16.12.13

Magia Świąt wg wewnętrznego dziecka

Co cieszy dzieci? Nie mam pojęcia. 
Czego nie lubi wewnętrzne dziecko? Praktyczności. 
Prawda? ;-)

Sprawa prezentów jest tak naprawdę wbrew pozorom bardzo, ale to bardzo delikatną kwestią. Co roku rozgrywają się dramaty w tysiącach domów, bo dzieci dostają nie to, co chciały, albo nie takie, jak chciały. Dorośli to już zupełnie.




Strasznie fajnie jest dawać prezenty. Fajnie jest je dostawać. Ale jest ta magiczna formuła "darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby" i przyjmuje człowiek prezent w pokorze, ze sztucznym uśmiechem i okrzykiem "Ojej! Dziękuję!" a w myślach dodaje "Na co mi to??".

Mamy dwie kwestie: niespodzianki i radości z niej. 

Co jest niefajnym zabójcą niespodzianek? 






Magiczne pytanie: Co chcesz pod choinkę? 
Dlaczego? No dobra. Objaśniam: To tak, jakby powiedzieć facetowi "Kup mi kwiaty. Czerwone, długie róże, tylko nie dodawaj żadnej bibułki i najlepiej jeszcze żeby nie miały nabłyszczanych listków, bo to tandetne. A z resztą. Zaskocz mnie nimi". 

Ludzie, którzy czujecie magię świąt, chyba Wam zazdroszczę, bo jako marketingowiec widzę wyłącznie wielki mechanizm, w którym magii to akurat nie ma za grosz i jest jedno wielkie wmuszanie i wymuszanie.  

Dlatego już dawno poprosiłam bliskich, żeby nie robili mi prezentów, pod choinkę, bo wiem, że się wykosztowują a ja słabo ukrywam rozczarowanie, bo np. nie lubię gdy mi ktokolwiek urządza mieszkanie. Czymkolwiek. Tak, odpada wiele rzeczy. A wiadomo, że przecież ten, kto daje, decyduje co daje. Ale w Święta powinno się sprawiać radość. No i się robi dziwna sytuacja. Zapytasz o prezent, to słyszysz "Daj spokój. Ja mam wszystko" (nie tylko ja tak mam). A ja strzelasz w ciemno, to możesz zabić. Wrażliwość. Nietrafionym prezentem. No i co robić? Jak zrobić niespodziankę i sprawić szczerą przyjemność, żeby wall na fb nie wyglądał po świętach jak ogłoszenie "chętnie oddam lub się zamienię" ;-)
Nie, nie odpowiem na to pytanie, bo nie wiem.

Dygresja: Najfajniejsze prezenty dostaję z reguły zupełnie bez okazji i raczej jako gest sympatii czy podziękowanie a w urodziny, jak dzika cieszę się z voucherów, bo dają mi okazję do zatopienia się między półkami i wybrania tego, co chcę (a nie co podoba się obdarowującemu), albo pozwalają mi iść do kina na co chcę. Świetna sprawa dla dorosłych. Serio. Ale w urodziny lepsze to, niż rozczarowania. Na urodziny jak najbardziej można zapytać, co chcesz dostać, albo zapytać wprost o zdanie. Niespodzianki naprawdę nie są obowiązkiem. Lepiej niech będzie coś wiadomego, ale cieszącego.

Jakoś z prezentami mam jak z miłością. Przez cały rok tyle dostaję i daję, że Boże Narodzenie nie jest mi do tego potrzebne. No nie do końca, ale o tym za chwilę. 

Dziwnie mi się patrzy na to, że  prezenty zajmują zupełnie przestrzeń Świąt. Mam wrażenie, że to Święta prezentów. Najczęściej padające pytanie "Czy masz już wszystkie prezenty"? Hm.   
Nie wiem. To tak samo jak ze świątecznym przejadaniem. No w ciągu roku głodna też nie chodzę a Boże Narodzenie nie jest dla mnie moim świętem osobistym, więc czemu te prezenty? Bo co? Bo to tradycja obdarowania biednych dzieci. Aha. Jasne. 
No nic.

Ale wracając do wstępu. Tak mi się przypomniało, że jako dziecko marzyłam o kredkach. Uwielbiałam rysować i rysowałam miliardy rysunków. Kredki, wiele kolorów, były tym, co mnie potrafiło wysłać w kosmos. I jeszcze chińskie wieczne pióro. Ale to były takie czasy, że chciało się rzeczy nie drogie, ale właściwie ciężko dostępne. Inne zabawki po prostu szybko mnie nudziły. Jak większość dzieci. Tylko inna sprawa, rodzice pozwalali mi i moim braciom wierzyć w Świętego Mikołaja. Przychodził do nas (ja tak coś czułam, że to wujek Arek, ale nie miałam śmiałości wnikać, gdy puszczał mi oko porozumiewawczo). Tak czy inaczej Święta dawały radość i niespodziankę. Była Magia. 

