11.13

Teatr Telewizji, bo tak

Teatr Telewizji. 
Czasami słyszę utyskiwania, że Polacy do teatru nie chodzą. Cóż. Ja bardzo chętnie, jak tylko życie daje mi możliwość, czyli jak wielu z nas: jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze. To nie jest kwestia woli, podobnie jak z czytelnictwem. Gdybyśmy mieli chodzić do teatru, kina, opery, na koncerty, kupować książki i płyty, które nas interesują, to byśmy musieli mieć naprawdę bardzo zasobny portfel i bezmiar wolnego czasu - trzeba wybierać. Kiedyś chodziłam do teatru częściej, bo koleżanka grała w Teatrze Wybrzeże, teraz rzadziej niż niekiedy. Na szczęście Teatr Telewizji jest balsamem na moją duszę. Gdy mam szczęście to trafiam na perły emitowanie na żywo np. Trzy razy Fredro  



lub jak Getsemani z moją ulubioną Magdaleną Cielecką i ciągle niedocenianą Agatą Buzek. Agata jest świetną aktorką, o nietypowej urodzie, co powoduje, że jest szczególna. Polecam prześledzić jej role np w Rewersie. 

Polecam spektakle teatru telewizji. Obsada, z jaką spotkamy się rzadko. 

Kocham teatr. Kocham sztukę na żywo.  
Dobrze, że mogę doświadczać jej częściej chociaż tak. 


31.10.13

Carpe diem & memento mori


Dzień Wszystkich Świętych jest specyficzny i lubię go.
Przypominam ponownie o jego radosnym aspekcie - rocznicy fantastycznego lądowania kapitana Wrony. 
To wydarzenie zrównało w mojej percepcji carpe diem z memento mori.


30.10.13

Odmaskowanie, czyli pułapki demakijażu

Ponieważ nie jestem ekspertką od kosmetyków, przez co fortunę wydałam w życiu na eksperymenty, żeby dobrać kosmetyki dla siebie  i mam wypracowane przez lata dziesiątki patentów pod siebie (główny to: nie szalej. to tylko kosmetyki i nie chcesz kolejnego), podzielę się ostatnim odkryciem.

Demakijaż.
Czasami gdy rozmawiam z koleżankami o kosmetykach (nie rozmawiasz? To tak jakby faceci nie rozmawiali o piłce, samochodach, nowych technologiach), wszystko jest kwestią czasu, jaki się na to przeznacza, ale nie budzi we mnie zaufania kobieta, która nie porozmawia wcale o kosmetykach i o ciuchach. Czasami trzeba.. Wracając, czasami gdy rozmawiam z koleżankami o kosmetykach, a konkretnie o kosmetykach do demakijażu, pada stwierdzenie, że jakieś mleczko jest złe, bo skleja oczy, ba, powoduje pieczenie, łzawienie.
Tak, też to przeżywam przy niektórych kosmetykach. Z reguły używam płynów micelarnych, ale czasami sięgnę po mleczko. Ostatnio wybrałam:


I co się dzieje? Usuwam nim makijaż i płaczę. Oczy pieką. Nie wiem, jak żyć, ale poza tym, że beznadziejnie usuwa tusz do rzęs, to jest świetny do reszty twarzy. Jeszcze w połączeniu z kremem (tym najstarszym, którego ileś pokoleń kobiet używa), jest naprawdę fajne. No i co zrobić z tym problemem? Bo dotychczas nie robiłam nic. Lenistwo i lekceważenie objawów wygrywało (tak, zdarza się i mnie). 


27.10.13

Rozpieść się w godzinę


ale to potem :-)



Z okazji zmiany czasu, przypominam o moim sposobie na dodatkową godzinę przez jeszcze jakiś czas.  TU.
Z doświadczenia wiem, że będzie się sprawdzać. Dzięki temu sposobowi zaczynamy dzień z dobrym nastrojem. Ta godzina jest jak fajny prezent o treści "Dzień dobry. Uśmiechnij się, masz jeszcze całą, calutką godzinę."
Wszystko inne będzie potem. 

Co robimy w tym czasie?

26.10.13

#Gdańsk + #Gdynia

Weekend pod tytułem #Gdańsk, #Gdynia, #Twitter, #Blogosfera. Trochę jestem sama dla siebie pełna podziwu, bo lawiruję między terminami i sprawami jak łyżwiarka. Zanim niedziela minie pt "Slow - leżę i nie myślę o niczym" kilka fleszy:  
Bycie trójmiejskim twitterianem ma swoje plusy. Wymierne. Mieliśmy przyjemność zwiedzić Muzeum Miasta Gdyni.  Dzięki zapałowi przewodniczki wszyscy w miarę ogarnęli klimat. Jestem zaczarowana poziomem tego muzeum. Czuć w nim pasję. Wykorzystanie nowoczesnych technologii jest dodatkowym atutem. Warto się zatrzymać i zastanowić nad faktem, że Gdynia jest miastem, które rozwinęło się niebywale dynamicznie. Patrząc na czasy, w jakich się to działo, szczególnie będąc w Muzeum Miasta czuje się niezwykłość historii.
UPDATE: PS. Polecam notkę MojejTrawy 



25.10.13

Wszyscy jesteśmy blogerami swojego losu


Wyobraź sobie, że postanawiasz postawić wszystko na jedną kartę i zrobić zawód z tego, w czym czujesz się dobrze. 
Normalnie idzie się na etat, albo zakłada się działalność i walczy. W każdej jednej branży, dziedzinie. Ludzie idą swoją drogą narażając się na kpiny bliskich i obcych, ale rozwijając się, realizują coraz bardziej siebie. Robiąc to co lubią, w czym czują się dobrze osiągają swoje cele. Jeden za drugim. Z reguły cele te są niesztampowe. Nie ma mowy o wymówkach. Nie realizowanie celów oznacza zniknięcie. Każdy dzień jest swego rodzaju sprawdzianem. 


