25.10.13

Wszyscy jesteśmy blogerami swojego losu


Wyobraź sobie, że postanawiasz postawić wszystko na jedną kartę i zrobić zawód z tego, w czym czujesz się dobrze. 
Normalnie idzie się na etat, albo zakłada się działalność i walczy. W każdej jednej branży, dziedzinie. Ludzie idą swoją drogą narażając się na kpiny bliskich i obcych, ale rozwijając się, realizują coraz bardziej siebie. Robiąc to co lubią, w czym czują się dobrze osiągają swoje cele. Jeden za drugim. Z reguły cele te są niesztampowe. Nie ma mowy o wymówkach. Nie realizowanie celów oznacza zniknięcie. Każdy dzień jest swego rodzaju sprawdzianem. 





Bloger, to jeden z nowoczesnych zawodów. Obarczony też bardzo dużym ryzykiem. Błąd, zły ruch i znika. Bloger stawia wszystko na jedną kartę - dosłownie i w przenośni.
Jest to o tyle specyficzne, że czytelnicy nie zdają sobie sprawy (szczególnie inni blogerzy, przede wszystkim niszowi, z niespełnionymi aspiracjami), że bycie odnoszącym sukcesy blogerem jest czymś więcej niż bycie przedsiębiorcą. Bloger za wszystko (może poza księgowością) odpowiada sam. Nie stworzy firmy, bo on jest firmą. Marką. Takich blogerów nie jest mało. Ludzie ci utrzymują się z pieniędzy, które zarabiają swoimi blogami. Zbudowanym na nich wizerunkiem.

Kluczowa sprawa: każdy z nas się sprzedaje. Każdy z nas sprzedaje to, co tworzy, bądź swoją wiedzę, swoje zaangażowanie, czas, umiejętności. Rozmowa kwalifikacyjna jest niczym innym jak autopromocją, rozmowa z klientem jest nie tylko prezentacją produktu/ usługi, ale też wizerunku. Swojego i firmy. Wizerunku, na który pracujemy wiele lat. Wizerunku, który jest dowodem naszej rzetelności i wiarygodności. Nieświadomość tego mści się nieskutecznością. Ale to inna bajka. I wspominam teraz  o tym tylko hasłem.
Nie zmienia to faktu, że poczytni blogerzy mają zbudowany wizerunek, który się sprawdza, za którym stoi bardzo duże zaangażowanie i profesjonalizm, bo musi stać. To ich praca. Czas, który ja poświęcam na pracę zawodową, oni poświęcają na budowanie swojego "imperium". Na budowanie społeczności, udzielanie się gdzie trzeba (często w mediach), prowadzenie szkoleń, wystąpienia, wyjazdy (mnóstwo wyjazdów), rozmowy, spotkania biznesowe. To, co jest normalne dla pracy na etacie, czy na zlecenie. Nie widać tego po nich? Heh. Oczywiście, że nie, bo oni lubią to, co robią i nie mają zachowań typowych dla ludzi na etatach. Doskonale ich rozumiem, bo mam tak z własną pracą (na etacie, ale wiem, jak rzadko się to zdarza. Cóż. Mam szczęście). Jednak bagatelizowanie działań związanych z prowadzeniem bloga, z tworzeniem treści, budowaniem współpracy i społeczności jest po prostu krótkowzroczne i świadczy o amatorszczyźnie, do której nie powinien posuwać się ktoś, kto sam ma jakąś markę. A może tylko stwarza taki pozór. 

Dziś byłam na spotkaniu blogerów nominowanych do tytułu "Blog of Gdańsk" (jest mi strasznie miło z samego powodu nominacji) i właśnie dowiedziałam się tam, o pewnej notce jednej z blogerek. Oczywiście chciałam ją odszukać i przeczytać. Co widzę? Zawiść. (link usunięty).

Brak konstruktywnych uwag, propozycji, motywacji jest rażący. Po prostu pusty hejt. Gdyby miało to czemukolwiek służyć, to porozmawiałaby z Kominkiem o tym sama, na privie, jak się robi w cywilizowanym świecie w jednej branży. Takich notek było i będzie wiele. Mnie rozdrażniło, że to akurat blogerka z Gdańska i do tego, która sama aktywnie uczestniczyła w Blog Forum Gdańsk w ubiegłym roku. Więc naprawdę uważa, że było tak słabo, skoro sama tworzyła treści? Nieważne.

 Sama forma opinii jest kluczowa i to mnie tu zajmuje. Chcę wierzyć, że znakomita większość blogerów (zawodowych lub nie), chce mieć lub ma klasę i reprezentuje jakość, poniżej której nie zejdzie. Dobrze by było, gdyby blogerzy umieli komunikować się między sobą tak jak to ma miejsce w cywilizowanym świecie - w 4 oczy. Nie, nie chodzi o wolność słowa, prawo do wyrażania opinii na blogu itp. itd, tylko takie rażące "pranie brudów". Po niektórych się tego po prostu nie spodziewam i gdy w końcu to następuje, to zaskakuje absmakiem.

Kominek, czyli Tomek Tomczyk, właśnie wydał kolejną książkę na temat blogowania pt "Blog". Polecam w ciemno, bo Tomek jest akurat autorem, który książkę telefonicznie ciekawie opisze, a jednak dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem, niewątpliwie nieporównywalnym z nikim innym w obecnej blogosferze. Czy to się zmieni? Czas pokaże. Tomek wydając poradniki o blogowaniu pokazuje właśnie cechy mistrza, o jakich pisałam przy moim instruktorze salsy.  

On zrobił z blogowania zawód i jest profesjonalistą. 
Zarzut pod adresem reklamowania produktów/ usług/ miejsc? Zawiść. Znam to z innej strony, bo osiągając sukcesy zawodowe, niejednokrotnie słyszałam pomówienia, które miały po prostu umniejszać mój wkład, moją pracę, zaangażowanie i w końcu skuteczność zrzucając to na karby różnie dziwnych praktyk. Cóż. Czas pokazuje, kto ma rację.

Moja mała prośba do kogokolwiek: zanim kogoś skrytykujesz, jego pracę, jego wyniki, efekty osiągnij to co on, a potem go przegoń

Zaimponuj efektami. 

Może nawet mi.