Tak się zastanawiałam, co bym chciała pod choinkę i M. mnie naprowadził przy okazji jakiegoś programu o "Gwiezdnych Wojnach". Tak. Dziś moje wewnętrzne dziecko chciałoby gwiazdę śmierci z lego. Całe święta byśmy z M. układali ją na podłodze. Pewnie połowę czasu chodziłabym z Vaderem i sapała. Itp. Albo robiła bitwy miedzy nim a Jedy. Bez sensu, zaje bez sensu :-) 
No i tak. 

Nic innego nie chcę, bo mam wszystko, Święty Mikołaju, a jak nie mam, to sobie kupię, duża jestem :-)
Ale taka gwiazda śmierci... Tak, wiem, że to totalnie bez sensu i bezużyteczne i za miesiąc, albo tydzień po złożeniu będę się wnerwiała, że zbiera kurz, tylko wiesz, to jest właśnie to, co jest w takich prezentach. No czysta przyjemność. Bez sensu. To po prostu doskonały przykład prezentu pod choinkę. Dlatego, że ucieszyłby wewnętrzne dziecko we mnie. No albo coś takiego właśnie. No ale ja już naprawdę wszystko takie mam. Nawet ostatnio komiks właśnie te wewnętrzne dziecko ucieszył. Well. 

Tak czy inaczej pod choinką nie powinny być lekarstwa, naczynia, garnki, miksery, rajstopy korygujące albo krem na zmarszczki. To nie tak. To mówi moje wewnętrzne dziecko, które się trochę smuci na widok tego marketingowego jobla.  To czas sprawienia przyjemności temu wewnętrznemu dziecku a nie kobiecie, mężczyźnie, żonie, mężowi, babci, dziadkowi czy cioci. W nich też jest wewnętrzne dziecko, o którym się zapomina nawet przy szukaniu prezentów pod choinkę. 

Myślę, że prezenty pod choinkę mają być takie nasze, dla naszej czystej przyjemności. Wyłącznie. Wszystko inne dawajmy w inne dni, z okazji lub bez. To też działa, ale nie zabija magii Świąt. Nie wiem. 

Może ja żyję w jakimś innym świecie, ale tak to widzę, że pod choinką prezent powinno dostawać dziecko, albo nasze wewnętrzne dziecko a nie dorosły. Dorośli tego przecież nie rozumieją. 

Czy tylko ja pamiętam o istocie Świąt? 
Mam nadzieję, że nie. 

To pora, żeby wsłuchać się w wewnętrzne dziecko. Dajmy mu dość do głosu chociaż w Święta. Bóg się rodzi, dziecko też tak pięknie widzi symbolikę tych Świąt. Przynajmniej dopóki nie zacznie patrzeć przez pryzmat oczekiwań z najnowszej gazetki supermarketu. Nie wtedy. No szkoda, że jest jak jest. 

Ech :-) 

Nie, no ja niestety ni dydy nie czuję Magii Świąt. Cieszę się, bo w tym roku pierwsze Święta będzie miała moja mała chrześnica. Czekam, aż będzie już troszkę większa. Mam nadzieję, że rodzice dadzą jej poczucie magii. Ja postaram się być tym aniołem stróżem, jak chciałam od początku a co to będzie znaczyło w kontekście Świąt jeszcze nie wiem, ale wierzę w intuicję. 

Ech magio świąt. Czemuś mnie opuściła? :-)
Wróć kiedyś. 

PS. Nie pytajcie "co chcesz pod choinkę". Wyciągnijcie to jakoś, ale begju, nie pytajcie, jak sami chcielibyście być niepytani. Szukajcie :-)
(tak, domyślam się. za późno w tym roku)

Na pocieszenie, polecam wykorzystanie tego czasu na wspominki z dzieciństwa, jakie my uskuteczniamy, przykładowo TU

A może jednak poczuję znowu dzięki temu tę magię Świąt? Kto wie :-)

PS 2. A tak naprawdę, to to wszystko i tak nic, bo moje wewnętrzne dziecko chciałoby spędzić Święta z moją rodziną a nie może. Nie, jednak nie będzie magii, bo nie ma niezbędnego czynnika. Tak to działa mniej więcej u mnie. Jestem minimalistką i rzeczy mnie nie ucieszą tak, jak możliwość przytulenia w święta mamy i braci. Ale jak co roku, będę z nimi bardzo myślami. Za rok też są Święta. Nic straconego ;-)