10.10.13

Oh Anthony, czyli Hotel Impossible

Program, który stanowi ostatnio mój nr 1: Hotel Impossible. Anthony Melchiorri - prowadzący, jest boski. Po prostu boski. Typ słodkiego, włoskiego drania. Ma fantastyczne usta. Jest mały, łysy i cholernie seksowny (tak, wiem, ale to prawda). Co najważniejsze jest skuteczny i konkretny, a to najważniejsze cechy samcze, jak wiadomo.  Tak, uroczy też jest.



Dość o Anthonym.

Sam program jest na kształt "Kuchennych rewolucji", tyle że Anthony ratuje małe i duże amerykańskie hotele. Do przyjazdu Anthonego to często jakiś kosmos, bo hotel bywa w strasznym stanie i oferuje nic  w żadnej jakości. Często jedynym mocnym atutem bywa... widok. Serio :-)


Lubię ten program za mechanizm. Za pomysł i realizację. Za to co w nim najważniejsze: szybkie definiowanie przyczyny problemu. Psychologia i wiedza jest na nic, jeśli się jej po prostu nie wykorzystuje, można też nie znać się na psychologii, na definicjach a być świetnym psychologiem i ekspertem w swojej dziedzinie - jak Anthony. On jest hotelarzem. Czym jest branża hotelowa? Pokoje, usługi, standard, serwis, wszystko jest ważne, ale nie można być skutecznym w pracy z ludźmi (jak w hotelarstwie) nie znając się na ludziach. Metodyka Anthonego jest mistrzowska. Sposób diagnozowania, prowadzenie rozmów, profesjonalizm - kocham go za to. Najważniejsze, że rozwiązuje problemy w miejscu ich powstawania, czyli przeważnie w sposobie zarządzania, bądź w relacjach. Jak często niewłaściwie ludzie zajmują się zarządzaniem. Niewłaściwe zarządzanie skutkuje niedociągnięciami, brakami, usterkami, złym klimatem, złą jakością. Pokoje są zaniedbane nie przez brak pieniędzy, tylko przez złe zarządzanie - w wielkim skrócie.
Dalej.
Trzeba umieć po dobrej diagnozie nadać odpowiedni kierunek zmianom. Oddycham spokojnie oglądając Hotel Impossible i słuchając Anthonego, bo takiego profesjonalizmu można sobie życzyć wszędzie. Tak wygląda idealne doradztwo.
I fajny facet ;-)

Program nadawany jest codziennie na travel channel. 











*Tak naprawdę ceny w polskich hotelach są rewelacyjne, jak na oferowany standard na tle Europy. Nie mamy powodów do kompleksów (że są wysokie na kieszeń przeciętnego Polaka? Jasne. Ale każdy znajdzie coś dla siebie i trzeba by być w strefie ubóstwa, żeby nie móc znaleźć żadnego noclegu na daną kieszeń), nie wiem jak to wygląda w całej Ameryce, ale w hotelach ratowanych przez Anthonego ceny wahają się między 200-400usd/noc. Mhm. To raczej ciekawostka. 

Hotelarstwo (ogólnie ujęte), baza noclegowa w Polsce jest naprawdę mocna, a ciągle się przecież rozwija, zarówno pod względem ilości, jakości, usług i poziomu obsługi. To widać z roku na rok.
I dobrze. Niektórym taki Anthony przydałby się pewnie i tu.