Zakazany owoc, marzeń ciemnych tabu

W radio reportaż o dalece bulwersującej sprawie. Sprawie szokującej wręcz.

Szczegóły: nauczycielka urodziła dziecko własnego ucznia


(piosenka moich nastoletnich czasów. można się uśmiechnąć)

19.10.13

Pierwszy raz w nieskończoność





Jestem uzależniona od pierwszych razów. Od pierwszego wrażenia. Od przeżywania czegoś, czego jeszcze nie przeżyłam. Wydawać by się mogło, że z wiekiem będzie  o coś takiego coraz trudniej. Nic bardziej mylnego.



18.10.13

Blog of Gdańsk 2013 Czytelników



Z przyjemnością dzielę się informacją, że blog (tak, ten blog) został przyjęty do konkursu  
Blog of Gdańsk 2013 Czytelników.
Co będzie, jak na mnie zagłosujesz? 
Na pewno będzie mi miło.
   
 Głos można oddać tylko tu:  http://www.trojmiasto.pl/blogforumgdansk/?id_blog=244

Z uśmiechem z Gdańska
Marzena 






17.10.13

Gdy nie chce się żyć

"Chce się żyć" 

Czy warto iść na ten film?
Polskie kino jest ciekawe, bo w popiele wypuszcza czasami prawdziwe perły. Jedną z nich jest "Mój rower" (obraz relacji, który przemówi na pewno do niejednej osoby), natomiast najnowszą i większą - emitowany właśnie w kinach "Chce się żyć".

Przyjaciółka zabrała mnie na ten film z komentarzem - Po nim nie będzie się chciało narzekać.
- Hm. Ja nie narzekam. No przestań - ofukałam ją.
A potem płakałam z nią i resztą osób na sali kinowej.

Fantastyczna obsada, piękna historia (przy czym słowo "piękna" oznacza co innego niż zazwyczaj). Wnioski, które chcę na długo zachować w sercu.

Na tym filmie kilka razy zrobiło mi się głupio. Bezcenna refleksja i uczucie. Rzadko życie mnie do niego doprowadza. Doceniam.
Dziękuję twórcom za ten film. Jest piękny.
Jeśli ktoś chce dotknąć własnej wrażliwości i empatii, to polecam udanie się do kina. Warto.


15.10.13

slow love with google

Google chyba kocha blogerów z bloggera.


Do niedawna miałam dość ambiwalentny stosunek do google +. Nie grzał, nie chłodził.
Ale z google jest jest jak z miłością, przesiąka się nie wiadomo kiedy.


Jesień, jesień, jesień ach to ty

Park Oruński piękny jak zawsze.

Jedno z kultowych miejsc Gdańska - naleśnikarnia Manekin. Gdyby nie fakt, że spotkaliśmy się z przyjaciółmi, pozostawiłabym to bez komentarza. Co stanowi o kultowości miejsca? Kolejka w holu. Czekaliśmy na stolik. Lokalizacja i umiłowanie przez studentów robią swoje. Brak (różnych) naleśników, które chcieliśmy zamówić, to był zonk. Natomiast trzeba przyznać, że samo wnętrze jest genialne. Marzy mi się wielka fototapeta, jakie można tam zobaczyć. I plus za obsługę. 


Czas leci niesamowicie szybko, bo 3 wieczory w tygodniu spędzam od początku września na zajęciach na siłowni. Oczywiście  poniedziałkowy start  salsą. Robert niezmiennie niezastąpiony. 

W weekend M. bezlitośnie zmaltretował mnie na spacerach, goniąc po wszelkich schodach. Zmiana? Diametralna: przestałam narzekać i się nad sobą rozczulać. Zupełnie. Zaczęło mi być... głupio. Takiej mobilizacji nie pamiętam  od czasów nastolatki. Naprawdę niesamowite uczucie.
Katar? Kaszel? A tak. Coś tam chciało być, ale ja to po prostu zamęczam. Działa. Zamęczam też szare myśli, które chciałyby się zbierać w głowie. Won. Jestem wobec nich bezwzględna. One w niczym nie pomagają.
Polecam. Jesień przebiega tylko tą piękną stroną feerii kolorów i typowo rozgrzewających potraw oraz spotkań z przyjaciółmi i rodziną. Z takim zapleczem w życiu prywatnym zupełnie inaczej mi się pracuje. Kreatywność ma swój czas, a tego mi bardzo brakowało przez lato.