1.12.13

Slow by Douglas i rzecz o preferencjach

W lipcu dostałam na urodziny kupon upominkowy do Douglasa.
Zapomniałam o nim.

Dziś sobie przypomniałam.






Tak jak podejrzewałam, produkty marki własnej Douglasa nie mogą być słabe. 
Lakier nakłada się rewelacyjnie. Wystarczy jedna warstwa, świetnie kryje (chociaż i tak nakładam dwie, dla uzyskania większej głębi) i szybko wysycha. Podobno wytrzyma do tygodnia, ale jeśli tak będzie, to będę mile zaskoczona.
Potrzebuję dobrego lakieru na wyjazd służbowy i dobrze by było, gdybym nie musiała go poprawiać. Przez ryzyko odprysków, wybieram na wyjazdy zawsze jasne kolory. Tym razem chcę od tego odejść. Mam nadzieję, że Douglas da radę, jak lakiery z najwyższej półki, które miałam kiedyś. Do czasu, zanim znowu będę mogła po nie sięgnąć (a może wcale nie będzie takiej potrzeby i ta tęsknota jest niepotrzebna, bo ten lakier okaże się ideałem za 25zł?), chciałabym mieć dobrą alternatywę. Może będzie nią Douglas? Zobaczymy. 
Pora na eksperyment. 

Cień spodobał mi się na miejscu. Podobno nie zbiera się w zmarszczkach (ale to brzmi, heh) i załamaniu powieki. Zobaczymy. 

Co mi się podoba w drogeriach typu Douglas? 
Obsługa. Doradztwo. Zawsze na takim samym poziomie. Nieważne, czy szłam po perfumy, czy teraz poszłam z kuponem za jakąś kwotę i przy niej chciałam zostać. Kobieta ok. 50tki okazała się świetnym doradcą i służyła pomocą, jakbym robiła zakupy za grube tysiące. 

Tak na marginesie. Nie rozumiem tego parcia na obsadzanie stanowisk sprzedażowych młodymi dziewczynami. Szczerze? Zawsze wolałam być obsługiwaną przez kobietę ok 50tki. Takie kobiety budzą moje zaufanie i otaczają mnie opieką, jeśli takiej chcę. Takie mocne wspomnienie mam z ostatniego zakupu płaszcza dla M. Tak samo obsługiwała nas kobieta między 40-50tką. Spędziliśmy w sklepie z 1,5h i kupiliśmy więcej niż planowaliśmy, ale tamtej pani nie chciało się odmawiać. 

Pracodawcy powinni to przemyśleć i dobierać kadrę pod klientów z różnymi potrzebami. Poważnie. I tu wskazana byłaby równowaga. To klient jest w sklepie najważniejszy i powinien tak uważać. Nie tylko w Douglasie, ale właśnie to wyróżnia takie sieci jak Douglas, że oni to wiedzą. Przez chwilę poszłam w uogólnienie, że starsze babki są lepsze niż młode dziewczyny, ale jednak nie. Nie w tym rzecz. Tylko sklepy powinny być przygotowane do różnego rodzaju klientów. Zbyt często słyszę narzekania, że stoją zrobione panienki i tylko mierzą klientów, przez co  ktoś tam nie wejdzie do sklepu. To niedobrze. Jeśli tak to wygląda (ja się z tym nie spotkałam w gruncie rzeczy osobiście, ale znam to z opowieści), to działy obsługi klienta mają przed sobą jeszcze wiele pracy. Żaden klient nie powinien tak się czuć. Ever. A już niedopuszczalne jest, żeby czuł się skrytykowany wzrokiem czy postawą osoby sprzedającej. No kamą. Ja akurat wolę starsze babki, bo po prostu budzą we mnie większe zaufanie. Punkt. Chociaż oczywiście jak jest młoda, to też ok. Ja jestem slow, dogadam się z każdym ;-)  
(Szeptem: różnica jest w tym, że od starszej zawsze kupię to co miałam, plus coś jeszcze, od młodszej to co miałam. Punkt. Młoda nie przekona mnie do niczego więcej. Tak, to ta różnica, bo nawet w tym Douglasie wzięłam jeszcze jakiś żel pod prysznic, bo mi ta babeczka poleciła. No tak to działa i pewnie robi to ze mnie jakiś typ klienta). 


Przyjacióła napisała niedawno, że są profesje, w których chce kontaktu tylko z kobietą: ginekolog, pani w sklepie i kilka innych. O ile z mężczyzną ginekologiem nie mam problemu i nawet wolę, to pani w sklepie i kobieta: zdecydowanie tak. Idealnie jeśli jest między 40-50tką. To wiek dużego zaufania. Nie tylko w sklepie oczywiście, ale w wielu profesjach.

Niedawno byłam w tym samym Douglasie. Podeszła młoda dziewczyna i zaczęła mnie przekonywać do nowości w zapachach. Była jak trajkocząca papuga. Zagadywała mnie. Nie przepadam za tym, ale też bez przesady, po prostu przestawiam się na męski sposób słuchania. Powiedziałam, że z zapachami jest jak z książkami: nie chodzi o nowość a o jakość, do której czasami trzeba dojrzeć, więc nie jest to kryterium poszukiwania, a poszukuję i to mocno nowej linii zapachowej. Ale wiem, że dziewczyna się starała, naprawdę. Nie jest to jakiś zarzut. Tylko poszła w niewłaściwym kierunku ze mną. Przyznaję jej jednak też duży punkt za wiedzę i znajomość składu perfum. Pochwaliła się, że mają bardzo dużo szkoleń w tym zakresie. Brawo Douglas :-)
Nie znalazłam tamtego dnia swojego nowego zapachu. 
Co jakiś czas szukam.
Do dziś nie znalazłam. Poczekam.

Jak trafię na swój nowy zapach, swoją nową linię, to będę to wiedziała. Na pewno nie będzie to główne kryterium "nowość na półce", bo to żaden wyznacznik.

No. 5 nie będzie nigdy zapachem dla mnie. To nie moje nuty i to akurat się nie zmienia. Ja po prostu dojrzałam do czegoś mocniejszego. Chcę wyjść z zapachów dziewczęcych. Poszukam. Slowly. Teraz i tak nie jest pora na to. Do tego czasu pozostanę przy Tresor czy Light blue, chociaż sama się ostatnio zdziwiłam, że wciągnęłam się w pudrowy jak diabli Cerrutti image. Jak nie ja... 

Zmienia mi się gust. Jak to co jakiś czas w życiu.

Tymczasem mam zajebiście ładne paznokcie. Mrau.


Dzięki G. , Ty to wiesz, jak zrobić mi dobrze.


PS. Znowu zmieniam szablon. Zima idzie. Standard. Pewnie zmienię go jeszcze kilka razy do wiosny, a na końcu wrócę do tego ostatniego z tym pięknym logo. Chyba że wdrożę jeszcze inny pomysł, ale to już jest większa sprawa. Na razie witam w szablonie dynamicznym ;-)