15.10.13

Jesień, jesień, jesień ach to ty

Park Oruński piękny jak zawsze.

Jedno z kultowych miejsc Gdańska - naleśnikarnia Manekin. Gdyby nie fakt, że spotkaliśmy się z przyjaciółmi, pozostawiłabym to bez komentarza. Co stanowi o kultowości miejsca? Kolejka w holu. Czekaliśmy na stolik. Lokalizacja i umiłowanie przez studentów robią swoje. Brak (różnych) naleśników, które chcieliśmy zamówić, to był zonk. Natomiast trzeba przyznać, że samo wnętrze jest genialne. Marzy mi się wielka fototapeta, jakie można tam zobaczyć. I plus za obsługę. 


Czas leci niesamowicie szybko, bo 3 wieczory w tygodniu spędzam od początku września na zajęciach na siłowni. Oczywiście  poniedziałkowy start  salsą. Robert niezmiennie niezastąpiony. 

W weekend M. bezlitośnie zmaltretował mnie na spacerach, goniąc po wszelkich schodach. Zmiana? Diametralna: przestałam narzekać i się nad sobą rozczulać. Zupełnie. Zaczęło mi być... głupio. Takiej mobilizacji nie pamiętam  od czasów nastolatki. Naprawdę niesamowite uczucie.
Katar? Kaszel? A tak. Coś tam chciało być, ale ja to po prostu zamęczam. Działa. Zamęczam też szare myśli, które chciałyby się zbierać w głowie. Won. Jestem wobec nich bezwzględna. One w niczym nie pomagają.
Polecam. Jesień przebiega tylko tą piękną stroną feerii kolorów i typowo rozgrzewających potraw oraz spotkań z przyjaciółmi i rodziną. Z takim zapleczem w życiu prywatnym zupełnie inaczej mi się pracuje. Kreatywność ma swój czas, a tego mi bardzo brakowało przez lato. 





Muzycznie chodzi za mną:



Z ciekawostek: od prawie 2 miesięcy jestem w stanie permanentnych zakwasów. Każde jedne zajęcia je pogłębiają. Okrutnie mi się to podoba. Polubiłam to. Uzależniłam się lekko od tego. Rzucenie palenia (niebawem będzie rok bez papierosów i jakieś 3 miesiące bez nikotyny) skutkuje zastąpieniem nałogu sportem. Uzależnieniem od zmęczenia nim.
A jaki ty masz fetysz?