22.12.13

Dyskrecja żon

Leżę i czytam Newsweeka. Ostatnio nie miałam na niego czasu, ale dziś nadrabiam. Trafiam na materiał o skutkach biografii Małgorzaty Tusk
Bycie żoną to jest dość ważna wizerunkowo rola. Doskonale o tym wiem od 11 lat. Czy zdarzały mi się wpadki? Jasne. Przecież z tym się nie rodzi, ba, żyjemy w społeczeństwie lubującym się w narzekaniu na partnerów.

Ideałem żony była moja babcia, która nigdy nie powiedziała złego słowa na dziadka. Nigdy go niczym nie ośmieszyła czy nie skompromitowała (np. nigdy nie kłóciła się z nim przy ludziach). Była taką dyplomatką, że mogłaby stanąć na równi z  najznakomitszymi żonami polityków czy arystokracji. Naprawdę była niebywałą żoną. 

Czego sama pilnuję? Nigdy nie rozmawiać z nikim o sprawach bardzo osobistych M. Czasami wplatam jakieś anegdoty, jestem choleryczką i zdarza mi się przy przyjaciołach wejść z nim w pyskówkę (przy obcych już nie. Spojrzę jedynie znacząco, że porozmawiamy o tym później). Nie wyobrażam sobie kompromitować go przed innymi. Bycie żoną zobowiązuje jak i bycie mężem. Nie, nie chodzi o sztuczność. 

Chodzi o dyskrecję. 

Chodzi o ten czas, gdy należy milczeć, zmienić temat, udać, że się nie słyszało. Trzeba umieć włączyć poczucie humoru czy przerysowanie, żeby nie przekraczać granicy prywatności, która ma być jedynie rejonem dwojga ludzi. W każdej przyjaźni. W małżeństwie też. 






Małżeństwo to wysoka forma przyjaźni. Jedna z najwyższych. Zaufanie, lojalność są ważne. Jeśli ich nie ma, to słaba jest relacja. Nie zła. Po prostu słaba. Nie wyobrażam sobie mieć wątpliwości, czy M. nie zdradza innym zbyt wiele. Dyskrecja w pełnym słowa znaczeniu.

Ona jest niezmiernie ważna w naszych czasach szczególnie, gdy informacja rozchodzi się wirusowo. Dyskrecja jest bezdyskusyjną wartością relacji. Gdy wiemy, że co by się nie działo, jak bardzo życie się nie zmieni, jak bardzo drogi się nie rozejdą, to pewne fakty, przeżycia, sytuacje, okoliczności, słowa, zachowania pozostaną okryte milczeniem. Bezwarunkowo. Trzeba wiedzieć z kim pić, z kim rozmawiać, z kim się żenić/wychodzić za mąż i  z kim robić interesy. 
No i przede wszystkim, ogólnie z kim o czym rozmawiać. Tak na marginesie, nie wyobrażam sobie napisać autobiografii, w której opisuję M. (czyli bez fikcji literackiej) i nie ustalić z nim treści. No kamą. 

Zaufanie w to, co robi druga strona z naszym wizerunkiem. To jest najważniejszy i najsilniejszy filar. Wydawać by się mogło, że to oczywiste. 
Dyskrecja, poufność danych. 

Sama pisząc blogi poruszam się gdzieś po obrzeżach prywatności, ale oczywistym jest dla mnie, że są miejsca, w które nie wpuszczę nic. 

Hm. Tak sobie myślę, że może błędem było napisanie przez panią Tusk biografii. Mogła iść w powieść, zachowując zawsze prawo do stosowania właśnie fikcji literackiej, ba, jeśli chciała opowiedzieć historię swoją, jako kobiety, żony, mogła zrobić to tym bardziej powieścią. Przynajmniej pozostawiłaby pole na domysły i dywagacje, co jest autobiografią a co fikcją literacką chroniąc jednocześnie prywatność.

Obserwuję ten świat, tą potrzebę zaistnienia. Poniekąd to rozumiem, ale nie rozumiem, dlaczego tak. 

Można rozmawiać o swoim partnerze (przecież to normalne), można wiele spraw oddawać na zewnątrz, mnożyć anegdoty i historyjki z życia wzięte, ale musi być sfera, do której nie wejdzie nikt  i nic i nigdy. Co by nie było. 
Nie tylko w małżeństwie. Są sprawy czy tajemnice, które powinny pozostawać między ludźmi. Na zawsze. Między żoną a mężem też.


Pora na spacer. Piękną jesień mamy tej zimy ;-)