28.12.13

ZZR - zimowy zestaw ratunkowy i coś jeszcze


Grudzień był dla mnie miesiącem rewolucji w świadomości. Poważnie.
M. czasami zadawał pytanie - po co się malujesz?
Interpretacja przebiegała różnie:
- Oj tylko trochę  (pewnie rzucił komplement, bo to mi nie potrzebne)
- Czepiasz się (pewnie bez sensu, bo i tak to mi nie pomaga)
- Tak ma być (nie widzi różnicy, bo to facet)

Co się okazuje?




Każda z odpowiedzi była dobra w zależności od okoliczności. W grudniu bowiem zdałam sobie sprawę, że potrzebuję zmiany. W makijażu. W życiu bywało różnie. Dość długo (jak na standardy) nie malowałam się wcale. Potem zaczęłam delikatnie (ok 17-18 lat), aby około 20tki robić już pełny makijaż. Bez sensu. Wiem, ale każda 20 latka wie, że to ma sens, żeby się postarzać. 

Potem długo tak było, że mało kto widział mnie bez pełnego makijażu. Potem zaczęłam mieć to gdzieś. Od kilku lat jestem w etapie pośrednim. Czyli makijaż częściowy. Z reguły podkład (mineralny), trochę różu, cień na oczy (jeden kolor) + tusz. Koniec. Pytania M. były zasadne, ponieważ taki makijaż nie daje wiele. Ba, potrafi zrobić krzywdę. Do myślenia dała mi niedawna wizyta w Douglasie i rozmowa z panią doradcą. Co się dowiedziałam? Ano przy mojej największej dolegliwości nie powinnam używać brązowych cieni. Tadam! No pięknie. Ponad pół kosmetyczki wypełnionej brązami. Super. jak go uratować?

Jaka dolegliwość? Sińce pod oczami. Niestety jesień mimo swojej cudnej intensywności nie dała sobie rady z moją awersja do snu. Awersja ta skutkuje potężnymi workami pod oczami. Cudów nie ma. 
No nie. Dzięki temu zrozumiałam różne znaczenie pytania M. Jeśli mam zmęczoną twarz, to nie ma cudów: makijaż nie pomoże (szczególnie tak bezsensownie delikatny). 
- OK kobieto. Dość tego - powiedziałam sobie na początku grudnia. I wzięłam się za działanie. Ja rozumiem, że liczy się wnętrze, ale nie przesadzajmy. Skoro już nie dosypiam, to chociaż się wezmę za zmianę powłoki. 

Krok 1: Rozmowa ze znajomą farmaceutką.
Wniosek: drogie kremy to ściema (wiem, że wiemy). Sens mają tylko wizyty u kosmetyczki, ale tam stosowane zabiegi i kosmetyki to inna jakość i tego się trzymajmy. 
Moje porównanie? Różnica między masażem w salonie, wykonanym przez doświadczonego masażystę a posiedzeniem na najdroższym fotelu do masażu. Tak, nie ma porównania. 

Co mi poradziła na przemęczone oczy, sińce i "worki"? Żel z arniką (od flos-lek). Może być ze świetlikiem, ale jednak arnika jest mocniejsza. Używam od 2 tygodni. Efekt jest taki, że w wolnym czasie przestałam się malować (nieudolnie kamuflować sińce), bo zeszło wszystko. Oczywiście dla mnie najważniejsze jest jedno: nie straszyć M ;-) I chyba się udało. Polecam każdej kobiecie, która ma problem sińców, worków, opuchlizny pod oczami. Je można zlikwidować. Za 10zł. Albo w salonie kosmetycznym (z czego kiedyś chętnie skorzystam, dla kaprysu, ale to kiedyś).

Krem Nivea to oczywiście ulubiony kosmetyk pozostałej części twarzy i tego nie zmieniam. Nie ma potrzeby.
I jako bonus - doskonały balsam do ust Tisane. Naprawdę błyskawicznie robi dobrze ustom. Na zimowe spacery idealny. 

Krok 2: Przewertowanie blogów  vlogów blogerek kosmetycznych i dopasowanie czegoś dla siebie. 

Smuteczek. Nie znalazłam ani jednej blogerki 35+. 
Kobiety, zlitujcie się. 

Poprzestałam na poradach z magazynów (tak, malowanie znów ma sens i strasznie mi się to podoba. Przyznam, że lekko oszalałam), ale czy żadna z nas nie chce przejąć w blogosferze pielęgnacji urody, makijażu 35+? Zachęcam. Niech ktoś to weźmie profesjonalnie w swoje ręce, bo posiłkowanie się dwudziestkami nie zaspakaja moich potrzeb. Mamy zupełnie inne twarze, skóra ma inne cechy i nie przełożymy się 1:1. Wielka nisza do zapełnienia. Chętnie będę śledzić (Przyjmę polecenia, jeśli ktoś taki już jest, bo w kwestiach makijażu jestem w przeszłości  i mam wiele do nadrobienia).

Krok 3: Przestać się "wygłupiać" z nocnym życiem i przestawić trochę zegar biologiczny.
To próbuję wprowadzić od świąt. Jako tako się udaje, ale trochę pracy przede mną. Muszę się nauczyć spać nocą :-)
(Oczywiście wiąże się to z wyeliminowaniem przyczyn, ale to już praca na dłuższy czas i w zasadzie to będzie najtrudniejsze, ale czym byłoby życie bez wyzwań). 

Tak czy inaczej, ja ja zawsze szukam metody środka a makijaż i sen, to dziedziny, w których go zgubiłam. Chętnie znajdę. Nowa era zaczyna się ponoć ok 40 tki i w 2014 ;-)